… i te większe


Żeby nie było wątpliwości, nie mogę nazwać tego rozdziałem, ponieważ jest za krótkie, ale możecie potraktować to, jako miły (mam nadzieję) dodatek, do poprzedniego rozdziału. Jednocześnie przypominam, że to jest już skończona opowieść, chociaż, w pewnym sensie, w trakcie edycji, ale posiada również drugą część, która jest już dłuższa niż pierwsza, a coś nie coś jeszcze mogę tam dopisać, bo poszła w dziwnym kierunku. ( ;


Siedzieliśmy wieczorem na kanapie w salonie i oglądaliśmy film. Był średnio ciekawy, ale sam fakt, że siedzieliśmy razem, z drinkami w dłoniach i wymienialiśmy uwagi na temat decyzji bohaterów, w pewien sposób wpływał na to, że można było wieczór uznać za udany.

Raz po raz spoglądałem na mojego partnera szczerzącego się do ekranu i zamaszyście gestykulującego. Siedział bez koszulki, w rozluźnionej pozie, tak, że było widać każdy jego pięknie wyrzeźbiony mięsień oraz cudownie gładką skórę. Kusił mnie niesamowicie i wydawało mi się, że robił to, nie zdając sobie w ogóle z tego sprawy. Nie, on na pewno nie miał o tym bladego pojęcia. To było w nim najlepsze. Nie musiał się starać. On po prostu taki był. W końcu nie wytrzymałem. Ostatni raz kochałem się z nim ponad rok temu. Stanąłem przed ciężkim wyborem. Ulec pokusie lub przetrzymać to, aby dopełnić słowa z dzisiejszego poranka. W końcu doszedłem do wniosku, że nie ważne, co sobie wcześniej ubzdurałem. Pragnąłem go. Odstawiłem drinka i oparłem się o jego ramię. Przez chwilę kreśliłem mu nosem na szyi nieokreślone wzory.
– Michał, chcę się kochać. Teraz. – wyszeptałem mu zmysłowo do ucha. On jednak wykonał taki ruch, jakby chciał się ode mnie odsunąć.
– To nie jest dobry pomysł. – odpowiedział dość chłodno.
– Nie wierzę. Ty nie chcesz seksu?! Świat stanął na głowie. – podjudzałem go, wciąż opierając się o jego ramię.
– To nie jest zabawne. Zamknij się i pij. – chcąc uciąć temat, wskazał ruchem głowy na drinka.
– Nie, zamknij się i chodź się kochać. – marudziłem, coraz bardziej poirytowany.
– Nie. – odpowiedział stanowczo.
– Dlaczego? – zapytałem rzeczowo. On jednak zwyczajnie mnie odsunął od siebie i pochylił się do przodu, tak, że nie mogłem dłużej opierać się o jego ramię. Długo milczał i miałem wrażenie, że próbuje ugryźć się w język, żeby nie powiedzieć tego, co ma na myśli, ale postanowiłem poczekać cierpliwie na odpowiedź. Kiedy w końcu musiał się do mnie odezwać, prawda? Wystarczy przeciągnąć tę ciszę moment dłużej i na pewno pęknie.
– Tobiasz, to po prostu nie jest dobry pomysł. – mówiąc to miał dziwnie cichy i, o losie, smutny głos.
– Dobrze Michał, ale powiedz mi czemu? – zapytałem równie cicho. Nie bardzo wiedziałem czy mam się wkurzać, czy martwić.
– Tobiasz, daj spokój. – mówił to takim tonem, jakby siedział na torturach.
– Michał, ja chcę tylko wiedzieć, o co Ci chodzi. – nalegałem.
– Jesteś tego pewien? – spojrzał na mnie zbolałym wzrokiem, tak, że aż przeszły mnie ciarki. Czułem się, jakbym właśnie zrobił mu jakąś niewyobrażalnie wielką krzywdę i zdecydowanie nie podobało mi się to.
– Chcę. – raz kozie śmierć.
– Tobiasz, przez ostatni rok, a nawet dłużej, pałętałeś się w tę i we w tę po kraju i jak gdyby nigdy nic spałeś z różnymi facetami… – zaczął, lecz urwał po chwili, jakby zastanawiając się jak wybrnąć z tego bezpiecznie.
– Jeżeli chcesz wiedzieć czy nie załapałem jakiegoś syfa, to odpowiedź brzmi „nie”. Na pogotowiu nie raz zostałem przebadany również pod tym kątem. – odpowiedziałem od niechcenia. Starałem się zdusić w sobie irytację. Nie miałem teraz prawa się złościć.
– Nie, nawet nie o to mi chodzi… Ja tylko… Skąd mam wiedzieć, że nie znalazłeś lepszego partnera? Jak mam się przy Tobie czuć pewnie, skoro nie mam pojęcia czy wciąż jestem wystarczająco dobry. Ten stary, dobrze znany ja. – mówiąc to, uciekał wzrokiem w bok i podrapał się, zakłopotany, po karku.
– Po pierwsze, pieprzysz głupoty, jak zawsze. Po drugie, gdybym znalazł kogoś lepszego, to siedziałbym z nim, a nie z Tobą. No i w końcu ostatnie… Znam każdy centymetr Twojego ciała na pamięć i stęskniłem się za Tobą i Twoim dotykiem, a Ty wciąż trzymasz mnie na dystans. Jestem facetem do kurwy nędzy, nie lalką. No i właśnie! Ty nie jesteś pewny? Co ja mam powiedzieć? Nagle powiedziałeś mi, że odchodzisz do innego. To nie działa dobrze na samoocenę, uwierz mi. – odpowiedziałem już nieco poirytowany. Michał przez chwilę nic nie mówił i ponownie wydawało mi się, że stara się przełknąć jakąś niewygodną kwestię, ale ostatecznie odezwał się do mnie.
– Okej, chyba wiem, o co Ci chodzi. – na jego usta wrócił słaby uśmiech. Odstawił drinka na stół i odwróciwszy się, nachylił się nade mną i pocałował mnie długo i namiętnie. Oboje czekaliśmy na to bardzo długo i prawdopodobnie oboje byliśmy tak samo przerażeni. Strach i zmieszanie łączyło się z pożądaniem. Przymknąłem oczy i przypomniały mi się te momenty, gdy poza nim nie pragnąłem niczego innego na świecie. Wciąż miałem w pamięci kilka najpiękniejszych momentów oraz te chwile, gdy puszczały nam wszelkie hamulce. Czułem, że on również obraca się wokół tych myśli, bo zaczął nakręcać się tak samo jak ja. W niedługim czasie pozbyliśmy się naszego strachu i nasze granice moralne stawały się coraz bardziej płynne. Otworzyłem oczy i spojrzałem prosto w jego źrenice. Pałało w nich uczucie, w którym mogłem się roztopić. Ten żar był tak uzależniający i tak niebezpieczny, że niemal od razu znów przymknąłem powieki, chcąc zachować resztki zdrowego rozsądku.
– Kocham Cię. – szepnąłem mu do ucha między jednym, a drugim oddechem.
– Ja Ciebie też, Tobi. – odpowiedział niemal od razu, ściągając ze mnie koszulkę. Nie było teraz nic piękniejszego niż jego oczy, usta, włosy, skóra… Czując jego ciepłe wargi na swoich, gdy niespiesznie składał kolejne pocałunki, instynktownie wplotłem palce w jego włosy, a jego ręce zawędrowały na moje biodra, próbując przysunąć mnie jak najbliżej. Podziałało to na mnie natychmiast i odrywając jedną rękę od jego głowy, zjechałem nią na dół, gładząc go po brzuchu i milimetr za milimetrem schodząc coraz niżej i niżej… Poczułem tylko, jak uśmiecha zaledwie kilka milimetrów od moich ust, po czym powraca do całowania i delikatnie, acz stanowczo kładzie mnie na kanapie przykrywając mnie swoim ciałem. Niedługo potem nie widziałem ani nie czułem już nic poza nim. Dotyk jego nagiej skóry na moim ciele posyłał dreszcze po moich plecach i poczułem przyjemny skurcz w podbrzuszu. Tej nocy nie opuściliśmy już kanapy. To był nasz moment przełomowy, kiedy oboje zostawiliśmy strach wraz z przeszłością gdzieś z tyłu, za zamkniętymi drzwiami. Przynajmniej na razie oddaliśmy się bardziej przyjemnym czynnościom.

Podziel się dobrem