… móc tylko zaniknąć na chwilę.

Obudziłem się dość wcześnie i dość niespokojnie czekałem na przybycie mojego partnera. Mówiąc szczerze, nie miałem pojęcia, czego tak naprawdę mogę się spodziewać. Ta rozmowa mogła różnie się skończyć. Gdy zobaczyłem go rano stojącego w drzwiach, wiedziałem, że czeka nas dość nieprzyjemna chwila. Wyraz jego twarzy zdradzał mi wszystko.

Nawet nie umiał zamaskować swojej niechęci, co nieczęsto mu się zdarza. Mogłem zdecydowanie powiedzieć, że bałem się tego i sam nie chciałem zaczynać tej rozmowy, ale nie było już odwrotu.
– Cześć. Mam Twój telefon, piżamę i parę innych rzeczy. – zaczął. Podszedł, pocałował mnie krótko na powitanie, po czym wymieniliśmy się w ciszy telefonami. Na samą myśl o tym, co zaraz miało się stać, ścisnęło mnie w dołku.
– Cześć. Jak się spało? – rzuciłem, nie wiedząc, jak zacząć tę rozmowę. Wolałem, by to on wszystko zainicjował.
– To łóżko jest stanowczo za duże dla jednej osoby. – westchnął, wciąż nie poruszając do końca tematu, chociaż był to jakiś początek.
– Nieprawdaż? Samemu źle się w nim śpi. To frustrujące. – powiedziałem, patrząc mu prosto w oczy. Chciałem to wszystko mieć za sobą.
– Masz rację. – po tych słowach zapadła ciężka cisza, którą przerwało dopiero jego westchnienie. – Dobra… Tobiasz, czemu to przeczytałeś?
– Nie wiem. Ciekawość najprawdopodobniej. Nie mogłem spać i zacząłem się z nudów bawić Twoim telefonem. Nie planowałem tego. – uciekałem wzrokiem jak się da. Zacząłem coraz gorzej czuć się z faktem, że zrobiłem wczoraj to, co zrobiłem. Znacząco naruszyłem jego prywatność.
– To nie są żarty. Wolałbym, żebyś nie dowiedział się w ogóle o istnieniu tego. – westchnął po raz kolejny, ale tym razem z wyraźną irytacją.
– Wiem… – urwałem na chwilę zbierając się na odwagę, po czym zacząłem już pewniej. – Wiem i przepraszam, bo zdaję sobie sprawę z tego, że nie powinienem, ale mimo wszystko cieszę się, że to przeczytałem. Wiesz jak ciężko było mi się pogodzić ze świadomością, że mnie zdradziłeś? Że sypiałeś z kimś innym?! Ulżyło mi po przeczytaniu tego…
– Nie powinieneś się denerwować. – stwierdził Michał rzeczowo, choć wciąż był wyraźnie rozjuszonych i kiepsko mu szło uspokajanie się. – Uwierz mi, że wiem, jak to jest mieć świadomość, że ktoś, kogo kochasz, sypiał z innymi.
Jego słowa uderzyły we mnie jak grom z jasnego nieba. Miał rację. Z naszej dwójki to ja zdradziłem jego, a nie odwrotnie. Byłem tak zaślepiony pogrążaniem się we własnym bólu i beznadziejności, że nie zauważyłem, że tak naprawdę, to ja zdradziłem jego. Mimo rozstania, pozostał mi wierny, a ja latałem po kraju puszczając się, z kim się da. Dotarło to do mnie dopiero teraz. Jak mogłem być tak głupi?
– Michał… Ja… O matko… – nie byłem w stanie wykrztusić z siebie nic konstruktywnego. Bezwiednie wyciągnąłem rękę w jego stronę, a po policzku skapnęło mi kilka łez. Michał szybko złapał moją dłoń i usiadłszy na skraju mojego łóżka, drugą ręką otarł mi łzy z policzka.
– Tobiasz, nie o tym teraz rozmawiamy. Nie denerwuj się. Praktycznie rzecz biorąc, to nigdy mnie nie zdradziłeś. Rzuciłem cię wtedy, tak? Nie byliśmy wtedy razem. Już wszystko jest w porządku. Tylko się uspokój. – mimo jego słów, mogłem wyraźnie powiedzieć, że dla niego ten temat nie był łatwy. Pomimo to przytulił mnie mocno, ale przez chwilę nie byłem w stanie nawet się poruszyć. Dopiero, gdy przełknąłem na dobre pierwsze łzy, wtuliłem się w niego.
– Michaś. Ja już nigdy więcej… Obiecuję… Boże… Przepraszam… – wciąż nie mogłem pogodzić się z myślą, że to ja skrzywdziłem jego. I to w ten sposób.
– Dobrze, już dobrze. Tobi, zostawmy to, proszę. Dobra, to chyba czas na całą prawdę. Nie chciałem, żebyś to przeczytał. Nie powinieneś tego wiedzieć. Marek, ten człowiek, który mnie wtedy… Ech… On zagroził, że znajdzie sposób, by dotrzeć i do Ciebie. Nie mogłem tak ryzykować. Trafiłeś wtedy w samo sedno. Wiesz jak ciężko było mi zaprzeczyć? Tomka poprosiłem wtedy, żeby poprowadził ze mną tą grę, bo najlepiej się do tego nadawał i w chwili słabości opowiedziałem mu o mojej sytuacji. Dopiero później znalazłem sposób na to, jak mogę pozbyć się tamtego człowieka z naszego życia. Wiem, że nie żyje się ze mną łatwo i nie zawsze umiem to okazać, ale Cię kocham i się o Ciebie martwię. Tak naprawdę było lepiej. Zbyt wiele mogliśmy… mogłeś przez to stracić. – w trakcie jego wypowiedzi powoli zmienił ton głosu. Już nie brzmiał na sfrustrowanego, a bardziej na zrezygnowanego i miałem wrażenie, że wręcz błaga mnie o to, bym tylko zrozumiał jego motywację.
– Było wiele takich momentów, kiedy kłamałeś? – tylko to pytanie przyszło mi teraz do głowy.
– Kilka. Tobiasz, ja musiałem… – odpowiedział zniecierpliwiony, wyraźnie nie chcąc się w to zagłębiać.
– Nic nie musiałeś. – szybko wszedłem mu w słowo. – Wiem, że według Ciebie to było najlepsze wyjście, ale nie uważasz, że mogłeś mi po prostu zaufać? Tak po ludzku, obdarzyć swojego wieloletniego partnera zaufaniem? Powiedzieć, o co chodzi? Może wtedy znaleźlibyśmy jakieś rozwiązanie.
– Tobiasz, nie mogłem. – jęknął przeciągle. – Nie rozumiesz. On jest niebezpieczny. Wtedy był zbyt blisko. Nie mogłem i nie chciałem ryzykować.
– Nie musisz chronić mnie do tego stopnia. Umiem sobie poradzić. – zaperzyłem się.
– Ja też, a jak to się skończyło? Tobi, do kurwy nędzy, jak bym mógł próbować narazić Cię na to, co sam przeszedłem wiedząc, do czego on jest zdolny? Tak długo, jak byłem daleko, Ty byłeś bezpieczny.
Z jednej strony, wiedziałem, że ma rację. Wykłócałem się z nim bez potrzeby, bo cokolwiek by nie było, teraz nie zmienimy już przeszłości.
– Po prostu, gdybyś mi o wszystkim powiedział, to być może udałoby się wszystko jakoś zorganizować. Być może nie musiałbyś w ogóle tego wszystkiego robić. Moglibyśmy coś Ci wynająć, udawać rozstanie czy cokolwiek. Byłoby tyle możliwych scenariuszy… – zacząłem delikatnie, jednak widząc jego minę, urwałem.
– Nigdy nie miałeś się dowiedzieć. – powiedział cicho mój partner. – Zajęło mi to trochę czasu, ale znalazłem na niego sposób. Miałem tylko cholerne szczęście, że dalej mnie chciałeś.
– Jaki? – zaciekawiłem się.
– To nie jest ważne. Daj spokój, proszę. – odpowiedział szybko i po chwili spojrzał na mnie z niemym błaganiem.
– Dobrze. Michaś, to ja miałem cholerne szczęście, że widząc, co z siebie zrobiłem, wciąż postanowiłeś wrócić. – odpowiedziałem ze ściśniętym gardłem.
– Uwierz, że były momenty, gdy zastanawiałem się czy na pewno dobrze robię. – powiedział poważnie, lecz zdradzał go ten charakterystyczny błysk w oku oraz uniesiony lekko kącik ust.
– Wierzę. – wciąż miałem ściśnięty żołądek i gardło, ale łzy dawno już ustały. – Ale wiesz, że gdybyś po prostu powiedział mi, o co chodzi i wtedy zniknął na jakiś czas, to moglibyśmy jakoś to przetrwać? – postanowiłem podrążyć powzięty chwilę temu temat.
Zastanowił się chwilę i skinął tylko głową. Prawdopodobnie w tym momencie oboje zdaliśmy sobie sprawę z tego, że mogliśmy tego wszystkiego uniknąć. Kłamstwa, uciekania, zdrady i poczucia winy.
– Michał, kocham Cię. Mam nadzieję, że w to nie wątpisz. – powiedziałem cicho, patrząc mu w oczy. W końcu odważyłem się przestać uciekać wzrokiem.
– Nie wątpię. Ja Ciebie też. Więc zrób mi, proszę, tę przyjemność i nie strasz mnie więcej, tak jak wczoraj. – przy tych słowach uśmiechnął się ciepło, chociaż gdzieś w tym wszystkim przebrzmiewała resztka strachu.
– Nie obiecuję. – mówiąc to, pokręciłem głową z rezygnacją.
– Tobiasz! – rozzłościł się natychmiast.
– Michaś, zrozum, że nie mogę Ci tego obiecać. – spojrzałem mu głęboko w oczy. Sam dziś rano zdałem sobie sprawę z tego, że moja przyszłość jest dość niepewna. Nie mogłem robić mu fałszywych nadziei.
– Jakikolwiek będzie rezultat, obiecaj mi, że się nie poddasz… – Michał powoli zdawał się podążać za moim tropem myślenia.
– Obiecuję. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. – uśmiechnąłem się i pocałowałem go, chcąc trochę ocieplić atmosferę. Zajęło nam to chwilę, ale doszliśmy do względnie normalnego stanu. – Dziś albo jutro powinni mnie wypuścić. Wyniki mogę odebrać kiedyś przy okazji. – zacząłem.
– Jeżeli będą chcieli Cię przetrzymać, to nie rzucaj się i nie próbuj wychodzić na własne żądanie. Lepiej będzie jak trochę odpoczniesz, a oni powinni Cię poobserwować. – od razu zaoponował Michał. Wciąż dziwnie było patrzeć na mojego partnera tak zatroskanego.
– Ej, ej. Nie mów lekarzom, co mają robić. – uśmiechnąłem się. – Teraz nie są tak skorzy do zatrzymywania w szpitalu na dłużej. Czuję się dobrze, więc bez przesady.
– Wczoraj też czułeś się dobrze przez cały dzień. – powiedział cicho i pogładził mnie po policzku. Dotyk jego dłoni był najwspanialszą rzeczą, jaką mogłem teraz otrzymać. Położyłem rękę na jego dłoni i przymknąłem na chwilę oczy. Zawsze mnie to uspokajało i dzisiejszy dzień nie stanowił w tym wyjątku. Czułem wtedy, że cokolwiek by się nie działo, jakoś przez to przebrniemy. Jego nienachalna obecność, dodawała mi w takich chwilach siły i pewności. Był po prostu gdzieś obok, nie próbując przejąć kontroli nad sytuacją, a wspierając mnie po cichu. Na początku naszej wspólnej drogi, nigdy bym go o to nie posądził. W życiu nie podejrzewałbym, że Michał stanie się partnerem, jakiego potrzebuję. Ten gruboskórny dupek już dawno temu pokazał, że ma serce i wie, jak go używać.
– Michaś… Zostaniesz przy mnie, prawda? – odważyłem się w końcu zapytać, wciąż nie otwierając oczu.
– Co Ty za głupie pytania znowu zadajesz? Zostanę. Nie po to się tyle z Tobą męczyłem, żeby teraz rzucić to w diabły. Kochanie… Za dużo myślisz. Jak zwykle zresztą. Przestań, bo wtedy robisz się jeszcze większym marudnym dupkiem. – uśmiechnął się tylko z ironią i podniósł zabawnie brew patrząc się na mnie wyczekująco.
– Menda. – skomentowałem krótko i odwzajemniłem uśmiech. Mieć go u swojego boku, to niesamowite szczęście. Mimo wszystko.


No cóż, tym razem, krótko, zwięźle i na temat. Z racji moich urodzin i migracji majówkowej do domu, jest trochę później niż się spodziewałam.

Podziel się dobrem