Byle do brzegu

Opowiadania LGBT

13. Kiedy przytłacza nas to, kim jesteśmy

Cześć Kochani!

Wreszcie znalazłam moment, żeby dokończyć ten rozdział. Piszę o już od chyba miesiąca, jak nie lepiej, ale wciąż nie mam na nic czasu.

Tak oto przed Wami krótki rozdział o życiu Julka. Podpowiem tylko, że wielkimi krokami zbliżamy się do zapowiedzi i wielkiego wydarzenia w Układzie, ale o tym w następnym poście.

Dziękuję tym, co ze mną wytrwali. Dajcie znać, proszę, jak się Wam rozdział podoba. Wiem, że piszę do Was rzadko, ale naprawdę to brak czasu a nie motywacji.

Kawałek zamieszczony tutaj jest dopasowany tylko tyci do rozdziału, ale polecam serdecznie tego wokalistę.

Enjoy!

– A więc mamo, to jest Remik. Mój przyjaciel – powiedziałem może trochę na wyrost, ale po prawdzie był najbliższym znajomym, którego miałem i spędzaliśmy razem tyle czasu, że powoli podchodziło to pod przyjaźń. Trudną przyjaźń. Czytaj dalej

Małe i duże przeprosiny

Cześć Kochani!

Mam nadzieję, że ktoś z Was wciąż będzie to czytał to ptak długiej przerwie. Nagrywałam do Was kilka(naście) filmów, jednak ostatecznie żaden z nich nie znalazł się na stronie, gdyż zabrakło czasu na jakąkolwiek obróbkę, a były nagrywane i tak w biegu.

Tym razem Japonia dała mi się porządnie we znaki, a sam koniec pobytu był szczególnie ciężki, bo do pracy, którą miałam tu doszły obowiązki związane ze znalezieniem nowej pracy oraz mieszkania w Polsce, będąc marne dziewięć tysięcy kilometrów dalej. W natłoku wszystkiego zwyczajnie zabrakło mi czasu na pisanie i odzywanie się do Was. Czytaj dalej

12. Kiedy czas najwyższy połączyć wszystko w całość

Cześć Kochani!

Przed Wami nowy rozdział Układu Antytetycznego! Wiem, że trochę się na niego naczekaliście, ale wreszcie jest. Jestem zawalona pracą, ale staram się robić wszystko, żeby pisać jak najwięcej. Pozdrowienia z upalnej Japonii.

 

Enjoy!

Plusy pracy w teatrze? Wreszcie mogłem robić coś związanego ze sztuką. Śpiewałem codziennie po kilka godzin i czułem się z tym świetnie, a ponadto poprawiła mi się kondycja. Wszystkie próby taneczne i dodatkowe treningi, jakie miałem powoli przynosiły efekty i zaczynały się u mnie kształtować jakiekolwiek mięśnie. Minusy pracy w teatrze? Chroniczne zmęczenie i Remi. Nie miałem czasu na nic, ponieważ biegałem między próbami, treningami, a szkołami językowymi, często przegryzając coś w biegu i zwiększając dawkę wypijanej przeze mnie kawy. No i o ile naprawdę polubiłem tego gówniarza, o tyle mając z nim styczność codziennie, działał mi na nerwy. Treningi z nim to istna katorga, a poza tym jego wybuchowy charakter nie raz, nie dwa doprowadzał mnie do szewskiej pasji. Czytaj dalej

11. Kiedy bierzemy od życia wszystko, a nawet więcej

Cześć Kochani!

Pozdrawiam Was wszystkich z mojej ukochanej upalnej Japonii, gdzie powoli zaczynam się ogarniać. Zakładka „Japonia” nie cieszy się na stronie zbyt dużą popularnością, ale cóż, nie każdego musi to interesować, ale dla mnie to naprawdę cudny kraj ( ;

Przed Wami nowy rozdział Układu Antytetycznego, a wszystkim subskrybentom polecam sprawdzić swoje skrzynki, bo pójdzie do Was po tym wpisie mała niespodzianka.

Enjoy!

Po tym wieczorze musiałem odpocząć od wszystkiego i wszystkich, więc przez kilka dni pod rząd nie robiłem nic poza pracą czy przygotowywaniem materiałów. Z tą różnicą, że było mi zdecydowanie lepiej. Czułem się świetnie, a każda lekcja szła jak po maśle. Wreszcie przestałem uciekać od muzyki, więc moi uczniowie byli zachwyceni tym, że wplątywałem raz po raz jakiś znany kawałek i na jego przykładzie uczyłem gramatyki, słownictwa czy robiłem ćwiczenia ze słuchania. W międzyczasie podśpiewywałem pod nosem i wystukiwałem rytm palcami, nogą czy bujałem się w rytmie muzyki. Byłem jak nowo narodzony. Zauważyli to nie tylko uczniowie, ale nawet współpracownicy, którzy od razu zaczęli wypytywać mnie o powód mojego nagłego zadowolenia z życia. Dziewczyny z sekretariatu wymyśliły nawet teorię spiskową, jakobym ukrywał przed światem jakąś nową sympatię i nie ważne, ile razy bym nie zaprzeczał, one wciąż upierają się przy swoim. Czytaj dalej

Sny (nie)spełnione

Cześć Kochani!

Tak, jak pisałam na Facebooku, dziś mały one-shot z okazji przewspaniałej audycji w UJOT FM. Mam nadzieję, że słuchacie, jeśli nie, wciąż trwa, aż do samej północy. Polecam! ( ;

Enjoy!

Znów zaczynał się mój piękny koszmar. Leżałem pod nim, a jego dłonie błądziły po moim ciele wędrując tam, gdzie tylko one jedne mogły. Nie wiedziałem, ile jeszcze wytrzymam. Jeszcze kilka krótkich chwil, a znów poczuję go w sobie i po raz kolejny będę jęczał bezwstydnie wijąc się i prosząc o więcej. Jeszcze dosłownie moment, a będę widział, słyszał i czuł tylko jego. Czułem się jak na haju. Był moim narkotykiem. Czytaj dalej

10. Kiedy coś nam w duszy gra

Cześć Kochani!

Przed Wami kolejnych kilka akapitów Układu ( ;

Wiem, wiem, trochę krótki i w ogóle, ale to zawsze coś, nie? Po raz kolejny polecam Wam subskrypcję, bo z ręką na sercu nie wiem, na ile będę miała czas i sposobność wstawiać coś tutaj, gdy już zawędruję do Japonii, a na pewno będę wysyłać newslettery.

Pochwalcie się, kto był na Paradzie Równości w Warszawie? Było cudownie, co nie? ( ;

Enjoy!

Niestety, miałem rację, postawił na swoim. Nie zdążyłem nawet wyjść z pracy, a już miałem kilka nieodebranych połączeń. Przez chwilę debatowałem sam ze sobą czy do niego oddzwonić czy nie, ale wiedziałem, że na bank się ode mnie tak łatwo nie odczepi i będzie dzwonił do skutku. Wcisnąłem więc z ciężkim sercem zieloną słuchawkę i przygotowałem się na najgorsze. Czytaj dalej

Ogłoszenia parafialne

Cześć ludziska!

Długo mnie tu nie było, wiem. Mam dla Was kilka wieści i ogłoszeń. Subskrybenci dostali informacje już wcześniej, ale nie byłoby fair, gdybym nie podzieliłam się również z Wami wszystkimi tym, co się dzieje.

Przede wszystkim, w moim życiu zadziało się bardzo wiele i przez dłuższy czas nie było łatwo, ale wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Nie wiem, jak często uda mi się pisać tutaj do Was. Obiecać mogę póki co jedynie, że jeszcze w tym tygodniu pojawi się nowy rozdział Układu. Julek już nie daje mi spać po nocach, domagając się opisania jego historii, w której wciąż tak wiele może się przecież zadziać. Kiedy będzie następny? Nie mam pojęcia.

Dodatkowo… Niestety jestem zmuszona przełożyć premierę Numero Uno II na październik. Nie jestem w stanie tego obiecać, ale jeśli wszystko pójdzie dobrze, to być może uda się w okolicach sierpnia puścić Wam e-book, ale raczej nie będzie to łatwe.

Tu pojawia się taki mały news. Na trzy miesiące wracam do Japonii, gdzie będę radośnie zapiep… pracować ( ; Ten wyjazd jest dla mnie bardzo ważny, ale opóźni wszystkie sprawy związane z wydaniem czegokolwiek i pisaniem samym w sobie.

Postaram się Subskrybentom wysyłać info i zajawki w miarę na bieżąco. Poza tym trzeba przecież sprawdzić, jak się mają sprawy ze stadionem, na którym Tymek będzie (lub nie?) walczył o zapisanie się w historii Igrzysk Olimpijskich ( ;

Także póki co polecam subskrypcje i śledzenie oficjalnego Facebooka BDB, bo tam na bieżąco będą informacje, a może nawet kilka zdjęć z podróży? Nie rezygnuję z pisania ani z Was i już tęsknię, ale mam naprawdę urwanie głowy i kompletny brak czasu. Nawet siedząc w metrze pomiędzy jedną a drugą pracą robię coś innego.

A tymczasem maleńki news dla Warszawiaków i wszystkich, którzy postanowią zawitać na Paradzie w naszej stolicy. Szukajcie stoisk Lambdy, naprawdę polecam i obiecuję, że ja również będę się tam gdzieś kręcić, jakby ktoś chciał jakiś podpis na książce czy coś (może małe plotki o planach, jakie mam dla chłopaków, ale to chyba dopiero po piwku, buahahahaha)  ( ; Widzimy się?


Tęczowe Uno

Z pozdrowieniami od naszych słoików ( ;

Do zobaczenia i Enjoy!
Baśka B.D.B.

9. Kiedy się wzajemnie podjudzamy

Cześć Kochani!

Ja już przestaję liczyć na to, że wyrobię się ze wszystkim na czas. U mnie życie zmienia się jak w kalejdoskopie, ale staram się pisać chociażby w miarę na bieżąco. Przed Wami kolejny rozdział Układu.

Enjoy!

Niestety kiedyś trzeba było wstać, ale żaden z nas nie przejawiał do tego wybitnej chęci. Wyślizgnąłem się z niego, sięgając od razu po chusteczki. Siedziałem jeszcze przez chwilę obok podziwiając go. Czy tego chciałem czy nie, musiałem przyznać, że jest co podziwiać. Naprawdę był dobrze zbudowany. Czytaj dalej

7. W momencie, w którym coś się zmienia

Cześć Kochani!

Dziś już względnie na czas, nowy rozdział Zabłądzić Nocą.

Enjoy!

Tym razem postanowiłem odpuścić drążenie tematu. Nic by mi to nie dało, poza kolejnymi zbędnymi nerwami. Pokiwałem tylko głową i gdy spojrzał się na mnie z wszystkowiedzącym wzrokiem, wzruszyłem ramionami. Nie miałem zamiaru się z nim teraz kłócić, więc lepiej było się nie odzywać, szczególnie, że ostatnio, gdy chciałem z nim porozmawiać na nie do końca bezpieczny temat, skończyło się to tylko niepotrzebnym krzykiem. Nie mogłem sobie teraz na to pozwolić. Szczególnie, że dopiero zaczynaliśmy zbierać wszystko do przysłowiowej kupy. Zostało mi tylko uwierzyć mu na słowo i obserwować zachowanie Łukasza, gdy pojawi się w zasięgu wzroku. Czytaj dalej

8. Kiedy dzieje się magia

Cześć Kochani!

Tak, jak mówiłam. Wiele się u mnie działo i nie mogłam za bardzo usiąść do pisania. Na szczęście, już jestem. Wciąż może być dość nieregularnie, co potwierdza to, że rozdział wrzucam w środę, ale jednak jestem.

Mam nadzieję, że na ten rozdział warto było czekać. Dlaczego? Zobaczycie sami!

Ostrzegam przed nietypowym jak na mnie kontentem. Czujcie się w pełni ostrzeżeni i świadomi.

Enjoy!

Chyba obaj potrzebowaliśmy takiej właśnie bliskości, bo jeszcze długo nie mogliśmy się tym nacieszyć, siedząc na mojej kanapie i niespiesznie wymieniając leniwe pocałunki. Całe nerwy i nawet jego boląca ręka poszły w zapomnienie. Remi przeniósł trochę swój ciężar ciała tak, że opierał się na mnie bardziej, więc przytuliłem go do siebie, przyjmując stabilną pozycję. Przez dłuższą chwilę nawet nie dotarło do mnie, co tak faktycznie robimy. Było po prostu dobrze. Przynajmniej na ten moment. Nawet, gdy skończyliśmy naszą małą sesję, wciąż pozostawało w powietrzu nieme pytanie który z nas odsunie się jako pierwszy? Żaden z nas nie kwapił się do tego, ale z jakiegoś powodu zaczęło to budować ciężką atmosferę. Wziąłem głęboki wdech i głośno wypuściłem powietrze, uwalniając się przy okazji od gromadzących się we mnie nerwów i tym samym rozluźniłem ramiona, co ostatecznie zaowocowało naturalnym odsunięciem się od niego bez zbędnych komplikacji. Czytaj dalej

« Starsze wpisy

© 2018 Byle do brzegu

Theme by Anders NorenUp ↑