… taki mały filler na rozluźnienie.

Siedziałem jak na szpilkach i nie mogłem się doczekać pojawienia się Michała, który, jak na złość, nie bardzo się dziś spieszył. Wszystkie dokumenty miałem załatwione, leki wykupione w przyszpitalnej aptece, wizyty kontrolne załatwione, a nawet już trzymałem w ręku wypis ze szpitala i torbę, a właściwie to nawet dwie torby z moimi rzeczami.

Brakowało tu tylko mojego partnera, który tu wejdzie i mnie stąd zabierze. Zaczynałem się poważnie niecierpliwić, zerkając co chwilę to na ekran komórki, to na drzwi, ale w końcu zobaczyłem w oddali burzę rozwianych loków biegnącą w stronę wejścia. Musiał się bardzo spieszyć, jeżeli nawet nie zdążył ich związać, co ostatnio notorycznie robił.
– Wybacz, Kochanie, mam mały poślizg od rana. Nie wiem, ile przepisów złamałem jadąc tu, ale mam nadzieję, że nigdzie nie było kamer. – wydyszał, całując mnie przelotnie i odbierając ode mnie torby.
– Trzeba było dać znać i się tak nie spieszyć. Jeszcze byś się gdzieś pod drodze wrąbał i co wtedy? – zganiłem go, szamocząc się z nim w międzyczasie. Owszem, jestem na chemii podtrzymującej, ale wychodzę ze szpitala, co znaczy, że nie jest ze mną aż tak źle, żebym własnych rzeczy nie mógł nosić. Ostatecznie przegrałem jednak tę małą potyczkę po tym jak zaczął mnie łaskotać i, naburmuszony, podrepatałem do samochodu.
– Nie dąsaj się tam. – posłał w moją stronę swój firmowy uśmiech. – Zaraz zobaczysz, co Ci z domem wymyślili i się rozchmurzysz. – dodał, uśmiechając się jeszcze szerzej.
– Mi? – uniosłem pytająco brew. – Myślałem, że od dawna ten dom jest bardziej nasz, niż mój.
– Oj, no… Tak… Po prostu… – zmieszał się Michał, po czym westchnął i spojrzał na mnie przelotnie, po czym przeniósł oczy na drogę, ruszając z przyszpitalnego parkingu. – To czasem nie jest takie proste. Czasami wiesz… Mam wrażenie, że jeszcze nie zasłużyłem na to, żeby nazywać ten dom swoim.
– Głupoty opowiadasz. Michaś, co by się nie działo, to zawsze będzie Twój dom. Miejsce, do którego możesz wrócić. Miejsce, które na Ciebie czeka. Mówię poważnie. – odpowiedziałem szczerze. Chciałem, żeby czuł się jak u siebie i to dosłownie. Szczególnie po tylu latach.
– Dzięki, Tobi. Może się do tego przekonam w stu procentach, jak będę miał tam Ciebie obok. Ten dom jest za duży dla jednej osoby. Było tam zbyt pusto, wiesz? – w jego głosie było słychać ciepłą nutę i odnalazł po omacku moją rękę, splatając ze sobą na chwilę nasze palce. Przez większość drogi jechaliśmy w komfortowej ciszy. Czasem dobrze było po prostu razem pomilczeć. Kiedy zajechaliśmy pod dom rzuciłem się, by wziąć torby z tylnego siedzenia, ale Michał tylko machnął ręką. – Zostaw to, później weźmiemy. Najpierw czeka Cię mała wycieczka po domu. O! Rafał już czeka. Podekscytowany?
– Jasne, że tak. Głupio się pytasz. – wyszczerzyłem się w jego stronę, po czym obaj podeszliśmy do Rafała czekającego przed drzwiami i zauważyłem, że panowie uśmiechnęli się do siebie porozumiewawczo.
– No jak, Tobiasz? Jakieś oczekiwania? – zapytał na wstępie architekt.
– Nie mam pojęcia, co wyście tam zrobili. No pokaż mi to już, bo doczekać się nie mogę. – odpowiedziałem naprędce, po czym weszliśmy do domu i w tym momencie szczęka mi opadła. Stare schody zostały zastąpione przez nowe, z polerowanego ciemnego drewna, którego kolor odbijał się wyraźne na tle kremowych ścian. Podłoga była wyłożona kaflami o fakturze przypominającej deski. Na pierwszy rzut oka w życiu bym nie poznał, że to są kafle, ale dość szybko zostałem uświadomiony przez Rafała. Na ścianach w przedpokoju zawisło kilka nowych, oryginalnych wieszaków i, o dziwo, kilka moich i Michała zdjęć. Następnie zostałem zaprowadzony, a właściwie wepchnięty, na prawo do kuchni i po raz kolejny myślałem, że zgubię zęby. Wciąż miałem w pamięci stare szafki, zwykłą małą lodówkę, zielonkawe ściany i oczywiście pamiętny stolik noszący ślady Igora. Ale teraz stare szafki zostały zastąpione nowymi meblami na wysoki połysk, stara lodówka nową, która w porównaniu do poprzedniej wydawała mi się być niemalże przemysłowa, zielonkawy kolor zniknął ustępując miejsca klasycznej bieli przełamanej ciemnoniebieskimi oraz srebrnymi akcentami, no i wreszcie mały pamiątkowy stolik został zastąpiony większym, również białym, przy którym stały już nie dwa, a cztery krzesła. Na szafkach tu i ówdzie stanęły nowe sprzęty. W pierwszej chwili wypatrzyłem tylko mikrofalówkę i, moje wielkie zbawienie od dnia dzisiejszego, ekspres do kawy. Zastąpiona również została kuchenka, zamiast której mieliśmy teraz płytę indukcyjną i piekarnik wbudowany w szafki. Spojrzałem na Rafała i Michała i już chciałem otworzyć usta, żeby coś powiedzieć, ale mój partner uciszył mnie zawczasu ruchem ręki.
– Cichaj. Poczekaj, aż zobaczysz resztę. – i tu wskazał ruchem głowy na pozostałą część domu. W odpowiedzi skinąłem tylko na znak, że przyjmuję to do wiadomości i jestem gotowy, tak więc zostałem zaprowadzony na przeciwko kuchni, do salonu. Myślałem, że usiądę z wrażenia. Salon, który pamiętam, to stara kanapa, jakiś stół, telewizor i wieża. Zamiast tego zastałem ogromne pomieszczenie podzielone niejako na dwie części półścianką i dodatkami. Podłoga wyłożona była jasnymi panelami. Mniej więcej na środku, kawałek przed oknem, stanęła wielka rogówka, dwa fotele i mały, zgrabny stolik, a kawałek dalej stanęła mini meblościanka i na niej ogromny płaski telewizor z kinem domowym, od którego głośniki były porozwieszane po całym pokoju. Dodatkowo, nad tym wszystkim umieszczony był podświetlony sufit podwieszany. Drugą część pokoju zajmował stół jadalny i dwanaście krzeseł, na widok których moja pierwsza myśl „przecież nigdy tego nie wykorzystamy”, ale zaraz potem pomyślałem, że w sumie, czemu nie? Można teraz będzie częściej organizować spotkania. Poza tym, w tle znalazły się przeszklone drzwi na taras wyłożony kostką z nowymi meblami i parasolką. W pokoju dobrane zostały oczywiście odpowiednie zasłony i firany tak, żeby całość można było przysłonić i nie udostępniać sąsiadom, niewątpliwie ciekawych, widoków. Za salonem znajdowały się jeszcze trzy średniej wielkości pokoje gościnne, które zostały nieco odświeżone. Z pozostałych dwóch, jak mniemam, powstała część jadalniana.
– No to teraz mów, jak Ci się podoba póki co? – zagadnął w końcu Rafał. Bez słowa podszedłem do niego i uścisnąłem go mocno. Autentycznie pierwszy raz w życiu zabrakło mi słów.
– Nie wiem, co ja mam Ci powiedzieć. Jest genialnie. – wydusiłem, odsuwając się i wracając w objęcia partnera. – Tylko powiedz mi Michaś, czy ja o czymś nie wiem i wygraliśmy w totka? Wiem, że mieliśmy jeszcze sporo odłożone i w ogóle, ale żeby aż tyle?
– Daj spokój. Wszystko jest w porządku, takimi rzeczami się nie przejmuj. Ciesz się nowym domem, a nie, będziesz mi tu teraz wydatki liczył. – powiedziawszy to, westchnął teatralnie i oparł podbródek na moim ramieniu. – To jak? Gotowy na najlepsze?
– Chyba dobrze, że te torby zostały w samochodzie, bo już mi słabo, a jak zobaczę sypialnię to czuję, że dostanę zawału. – zaśmiałem się krótko, ale widząc zaalarmowane spojrzenie Michała, westchnąłem i pokręciłem głową z kpiącym uśmieszkiem. Musi nauczyć się odróżniać żarty, bo inaczej będę miał z nim skaranie boskie. Na szczęście zrozumiał w pore, o co mi chodziło i zaczęliśmy wspinać się po schodach na górę. Serce waliło mi jak oszalałe, chociaż mówiąc szczerze, to nie miałem pojęcia czemu. Jednak zamiast do sypialni, najpierw zaprowadzili mnie do pokoju na przeciwko. Okazało się, że tu również były poczynione pewne zmiany. Zamiast trzech pokoi zostały w tym miejscu dwa. W jednym miałem urządzony mały, przytulny gabinet z przepięknym starym, rzeźbionym biurkiem, wygodnym fotelem, kilkoma regałami i wszystkimi moimi szpargałami. Całość utrzymana była raczej w ciemnych barwach, gdzie nie gdzie przełamana jasnymi beżowymi dodatkami. Pokój obok okazał się być natomiast urządzony jako pokój do rozrywki. Kompletnie mnie wbiło w podłogę, gdy zobaczyłem na środku duży stół bilardowy. Poza nim stał tam też jeszcze większy telewizor niż w salonie z podłączoną do niego konsolą, sporo głośników, ale też pianino i gitara. Widząc to, spojrzałem pytająco na mojego partnera, ale ten tylko wzruszył ramionami i uśmiechnął się sugestywnie. Już nie mogłem się doczekać momentu, w którym mi coś zagra. Oj, będę go teraz o to molestował. Poza instrumentami na ścianie zauważyłem też tarczę do rzutek, a z jednej strony przymocowany był projektor, który miał rzucać obraz akurat na biały fragment ściany, a obok tego stało kilka puf i tym podobnych siedzisk. Nie bardzo mogłem uwierzyć, że to jest mój dom. A czekało mnie najważniejsze. Nasza sypialnia. Coś czułem, że to będzie efekt wow. I nie myliłem się. Gdy tylko wszedłem do pomieszczenia, kolana się pode mną ugięły. Pomieszczenie było jasne, a centralnym jego punktem było wielkie łóżko stojące idealnie na środku pokoju. Wzdłuż jednej ściany stanęła ogromna szafa pod zabudowę, a przy drugiej, zostały umieszczone dwa fotele i niewielki stoliczek. Bezpośrednio za wezgłowiem łóżka był wybudowany niewielki kawałek ściany, po obu stronach przechodzącej w szklaną taflę, która okazała się być przesuwanymi drzwiami. Za tym wszystkim znajdowała się łazienka. Bezpośrednio za ścianą został ukryty duży, przestronny prysznic bez brodzika. Obok, schowany przed zbytnią widocznością, stanął sedes. Na przeciwko zainstalowana została podwójna umywalka z dużym lustrem. Pod bocznymi ścianami stanęły niewielkie szafeczki, wieszak na ręczniki i drugi na szlafroki oraz pralka, suszarka, kilka drobiazgów i najpotrzebniejszych przedmiotów. Zarówno sypialnia, jak i łazienka, stanowiąca niejako jedno pomieszczenie, utrzymane były w ciemnym brązie przełamanym beżem i jasnym brązem, więc całość była bardzo przytulna i klimatyczna. Nie mniej jednak mam wrażenie, że wieki mi zajmie przyzwyczajanie się do tego, że to jest mój dom.
– No, widzę, że zmiany przyjęte pozytywnie. Także ja znikam, daję się wam nacieszyć domem i sobą, i zapewne wszyscy wpadniemy znowu do was niedługo, więc możecie się szykować. Na razie powstrzymuję całe to towarzystwo, bo już by wam chętnie siedzieli na karku, ale Tobiasz powinien odpocząć. A właśnie, łazienkę na dole zwiedzisz sam, ale tam fajerwerków nie ma, zwykło, prosto i schludnie. Ważne, żeby tu było wam przyjemnie, no nie? – tu Rafał spojrzał się na nas wszystko wiedzącym wzrokiem i po krótkim pożegnaniu, czmychnął do domu. Ja ostatecznie wylądowałem z Michałem znów na dole i ostrożnie przysiadając na jednym z foteli, przesunąłem ręką po jego materiale i chłonąłem widok. Wciąż byłem w ciężkim szoku. Po chwili poczułem, jak ramiona mojego partnera oplatają się wokół mojej szyi i poczułem, jak jego ciepły oddech łaskocze mnie za uchem. Nie mogłem powstrzymać cichego chichotu, na co on tylko zamruczał pytająco w odpowiedzi.
– Nic, nic. Przyjemnie. Dalej w to wszystko nie wierzę. – szepnąłem, nie chcąc zniszczyć atmosfery, która zaczęła się budować. Trwaliśmy tak w ciszy jakąś chwilę, aż Michał westchnął i powiedział, już nie szeptem, ale wciąż dość cicho.
– Leć, weź prysznic, odpręż się trochę, przebierz w coś wygodnego, a ja w tym czasie zrobię nam jakiś obiad, hmm?
– A może byś wziął prysznic razem ze mną, a potem coś zamówimy? – odwróciłem się i spojrzałem na niego sugestywnie.
– Możemy coś zamówić, chociaż powinieneś jeść zdrowo, ale wspólny prysznic odpada. – powiedział stanowczo.
– Dlaczego? – zamarudziłem i odwróciłem głowę z powrotem z kwaśną miną.
– Tobi, przestań. Gdybym miał brać z Tobą prysznic to dobrze wiesz, że nie mógłbym się powstrzymać, a nie ma takiej opcji. Nie możesz jeszcze, przecież wiesz… – Michał utrzymywał cichy ton głosu i przytuliwszy mnie mocniej, zaczął głaskać mnie po ręce.
– Uch, Michaś, nie musimy nic takiego robić. Po prostu… Stęskniłem się za Tobą, za Twoim dotykiem. Nie odmawiaj mi chociaż tego. Proszę. – zacisnąłem dłonie na jego rękach i oparłem o niego głowę, ale nie odważyłem się spojrzeć mu w oczy. Po chwili ciszy westchnął zrezygnowany.
– Dobrze. Też mi tego brakuje, ale masz się oszczędzać, a boję się, że znając nas, znowu się zagalopujemy. Zresztą, nie powinieneś teraz w ogóle uprawiać seksu. A gdy będę Cię miał, nagiego i mokrego pod palcami, tak seksownego, jak zawsze… Myślisz, że jak długo wytrzymam? – odpowiedział, bądź co bądź, niejednoznacznie.
– Myślę, że coś na to zaradzimy i bez uprawiania seksu. Zresztą, widzisz jak wyglądam. Blady, chudy, prawie łysy… Nie będziesz miał czym się podniecać. – rzuciłem niby niewinnie, ale nie przyznałbym się za nic, że śmiertelnie poważnie traktowałem ten temat. Wiem, że jestem w trakcie leczenia po ciężkiej chorobie, ale mimo to mój wygląd bardzo mi przeszkadza.
– Bzdury gadasz. – prychnął tylko mój partner w odpowiedzi. – Ty, to Ty. Faktycznie, jesteś trochę blady, ale to normalne. Wyglądasz dobrze. Naprawdę. Nie jesteś ani przesadnie chudy, a włosów to już się po prostu czepiasz. Daj spokój, tego nawet nie widać. Więc przestań mi tu farmazony prawić i chodź pod ten prysznic. – powiedział na koniec i pociągnął mnie znów na górę w stronę naszej sypialni. Gdy tylko przekroczyliśmy jej próg, zaczął mnie rozbierać, całując delikatnie. Uśmiechnąłem się oddając pocałunek i zacząłem odwdzięczać mu się tym samym. Zanim dotarliśmy do „części łazienkowej” obaj byliśmy już nadzy i delikatnie podgrzani. Tę potyczkę z nim wygrałem po mistrzowsku.


Niestety jest to „rozdział” typu „fill the gaps with the correct words”, za co przepraszam, ale i takich kilka musi być.
Zbliżamy się do końca, jeszcze 3 rozdziały. Nie będzie epilogu, bo nie jest to koniec historii.

Enjoy!

Podziel się dobrem