17. Kiedy wkrada się zamieszanie

Witajcie Kochani!

No i oto mamy pierwszy wpis na odświeżonej stronie. Mam nadzieję, że dotarliście do niego bez problemu. Zapraszam Was serdecznie do czytania dalszych przygód naszego artysty. Jak myślicie, wyjdzie coś z tego pokręconego flirtu z Vitkiem, czy jednak Julek w porę się zorientuje, że różnica wieku mu aż tak nie przeszkadza i będzie się starał o Remika? A może macie jeszcze inne podejrzenia? ; >

Enjoy!

Następnego dnia mimo, że miałem na później, o mało się nie spóźniłem. Poranne przygotowania i zaparzenie dużej ilości dobrej kawy zajęło mi zdecydowanie więcej czasu, niż przewidywałem. Wziąłem nie tylko kawę w termosie dla siebie, ale również drugą w wielkim turystycznym termosie dla Vitka, chcąc sprawić mu przyjemność i jakoś zaskoczyć. Miałem nadzieję, że tego dnia znów uda mi się z nim trochę dłużej porozmawiać, a patrząc na to, że miałem tylko jedną lekcję w szkole, po której wracałem do teatru na próbę wokalną, były na to szansę. Zdążyłem już się przekonać, że im bliżej do premiery, tym dłużej scenograf siedzi w swojej pracowni i niektórzy śmiali się po kątach, że powinien już dawno adres zameldowania zmienić na siedzibę teatru, a patrząc po podejściu dyrekcji, nie mieliby nic przeciwko.

Zanim jednak spotkałem się z Vitalim, musiałem przetrwać całą nieznośnie długą próbę. Na szczęście w końcu wszystko zaczynało coraz lepiej mi wychodzić. Długie godziny treningów zdecydowanie się opłaciły. Nie dość, że poprawiłem sobie kondycję i nabrałem mięśni, to jeszcze tańczyłem, grałem i śpiewałem też niezgorzej. Nawet Michał z Anitą byli zadowoleni z tej próby, przez co zdecydowanie mi ulżyło. Nawet Sara, czyli niezastąpiony dyrektor artystyczny, wpadła na chwilę na próbę i również nie miała do nas zastrzeżeń. To oznaczało tylko jedno – premiera zbliżała się wielkimi krokami. Myśl o pierwszej premierze w życiu przerażała mnie. Wszystkie małe rólki, które pojawiały się w szkolnych teatrach to nic w porównaniu do tego, więc nawet ich nie liczyłem. Trema zaczynała mnie zżerać na samą myśl, ale wiedziałem, że prędzej czy później będę musiał znaleźć sobie sposób na poradzenie sobie z nią. Szczególnie, że byłem, z racji odgrywanej roli, niejako najbardziej na świeczniku. Sebastian, który grał Marka w musicalu śmiał się z moich lęków, mówiąc, że jeśli dobrze się wczuję, to nawet nie zauważę, że na widowni ktokolwiek siedzi i jedyne, czym będzie się to różniło od próby, to fakt, że nie będzie można zaciąć się i powiedzieć kurwa, jeszcze raz, sorry. Oby miał rację.

Wreszcie miałem okazję skoczyć na chwilę po pracowni, która wabiła mnie od rana. Miałem nadzieję, że go tam zastanę. Była dopiero dwunasta, więc jeśli znów nie przespał całego dnia, powinien być w swoim królestwie. Zapukałem, wsadziłem głowę do środka i odetchnąłem z ulgą, widząc jego sylwetkę. Podszedłem, wręczając mu wcześniej przygotowany termos i mimowolnie na moją twarz wypłynął szeroki uśmiech. Przy nim nie mogłem się powstrzymać.

– Obiecałem ci kawę, więc przyniosłem zapas. Powinien ci starczyć do wieczora. – Zmierzył wzrokiem podany termos i wybuchnął szczerym śmiechem, choć wyglądał na lekko zakłopotanego.

– Nie spodziewałem się tego. Dzięki, Julek, ale co z tobą, jak mi oddasz całą kawę? – zapytał przypatrując mi się uważnie, ale wzruszyłem ramionami.

– Dla siebie mam mniejszy, ale znając ciebie, to szybko stąd nie wyjdziesz, więc musiałem zadbać o rozmiar odpowiedni do okazji – odparłem luźno.

– A całe życie mi mówili, że rozmiar nie ma znaczenia – odpowiedział udając rozczarowanie, na co obaj zaśmialiśmy się cicho, a ja pokręciłem głową, widząc, w którą stronę biegną jego myśli i jak powoli robi się z tego powodu wyraźnie zakłopotany. Nie spodziewałem się po nim takiej odpowiedzi, ale postanowiłem delikatnie to pociągnąć. 

– Bo nie ma – zniżyłem głos. Przez moment patrzyliśmy się na siebie bez słowa, dopóki nie przerwało nam chrząknięcie. Wytrącony z tego nastroju, spojrzałem w stronę, z której dobiegał dźwięk i otworzyłem oczy ze zdziwienia. Kilka metrów dalej stała identyczna kopia scenografa, nawet podobnie ubrana. Mężczyzna mierzył mnie spojrzeniem i uśmiechał się w moją stronę. Musiałem przyznać, że mieli całkiem podobny uśmiech, jednak Vitek miał w sobie jednak coś wyjątkowego, czego ten chłopak powtórzyć w żadnym stopniu nie był w stanie. – O dzień… dzień dobry – zająknąłem się nieco na początek.

– To mój wbudowany najlepszy przyjaciel, Rafael – przedstawił mężczyznę przyciągając to do siebie z nerwowym uśmiechem.

– Rafael Jansson, bliźniak tego tu. Ten zabawniejszy, bardziej otwarty i do tego utalentowany z braci. – Będący w centrum uwagi chłopak wyciągnął rękę i zaczął przedstawienie.

– Miło poznać. Nie wiedziałem, że Vitek ma brata – odparłem raczej grzecznie, choć mówiąc szczerze, bez większego entuzjazmu. Nie bardzo podobało mi się jego podejście, jakie pokazał w swoim przedstawieniu, więc kompletnie pominąłem wszystkie komentarze.

– Ja za to wiedziałem, że w końcu cię tu spotkam. – Tu zmierzył mnie spojrzeniem od stóp do głów i uśmiechnął się, w zamyśle zapewne zalotnie. – Chyba muszę zacząć przychodzić częściej.

– W takim razie nie śmiem wam przeszkadzać, będę musiał wyciągnąć twojego brata po pracy. – Wzruszyłem na to ramionami chcąc ukrócić wszystkie te jego dziwne pseudo zaloty, a Vitek wyglądał za to, jakby miał wybuchnąć śmiechem, gdy tylko zobaczył minę swojego bliźniaka.

– Chyba przegapiłeś fakt, że chcę tu przychodzić dla ciebie – spróbował ponownie Rafael, próbując zabrzmieć przekonująco. Nie miałem pewności, do czego dąży, ale nie podobało mi się to.

– Nie przegapiłem, przemilczałem, a to jest różnica. – uniósłem znacząco brew licząc, że może moje odpowiedzi w końcu skutecznie go odstraszą i ostudzą jego zapał. Z drugiej strony nie mogłem przesadzić, żeby nie zrobić nic, co mogłoby się nie spodobać Vitaliemu.

– Auć. Co to za różnica, który bliźniak? Chyba lepiej wybrać tego fajniejszego, co? – odparował Rafael zarozumiale.

– Nie podpuszczaj mnie, ja już wybrałem tego dobrego bliźniaka. Nie szukam innego. – Widać było, że mimo usilnych prób ukrycia się, na twarzy Vitka zagościł szeroki uśmiech, a ja poklepałem się mentalnie po plecach, wiedząc, że idę w dobrą stronę.

– Kto powiedział, że tak łatwo oddam ci brata?

– Kto powiedział, że będę pytał o zdanie?

– Rafik, Julek, dajcie spokój, siadajcie. Ja mam robotę, a w międzyczasie możemy gadać. Tylko mi nie przeszkadzać – zastrzegł scenograf, na co, dla odmiany zgodnie, wywróciliśmy z jego bratem oczami, choć obaj skinęliśmy również głową, nie chcąc się narażać. – Długą masz przerwę? – rzucił.

– Za jakieś pół godziny muszę się zbierać, bo mam jeszcze lekcję dzisiaj, ale potem na dwudziestą tu wracam na próbę wokalną z Anitą – westchnąłem głośno. Nie uśmiechało mi się bieganie po mieście w tę i z powrotem, ale jaki miałem wybór?

– A nie siedzisz tu od rana przypadkiem? – Spojrzał na mnie z sugestywnym uśmieszkiem, na co tylko uśmiechnąłem się kwaśno i wzruszyłem ramionami z westchnieniem.

– Czasem nie ma wyjścia, ale i tak wyjdę stąd przed tobą, więc nie masz w tym temacie mocnych argumentów – wytknąłem mu z satysfakcją.

– Tu mnie masz – przytaknął wyraźnie niechętnie.

– Jakie masz lekcje? – wciął się Rafael.

– Angielski – odpowiedziałem.

– Po co ci angielski w teatrze? Poza tym, myślałem, że raczej teraz wszyscy znają chociażby jeden język obcy – drążył raczej kąśliwie. Mogłem podejrzewać, że sam był dwujęzyczny.

– Za pożądany język obcy się jeszcze nie zabrałem. – Tu spojrzałem sugestywnie na Vitka, na co delikatnie się zarumienił. – Poza tym, to ja udzielam lekcji. Ten teatr to przypadek, pracuję jako lektor w szkołach językowych. Jestem po anglistyce.

– Człowiek wielu talentów. – Rafik pokiwał głową po czym przygryzł policzek i kontynuował. – Zapytam wprost. Co chcesz od mojego brata?

– Raf – od razu zareagował jego bliźniak. Wyglądał na złego i zażenowanego zarazem. 

– Cicho siedź, mam prawo wiedzieć czy cię podrywa czy tylko się bawi i po co – Rafael odparł stanowczo.

– Spokojnie. Można powiedzieć, że podrywam. Reszta to nie twoja broszka. On jest dorosły, wiesz? – zaperzyłem się. Vitalii wyraźnie chciał coś powiedzieć, ale jego brat nie dał mu dojść do głosu.

– Wiem, ale ma pecha do facetów i wolałbym mieć pewność, że tym razem trafił dobrze, tak dla odmiany. Nie chcę go zbierać po nieudanym związku albo gorzej, jakimś marnym flircie, bo komuś zachciało się bawić – powiedział mężczyzna dobitnie, a ja najpierw sapnąłem pod nosem, a potem zmierzyłem go spojrzeniem.

– Rafik, daj sobie spokój. Wiesz, że możesz tu siedzieć, ile chcesz, ale błagam, po prostu… – urwał i wyglądał, jakby miał zaraz zemdleć z nerwów. Postanowiłem mu tego oszczędzić i powoli kończyć tę rozmowę.

– Raf, ja się nie bawię. Nie w ten sposób. Mam za sobą zerwane zaręczyny z dwulicową suką. Mój ostatni, a zarazem jedyny związek trwał prawie osiem lat. Nie wejdę w coś, czego nie jestem pewien, nie po ostatnim. Nie tylko twój brat ma za sobą jakąś przeszłość z ciężkimi związkami – odpowiedziałem i nerwowo przeczesałem włosy ręką. Na moje usta wypłynął gorzki uśmiech skierowany do nikogo w szczególności. Byłem zmęczony próbą, w perspektywie miałem dziś jeszcze szereg zajęć i nie chciałem brnąć w tę rozmowę, więc wstałem i podszedłszy do Vitka, przytuliłem go na pożegnanie. – Lecę póki co. Do zobaczenia potem. – Niemal od razu wyszedłem z pracowni, nawet nie żegnając się z drugim gościem, ale po chwili usłyszałem, że ktoś wychodzi w ślad za mną.

– Julek, przepraszam cię za niego. Nie wiedziałem, że jeśli będzie tam siedział to zacznie się tak wcinać – Vitalii zaczął się nieporadnie tłumaczyć wyraźnie panikując ponad miarę, ale chcąc mu oszczędzić nerwów przytuliłem się do niego ponownie. To zaskakujące, jak naturalnie mi to przychodziło.

– Spokojnie, Vitali. Martwi się o ciebie, ciesz się z tego. Poza tym, nie tak łatwo mnie wystraszyć. Nie dam się. – Uśmiechnąłem się półgębkiem, co szybko odwzajemnił. – Wracaj do pracy, bo znowu spędzisz tu nockę.

– Nawet jeśli, to co? – Uniósł wyzywająco jedną brew, wyraźnie czekając na moje argumenty.

– To niezdrowe – stwierdziłem, ale jedyną reakcją było zwykłe wzruszenie ramionami. – Dobra, sam nie jestem lepszy. Też nie raz zarywam nocki, żeby zrobić materiały albo coś przygotować. Tylko nie przesadź, okej?

– Tyle ci mogę obiecać – zgodził się prędko.

– Cieszę się, że się rozumiemy. Do zobaczenia. Wpadnę z dolewką i jakąś kolacją, co?

– Nie musisz, wystarczy, że przyjedziesz. – Skrzywił się po wypowiedzeniu tych słów. Fakt, że brzmiały nieco patetycznie, ale było to miłe, więc puściłem mu oczko.

– Dzięki, ale mogę równie dobrze przyjść i zjeść kolację w dobrym towarzystwie. Chociaż raz innym, niż Remik – zaśmiałem się krótko.

– Naprawdę blisko jesteście – stwierdził, przyglądając mi się.

– Czasem mam wrażenie, że zwyczajnie nie mam wyboru. – Zmarszczyłem nos. – Lecę. Do zobaczenia wieczorem.

– Dzięki. Pa. – Uśmiechnął się do mnie i zniknął prędko znów w swoim królestwie. Mogłem mieć tylko nadzieję, że gdy przyjdę wieczorem, będziemy mieli okazję spokojnie porozmawiać, bez zbędnych wtrętów osoby trzeciej. W znacznie lepszym humorze niż przewidywałem, wyruszyłem do pracy. Starałem się nie myśleć o tym, że mimo, iż byłem na nogach już od kilku ładnych godzin, to wciąż czekał mnie cały długi dzień. 

Nie wiedziałem tak do końca, jak mam podejść do prowadzenia lekcji, kiedy serce zostawiłem w teatrze, a głowę w pracowni u pewnego scenografa. Grupa, z którą miałem tego dnia zajęcia raczej nie należała do tych dzieciaków, z którymi mógłbym zrobić cokolwiek o teatrze, scenie, muzyce czy czymkolwiek, więc zostało mi podążać zaplanowanym torem. Ciążyło mi już to. Nie mogłem się nadziwić, jak wytrzymałem do tej pory robiąc tylko to. Nauczanie nie należało do zwięzłej, krótkiej listy rzeczy, do których czułem powołanie. Z dnia na dzień, miałem coraz większe wrażenie, że nie mogę się doczekać wolności znacznie bardziej niż uczniowie. To wszystko frustrowało mnie znacznie bardziej niż mogłem podejrzewać.Tego dnia nie było inaczej. Prowadząc lekcję, siedziałem jak na szpilkach, czekając aż będę mógł wyrwać się stamtąd na próbę wokalną z Anitą. Ponoć sama próba nie miała być długa, ale do teatru wracałem zdecydowanie chętniej niż do szkoły czy nawet do domu. Zresztą poza Remikiem i sporadycznym kontaktem z Arkiem, nie posiadałem w sumie znajomych, więc wracanie do domu równało się robieniu materiałów i kładzeniu się spać, więc nie było to niesamowicie przyjemne skojarzenie. Był to kolejny powód, dla którego cieszyłem się na kolację i czas spędzony z Vitkiem w teatrze po próbie. Trzymałem kciuki, żeby nie odmówił, ale jego reakcja była raczej pozytywna, więc pozostało mi tylko czekać i zobaczyć jak się to rozwinie. Niestety, kiedy humor zaczął mi się poprawiać w drodze powrotnej do teatru, dostałem SMSa od Remika Muszę z kimś pogadać. Masz czas po próbie? Tak bardzo, jak chciałem go olać, wiedziałem, że nie mogę zrobić. On też poświęcał czas, gdy tego potrzebowałem. Nie miał, kiedy napisać… Pieprzony Remik.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*