1. Jego nerwy

Przed Wami pierwszy rozdział „Numero Uno II”.

Enjoy!



– Nie mogę ci na to pozwolić. Tak bardzo, jak chcę mieć ciebie obok, tak bardzo wiem, że nie będę mógł znieść siebie i życia z poczuciem winy, że wpakowałem ciebie w to wszystko. Po prostu nie mogę. Zmieniłeś się na lepsze, wiesz? Jesteś bardziej otwarty, nie przejmujesz się już tak wyglądem, robisz to, co kochasz i nie kryjesz się z tym, kim jesteś. Znajdziesz kogoś i będziesz miał szansę na ułożenie sobie życia – powiedziałem spokojnie, chociaż serce ściskało mi się nieprzyjemnie. Wiedziałem jednak, że to dobra decyzja.

– Tymek, co ty w ogóle… Mowy nie ma – zaperzył się, a na jego twarzy dostrzegłem rosnący strach. Nie chcąc tego widzieć, odwróciłem wzrok, a po chwili zamknąłem oczy.

– Nie utrudniaj tego ani sobie, ani mi. Kocham cię i nie pozwolę, żebyś obserwował, jak staję się kaleką, jak powoli moje własne ciało odmawia mi posłuszeństwa, aż wreszcie zalegnę w łóżku, dusząc się przy każdym oddechu i czekając na śmierć. Nie pozwolę, słyszysz! – krzyknąłem, wciąż nie otwierając oczu. Powiedziałem o kilka słów za dużo, zdradzając się z moimi obawami, które dotychczas głęboko skrywałem. Pozostało mi tylko czekać na jego reakcję.

Gdy usłyszałem ostatnie słowa wychodzące z jego ust i zobaczyłem, jak na jego twarzy powoli maluje się przerażenie, wiedziałem, że to, co powiedział, nie było przeznaczone dla czyichkolwiek uszu. Ja sam miałem problemy z wyrażeniem uczuć i opowiedzeniem wszystkiego ze szczegółami, więc nie mogłem go za to winić. Tymek jednak zawsze był impulsywny. Nie raz najpierw robił, a później myślał, co w takich chwilach ułatwiało zdecydowanie sprawę. Wstałem i zacząłem chodzić w tę i z powrotem, chcąc pozbyć się choć części nagromadzonej we mnie nagle energii. W końcu spojrzałem na niego ponownie. Nie ruszył się nawet o centymetr i wydawał się nie kontaktować. Wypuściłem głośno powietrze z ust, po czym usiadłem znów na kanapie. Wziąłem go za rękę. Nie zaprotestował. Przez chwilę trwaliśmy w ciszy.

– Nie ma takiej opcji, żebym cię z tym zostawił. Rozumiesz to? – powiedziałem powoli i wyraźnie, chcąc mieć pewność, że to do niego dotrze.

– Uno, daj spokój, dobrze? Powiedziałem, co miałem do powiedzenia i… – Tu urwał i widziałem, że znów jest bliski łez, ale w tej chwili mało mnie to obchodziło, bo zaczynał mnie poważnie wkurzać.

– Nie, kurwa mać, nie dam ci spokoju. Nie mam zamiaru siedzieć i patrzeć, jak się sam wpychasz w głęboką depresję i na pewno nie zostawię cię samego. Popierdoliło cię czy co?! – krzyknąłem w jego stronę, choć nie siedział daleko. Wzdrygnął się nieco i monotonnym głosem odpowiedział.

– Robię to dla ciebie. W ogóle, od kiedy ty przeklinasz, co? Te swoje kurwy możesz sobie w dupę wsadzić. – Jego beznamiętny ton doprowadził mnie do szewskiej pasji i w pierwszym odruchu zamachnąłem się, łącząc swoją pięść z jego policzkiem. Przez chwilę nie bardzo wiedział, co się stało, ale wreszcie spojrzał się na mnie, wciąż będąc w ciężkim szoku.

– Dlaczego dalej biegasz? – zapytałem krótko.

– Bo to uwielbiam. To moja pasja i odskocznia. Coś co mnie napędza – odparł pomału, nie bardzo wiedząc, co się dzieje.

– A dlaczego związałeś się ze mną? – dopytywałem dalej. Tu ściągnął brwi i spojrzał na mnie jak na wariata.

– Bo cię kocham. Jesteś niesamowity i masz w sobie coś, co za każdym razem, gdy na ciebie patrzę, każe mi podejść bliżej. Mam tak od lat, ale nie chciałem tego przyznać nawet sam przed sobą. Uno, jesteś świetnym facetem, dlatego nie mogę… – zaczął, ale przerwałem mu prędko.

– Owszem, możesz. A wiesz, dlaczego? Bo ja kocham ciebie. Nie zostawię cię, koniec, kropka. Wiem, co powiedziałem przed chwilą. Boję się i żyję w ciągłym napięciu. Okej, chcesz mi tego oszczędzić, ale to tak nie działa. Wiedziałem od początku, na co się piszę. Musimy częściej o tym rozmawiać i nauczyć się z tym funkcjonować. Obaj. Ty ze świadomością, że powoli będzie coraz ciężej, a ja ze świadomością, że jeszcze nie umierasz i mogę na spokojnie kupić bilety na za pół roku czy nawet za trzy lata, jeżeli będę miał taki kaprys, żeby zabrać cię na wycieczkę. Tymek, to nie jest koniec świata. Okej? – Spojrzałem na niego, szukając potwierdzenia tego, że zrozumiał.

– Okej. – Na jego ustach pojawił się słaby uśmiech, po czym westchnął. – Nie zasłużyłem na ciebie.

– Nie marudź. To od czego zaczynamy? Jakie plany na zbliżający się urlop? – Odetchnąłem głęboko i oparłem się wygodniej na kanapie, patrząc na niego.

– Może poczekaj, aż pójdę do lekarza, co? – wytknął, ale tylko wzruszyłem ramionami.

– Nie ma co. Tymek, urlop masz za jakiś miesiąc, a sam widziałeś, że jeszcze nie jest tragicznie. Wystarczy to rozbić. Martwi mnie tylko jedna rzecz – powiedziałem spokojnie. Czas zacząć być ze sobą szczerym.

– Jaka? – wydukał, spinając się znowu, ale zmierzyłem go kpiącym spojrzeniem.

– To, że nie możesz brać sterydów. Z tego, co czytałem, to pomaga dłużej utrzymać formę, ale rozumiem, że przed zawodami nie ma takiej opcji. Rozmawiałeś z lekarzem, aby ustalić coś w zamian? – Spojrzałem pytająco i czekałem na jego odpowiedź. Ku mojemu utrapieniu pokręcił przecząco głową.

– Znaczy… Rozmawiałem, ale nie ma zamienników. Muszę to przeczekać i tyle. – Wzruszył ramionami.

– Po Igrzyskach nie będzie już na to za późno? – rzuciłem cicho, nie wiedząc, czy chcę znać odpowiedź.

– Nie wiadomo. Niekoniecznie. Wszystko się dopiero okaże. Nawet bez sterydów idzie, póki co, dobrze. Jak teraz pójdę, to porozmawiam z nim jeszcze raz – zapewnił mnie, a ja pokiwałem nieobecnie głową, po czym zapytałem z nadzieją.

– Mogę iść z tobą? – Przygryzłem wargę i czekałem na odpowiedź.

– A chcesz? – Spojrzał na mnie zdziwiony, ale szybko dodał. – Jasne. Uno, nie musisz tego robić, ale jeśli chcesz, to może być całkiem dobry pomysł. – Widocznie chciał coś jeszcze dopowiedzieć, ale urwał nagle.

– No mów – ponagliłem go, a on uśmiechnął się przepraszająco.

– Słuchaj, Uno, jesteś pewny, że chcesz tego wszystkiego? Tego związku i w ogóle… – Tu przerwałem mu gwałtownie.

– Tak, do cholery. Tymek, czy ty mnie w ogóle słuchasz czasami? – zirytowałem się, ale pomijając mój wybuch, kontynuował.

– Słuchaj, chcę wiedzieć, że zdajesz sobie sprawę z tego, że za jakiś czas, może za pięć, może za dziesięć a może za dwadzieścia lat, będziesz opiekował się umierającym partnerem, tracącym powoli siły i władzę w nogach, rękach… Może nie będzie źle, a może będę przykuty do łóżka i nie będę w stanie się sam umyć, zjeść. Uno, nie oszukujmy się, będę dla ciebie ciężarem. Boję się tego, wiesz? Boję się zobaczyć w twoich oczach to charakterystyczne zmęczenie, znużenie…

– Często o tym myślisz? – Spojrzałem na niego z troską.

– Staram się nie. Różnie mi to wychodzi, ale nie zadręczam się tym na co dzień. Tylko czasem, gdy coś zaczyna powoli iść nie w tym kierunku, co trzeba – przyznał niechętnie. Podniosłem rękę i pogłaskałem go po policzku.

– Też o tym myślałem. Nie raz. Zastanawiałem się, czy temu podołam, ale za każdym razem dochodziłem do tego samego wniosku. Nie zostawię cię. Nie jesteś i nie będziesz ciężarem, chociaż łatwo nie będzie, ale w życiu nic, co jest tego warte, nie przychodzi łatwo. Musimy serio zacząć o tym rozmawiać, bo jak znowu będziemy się wycofywać, to za każdym razem skończymy rozmowę w ten sposób. Za takie atrakcje to ja akurat podziękuję. – Uśmiechnąłem się do niego słabo i poczekałem, aż odwzajemni ten gest.

– Dobra, jasne. Zrozumiałem. Będę musiał podać cię u lekarza, jako osobę do kontaktu w razie wypadku. Raczej nie będzie to na razie potrzebne, ale przezorny zawsze ubezpieczony – zauważył przytomnie, a ja pokiwałem głową. – A co do urlopu, to stawiam na coś ciepłego. Hiszpania?

– Zdecydowanie Hiszpania! – Wyszczerzyłem się w odpowiedzi i przysunąłem bliżej niego, opierając się o jego ramię. – Co prawda, byłem na zwiedzaniu już kilka razy, ale może być przyjemnie.

– Ja też. Teraz mam ochotę połazić po klubach, spać do południa i wygrzewać dupsko na plaży – odpowiedział rozmarzonym głosem, na co parsknąłem cichym śmiechem.

– Brzmi, jak dobry plan. Zagadam z kumplem, może uda się załatwić darmowy nocleg blisko plaży w Walencji.

– Cudo. Jesteś aniołem. – Usłyszałem tuż przy uchu i poczułem jego wargi schodzące powoli w dół po mojej szyi.

Przymknąłem oczy i odetchnąłem głęboko. Nieważne,jak przyjemne to było, mimo roku spędzonego razem, peszyłem się zawsze, gdydochodziło do zbliżenia. Tymek był na szczęście bardzo otwarty i cierpliwy.Moje blizny nie przeszkadzały mi już tak bardzo, jak kiedyś, ale wciąż nagośćstanowiła pewien dyskomfort. Przestała być tabu, co i tak uważałem za sukces,ale wciąż doskwierała nieprzyjemnie, nawet, gdy byliśmy sami. Mimo to,pozwalałem Tymonowi na wszystko. Nieważne, jak bardzo chciałem uciec przed jegowzrokiem. Za każdym razem łapał mnie w swoje sidła i każdym gestem zapewniał,że to, co mi tak bardzo doskwiera, dla niego nie ma znaczenia. W każdym czułympocałunku i spojrzeniu było tyle miłości i akceptacji, że nie raz sam prosiłemo więcej. Nie zliczę, ile razy miał mnie w swoich ramionach błagającego ojeszcze. Obaj wiedzieliśmy, że to się powtórzy. Dziś, jutro, pojutrze… Zawsze,gdy będziemy chcieli zatracić się w tym naszym małym chaosie.    

Podziel się dobrem

Dodaj komentarz