… to najbliższe miejsca okazują się bardziej dogodne.

Nie było mnie tu już jakiś czas. Dziwnie czułem się, leżąc w łóżku, które wciąż przypominało mi jego, z ogromnym kacem, który na szczęście przytępiał mi zdolności myślenia na tyle, by móc spokojnie odetchnąć. Przeszło mi przez głowę, że powinienem sprzedać ten dom.

Wtedy nie będzie mnie ciągnęło do tego, by tu wracać, by znów myśleć o nim i o tym, co zostało ze mnie. Przede wszystkim muszę pozbyć się tego łóżka i kanapy stojącej w salonie. Przywodzą mi na myśl zbyt wiele wspomnień i za bardzo przypominają mi o tym, że on nie jest i już nigdy nie będzie mój, że teraz budzi się co rano u boku kogoś innego. Myślenie o tym oznaczało, że stan mojej świadomości wrócił właśnie z krainy wiecznego błogostanu i zaczynał analizować rzeczywistość, której tak bardzo nie chciałem stawiać czoła. Nie byłem sobie jednak w stanie przypomnieć, co działo się ostatniej nocy. No, może ostatnich dwóch nocy. Lub kilku poprzednich dni. Im więcej o tym myślałem, tym większą zagadką stawał się dla mnie fakt znajdowania się mnie samego w tym właśnie miejscu. Jakim cudem trafiłem w ogóle do domu? Zresztą… Co to miało za znaczenie? Trzeba było wstać i wyruszyć w poszukiwaniu wody. Swoje pierwsze kroki skierowałem do łazienki. Obmyłem twarz i spojrzałem się w lustro, po raz pierwszy od dłuższego czasu. Stwierdziłem ze zdziwieniem, że urosły mi trochę włosy, co zgadzałoby się z faktem, że już długo nic a nic z nimi nie robiłem. Nie wiedzieć, czemu, zauważyłem również fakt, że byłem w czystych bokserkach, których nawet nie pamiętałem. To z kolei nie zgadzało mi się kompletnie. Przeczesałem włosy palcami i westchnąłem w duchu. Te rzadkie momenty, w których byłem trzeźwy i siedziałem w domu, napawały mnie poczuciem beznadziei. Wciąż spragniony i z potwornym bólem głowy, poczłapałem na dół. Wchodząc do kuchni stanąłem jak wryty i gdyby nie to, że złapałem się futryny, runąłbym jak długi na ziemię ze zdziwienia. Przy stole siedziało dwóch mężczyzn. O jednym z nich usilnie próbowałem zapomnieć, drugiego natomiast nie znałem zupełnie.
– Nie ważne, czy masz coś do powiedzenia. Zamknij się i siadaj. Przygotuję Ci coś na kaca. – powiedział Michał tonem nieznoszącym sprzeciwu. Usiadłem więc bez szemrania na miejscu, które on zwolnił i chowając twarz w dłoniach, przymknąłem oczy, mając nadzieję, że albo pozwoli mi to wymazać kaca, albo jego obecność. Niestety nie zadziałało to na żadne z powyższych. Kac wciąż mnie męczył, a obecność mojego byłego partnera przytłaczała mnie nawet, gdy go nie widziałem. Nie miałem ochoty na tę konfrontację. Wydawała mi się w tym momencie, co najmniej, zbędna. Po chwili, przed moim nosem pojawiła się szklanka z miksturą nieznanego pochodzenia oraz talerz z lekkostrawnym śniadaniem. Zmierzyłem je sceptycznym spojrzeniem i westchnąłem.
– Masz. Tylko się nie krzyw. To jest niedobre, ale masz to wypić do końca. Najlepiej duszkiem, będzie po krzyku. Gwarantuję, że skuteczne. Chociaż powinienem teraz pozwolić Ci pocierpieć z tym kacem. – rzucił mój były partner zza moich pleców. Nie mogłem rozszyfrować tonu jego głosu, ale nie miałem siły ani ochoty myśleć nad niczym, nawet nad tym. Wykonałem posłusznie polecenie. Miał rację. To, co nalał mi do szklanki, było paskudne, ale miałem nadzieję, że chociaż będzie skuteczne.
– A teraz powiedz mi, coś Ty do kurwy nędzy z siebie zrobił? Od kiedy jesteś naczelną dziwką w tym kraju? – tym razem do moich uszu dobiegł dobrze znany mi ton. Jego próby maskowania wściekłości były zawsze nieudane. Chodził od szafki do szafki, posapując pod nosem i co chwilę wzdychając ciężko. Brzmiał, jak byk na wybiegu podczas zawodów torreadorów. Normalnie pewnie by mnie to nawet bawiło, ale zważywszy na okoliczności, po pierwszej minucie miałem dość.
– A skąd tego się dowiedziałeś? – burknąłem tylko w odpowiedzi, nie patrząc na niego wcale. Zabrzmiało to nieco ironicznie, chociaż nie był to efekt zamierzony.
– Myślałeś, że się nie dowiem? – prychnął. – Zabawne. Kto, jak kto… Nie ważne. Myślisz, że co Ty teraz w ogóle robisz, co?
– Jem. Nie musiałeś tu przypełzać. Żyję. To tyle w temacie. To już od dawna nie jest Twoja broszka. – odparowałem, czując narastającą złość.
– Hamuj się. Bo nie wyrobię i Ci przyłożę. – rzucił szybko, przez zaciśnięte zęby. Widziałem, jak zaciska palce u rąk i prostuje próbując się uspokoić, jednak w tej chwili mało mnie to obchodziło.
– Ulżyj sobie. Wali mnie to. – spojrzałem na niego wyzywająco. Wyglądał, jak zawsze. Dobrze. Tym bardziej byłem wściekły, że pojawił się znów wtedy, gdy ja najbardziej usiłowałem o nim zapomnieć i do tego wszystkiego, wyglądał, jakby nasze rozstanie kompletnie na niego nie wpłynęło. – Teraz, kiedy już byłem tak bliski wymazania z pamięci Twojej egzystencji, skoro już znowu się pojawiłeś to i tak spieprzyłeś wszystko i tak.
Podszedł do mnie bez słowa i przez chwilę widocznie walczył ze sobą, po czym rzucił w przestrzeń, nie patrząc na nikogo:
– Tomek, możesz zostawić nas samych na chwilę? – jego głos był dziwnie cichy, ale dopiero teraz faktycznie zwróciłem uwagę na drugiego jegomościa siedzącego przy stole. Był całkiem przystojny. Wysoki, szczupły i wyraźnie wysportowany, chociaż nie stawiałbym na przesadną muskulaturę. Miał ciemne oczy i czarne włosy. Gdybym miał strzelać, to stawiałbym na to, że może mieć jakieś latynoskie korzenie. Nigdy nie zaliczyłbym go do kogoś, kto podchodził pod typ Michała, ale to bez wątpienia musiał być jego nowy facet. Nie mówiąc nic, wstał i przeszedł do salonu. Michał szybko skorzystał z pustego krzesła, jakie po sobie pozostawił, podsuwając je obok mnie i siadając.
– Jak pewnie zdążyłeś się domyślić, Tomek i ja…

– Tak myślałem. – przerwałem mu szybko. Ostatnie czego chciałem, to wysłuchiwać o jego nowych miłościach.
– Jesteśmy przyjaciółmi. To… To nie wypaliło. Wiesz… Po tamtym, myślałem, że przy nim będę szczęśliwy, bo znowu mogłem się śmiać i zaczynałem robić coś ze swoim życiem. Pozwolił mi się odciąć zupełnie, ale szybko okazało się, że nie tędy droga. Zrezygnowaliśmy ze związku po tym, jak się trzeci raz z rzędu na mnie wściekł, że pod czas seksu wołam do niego „Tobiasz”. Nigdy inaczej. Gdy tylko się budziłem albo wychodziłem spod prysznica to krzyczałem do niego, „Tobi podaj mi to czy tamto”. Próbowałem Cię gdzieś złapać, ale robiłeś sobie tak zawiłą wycieczkę, że nie bardzo mogłem… Kiedy dowiedziałem się, co ze sobą zrobiłeś, to miałem ochotę Cię zabić. – mówiąc to, patrzał w bok i marszczył brwi, przygryzając policzek od środka. To oznaczało jedno. Kłamał. A przynajmniej ta historia zawierała zdecydowanie więcej szczegółów i treści, o których nie miał zamiaru wspominać. Ja i tak postanowiłem, że nie chcę tego wiedzieć. Skoro chce mi przedstawić taką wersję, to w porządku.
– Myślisz, że czyja to wina… – bąknąłem tylko poirytowany.
– Że niby moja? Od kiedy awansowałem do rangi alfonsa? Stałem nad Tobą i kazałem Ci się puszczać? Bo chyba czegoś tu nie pamiętam. – mimo wcześniejszego opanowania, poirytował się. Po raz kolejny przebijały się jego stare mechanizmy obronne. Kiedy przechodził w tryb defensywny, zawsze tak reagował.
– A myślałeś, że co?! Że jak odejdziesz, to po prostu będę sobie żył dalej, chodził do pracy, na spacerki i był szczęśliwym człowiekiem? Może miałem znaleźć obie kogoś na samotne wieczory? To, co zrobiłem, to był jedyny sposób, żeby o Tobie zapomnieć, żeby nie myśleć o tym, że teraz ja leżę w łóżku pachnącym wciąż Tobą, a Ty śpisz gdzieś z jakimś fagasem. Ja Cię, kurwa, kocham. – wybuchłem w końcu. – Myślałeś, że tak po prostu zapomnę? Że znajdę sobie kogoś i będę odgrywał rolę ustatkowanego kochanka? O! Wiem! Wyjadę do Francji, wezmę ślub i adoptujmy trójkę dzieci z moim nowym partnerem. Tak, to byłby piękny scenariusz, nie sądzisz? Nie, ja tak nie umiem. Jeżeli chcesz dalej to ciągnąć to mnie lepiej zabij. Będzie szybciej. Prędzej czy później sam bym to zrobił. – jak tylko skończyłem mówić ostatnie zdanie, dostałem od mojego rozmówcy w twarz.
– Idioto, cholerny. – głos mu się trząsł od nadmiaru emocji. Oparł się o moją klatkę piersiową, chwytając mnie jednocześnie za ramiona i mocno ściskając. – Jeżeli się nie zamkniesz, to faktycznie Cię zabiję. Jak możesz być tak głupi?
– Michał, nie ośmieszaj się. Obaj wiemy, że to już koniec. Po prostu daj sobie spokój i wyjdź, póki jeszcze mam cierpliwość. – odparłem chłodno. Po tym podniósł wzrok i spojrzał na mnie przygryzając wargę, jakby się nad czymś zastanawiał. W końcu zaczął cicho.
– Jeżeli wciąż tego chcesz, to będę przychodził parę razy w tygodniu, żeby ogarnąć wszystko. Jeżeli dalej mnie chcesz, to możemy zacząć to powoli prostować. Spokojnie, zostanę u Tomka. Nie będziesz musiał oglądać mnie na co dzień. Tylko wtedy, gdy będziesz miał ochotę. – pierwszy raz widziałem go aż tak niepewnego. Wyglądał jak bezbronny chłopiec, który oczekuje bury. Moje pieprzone serce zawsze miękło, gdy widziałem te pełne nadziei oczy. Przez jakiś czas mierzyłem go spojrzeniem, walcząc sam ze sobą, aż w końcu westchnąłem głośno i patrząc mu prosto w oczy powiedziałem:
– Jeżeli dziś wieczorem nie będziesz tu ze wszystkimi rzeczami, to możesz zapomnieć, że kiedykolwiek istniałem.
– Okej, zrozumiałem. – zdobył się na półuśmiech i widocznie odetchnął z ulgą. Pokiwał ledwo zauważalnie głową, na znak, że się zgadza i jeszcze chwilę nie mógł się otrząsnąć z szoku. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Potem, już bardziej pewny siebie, trącił mnie ramieniem i rzucił niby od niechcenia. – A teraz spieprzaj pod prysznic i zęby umyj, bo wali Ci z paszczy. Ja z Tomkiem trochę po ogarniamy i posprzątamy po śniadaniu.
– Jestem o niego zazdrosny. Zdajesz sobie z tego sprawę? Technicznie rzecz biorąc, jest byłym mojego byłego, ale mimo to, nie pasuje mi. – uniosłem brwi i uśmiechnąłem się z ironią.
– Tak, zdaję sobie z tego sprawę. Dobrze Ci to zrobi. No, jazda się myć, głupia pało. – rzucił olewająco. Po tych słowach chciałem jeszcze coś odpowiedzieć, ale dałem sobie spokój. Prysznic faktycznie był dla mnie niczym zbawienie. Długo nie mogłem zebrać się, by w końcu spod niego wyjść. Kiedy już wreszcie wyszedłem i ubrałem się, zdałem sobie sprawę, że po moim domu faktycznie pałęta się były mojego byłego oraz, że zrobiłem przed nim z siebie głupka, dziwkę i pijaka. Nie zadziałało to pozytywnie na moją, mocno już nadszarpniętą, samoocenę. Przeszła mi przez głowię myśl, że Michał chyba faktycznie powinien zostać z nim, zamiast znów włazić w to bagno. Miał rację, przy Tomku się śmiał i rozwijał. Widocznie zauważył, że przy mnie nie jest już w stanie tego robić. Nazwijmy to zmęczeniem materiału.
Gdy zszedłem do salonu i zacząłem z nimi rozmawiać, tylko utwierdziłem się w tym przekonaniu. Rozumieli się bez słów i dopowiadali po sobie niedokończone kwestie. Prawie, jak bliźnięta. Co tylko jeden pomyślał, drugi powiedział. Nawet śmiali się z niewypowiedzianych jeszcze do końca żartów. Niechętnie musiałem przyznać, że Tomek był naprawdę fajnym chłopakiem. Zabawny, miły, z ciekawym poczuciem humoru. Widać, że ma lekko zadziorny charakter i lubi droczyć się z ludźmi, ale wyglądał na naprawdę mądrego człowieka. Zrozumiałem, że nie mam o co się wściekać. W pewnym momencie, kompletnie abstrahując od tematu, powiedziałem, patrząc na tą dwójkę:
– Wy naprawdę powinniście być razem. Pasujecie do siebie i wyglądacie na szczęśliwych. Mówię poważnie. – gdy tylko skończyłem to zdanie, zapadła chwila ciszy. Michał zmierzył mnie kpiącym spojrzeniem, a jego przyjaciel parsknął cichym śmiechem.
– Tobiasz, czy Ciebie pogrzało? A może dalej jesteś pijany? Mówiłem Ci przecież, że nic z tego nie wyszło. Jesteśmy przyjaciółmi i tyle. Zresztą, Tomek ma już kogoś, a ja bez Ciebie, jakoś słabo umiem się ogarnąć. Nie bez powodu chcę wrócić. Zamknij się więc i przyjmij do wiadomości, że będziesz na mnie dalej skazany.
– Okej, okej, czaję… – wycofałem się, a po chwili dodałem ostrożnie. – Ale wiesz… Masz wolną rękę.
– Czy ja dobrze rozumiem i Ty właśnie zaproponowałeś mi otwarty związek? – mój partner spojrzał na mnie ostrzegawczym wzrokiem.
– Coś w tym stylu. – przytaknąłem mimo wszystko.
– Wstań i wyjdź stąd, zanim Cię wyśmieję albo zabiję. Jeżeli dalej chcesz się puszczać, to nie ze mną te numery. Albo przywiążę Cię do kaloryfera, albo znajdę inny sposób na to, żebyś już nigdy nie wyszedł z tego domu. – przez chwilę przeraziło mnie to, jak poważnie brzmiał jego głos przy ostatnim zdaniu.
– Nie do końca o to mi chodziło. Po prostu… Możesz sypiać, z kim chcesz. – zaczynałem tracić kontrolę nad własną wyobraźnią, która podpowiadała mi, że to będzie dla niego teraz lepsze wyjście. Bo w końcu… Co mu po takiej dziwce?
– Ta opcja podoba mi się bardziej. – zaśmiał się. – Ale i tak nic z tego. Jak mnie bierzesz, to na wyłączność w obie strony. Nie próbuj się wymigać. – to powiedziawszy pogroził mi palcem, a ja tylko przewróciłem oczami. Nie mogłem w to uwierzyć. Michał wrócił. Było tak, jakby nigdy nie odszedł. Siedział na kanapie na przeciwko mnie i droczył się ze mną jak zawsze. Jedynie siedzący kawałek dalej, na drugim fotelu, mężczyzna, przypominał mi o naszej rocznej przerwie.


Proszę nie bić. To nie jest jeszcze koniec tego wątku, nigdy nic nie pójdzie tak łatwo, jakby mogło, co nie?
Poza tym… Pam, pa ra pam, jesteśmy już w połowie części pierwszej.
Enjoy!
A! I wesołego jajka, mokrego dyngusa oraz ogółem wesołych Świąt, wszystkim, którzy je obchodzą.

Podziel się dobrem