.. odda wtedy, kiedy spodziewasz się najmniej.

– Halo? – wymamrotałem, zaspany, do słuchawki. Odebrałem, nawet nie patrząc na numer i nie w smak mi było przerywanie mojej popołudniowej drzemki, która stała się ostatnio nawykiem. Druga seria chemii była wyczerpująca, ale nie powinienem narzekać. Najważniejsze, że działała.

– Kto mówi? Ach… Tak, spałem. Tak, o tej porze. Nie. Nie. Nie widziałem. Ostatnio nie mam dostępu do Internetu. Kiedy? W takim razie nie, nie będzie mnie. Nie truj, nie dam rady. Co? Tak, mam partnera. Nie, to nie o to chodzi. Taki miałbym zamiar, ale naprawdę nie mogę. Leżę w szpitalu. Nie. Nie. Już jest okej. Nie. Jeszcze trochę mnie tu potrzymają. Dasz mi wreszcie spać? No, tak, tak, do usłyszenia. – rozłączyłem się i poszedłem spać dalej. Gdy się obudziłem, do mojej sali właśnie wchodził mój rozmówca.
– Co Ty tu robisz? – zapytałem, ściągnąwszy brwi.
– Przyszedłem sprawdzić, co jest grane. – wyszczerzył się w moją stronę, wzruszając ramionami i podszedł do mojego łóżka, rozsiadając się na krześle obok.
– Nie powiedziałem Ci przecież, w którym szpitalu leżę. – mruknąłem niezadowolony.
– A co to za problem? – odpowiedział ze śmiechem, kompletnie niezrażony. – Domyślić się łatwo, a jak się ma to samo nazwisko, to sprawdzić jeszcze prościej. Rozmawiałem z lekarzem. Mogłeś dać znać wcześniej, że coś się dzieje. Może byśmy coś pomogli albo cokolwiek. – tu zmierzył mnie spojrzeniem, jakby przez chwilę sprawiając, że poczułem się winny, ale poczucie winy tak szybko, jak się pojawiło, tak szybko zniknęło.
– Nie trzeba. Opiekę mam najlepszą, serio. Nie bardzo chciałem po tylu latach milczenia nagle zjawiać się z informacją „Cześć, żyję, ale być może już niedługo.” Przecież to by nie miało sensu. Wiesz, jakbym nie przeżył to i tak byście się dowiedzieli. – wzruszyłem ramionami, udając, że ten temat wcale nie jest dla mnie niewygodny.
– Słuchaj, ciotka z wujkiem nie byli wybitnie rodzinni, ale bez przesady. Możesz się odzywać, wpadać na święta i tym podobne. – teraz miałem pewność, że go uraziłem.
– Trochę za późno chyba, co? – uniosłem brwi i spojrzałem na niego dobitnie.
– Nigdy nie jest za późno. Teraz powinieneś o tym wiedzieć. – burknął, ale widząc, że powoli mięknę, westchnął i pokręcił głową.
– Dobra. Zobaczymy jeszcze. – przewróciłem oczami i uśmiechnąłem się. – A teraz opowiadaj o swojej wybrance. No i może byś usiadł normalnie, bo jak jakaś z pielęgniarek zobaczy, że trzymasz nogi na moim łóżku… – tu urwałem i klepnąłem go w łydkę.
– No dobra, dobra… – mruknął i poprawił się na siedzeniu. – Fakt, nie masz jak jej znać. Ma na imię Emilia, pracuje w banku, jest zabójczo piękna. – powiedział pokrótce, a na jego twarzy odmalowała się błoga mina.
– No, to mamy skróconą charakterystykę. A coś więcej? – uśmiechnąłem się ironicznie.
– Oj, schowaj ten sarkazm. Szkoda, że tego Ci nie wycięli. – sapnął, po czym zastanowił się chwilę. – Hm… Może chociaż po ślubie albo my wpadniemy, albo Ty byś wpadł? Łatwiej będzie jak ją poznasz. Tobie mogę ją bez przeszkód przedstawić. – zaśmiał się mój rozmówca.
– No tak, racja. Jestem zajęty i z innego frontu. – zawtórowałem śmiechem. – Może faktycznie to byłby dobry pomysł.
– A tu co się dzieje? – usłyszałem głos mojego partnera, który widząc mnie i siedzącego obok mężczyznę, stanął jak wryty. – Tobiasz, proszę mi wytłumaczyć skąd wziąłeś swojego klona i potwierdzić, że nie ześwirowałem do końca.
– Haha… Cześć Kochanie. Nie powiedziałbym, że z Twoją głową wszystko w porządku, ale przynajmniej nie widzisz podwójnie. O ile nie dostrzegasz czterech osób na tej sali, oczywiście. To Sylwek, mój kuzyn. Sylwek, to mój partner, Michał. – odpowiedziałem, po czym przedstawiłem ich krótko. Rzeczywiście od najmłodszych lat ludzie myśleli, że jesteśmy bliźniakami. Byliśmy nawet z tego samego roku. Ba! Nawet z tego samego miesiąca.
– Michał Wolski. – mój chłopak wyciągnął rękę do uścisku.
– Sylwan Piórecki. – mój kuzyn uścisnął mu dłoń, po czym szybko dodał. – Tak, tak, wiem. To u nas rodzinne. Sylwan, Tobiasz i takie inne. Uprzedzam wszelkie komentarze.
– Hmm… W sumie nie zwróciłem na to szczególnej uwagi. Ale to ciekawa rzecz, więc pozwól, że zapytam jak się sprawa ma z resztą rodziny? Rodzice też mają tak przesrane, czy to zaczęło się w tym pokoleniu? – powiedział mój partner z wyraźnym rozbawieniem.
– Michał, skończ. Za dobrze się bawisz. – rzuciłem ostrzegawczym tonem.
– Oj, nie wtrącaj się, nie do Ciebie mówiłem. Chorzy zdania nie mają. – machnął ręką, w dalszym ciągu rozbawiony.
– Drzwi są z drugiej strony, żegnam. – wskazałem palcem za niego i mruknąłem naburmuszony.
– Ej, ej! Nie kłóćcie się! Nie ma o co. – szybko zareagował Sylwan unosząc ręce w pokojowym geście.
– My się nie kłócimy, spokojnie. To tylko wymiana zdań. Jakby mnie stąd wygonił naprawdę, to nie dostałby wałówki, a wie, co mam dla niego przyszykowane. – mój partner ponownie się wyszczerzył i mrugnął do mnie.
– Otóż to! Dawaj wałówkę. Wtedy możesz wyjść. – uśmiechnąłem się od ucha do ucha.
– Osz Ty! Jeszcze się policzymy, zobaczysz. – Michał nachylił się nade mną i pocałował mnie krótko, po czym zaczął wykładać na stolik rzeczy z torby. – Powkładasz sobie sam, gdzie Ci będzie wygodnie.
– Oki, dzięki. – ścisnąłem w przelocie jego rękę i mój uśmiech stał się na chwilę cieplejszy.
– No więc wracając do imion… – mój partner jednak postanowił drążyć temat, więc zwrócił się do mojego osłupiałego kuzyna.
– Aaa… Ach tak… Matko, co się tu właśnie stało? – powiedział bardziej do siebie i potrząsnął głową, jakby chciał coś z siebie strzepnąć. Osobiście nie miałem pojęcia, o co mu chodzi. – Imiona… Jego rodzice to Tymon i Liwia. – tu skinął głową w moją stronę. – A moi to Natan i Owidia. Zresztą, babcia, z którą Tobiasz mieszkał też nie miała lepiej. Zawsze wszyscy się śmiali, że czas na X-manów, bo ma na imię Ismena i to tak jakoś podobnie brzmiało.
– Ismena? Biedna kobieta. Nic dziwnego, że chciała się na dzieciach odegrać. – Michał pokiwał głową udając zamyślonego.
– Michał! Mógłbyś się jednak nie wypowiadać? – zapytałem zirytowany.
– No dobrze, już dobrze. Po prostu lubię słuchać o kruczkach, o których Ty mi nigdy nie mówiłeś. – wzruszył ramionami i uśmiechnął się przepraszająco, doskonale wiedząc, że tym uśmiechem zawsze ugra cokolwiek tylko będzie chciał.
– Dobra, słuchajcie. Będę się zbierał. Dobrze było Cię znowu zobaczyć. Przemyśl dobrze to, co Ci powiedziałem. Zdrowia życzę. – uśmiechnął się tylko Sylwek.
– Okej. Tylko mam jedną prośbę. Wolałbym, żebyś nie rozpowiadał w rodzinie, że cokolwiek się stało. – spojrzałem na niego niemal błagalnie, ale z góry wiedziałem, że nic tym nie wskóram.
– Ha! – żachnął się mój kuzyn. – Mowy nie ma. Dorcia za bardzo się za Tobą stęskniła.
– Serio mówię. Gęba na kłódkę! – wycelowałem w niego palcem, co go tylko bardziej rozbawiło.
– Tak, tak. Zrobię, co będę chciał. – mówiąc to zdążył już podejść do drzwi. Pomachał tylko ręką i szybko zniknął, a ja westchnąłem. To zapewne oznaczało wizytę lub telefony od rodziny.
– A teraz mów, o co chodzi. – z zadumy wyrwał mnie Michał.
– Sylwek się żeni, więc zadzwonił zapytać czy będę. Ponoć wysłał mi na Internecie zaproszenie w formie elektronicznej, ale nie bardzo ostatnio miałem jak je odczytać, więc cóż… Żeby jakoś się go pozbyć przyznałem, że jestem w szpitalu, bo nie chciał się odczepić. Skubany mnie znalazł i jak się obudziłem to właśnie wchodził do sali.
– No cóż, przynajmniej poznałem kogoś z Twojej rodziny. Nie wydawał się szczególnie powściągliwy ani nawet zniesmaczony moim widokiem ani nic. To całkiem miłe. – Michał wzruszył niedbale ramionami i przyjrzał mi się uważnie, zajmując miejsce, które zwolnił mój kuzyn.
– Mojej rodzinie nigdy szczególnie nie przeszkadzała moja orientacja… – nie wiedzieć, czemu, czułem się trochę zażenowany. Być może dlatego, że różnica pomiędzy moją, a jego rodziną pod tym względem była kolosalna.
– No, przynajmniej nie będzie kolejnego problemu. – Michał wyraźnie wyczuł moje zakłopotanie i starał się jakoś ten temat zmienić przechodząc w ciekawski ton. – Ale skoro tak to wygląda, to czemu do tej pory nikogo jeszcze nie spotkałem?
– Wiesz… To nie jest takie łatwe. Moi rodzice nigdy nie należeli do tych rodzinnych. Babcia starała się to trochę nadrobić, ale raczej nie widywałem się z większością rodziny zbyt często, mimo, że nie mieszkają wcale daleko. Można powiedzieć, że to taki nawyk ze starych czasów… Gdy nie było takiej konieczności, to nie utrzymywałem zbyt zażyłych kontaktów. Dora kiedyś była dla mnie jak młodsza siostra, ale nieco to wszystko się porozpadało… Znaczy Sylwek i jego siostra i nasz jeszcze jeden kuzyn są w porządku, ale tak jakoś… Chciałbym to zrzucić na śmierć rodziców, ale chyba nie mogę.
– Dobra, dobra, nie tłumacz się już. – Michał zaśmiał się w sobie właściwy sposób. – Wyszło, jak wyszło, ale wygląda na całkiem w porządku gościa.
– Uhm… – mruknąłem tylko, dalej nieco zawstydzony. Michał tymczasem zakomunikował, że leci szybko coś zjeść, pogadać z lekarzami i potem przyjdzie do mnie z obiadem, bo wybłagał, że może mi dostarczyć tu pizzę. Uwielbiałem go za to. Nie miałem pojęcia, jak ten człowiek może urobić lekarzy tak, żeby zgadzali się na takie propozycje, ale na pewno nie będę na to narzekał. Niedługo po tym, jak zniknął za drzwiami, do sali niemal wbiegła moja kuzynka. Sylwek się wygadał.
– Tobiasz! O matko! – zawołała rzucając mi się na szyję z impetem. – Jak się czujesz?!
– Czułbym się lepiej, gdybyś tak nie krzyczała prosto w moje ucho. – rzuciłem, ale uścisnąłem ją mocno. – Dobrze się czuję generalnie. Stęskniłem się.
– Dlaczego nic nie powiedziałeś, co? – jej uścisk jeszcze się wzmocnił i w jej głosie pojawiła się niebezpiecznie smutna nuta.
– Tak wyszło. Nikt nie miał się dowiedzieć. Mam dobrą opiekę, mój partner cały czas ze mną jest, więc wszystko jest w porządku. Przecież nie mogłem po tylu latach zjawić się i obwieścić, że zaraz pokroją mi głowę z nie wiadomo jakim skutkiem, co nie? – wytłumaczyłem spokojnie i odsunąłem ją od siebie tak, aby spokojnie mogła usiąść zamiast wisieć na mnie.
– Tak… Sylwek mówił, że masz kogoś i że jest całkiem fajny. Na pewno nie byłeś sam? – zapytała z troską w głosie.
– Na pewno, Dorka. Nawet na moment nie pozwala mi zapomnieć, że jest tu dla mnie. Teraz skoczył coś zjeść i z lekarzami pogadać, ale mam obiecaną pizzę. – wyszczerzyłem się, żeby nie dawać jej kolejnych powodów do zmartwień.
– To dobrze. Właściwie to, co robisz, jak żyjesz…? – zaczęła dopytywać się moja kuzynka siadając wygodniej na skraju mojego łóżka i podwijając pod siebie jedną nogę.
– Na chwilę obecną nie robię nic. Ale zdążyłem skończyć psychologię, mieć pracę… A tak to się jakoś kula. Mieszkamy sobie we dwójkę i tak to się toczy. – powiedziałem krótko. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że w sumie moje życie jest raczej nieciekawe. Ot, gej ze średniej wielkości miasta żyjący sobie gdzieś z boku.
– Psychologię, powiadasz… Ja jestem po elektrotechnice. – I w tym momencie Dora rozgadała się na dobre. Opowiadała dopóki do sali nie wrócił Michał z obiecaną pizzą.
– Jestem z powrotem. – rzucił tylko. Na dźwięk jego głosu moja rozmówczyni zesztywniała i przestała mówić. Tymczasem mój partner podszedł, wręczając mi pudełko i nachyliwszy się nade mną pocałował mnie krótko. Dopiero potem spojrzał na osobę siedzącą na stołeczku.
– Cześć, je… – zaczął mówić, jednak przerwał w połowie, jakby jej widok wprawił go w osłupienie .
– Co Ty tu robisz? – wysyczała moja kuzynka.
– Mógłbym się zapytać o to samo. – odpowiedział chłodno Michał i wyglądał na wyraźnie zniesmaczonego. Byłem zdezorientowany.
– Nie powinno Cię tu w ogóle być! – Dora nagle była bardzo zdenerwowana i przeszywała mojego partnera nienawistnym spojrzeniem.
– Dora! Co ty chcesz od mojego partnera? Przecież… – zacząłem, ale ona szybko mi przerwała wybałuszając na mnie oczy.
– To jest Twój partner?! – wskazała palcem na Michała. – TO?! Chyba sobie żartujesz!
– Dora, uspokój się, co w Ciebie wstąpiło? – zdenerwowałem się.
– Tobiasz, nie warto… – wtrącił się mój partner. – Przyjdę później. Nie będę siedział z nią w jednym pomieszczeniu.
– Nie, Michał. Zostań. – pomimo mojej prośby, pocałował mnie tylko w czubek głowy i zaczął oddalać się w kierunku wyjścia. – Michał! Stój! Słyszysz! – krzyczałem za nim. W pewnym momencie poczułem ukłucie z tyłu głowy i syknąłem cicho. Michał automatycznie zareagował. W kilka sekund znalazł się przy moim łóżku i klękając przy nim ścisnął moją rękę.
– Tobiasz, jak się czujesz? Coś Cię boli? Już dobrze, jestem tu, nigdzie nie idę. Nie powinieneś się teraz denerwować, przecież wiesz. – w jego oczach znów zagościły troska i strach. Nie mogłem na to patrzeć. Zbyt długo musiał się o mnie bać. To był jednak pierwszy raz od operacji, gdy coś takiego się zdarzyło. – Uspokój się, a ja pójdę po lekarza.
– Nigdzie nie idziesz. – zaprotestowałem i przymknąłem na chwilę oczy oddychając głęboko.
– Mowy nie ma, lekarz musi o tym wiedzieć. To nie są żarty, Tobi. – opiekuńczym gestem zaczął głaskać mnie po ramieniu, a po chwili wstał. – Obiecuję, że zaraz wrócę.
– Nie udawaj, że się martwisz. – rzuciła moje kuzynka z wyraźnym jadem w głosie.
– Nie mówiłem nic do Ciebie, więc zamknij paszczę, jędzo. – odciął się mój partner, po czym pochwyciwszy moje spojrzenie, zrobił przepraszającą minę wciąż patrząc na mnie. Zaraz potem wyszedł z sali.
– Nie mogę uwierzyć, że jesteś z tym szmaciarzem! Żeby mieć aż tak kiepski gust! – fuknęła Dora, niebezpiecznie zbliżając się do granicy mojej wytrzymałości.
– Michał jest moim partnerem. Nie obrażaj go, szczególnie przy mnie. – wycedziłem.
– Mam uwierzyć, że taka dziwka jak on, tak po prostu cudownie się zmieni? Mowy nie ma! Czy Ty wiesz, kim on w ogóle jest? – wydawała się być wręcz zniesmaczona, co jeszcze bardziej mnie podjudzało.
– Znam jego przeszłość. Ze szczegółami. Raz jeszcze proszę, żebyś przestała. Wiesz, że nie uderzę kobiety. – siliłem się na opanowany ton, chociaż musiałem zaciskać zęby, żeby tylko jakoś przełknąć jej komentarze.
– Nie wierzę… – spojrzała na mnie z takim zdumieniem, jakbym właśnie jej oznajmił, że jestem króliczkiem wielkanocnym i moim ulubionym zajęciem jest kicanie po polach wiosną.
– Dora! – krzyknąłem w końcu. – Nic tym nie wskórasz. Cokolwiek o jego przeszłości wiesz… Ludzie się zmieniają. Jest moim partnerem. Kocham go. Był ze mną przez cały ten czas. Sama zresztą widziałaś… Potrafi się mną dobrze zaopiekować. – moja złość powoli przechodziła w bezsilność. Nie wiedziałem, jak miałem tej kobiecie wytłumaczyć, żeby odpuściła.
– To za dużo na moje nerwy. Nie wierzę… Każdy, ale on? Gdzie Ty miałeś oczy. – pokręciła głową z niedowierzaniem. – Wybacz Tobiasz, ale chyba będę się zbierać zanim znowu na niego wpadnę.
– Może to i dobry pomysł… – powiedziałem cicho, odwracając twarz. Wyszła rzucając szybkie „no to cześć”. W drzwiach minęła się z Michałem i lekarzem. Obrzuciła pierwszego z nich nienawistnym spojrzeniem i poszła dalej.
– Kochanie, boli Cię jeszcze? – zapytał już w progu mój partner, kompletnie ignorując moją kuzynkę.
– Nie, nie. To było tylko ukłucie. Jak zwykle panikujesz. Panie doktorze, proszę nie zwracać na niego uwagi. – machnąłem ręką i przewróciłem teatralnie oczami. Starałem się ukryć drżenie w moim głosie. Nie byłem w stanie nawet określić czy to złość, zawód, smutek czy coś innego. Mój partner jednak to podchwycił i posłał mi nad ramieniem lekarza spojrzenie, które oznaczało, że nie wywinę się od rozmowy.
– Nie ma mowy. Musimy zwracać uwagę na wszystkie sygnały. Trzeba będzie zrobić kilka badań na wszelki wypadek. Lepiej mieć pewność, że to nic poważnego, niż później obudzić się z przysłowiową ręką w nocniku. Wystarczająco Pana poznałem, żeby dowiedzieć się, że ma Pan tytuł mistrza w bagatelizowaniu ważnych spraw. – lekarz pospieszył w obronie Michała, na co ten uśmiechnął się z satysfakcją.
Kiedy wreszcie wszystkie badania się skończyły, był już wieczór, a ja byłem padnięty jak nigdy. W sali jednak czekał na mnie Michał. Siedział przy lampce i czytał jakąś książkę, ale przyglądając mu się chwilę zauważyłem, że jego wzrok biegnie tępo po tych samych linijkach tekstu i nigdy nie przewraca strony. Wydawał się być spokojny, ale dziwnie daleki, jakby pogrążony we własnych myślach. Podszedłem do niego, ale wciąż mnie nie zauważył, więc oparłem się o niego od tyłu, kładąc mu brodę na czubku głowy i oplatając ramionami. Drgnął nieznacznie wybudzony z letargu i po chwili usłyszałem jak wzdycha i poczułem jego ręce zaciskające się w okół moich. Staliśmy tak chwilę w komfortowej ciszy, dopóki Michał jej nie przerwał.
– Powinieneś się położyć, a nie tak stać. – rzucił cicho. Odmruknąłem tylko ciche „mhm”, ale nie ruszyłem się z miejsca, dopóki nie usłyszałem, że mój partner poważnieje. – Ja nie żartuję, kładź się. Obaj wiemy, że po badaniach zawsze ledwo stoisz na nogach. – w odpowiedzi tylko westchnąłem, ale, chcąc nie chcąc, musiałem przyznać mu rację i aby uniknąć pretekstu do sprzeczki, szybko wgramoliłem się na łóżko moszcząc się wygodnie i odwracając się w jego stronę. Po chwili namysłu przesunąłem się bliżej krawędzi i ruchem głowy wskazałem puste miejsce za sobą. Co prawda pielęgniarki zawsze marudziły, gdy ktoś chociażby siadał na moim łóżku, ale obaj tego potrzebowaliśmy, więc nie zamierzałem się teraz tym przejmować. Nawet Michał, który ostatnio był „tym rozsądnym” w naszym związku, posłuchał mnie i bez protestów położył się za mną obejmując mnie od tyłu i przylegając szczelnie.
– Pewnie chcesz wiedzieć, o co chodzi z Dorą… – zaczął cicho.
– Wiesz… Jestem ciekawy, ale nie musisz mówić, jeśli nie chcesz. – opowiedziałem w tym samym tonie. Nie chciałem go zmuszać do jakichkolwiek wyznań.
– Nie mam w sumie nic do ukrycia. To po prostu ta część mojej przeszłości, do której nie lubię wracać. – westchnął ciężko.
– Nie musisz tego robić, chyba, że naprawdę chcesz. – ponownie go zapewniłem.
– Wydaje mi się, że powinieneś to wiedzieć. To w końcu Twoja kuzynka. Nie unikniemy teraz pewnie jakiś spotkań, więc to będzie raczej… Bezpieczne? – tu przerwał na moment i zanim znów pozbierał myśli, wtulił się w moje plecy tak, że czułem jego długie włosy łaskoczące mój policzek. Uśmiechnąłem się na to sam do siebie i czekałem, aż będzie kontynuował. – Pamiętasz, jak mówiłem o gimnazjum i tym molestowaniu?
– Mhm. – mruknąłem cicho nie chcąc mu przerywać.
– Dora o tym nie wiedziała. Szkoła bardzo starała się, żeby żaden z uczniów i większość rodziców się nigdy nie dowiedziała. Nikt niepowołany nie miał prawa wiedzieć. Wiesz, szkoła z renomą. To raczej dobrze. Przyjaźniłem się wtedy z Dorą. Była miła… Taka wesoła, uśmiechnięta, energiczna, spontaniczna dziewczyna. Po prostu normalna. Jakoś pod koniec szkoły podstawowej tak się złożyło, że staliśmy się prawie nierozłączni. Myśląc o tym teraz to już szmat czasu. Tylko, że przez to wszystko zacząłem się odsuwać. Od niej też.
– To normalne… – nie wytrzymałem i wszedłem mu w słowo, chcąc go jakoś wytłumaczyć. Przecież wycofanie się w takiej sytuacji to normalny mechanizm obronny.
– Oj, cichaj, ja opowiadam. – fuknął, nie wiadomo czemu, rozbawiony, po czym kontynuował. – To był chyba mój ostatni akt prospołeczny. Kiedy zacząłem się staczać i sypiać z kim popadnie, na Dorydę czekała tylko reputacja przyjaciółki męskiej dziwki. Jeszcze wtedy zależało mi na tyle, żeby nie pozwolić innym jej tak zaszufladkować. No to zrobiłem to, co umiałem najlepiej. Odstawiłem szopkę. Nakłamałem jej, wyzwałem ją publicznie i czekałem cierpliwie aż mnie spoliczkuje. Kiedy to zrobiła, oddałem jej tak samo i z perfidnym uśmieszkiem wyszedłem ze szkoły. Od tamtego czasu zaczęła mnie tępić. Nie masz pojęcia, jaka ta kobieta potrafi być zawzięta. – tu zaśmiał się krótko z jakąś taką nutą czułości, że sam nie wiedziałem, co o tym myśleć. – Fakt, że mi się potem ostro zołza naprzykrzała i nie raz wychodziłem wściekły z sali, trzaskając drzwiami, bo nie mogłem już na nią patrzeć, ale sam to zacząłem. Kiedy dowiedziała się, że puszczam się z każdym, kto się nawinie, to wszystko się tylko spotęgowało. Wtedy byłem wściekły na cały świat i mimo, że sam ją nastawiłem przeciwko sobie, to miałem jej za złe to, ile wysiłku wkładała w to, żeby uprzykrzyć mi życie.
– Chciałeś być zauważony, zrozumiany… Odpychałeś od siebie ludzi, ale chciałeś, żeby wrócili, żeby nie dali się temu wszystkiemu zwieść. Potrzebowałeś kogoś obok, ale najbliżsi zawiedli i w pewnym momencie sam się w tym pogubiłeś. Byłeś tylko dzieckiem w trudnym okresie, któremu wszystko szło nie tak, jak powinno. A ludzie oczekiwali coraz więcej. Zrobiłeś to, co młodzież umie najlepiej. Zbuntowałeś się. W najlepszy znany sobie sposób. – zacząłem coraz bardziej zagłębiać się w analizę sytuacji, dopóki nie poczułem, że mój partner ściska mocno moje ramię.
– Uspokój się Tobiasz, nie jestem Twoim pacjentem. – zaśmiał się, ale brzmiało to trochę sztywno. – Nie szukaj teorii ani usprawiedliwienia. Stało się i już. Analizowanie przeszłości nic nie da, bo to już dawno za nami.
– Nie szukam usprawiedliwienia. Nie chcę wybielać ani Ciebie, ani pozostałych. Czasem po prostu dobrze jest zrozumieć, że naszym działaniem rządzi pewien schemat, który jest trudny do przełamania. Nie zawsze mamy wpływ na to, jak reagujemy na część sytuacji. Mimo, że niektóre rzeczy robiłeś umyślnie, to nie miałeś kontroli nad całością i chcę, żebyś zdawał sobie z tego sprawę. – mówiłem dość szybko, rozpaczliwie chcąc, żeby uwierzył w to, że naprawdę nie był złym człowiekiem. Tylko po prostu zgubił się gdzieś i miotał bez potrzeby, nie wiedząc, co innego może zrobić. Michał za to przytulił mnie na chwilę jeszcze mocniej i wymamrotał w moje ramię.
– Wiem, wiem. Zdążyłem się połapać, że nie udało mi się stworzyć misternego planu, jak chciałem. Teraz to już naprawdę mało ważne. Po prostu chciałem, żebyś wiedział, o co chodzi z Dorą. Tylko błagam, nie zadręczaj się tym teraz. Za dobrze wiem, że masz do tego skłonności.
– Nie obiecuję. – mruknąłem tak cicho, jak tylko umiałem, w nadziei, że może mnie nie usłyszał, ale niestety nie udało się.
– Tobiasz! – jęknął mój partner. – To Ci przecież nic nie da. Moja przeszłość to już dawno zamknięty temat. Przecież nie możesz teraz tego odgrzewać po raz dziesiąty, jak starych kotletów. Ja się już z tym dawno pogodziłem. Ty też musisz.
– No dobra, dobra, obiecuję. – prychnąłem tylko i poczułem, jak składa delikatny pocałunek na moim karku, a potem się podnosi z łóżka. Spojrzałem na niego pytająco, ale tylko się uśmiechnął.
– I tak Ci nie wierzę. – powiedział po chwili. – A teraz muszę się zbierać, bo zaraz pielęgniarki mnie stąd wykopią, a Ciebie wykastrują, jak zobaczą, że z Tobą leżałem.
– Brakuje mi tego, wiesz? – spojrzałem mu w oczy szukając potwierdzenia, że nie jestem osamotniony w tym uczuciu. Dość szybko je, na szczęście, znalazłem.
– Mi też, ale jeszcze trochę musimy wytrzymać. Potem będziemy byczyć się razem w łóżku ile tylko dusza zapragnie, okej?
– Jestem za. – zupełnie kontent, odwzajemniłem uśmiech. Przez krótką chwilę mogłem poczuć jego wargi na swoich i po krótkim „dobranoc”, zniknął mi z oczu, zostawiając mnie samemu sobie. Myślałem, że długo nie będę mógł zasnąć, powracając do jego opowieści, ale emocje całego dnia tak mnie wymęczyły, że dość szybko oddałem się w objęcia Morfeusz.


Mam teraz na głowie końcówkę pisania pracy dyplomowej, kilka egzaminów i prac zaliczeniowych… No i poza tym pracuję w dwóch placówkach i tworzę biznesplan, więc przepraszam za ewentualny mały nieogar i kompletny brak edycji tekstu, jeszcze groszy niż zawsze. Swoją drogą do końca zostały 3 rozdziały, więc zaraz się zwijamy.

It always gets better. No matter what has happened. This is as simple as that. This is as certain as it could be. It doesn’t matter what everyone around says. People always will judge, they always will find some reason to hate, but does it even matter? Not really.

Enjoy!

Podziel się dobrem