16. Kiedy droga wydaje się prosta

Kochani!

W końcu udało mi się wyskrobać obiecany rozdział Układu Antytetycznego. Wiem, że miało być wcześniej, ale powody, dla których nie było zajęłyby więcej niż sam rozdział. Uff… No nic, zapraszam do czytania. ( ;


Enjoy!


Szybko odpisałem mu, że to zdecydowanie nie jest jego interes, a na randkę to dopiero planuję pana scenografa zaprosić, ale w nieco dalszej przyszłości ze względu na zbliżającą się premierę, na co od razu rozdzwonił się mój telefon, a Remi pełnym oburzenia głosem wyraził stanowczy sprzeciw dla mojej chęci zachowania resztek prywatności. Zaśmiałem się z satysfakcją i drocząc się z nim chwilę, w końcu odpuściłem i opowiedziałem mu o tym, jak wyglądał mój wieczór. Byłem pewny, że następnego ranka będę nie do życia, ale było warto. 

Ledwo żywy dotarłem nieco po siódmej przed teatr, zastanawiając się czy mogę jednocześnie nienawidzić i uwielbiać to miejsce. Ku mojemu zdziwieniu obiekt moich zainteresowań siedział na ławeczce dopalając papierosa. Przez moment zapatrzyłem się na niego, gdy po raz kolejny siedział bez bluzy w chłodny majowy poranek, uśmiechając się do siebie. Przeszło mi przez myśl, że mógłby się do mnie uśmiechać w ten sposób codziennie. Chyba oszalałem. W końcu podszedłem do niego powoli, zagadując od razu.

– Tak wesoło o tak wczesnej porze?

– Ano dokładnie. Co ty tu robisz tak wcześnie? – zagadnął. Wyglądał gorzej niż ja. Zdecydowanie był zmęczony. Zastanawiałem się, czemu tak wcześnie tu wrócił. Czyżby rzeczywiście mieli aż tyle pracy?

– Próba z Remikiem przed oficjalną próbą – westchnąłem ciężko, nie chcąc pokazać po sobie jak bardzo niewyspany jestem i szybko zmieniłem tor rozmowy. – Poza tym, mógłbym się ciebie zapytać o to samo.

– Zaraz wracam do domu na chwilę – odpowiedział jak gdyby nigdy nic, a ja mimowolnie zmierzyłem go uważniejszym spojrzeniem i ściągnąłem brwi.

– Spędziłeś tu noc? – zapytałem, nie tyle zdziwiony, co, o dziwo, podirytowany.

– Uhm. Zdarza się, mówiłem ci. Za to mam skończone więcej, niż myślałem, że zrobię, ale padam na twarz. – Uśmiechnął się blado. Musiałem wziąć głębszy oddech. Nie miałem prawa ingerować w jego tryb dnia. Przecież ledwo się znaliśmy. Zawsze miałem jednak w sobie taki dziwny instynkt opiekuńczy skierowany do wszystkich moich znajomych. Nawet Remikowi nie mogłem odmówić obiadu, gdy wciąż go nie znosiłem. Nie mówiąc już o jeżdżeniu po niego po Warszawie w tę i we wtę. 

– Nie powinieneś tak robić. Zaharujesz się na śmierć. Nie wyglądasz najlepiej. Wyśpij się chociaż porządnie, co? – Uśmiechnąłem się do niego, może nieco na wymus, ale jednak. Próbował wyraźnie posłać w moją stronę uśmiech nieco bardziej przekonujący niż mój, choć wyszło mu to raczej blado.

– Nic mi nie jest. Kimnę się, zjem i wracam do roboty. Samo się nie zrobi. – Wzruszył ramionami. Wyglądało na to, że tak po prostu funkcjonował.

– Vitek… – zacząłem, ale w porę ugryzłem się w język przed dawaniem mu jakiejkolwiek reprymendy czy dobrych rad. Zamiast tego dodałem tylko. – Nie przesadź. Wystarczy mi, że Remiego muszę pilnować na każdym kroku, nie każ mi robić tego z tobą.

– Nie musisz, słowo – zapewnił od razu z uśmiechem, zdecydowanie bardziej szczerym tym razem. – Ale dzięki za troskę. Leć na tę próbę, bo się spóźnisz i do zobaczenia potem.

– A weź, idź, bo uznam, że próbujesz mnie spławić. – Puściłem mu oczko patrząc, jak delikatnie się rumieni, ale mimo to skierowałem się do środka budynku, machając mu po drodze i szczerząc się na pożegnanie.

Nawet, gdy chwilę później męczyłem się z Remigiuszem na salce, a on rzucał mi rozbawione spojrzenia uśmiech nie schodził mi z ust. Nie mogłem nic poradzić na to, że zwyczajnie scenograf wpadł mi w oko, a chyba zdążyłem ochłonąć na tyle po ostatnim związku, żeby znów spróbować w jakiś wejść. Było mi jakoś dziwnie lekko na sercu z tego powodu i nieco koiło to moje nerwy zszargane przez ostatnie próby kontaktu z rodziną. Vitalii pozwalał mi oderwać myśli od niechcianych obszarów, choć z drugiej strony, gdy był gdzieś blisko miałem wrażenie, że nie idą one w dobrym kierunku. Na pewno w przyjemnym, ale niekoniecznie dobrym.

Niestety nie było mi dane w spokoju unikać tematu mojej rodziny. Podczas przerwy w próbach w teatrze chciałem zajrzeć do Vitka do pracowni, ale niestety spojrzałem najpierw na ekran telefonu i mina nieco mi zrzedła, gdy okazało się, że mam tam nieodebrane połączenie od mojego brata. Przez chwilę zastanawiałem się, co z tym zrobić, a widząc moją minę, Remik nawet nie odważył się podejść. Odetchnąłem głęboko i oddzwoniłem, wychodząc przed budynek, gdzie co prawda kręciło się kilka osób z papierosami, ale było zdecydowanie ciszej.

– Słucham? – Usłyszałem po którymś sygnale.

– Cześć, dzwoniłeś, ale nie mogłem odebrać. Miałem próbę – stwierdziłem rzeczowo, nie bardzo wiedząc, co jeszcze mogę powiedzieć.

– Domyśliłem się w końcu. Słuchaj, Julek, jest jeszcze opcja, żebyśmy przyjechali na tę premierę? – zapytał od razu. Nie bardzo wiedziałem, co o tym myśleć.

– Jasne. Na wszelki wypadek zarezerwowałem wam wszystkim bilety. Nocleg jakoś się załatwi. Prześpię się u kumpla, skombinuję jakiś dodatkowy materac i udostępnię wam mieszkanie.

– Dobra, ciężko mi to przechodzi przez gardło, ale miałeś rację. Dobrze, że w końcu układasz sobie życie, tak jak tego chciałeś – powiedział dość niemrawo, a właściwie to bardziej mruknął do słuchawki. Aż mi się od razu humor poprawił. Uśmiechnąłem się półgębkiem i odpowiedziałem zaczepnie:

– Dalej nie słyszę w tym przeprosin.

– Kurwa, wolałem twoją poprzednią wersję – mruknął jeszcze ciszej, na co zaśmiałem się już w głos. – No dobra, przepraszam.

– Proszę. Słuchaj, mam jeszcze coś do załatwienia zanim skończy mi się przerwa, a potem mam jeszcze pracę i być może jeszcze jeden trening. Chętnie pogadam, ale późnym wieczorem. Co ty na to? – rzuciłem, spoglądając na zegarek.

– Spoko, to czekam na telefon wtedy. Do usłyszenia.

– Na razie. – Rozłączyłem się i skierowałem do pracowni scenografa, ale ku mojemu zdziwieniu nie zastałem go tam.

To samo było, gdy chciałem zajść do niego przed wyjściem z teatru i pójściem do pracy. Trochę mnie to zaniepokoiło, biorąc pod uwagę to, że rano nie wyglądał najlepiej, a po krótkiej rozmowie z jego współpracownikami doszliśmy do wniosku, że nikt go nie widział tego dnia ani razu. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że nie mam do niego żadnego kontaktu, więc wyrwałem z notesu karteczkę, zapisałem na niej swój numer z krótką prośbą o kontakt i podpisem, i zostawiłem to na jego stole, przy którym wczoraj pracował podczas naszej rozmowy. Omiotłem jeszcze wzrokiem ogromne, choć na swój sposób zagracone pomieszczenie i nie mogłem wyjść z podziwu, jak ktoś jest w stanie coś takiego zaprojektować i stworzyć. Mnie przerastał nawet zwykły patyczak. Vitek zdecydowanie był bardzo utalentowany. Miałem tylko wrażenie, że jednocześnie tak bardzo się temu poświęcał, że zapominał czasem o całej reszcie świata i rzeczywistości istniejącej poza pracownią. Miałem nadzieję, że nie właduję się w związek z kolejną osobą na tyle roztrzepaną, że nie będzie w stanie ogarnąć świata dookoła. Moje myśli znów szły w złym kierunku. Zostawiłem więc to wszystko za sobą i wyszedłem z pracowni, idąc powoli na parking. Czas najwyższy, żeby jechać do pracy i nadrobić przygotowania, które ominąłem przez wczorajszą rozmowę. Gdy wróciłem do domu, usiadłem co prawda do tworzenia materiałów, ale przypomniało mi się, że jedna z grup ma dziś jeszcze test, więc musiałem go ułożyć przed zajęciami. Byliby na pewno zadowoleni, gdybym go przełożył, ale obiecałem sobie, że teatr nie będzie mi przeszkadzał w pracy. Ustawiłem godziny tak, żeby nic mi nie kolidowało, ale mimo wszystko czasem brakowało mi siły i energii na tworzenie wszystkich pomocy tak, jak robiłem to do tej pory. Poza tym miałem bardzo napięty grafik i niechętnie musiałem przyznać, że coraz ciężej wychodziło mi się z teatru, gdy myślałem o tym, że zaraz pojadę do szkoły. Uczenie nie było złe, ale traciłem do niego serce w zastraszającym tempie, gdy tylko moje dawno zapomniane marzenia zaczęły przepychać się do przodu, a co ważniejsze, jakimś cudem, spełniały się powoli.

Chcąc nie chcąc, dotarłem do pracy i wstyd się przyznać, ale zwyczajnie odbębniłem swoje, przykładając się tylko tyle, ile musiałem, po czym z ulgą udałem się do domu. Gdy wchodziłem do mieszkania, byłem potwornie zmęczony, chociaż wiedziałem, że muszę zrobić jeszcze kilka materiałów, więc będę miał z głowy robotę na resztę tygodnia. Remigiusz miał jakiś trening, więc wieczór miałem w pewnym sensie dla siebie, ale do wolnego jeszcze było mi daleko. Nie mogłem doczekać się wakacji i odpoczynku od tego wszystkiego. Tymczasem westchnąłem tylko sam do siebie i poszedłem zrobić kawę, żeby jakoś przeżyć ten wieczór. W tle puściłem muzykę, raz dla odmiany kompletnie niezwiązaną ze spektaklem, żeby odpocząć psychicznie od wszystkiego. Spojrzałem przelotem na telefon, który właśnie zawibrował. Zobaczyłem, że przyszedł jakiś SMS, więc zaciekawiony otworzyłem wiadomość i uśmiechnąłem się pod nosem, nie mogąc powstrzymać tego gestu. Na ekranie widniało krótkie: “Tu Vitek. Wszystko ok. Spałem. Mam nadzieję do zobaczenia jutro”. Niby nic, ale skutecznie poprawiło mi humor. Po chwili odpisałem tylko szybko “Mam nadzieję, że się wyspałeś. Czuję jutro kawę.”

Z kawą w ręku, muzyką w głośnikach i numerem Vitka zapisanym w telefonie mogłem już spokojnie usiąść do pracy i ze zdumieniem odkryłem, że wszystko poszło mi dość sprawnie. Już po niespełna trzech godzinach wszystko miałem ogarnięte, więc nie było nawet dwudziestej drugiej. Zadzwoniłem szybko do brata, pakując po drodze wszystko na następny dzień i rozsiadając się wygodnie.

– Słucham? – Usłyszałem w słuchawce zaspany głos.

– No nie mów, że spałeś – zaśmiałem się w odpowiedzi.

– Prawie. Mamy inne pojęcie słowa wieczór – zamarudził.

– Wybacz, Zbyszek. Dopiero skończyłem pracę, a i tak dziw, że tak wcześnie mi się to udało.

– To kiedy ty sypiasz? – zapytał, wyraźnie ziewając.

– Też się czasem zastanawiam, ale na szczęście jutro mam na dziewiątą, więc odeśpię trochę. Ostatnio standardem jest u mnie cztery do pięciu godzin. Mam dwie szkoły językowe i teatr. Dodaj do tego dodatkowe szkolenia z tańca, szlifowanie techniki śpiewu i robienie materiałów na zajęcia i masz mój plan dnia. Pociesza mnie, że niedługo wakacje. Zobaczę, co będą mi w stanie zaproponować w teatrze, to może będę mógł zrezygnować chociaż z jednej szkoły – zacząłem opowiadać.

– Widzę, że wziąłeś się poważnie za to wszystko. Dziwnie mi z tym, że mieszkasz tak daleko. Serio nie spodziewałem się tego. Obstawialiśmy, że serio siedzisz gdzieś w Gdańsku obrażony na cały świat. Kasia pozdrawia.

– Pozdrów ją też. – Uśmiechnąłem się do słuchawki. – Wiem. Przyzwyczajam się dopiero do tego, że zmiany też mogą być dobre. To nie było łatwe. Nie przeszło bez echa, ale wszystko się prostuje.

– A masz kogoś? – zadał pytanie, którego się bałem, ale postanowiłem, że czas przestać ukrywać się również przed rodziną. Mama już wiedziała i mimo, że nie była zachwycona, nie była też przeciwko.

– Jeszcze nie, ale mam nadzieję, że jestem na dobrej drodze. To jeszcze potrwa zanim zgodzi się na jakąś randkę. Poza tym musimy się lepiej poznać – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

– No pochwal się, jak się nazywa. Skąd się znacie? Ładna jest? – rzucał pytanie za pytaniem, a ja po głębszym wdechu zacząłem odpowiadać ciurkiem.

– Ma na imię Vitalii, jest scenografem w teatrze i jak tylko się uśmiecha to ma mnie w garści, a w jego oczach zakochałem się od pierwszego wejrzenia – rozmarzyłem się.

– Czekaj… co? – wydukał po chwili ciszy. – Od kiedy ty? Znaczy… Co?

– Nie udław się tam – zaśmiałem się. – Jestem biseksualny. Wiem o tym od lat, ale spotkałem Emilię i tak wyszło, że zostałem z nią na dłużej, ale nie wykluczałem nigdy żadnej z opcji. Teraz po prostu mnie trafiło i Vitek zrobił wejście smoka. Nie wiedziałem, że jeszcze mogę się tam z miejsca kimś zauroczyć. Naprawdę w to wątpiłem.

– Okej… Daj mi to przetrawić. Mam wrażenie, że kiedy już przyzwyczaję się do tego, że się zmieniłeś to ty musisz zaskoczyć mnie czymś nowym, więc zaraz się okaże, że tak naprawdę jesteś kobietą i nie wiem… Cokolwiek – jęknął.

– Obiecuję, że nie jestem kobietą. Po prostu obiecałem sobie, że nie będę się kierował strachem. Dalej się boję, ale nie pozwalam sobie, żeby mnie to powstrzymało, a w razie czego mam znajomych i przyjaciół, którzy kopną mnie tam, gdzie słońce nie dochodzi. Mam dla nich ostatnio niewiele czasu, poza Remikiem, z którym trenuję, bo tańczy w tej samej sztuce, w której gram i mi pomaga z tańcem sporo. Poza tym mieszka jakieś dwie ulice dalej. Nawet jakbym chciał, to nie mam jak go unikać. Próbowałem. Dzięki niemu w ogóle dotarłem na przesłuchanie do tej sztuki – zacząłem mu powoli opowiadać.

– Wiedziałem, że rodzice mieli nosa z tym imieniem. No po prostu wiedziałem, że jest pedalskie i tyle – zaśmiał się mój brat, a ja przewróciłem oczami.

– Zbyszko z Bogdańca i Rany Julek… Nie mówiąc już o Anastazji… Mam nadzieję, że wy z Kaśką nie będziecie mieli takich dzikich pomysłów.

– Mała będzie miała na imię Ula, po babci Kasi – poinformował mnie mój młodszy brat.

– Ładnie. Widzisz, a do mnie dalej nie dochodzi to, że zostaniesz ojcem… – zamyśliłem się nad tym na chwilę. Zbyszek miał podejście do dzieci, ale mimo wszystko myśl, że mój młodszy brat miał już żonę i dziecko w drodze, była dość dziwna.

– Do mnie czasem też nie, ale wystarczy kilka nieprzespanych nocy i szybko przyzwyczaimy się do myśli, że jesteśmy rodzicami. A teraz wybacz, ale właśnie mam zamiar skorzystać z tego, że póki co w nocy jeszcze mogę spać. – Mało dyskretnie ziewnął sygnalizując koniec rozmowy.

– Jasne, do zgadania. Dobranoc. – Nie raczył mi nawet odpowiedzieć, tylko szybko się rozłączył.

Postanowiłem pójść w jego ślady i też wziąłem krótki prysznic, po czym przebrałem się i położyłem do łóżka, kontent z myślą, że pośpię choć trochę dłużej niż ostatnio. Niestety mój telefon znów zawibrował. Po chwili zebrałem się w sobie, żeby odczytać wiadomość i widząc na ekranie pytanie śpisz? od razu odpisałem wielkie TAK, nie zwracając uwagi na to, od kogo był to SMS, bo przecież tylko Remi mógł pisać do mnie o tej porze. Dopiero, gdy wysłałem już wiadomość i miałem odkładać telefon, coś mnie tknęło i spojrzałem na nagłówek. Gdy zobaczyłem tam imię “Vitek”, od razu wykręciłem jego numer. 

– Wybacz, myślałem, że to Remik i odpisałem automatycznie, zanim zobaczyłem, komu odpisuję – powiedziałem od razu, nie czekając na przywitanie, żeby jakoś się wytłumaczyć.

– Tak bardzo nie chcesz z nim rozmawiać? – zdziwił się wyraźnie.

– Nie, ale mieszka blisko i jeśli pisałby teraz to znaczy, że zaraz miałbym go na głowie, a jestem zbyt zmęczony, żeby się z nim użerać – westchnąłem ciężko, próbując mu to jakoś rozjaśnić, po czym zmieniłem zgrabnie temat. – Niech zgadnę, siedzisz w teatrze?

– Jeszcze z godzinkę i na dzisiaj koniec – odpowiedział przepraszającym tonem. Nie wiedzieć, czemu, ale poprawiło mi to znów humor. To trochę tak, jakby nieświadomie dawał mi znać, że liczy się z moim zdaniem.

– Odpocznij trochę, co? – rzuciłem miękko.

– Nie jest źle, ale po premierze odpocznę porządnie – zapewnił mnie, dziwnie ciepłym głosem.

– Może byśmy gdzieś wyszli? Po premierze mam na myśli… – zaproponowałem  nieśmiało, wciąż nie będąc pewnym, czy jakiekolwiek spotkania poza teatrem będą póki co wchodziły w grę. Nie chciałem go odstraszyć.

– Ja chętnie, ale nie od razu. Mam zabukowane bilety do domu i pewnie zostanę tam dobre dwa czy trzy tygodnie, więc nie będzie mnie w Polsce. Potem jestem do dyspozycji – wyjaśnił.

– Ach, no okej. Jasne. Czyli jednak nie jesteś z Polski? – dopytałem go zaciekawiony i w odpowiedzi usłyszałem najpierw tylko westchnienie, ale w końcu zdawkowo zaczął mi to tłumaczyć.

– To dość skomplikowane. Jestem w sumie z mieszanej rodziny, więc wychowywałem się to tu to tam, ale urodziłem się i sporo czasu spędziłem w Viggbyholm. Niedaleko Sztokholmu. Długo mnie tam nie było i czas najwyższy wreszcie zawitać w rodzinne strony.

– Coś o tym wiem… Też w końcu będę musiał przejechać się do domu, chociaż nie mam wcale na to ochoty – odparłem cicho mając w pamięci ostatnią kłótnię przez Skype. Co prawda Zbyszkowi już przeszło, ale Gdynia chyba już zawsze będzie mi się kojarzyć ze zmarnowanymi latami i szansami, które tam zostawiłem dając się włożyć w czyjeś ramki. – No nic, ja lecę spać, a ty kończ co musisz i też idź odpocząć.

– Jasne, dobranoc. Kolorowych snów i do zobaczenia jutro – odpowiedział miękko i w jego głosie wyraźnie mogłem usłyszeć cień uśmiechu..

– Wzajemnie. Do zobaczenia. – Starałem się stłumić ziewnięcie, ale kiepsko mi to wyszło. Teraz mogłem pójść spać spokojnie. No i chyba się postaram i przyniosę mu jutro dobrą kawę. Najlepiej dużo kawy. Muszę go jakoś do siebie przekonać. O mało nie straciłem szansy na dzisiejszą rozmowę z nim. Gdyby nie to, że jedyną osobą, która o takiej porze wysyła do mnie tego typu wiadomości jest Remi, to bym może od razu sprawdził, kto pisze, a tak sam bym sobie wykopał dołek. Czas się zacząć bardziej pilnować, ale to i tak po części jego wina. Pieprzony Remik.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*