… trzeba się po prostu przełamać.

Po chwili siedzieliśmy wszyscy nad ciastem i kawą. Oprócz mnie oczywiście, bo mój partner nie omieszkał, w najgorszym do tego momencie, zwrócić mi uwagi, że przyzwolenie mam na jedną dziennie i wykorzystałem ten limit rano. Siedziałem więc z kubkiem zielonej herbaty.

– A więc… jak długo jesteście razem? – zapytał konwersacyjnym tonem wujek Natan, a ja spojrzałem na Michała przygryzając wargę i marszcząc brwi. On w odpowiedzi wyszczerzył się tylko.
– No mów, mów, Tobi. – powiedział po chwili z nutką rozbawienia w głosie.
– Nigdy za bardzo nie liczyłem… – zawstydzony, urwałem w pół zdania i usłyszałem jak mój partner wzdycha ciężko.
– Jesteśmy ze sobą ponad siedem i pół roku, chociaż znamy się od około dwunastu lat. – powiedział patrząc na mnie z ukosa.
– Naprawdę? – powiedziałem równocześnie z ciotką Esterą.
– I Ty się jeszcze pytasz? – Michał rzucił mi rozbawione spojrzenie, a ja momentalnie poczułem, jak na moich policzkach pojawia się palący rumieniec.
– Jak ten czas leci… – mruknąłem zmieszany, próbując uniknąć spojrzeń wszystkich zebranych.
– Zwalmy to na operację. – mój partner próbował mnie niejako pocieszyć i poczułem, jak trąca mnie delikatnie ramieniem.
– No dobrze… – mruknąłem tylko, wciąż zawstydzony.
– Nie dąsaj się, nie masz pamięci do dat, nigdy nie miałeś. Nie ma co się przejmować. – powiedział Michał zlewającym tonem i ponownie szturchnął mnie w ramię. – Szczęśliwi czasu nie liczą.
– Otóż to! – ożywiłem się momentalnie, próbując jakoś ratować resztki wizerunku.
– Więc był pan… byłeś z nim przez cały czas przed operacją i po niej? – dyplomatycznie padło kolejne pytanie, zadane po chwili ciszy przez moja drugą ciotkę.
– Tak… Tak, byłem. – odpowiedział od razu mój partner gładząc mnie delikatnie po udzie.
– Łatwego życia ze mną nie ma. – dopowiedziałem szybko. – Nie mam najłatwiejszego charakteru, a mimo to opiekował się mną przez cały czas. Lekarz zdradził mi, że przez całą operację czekał pod salą i przez kolejne dwa dni po niej nie opuścił mnie nawet na krok! Gdy jeszcze nie mógł wejść do środka, czekał tuż przy oknie.
– No tak, to prawda. Łatwego charakteru to Ty nie masz. Wyobraźcie sobie, że ledwo mógł mówić, a mimo to pierwszy raz obraził mnie już dzień po operacji. Przynajmniej wiedziałem, że zdrowieje. – Michał nie omieszkał powiadomić wszystkich o tym drobnym szczególe.
– Od kiedy to Ty taki pamiętliwy jesteś, co? – wywróciłem oczami i naburmuszyłem się. On za to zaśmiał się tylko w odpowiedzi i wzruszył ramionami.
– Od zawsze, Tobi. Od zawsze.
– Menda. – skomentowałem, po czym odwróciłem głowę i udawałem obrażonego, chociaż chyba nie najlepiej mi szło.
– No, już, bez fochów. Nie jesteś u siebie. – mój partner dźgnął mnie pod żebrem, na co zareagowałem natychmiast.
– Przestań. Nie dotykaj. – powiedziałem ostrzegawczym tonem i spinając się, odsunąłem się od niego na tyle, na ile mogłem przy obecnym usadzeniu.
– Hej, chłopcy! Nie kłóćcie się. – wujek spojrzał na nas z taką miną, jakby właśnie szykował się do rozwiązywania ważnego międzynarodowego konfliktu.
– Spokojnie, tato, oni się nie kłócą. – uspokoił go pospiesznie Sylwan.
– Sylwek ma rację, droczymy się tylko. – zapewniłem szybko z delikatnym uśmiechem na potwierdzenie. – Chociaż Michał mówił prawdę. – dodałem lekko zażenowany, jednak pożałowałem tego od razu, widząc błysk satysfakcji w jego oczach, ale odpuściłem dalsze drążenie tematu.
– Michał… Musimy Cię chyba wszyscy przeprosić. – westchnęła głośno ciotka Owidia. – Trochę nasłuchaliśmy się niepochlebnych opinii od Dory i zaczęliśmy w nie wierzyć bez żadnych podstaw. Tak więc, w imieniu wszystkich, przepraszam za chłodne przyjęcie. – mówiąc szczerze, w życiu nie spodziewałem się, że usłyszę od cioci coś takiego. Byłem przekonany, że w końcu zaakceptują Michała, ale nie podejrzewałem ich o przeprosiny.
– Nic nie szkodzi. – od razu odparł Michał. – Tak przeczuwałem, szczerze mówiąc. Dora ma prawo mieć o mnie taką opinię.
– Jak to? – ciocia Estera od razu wtrąciła się, marszcząc brwi.
– W gimnazjum chodziliśmy do jednej klasy, chociaż znamy się jeszcze z podstawówki. Powiedzmy, że nie byłem wtedy wzorem do naśladowania. W tamtym okresie prawdopodobnie żadne z państwa nie chciałoby, bym miał coś do czynienia z państwem lub z państwa dziećmi, proszę mi wierzyć. – mówiąc to, można było wyraźnie usłyszeć tę ciężką nutę, która zagościła w głosie mojego partnera.
– Czy mógłbyś jeszcze raz powtórzyć nazwisko? – ciotka Owidia zmierzyła go uważnym spojrzeniem i przygryzła wargę, jakby próbując coś sobie przypomnieć.
– Wolski. Michał Wolski. – odpowiedział spokojnie, a ciocia słysząc to, zakryła dłonią usta i jej oczy wyraźnie się rozszerzyły.
– O matko, byłeś jednym z tych chłopców… – powiedziała cicho, jednak wystarczająco głośno, by to do nas dotarło, a jej oczy się zaszkliły.
– Ekhem… Tak… No tak, później nazwiska wypłynęły. – widziałem, jak na chwile mój partner się zmieszał i zakłopotany zaczął rozmasowywać kark. Zawsze tak robił, gdy był zdenerwowany. Instynktownie ścisnąłem jego dłoń, a on zreflektował się po chwili i już znacznie wyraźniej dodał. – Jednak było to na tyle dawno, że już nie ma to najmniejszego znaczenia.
– To Ty po tym wszystkim zaginąłeś…? – ciocia mimo to drążyła niebezpiecznie temat.
– Niezupełnie. Uciekłem. – sprostował Michał, bez cienia emocji, wzruszając jedynie ramionami. – Nie mniej jednak, to wciąż pozostaje na dziś bez znaczenia. W pewnym momencie życia spotkałem Tobiasza i dostałem największy dar od losu. Po wszystkim, co razem przeszliśmy, postanowiłem, że już go nigdzie nie puszczę.
– Tak, jakbym się gdziekolwiek wybierał. – ścisnąłem trochę mocniej jego dłoń i oparłem się na nim, czując po chwili delikatny pocałunek na mojej skroni.
– Także dziękuję Bogu za taki skarb. To tyle. Skubany zrobił z bezpańskiego psa potulne zwierzątko domowe. – wciąż opierał swoją głową na mojej, więc czułem jak się uśmiechał mówiąc to.
– Jeżeli Ty jesteś potulny, to od tej chwili możesz mi mówić wasza eminencjo… – spojrzałem na niego z kpiącym uśmieszkiem. W międzyczasie spoglądałem raz po raz na ciotkę, by widzieć czy już się uspokoiła.
– Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć wam szczęścia, kochani. Tylko zdecydowanie musicie wpadać częściej. – ciocia ukradkiem ocierała wezbrane w kąciku oka łzy, ale mimo to zdobyła się na bardziej pogodny ton. – Wiesz, Michał… Ty jego też zmieniłeś.
– Wątpię… On zawsze był cudowny. – tu mój partner złożył kolejny krótki pocałunek, tym razem na moim ramieniu.
– Nie wątp. Kiedy ostatnio go widziałam był dość chłodny, zdystansowany. Co prawda, jeszcze rozmawiał czasem z Dorą i Sylwkiem, ale był bardziej wyobcowany. Oddalał się od nas i bywał raczej nieprzyjemny. Nie mogliśmy nic na to poradzić, cokolwiek byśmy nie próbowali. To tak, jakby raz na zawsze chciał się od nas odseparować. A teraz? Nie dość, że tutaj jest, to jeszcze śmieje się, żartuje, przytula… Coś niebywałego. – kobieta uśmiechnęła się ciepło i, jak zawsze w momentach, gdy się na czymś mocno skupiała, zaczęła żywo gestykulować.
– Każdy kiedyś dorasta. – rzucił Michał od niechcenia, na co Sylwek zareagował chichotem, a ja dźgnąłem mojego partnera palcem pod żebro, jako ostrzeżenie.
– Uważaj, bo Tobie też się to kiedyś przytrafi. – odciąłem się kąśliwie.
– Dorastanie? Nie, nie. Mnie to nie dotyczy. – wyszczerzył się w odpowiedzi i mrugnął do mnie.
– Zauważyłem, ale nadzieję zawsze trzeba mieć. – westchnąłem ciężko udając rezygnację.
– Ja Ci dam, nadzieję. – wyglądało, jakby właśnie szykował się do ataku, wiedząc jakie mam łaskotki, więc zapobiegawczo złapałem się za boki i skuliłem się w sobie.
– Nie bój się… – powiedział przeciągle i zaczął się niebezpiecznie zbliżać. – No chodź tu.
– Nie! – pisnąłem niczym nastoletnie dziewczę, na co cała rodzina zareagowała salwą śmiechu.
– Widzisz! Twoja wina. – dołączyłem się do nich. Michał tymczasem przygarnął mnie do siebie i poklepał po ramieniu wciąż się śmiejąc.
– Tego jeszcze nie słyszałem. Zadziwiasz mnie. – wysapał próbując złapać oddech.
– Spieprzaj. – udawałem obrażonego i chciałem się od niego odsunąć, ale mi na to nie pozwolił.
– No, no, Tobiasz, a może by tak opera? – ciotka Estera nie mogła przestać się śmiać.
– Zejdźcie ze mnie, co? – przewróciłem oczami.
– Kiedy indziej, Tobi. Póki co bardzo nam wygodnie. – Emilia widocznie czuła się już na tyle swobodnie w naszym towarzystwie, że mogła spokojnie mnie gnębić, a ja nie wiem, czy powinienem się tym przejąć czy się cieszyć.
– Ech, z wami wszystkimi… – westchnąłem i pokręciłem głową z dezaprobatą.
– Nie przejmuj się nimi. – wyszczerzył się mój partner.
– Nimi? Nie jesteś nic lepszy. – żachnąłem się.
– Co? Ja? – udawał bardzo zdziwionego, po czym udając zranionego, położył rękę na sercu i westchnął teatralnie. – No wiesz… Przecież ja Cię kocham… – Wobec takich argumentów nie mogłem dłużej próbować wyglądać na obrażonego. Uśmiechnąłem się pod nosem i odpowiedziałem cicho.
– Ja Ciebie też, Michaś.
Przez jakiś czas rozmowa toczyła się w najlepsze, aż ciocia zaczęła wynosić do kuchni zbędne naczynia ze stołu.
– Pomogę pani. – do razu zaoferował się Michał.
– Nie, nie. Siedź, jesteś gościem. – zaoponowała ciocia, jednak było widać, że pomoc by się jej przydała przy takiej ilości kubków i talerzy.
– Aj tam, taki ze mnie gość. Bez problemu pomogę. – mój partner machnął ręką i spojrzał na rozmówczynię z zachęcającym uśmiechem.
– W takim razie dziękuję bardzo, na pewno się przyda. Inni by mogli wziąć z Ciebie przykład. – mówiąc to, rzuciła wymowne spojrzenie synowi.
– Stary, nie lubię Cię. Podkładasz mi świnię. – Sylwek wycelował palcem w Michała.
– Niechcący. – mój partner uniósł ręce w obronnym geście i obaj zaczęli się śmiać.
– Ja też pomogę. – dołączyłem do Michała, ale ten szybko zaoponował.
– Nie, nie Kochanie. Ty będziesz tu grzecznie siedział.
– Zmywanie mnie nie zabije. – mruknąłem niezadowolony, wiedząc, że za nic go nie przegadam.
– I bez tego się przewracasz, więc na razie nie będziesz nic robił. Spadaj na kanapę. – pocałował mnie szybko w czoło i popchnął z powrotem w stronę siedzenia.
– Oj, Michał daj sobie spokój. – zacząłem się irytować, jednak on nic sobie z tego nie robił.
– Nie denerwuj się i siadaj. – pocałował mnie szybko, żeby zamknąć mi usta i wyszedł czym prędzej do kuchni. Nie miałem nawet możliwości zaprotestowania.
– Widzę, że trzyma Cię na krótkiej smyczy. – powiedziała z wrednym uśmieszkiem Emilia.
– Niestety. Od czasu choroby jest przewrażliwiony. Czuję się jak kaleka. – westchnąłem, pomijając jej nieco ironiczny ton i usiadłem znów na swoim miejscu.

– Czemu nie pozwoliłeś mu pomóc? – zapytała ciotka Owidia, gdy zostaliśmy sami w kuchni.
– Nie powinien się przemęczać. – odpowiedziałem natychmiast.
– Daj spokój, przecież teraz już chyba jest w porządku? – ciotka Tobiasza spojrzała na mnie z wyczekiwaniem. Widać było, że mimo tych lat, w których praktycznie nie mieli kontaktu, dalej o niego dbała i martwiła się.
– Tak. – skinąłem głową. – Ale wciąż lepiej, żeby się nie przemęczał.
– To tylko naczynia. Jak tak dalej pójdzie to dobrze go rozpuścisz. – pogroziła mi palcem próbując jakoś rozluźnić atmosferę.
– Nie, raczej nie. Ale nie jestem w stanie pozwolić mu na zbyt wiele… – westchnąłem i przygryzłem policzek.
– Czemu? – zapytała łagodnie, starając się złapać moje spojrzenie.
– Wciąż mam przed oczami obraz, jak leciał nam przez ręce… Nic szczególnego wtedy nie robił, ale jednak to się stało. Pierwsze godziny to była makabra. – spojrzałem jej na chwilę prosto w oczy, ale nie potrafiłem utrzymać spojrzenia, gdy przypominałem sobie to, co zdarzyło się przecież tak niedawno.
– No widzisz? – odpowiedziała moja rozmówczyni tak, jakbym udowadniał jej argument.
– To co będzie, jak zacznie wszystko robić? – zapytałem czując narastającą frustrację. Czułem się tak za każdym razem, gdy o tym wszystkim myślałem.
– Myślę, że źle do tego podchodzisz. To się stało nawet, jeżeli nic konkretnego nie robił, więc jeżeli cokolwiek miałoby się stać, to bez względu na to czy coś robi, czy odpoczywa, to chyba lepiej pozwolić mu robić cokolwiek. – zagadnęła łagodnie.
– Chyba ma pani rację… Po prostu za każdym razem panikuję. Nie chcę go stracić. – powiedziałem szczerze.
– To urocze. – uśmiechnęła się ciepło. – Zasłużyliście na siebie.
– Wciąż mam wrażenie, że ja na niego nie. – odpowiedziałem cicho.
– Daj spokój! Kto jak nie Ty! – oburzyła się od razu ciotka Tobiasza.
– Dziękuję. – uśmiechnąłem się tylko. Przez chwilę pracowaliśmy w ciszy, aż zebrałem się na odwagę, by ponownie poruszyć wcześniej porzucony temat. Nurtowało mnie jedno pytanie.
– Czy Dora wie? – zapytałem krótko.
– O czym? – przez chwilę na jej twarzy pojawił się cień niezrozumienia, po czym oczy się jej rozszerzyły i spojrzała w bok marszcząc brwi. – Ach tak… Już wiem… Nie. Nie sądzę. Wtedy faktycznie wśród niektórych spośród rodziców wypłynęły nazwiska, ale do uczniów to raczej nie dotarło.
– Dziękuje. To dobrze. Wolałbym, żeby tego nie wiedziała. – odpowiedziałem z wyraźną ulgą, wypuszczając głośno powietrze.
– Na pewno nie jest to wiedza, która jest jej potrzebna… – tu urwała na chwilę, jakby zastanawiając się czy może coś powiedzieć. – Co miałeś na myśli mówiąc, że nie chcielibyśmy mieć wtedy z Tobą do czynienia?
– Szczerze mówiąc wolałbym się nie przyznawać. – westchnąłem po chwili ciszy.
– Znaczy… Nie musisz odpowiadać. Po prostu są rzeczy, które lepiej usłyszeć z pierwszej ręki niż później zastanawiać, ile prawdy jest w plotkach. – pospieszyła szybko z odpowiedzią.
– Dobrze. – przerwałem na chwilę zmywanie, odwracając się tyłem do zlewu i opierając się o niego. – To może od początku. Pod koniec podstawówki zaprzyjaźniłem się z Dorą. Jednak później, na początku gimnazjum, kiedy doszło do tego incydentu z nauczycielem… Zacząłem się wycofywać z jakichkolwiek relacji.
– To normalne… – wtrąciła łagodnie moja rozmówczyni, ale pokręciłem głową.
– To nie tak. Reszta chłopaków była przerażona, ale nie ja. Mnie to fascynowało. Upatrzyłem w tym sposób na zwrócenie na siebie uwagi rodziców, bo nic innego nie działało, cokolwiek bym nie zrobił. Niedługo po tym zacząłem sypiać ze starszymi chłopakami ze szkoły i nie tylko. Mniej więcej w tym samym czasie, trochę okłamałem Dorę i wyzwałem ją mając nadzieję, że to będzie trzymać ją w bezpiecznej odległości ode mnie. Działa do dziś. – zdobyłem się na półuśmiech. – Pewnego razu rodzice zastali mnie w połowie… Stosunku. U nas w domu. Ojciec stracił nad sobą kontrolę. Nawet nie miałem mu tego za złe. Następnego dnia ledwo stałem na nogach, ale chodziłem uśmiechnięty, bo w końcu on zwrócił na mnie uwagę, której tak bardzo pragnąłem. Nie trwało to długo. Zamiast zastanowić się, co ze mną zrobić i jak mi pomóc, wybrali szkołę z internatem w Anglii. Podsłuchałem ich rozmowę i wściekłem się na tyle, by zabrać rzeczy i pieniądze, które miałem odłożone i uciec. Nikt mnie nawet nie szukał. Gdy później spotykałem przelotem rodziców na ulicy odwracali wzrok i udawali, że mnie nie ma. Jak mantrę powtarzali, że nie mają syna, że ich syn nie żyje… Dobiło mnie to dostatecznie, więc jeździłem po Polsce i kontynuowałem to, co już zacząłem… Ot cała historia. Co we mnie wtedy Tobiasz widział? Nie wiem. Ale dziękuję Bogu, że to zobaczył. Gdyby nie on, już dawno temu znaleźliby mnie w jakimś rowie i pochowali, jako nieznanego Kowalskiego. – po tych słowach zapadła cisza, a ciotka Tobiasza usilnie powstrzymując szloch podeszła do mnie i przytuliła mnie. Bądź raczej przytuliła się do mnie, z uwagi na jej drobną sylwetkę i mój wzrost. Nie bardzo wiedziałem, jak zareagować, więc dość niezgrabnie oddałem uścisk.
– Dziękuję, że mi to powiedziałeś. – wydusiła przez ściśnięte gardło. – Po tym wszystkim zasłużyliście na siebie. Po tym, co przeszedłeś, to dobrze, że masz kogoś, kto o Ciebie dba.
– Dziękuję, ale proszę nie płakać. To tylko przeszłość, teraz już nic i tak jej nie zmieni. – powiedziałem łagodnie nie mogąc wyjść z podziwu. Nie takiej reakcji się spodziewałem, mówiąc szczerze.
– Tobiasz wie…? – zapytała niepewnie jego ciotka odsuwając się nieco i ocierając nagromadzone w kącikach łzy.
– Tobi? Tak, wie wszystko ze szczegółami. Poznaliśmy się, gdy miałem jakieś szesnaście lat, zamieszkaliśmy razem, gdy miałem dwadzieścia jeden… Miał trochę czasu na oswojenie się z tą stroną mojej przeszłości. Mówiąc szczerze to wyciągnął mnie z tego za uszy. Niekoniecznie za moją zgodą. Przynajmniej na początku. – uśmiechnąłem się do własnych wspomnień.
– To dobrze. – zaśmiała się w końcu moja rozmówczyni. – Mów mi ciociu, proszę.
– Postaram się. – obiecałem i znów odwróciłem się w stronę zlewu, by kontynuować zmywanie. Ciotka Tobiasza poszła w ślad za mną, ale czułem, że raz po raz spogląda na mnie, jakby wciąż przetrawiając usłyszaną historię. Gdy skończyliśmy zmywanie, a ona uspokoiła się całkiem wróciliśmy do salonu. Tobiasz rozmawiał z rodziną i śmiał się w najlepsze. Po tych wszystkich ciężkich chwilach dobrze go było takiego widzieć. Potrzebował trochę spokoju i jakiejś odskoczni od tego, co przechodził na co dzień.

– O, Michaś, no wreszcie. – uśmiechnąłem się szeroko na jego widok. – Chyba musimy się zbierać.
– Co? Tak szybko? Zostańcie na kolacji. Przecież chyba nigdzie się wam nie spieszy! Dzieci wam w domu nie płaczą. – od razu odpowiedziała ciocia Owidia.
– Chętnie ciociu, naprawdę, ale nie wziąłem ze sobą reszty tabletek i widzi ciocia… – zrobiłem przepraszającą minę, a Michał spojrzał na zegarek i przygryzł wargę.
– Słuchaj Tobi, jak chcesz, to możemy zostać. – rzucił szybko.
– A leki? – westchnąłem zrezygnowany.
– Żaden problem. Posiedzisz tu trochę, a ja skoczę do domu i je przywiozę. Nie mieszkamy daleko, a Ty masz jeszcze ponad pół godziny, więc wszystko gra. – zapewnił mnie od razu.
– Naprawdę? – ucieszyłem się. Zaskakująco dobrze mi się tu siedziało. To towarzystwo pozwalało odpocząć od stresów minionego okresu. Mimo tak długiej przerwy w kontaktach z rodziną, dogadywałem się z nimi genialnie i nawet Michał się wpasował w ten cudny obrazek bez większych problemów.
– Nie, na niby. – odpowiedział ironicznie Michał podchodząc do kanapy, na której siedziałem i zgarnąwszy torbę leżącą koło niej, szybko mnie pocałował. – Będę za chwilkę.
– Okej. Tylko nie spiesz się za bardzo. – uśmiechnąłem się lekko, a on tymczasem pobiegł do samochodu.
– No, fajnego masz partnera. – ciotka Owidia usadowiła się obok mnie, chwytając mnie za rękę i ściskając lekko.
– Wiem! – odparłem zadowolony.
– Tylko niedługo rozpuści Cię, jak dziadowski bicz! – zaśmiała się w odpowiedzi.
– Oj, pracuję nad tym. W końcu musi pęknąć. – powiedziałem z pełnym przekonaniem. Rozmowa toczyła się dalej w najlepsze. Po krótkiej chwili wrócił Michał z moimi tabletkami. Do domu zebraliśmy się dopiero w okolicach dwudziestej drugiej. Nie przypuszczałem, że tak to się potoczy, ale byłem zadowolony z przebiegu sytuacji.
– Byłeś cudowny. Masz w garści ich wszystkich. – zamruczałem do ucha mojego partnera już za zamkniętymi drzwiami naszego mieszkania.
– E tam, przesadzasz. – machnął tylko ręką, po czym przytulił się do mnie. – Dobrze było Cię znów takiego widzieć… Uśmiechniętego, zrelaksowanego… Minęło trochę czasu…
– Michaś, daj spokój. Wiesz, chyba dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że po prostu nie mam się czego bać. Muszę Ci podziękować. Gdyby nie Ty, to wszystko nie miałoby sensu. Gdybyś wtedy, za pierwszym razem, tu nie został, to nie wiem, jak wyglądałoby moje życie teraz… – zacząłem, jednak przerwał mi.
– Tobi, to nie tak. Gdyby nie Ty… Ja się tylko odwdzięczam. – uśmiechnął się, ale wyglądał na zakłopotanego. – Wiesz, ten pierwszy raz… Nie miałem zamiaru tu zostać do rana.
– Co? – spojrzałem na niego zdziwiony.
– Chodź, usiądziemy to Ci powiem. – po chwili siedzieliśmy w salonie na nowej rogówce. Trzeba było przyznać, że jest bardzo wygodna. Oparłem się i wlepiłem w niego wzrok, na co on się tylko zaśmiał. – Przestań się tak gapić. Wiesz, nigdy nie miałem zamiaru zostawać. Gdziekolwiek byłem, po seksie zawsze wychodziłem. Tamtej nocy nawet nie wiedziałem, kiedy zmorzył mnie sen. Obudziłem się rano w wygodnym łóżku, w pachnącej pościeli… Pierwszy raz od bardzo dawna. Najpierw pomyślałem, że zrobiłem najgłupszy błąd, jaki tylko mogłem, ale skoro już się stało, to trzeba było tę farsę pociągnąć. Myślałem, że posiedzę tydzień lub dwa i zniknę. Tylko, że coraz bardziej zaczynałem się przyzwyczajać. Po miesiącu zdałem sobie sprawę, że chcę tu po prostu zostać. Przeraziło mnie to do tego stopnia, że postanowiłem się wynieść tak szybko, jak będzie to możliwe… Do tego Twoja reakcja… Miałem w głowie taki mętlik, że sobie nawet nie wyobrażasz… Po tym wypadku chciałem zostawić pole do kontaktu puste, ale coś mnie tknęło… Wpisałem tam Ciebie, ale w życiu nie przypuszczałem, że się pojawisz. Kiedy zobaczyłem Cię tam w środku nocy… Coś pękło. Nie wściekałeś się, nie naśmiewałeś się ze mnie, tylko przybiegłeś zmartwiony… Byłeś jedyną osobą, która w tamtym czasie zrobiła coś takiego dla mnie.
– Czyli już od początku…? – otworzyłem szeroko usta.
– Uchm. – skinął głową. – Moje próby odseparowania Ciebie ode mnie i sprowadzenia Cię na ziemię miały bardziej za zadanie uspokoić mnie samego. – W obliczu przedstawionych mi faktów nie pozostało mi nic innego, jak rzucić się mu na szyję i zacząć go całować.
– Więc mówisz, że siedem i pół roku, co? – spojrzałem się na niego wymownie z uniesionymi brwiami.
– Mhm… Powinieneś to wiedzieć. – westchnął tylko przytulając mnie. Tylko w jego ramionach było mi tak dobrze.
– Michał… – zacząłem, ale nie wiedziałem, czy powinienem kontynuować.
– No? – odpowiedział po chwili i zaczął kreślić palcem losowe wzory na moim ramieniu.
– Chcę znów zacząć pracować. – wydusiłem jakoś i czekałem na burzę. Nie pozwalał mi nawet pozmywać naczyń, a co dopiero powrót do pracy. Przez dłuższą chwilę odpowiadała mi jedynie cisza, po czym usłyszałem jego ciche westchnięcie.
– Wolałbym, żebyś jeszcze poczekał, ale to Twoja decyzja. – powiedział wreszcie, a ja zesztywniałem. Nie spodziewałem się takiej odpowiedzi. – To może być całkiem dobry pomysł, ale gdybyś zaczął tak od czegoś na pół etatu… – zaczął zastanawiać się głośno.
– Mówisz poważnie? Nie, nie. Nie możesz być poważny. Ty nie mogłeś czegoś takiego powiedzieć. – wgapiałem się w niego z niedowierzaniem, na co on odpowiedział tylko śmiechem.
– Wiesz, Twoja ciotka trochę przemówiła mi do rozumu. – odpowiedział po czym oparł brodę na mojej głowie wtulając się bardziej.
– Kurde, muszę jej podziękować. Kocham Cię. – powiedziałem niesamowicie zadowolony z przebiegu sprawy, po czym po chwili zastanowienia dodałem. – I dziękuję.
– Za co? – wymamrotał w moje włosy.
– Za zaufanie. Poza tym… Dla Ciebie to też nie jest łatwe, widzę to. Znając Ciebie, to przez pierwszy miesiąc po tym, jak znajdę sobie jakąkolwiek pracę będziesz starał się co chwila ze mną skontaktować, tak dla pewności… Ale wiem, że robisz to, bo się martwisz… Więc dziękuję. – po tych słowach mój partner przylgnął do mnie jeszcze mocniej, o ile tylko to możliwe.
– Wiesz… Dzisiaj był bardzo męczący dzień… – zaczął powoli.
– No nie mów, że już będziesz mnie wyganiał do łóżka. – jęknąłem i przewróciłem oczami, chociaż nie mógł tego zobaczyć będąc w obecnej pozycji.
– Niezupełnie… – zniżył głos i trącił nosem moje ucho. – Obaj jesteśmy wyposzczeni… A gdyby tak… – zamruczał i zaczął całować mnie po szyi, trafiając raz za razem w mój czuły punkt. Nie wierzyłem, że to on wyszedł z inicjatywą, ale byłem cholernie szczęśliwy. Całkiem poddałem się jego dłoniom i pocałunkom. Po chwili jednak z wyraźnym trudem oderwał się ode mnie i wstając pociągnął mnie za rękę.
– Chyba czas ochrzcić nowe łóżko, co? – zapytał, ale nie musiał długo czekać na reakcję. Gdy tylko znaleźliśmy się na górze przez chwilę ogarnęła mnie niepewność. Nie chciałem, by Michał robił to tylko ze względu na mnie i starał się hamować na każdym kroku, jednak szybko odgoniłem te myśli uznając, że to tylko mój kolejny wymysł. Szybko okazało się, że się nie pomyliłem. Był delikatny i zaczął powoli, używając stosownych środków, z racji naprawdę długiej przerwy. Po kolei czułem w sobie jego palce, aż w końcu poczułem słodkie ukłucie i znów złączyliśmy się w jedno. Trochę czasu mi zajęło zanim na nowo przyzwyczaiłem się do tego uczucia, ale potem obaj popłynęliśmy z prądem. Nie można było powiedzieć, że się hamował, więc moje pierwsze przypuszczenia były całkowicie bezpodstawne. Tak bardzo go pragnąłem. Mimo upływu lat to jego chciałem widzieć, to jego chciałem dotykać i czuć w sobie. To z nim chciałem wkraczać w każdy kolejny dzień.
– Kocham Cię… – wydyszałem mu do ucha, na co on zareagował jeszcze bardziej intensywnymi ruchami. To było niesamowite. Wczepiłem się mocno palcami w jego plecy. Wiedziałem, że zostawi to ślady, ale nie mogłem się powstrzymać. Tym czasem Michałowi wydawało się to zupełnie nie przeszkadzać.
– Ja Ciebie też. – wyszeptał pomiędzy oddechami. – Tobiasz, tak bardzo Cię kocham…
Po tych słowach długo nie potrwało nim doszedłem. On zaraz po mnie. Leżeliśmy dość długo w zwartym uścisku nie chcąc się od siebie odseparować. Tak bardzo za tym tęskniłem. Jednak po chwili mój partner zaczął wyślizgiwać się z moich objęć i wstawać. Zamruczałem niezadowolony.

– Chodź, weźmiemy szybki prysznic i do spania. Jak będziesz tak leżał nagi na wierzchu to albo się przeziębisz albo Cię zgwałcą. – rzucił lekko.
– Druga opcja brzmi całkiem spoko. – przeciągnąłem się z leniwym uśmiechem na twarzy. On tym czasem pochylił się nade mną i wymruczał mi do ucha.
– Jeszcze masz siłę? – jego dłoń powędrowała na mój policzek, po czym powoli w schodziła w dół, aż na chwilę zatrzymał ją na mojej klatce piersiowej, ale potem wyprostował się i ruszył w stronę prysznica. – Wybacz Kochanie, ja nie mam. No chodź, bo ja też marznę. Nie pozostało mi nic innego jak grzecznie podreptać za nim. Zazwyczaj nie braliśmy wspólnych pryszniców, a pomijając ten po powrocie ze szpitala, ostatni był prawdopodobnie kilka lat temu, także stanowiło to mimo wszystko miłą odmianę.
Dosłownie chwilę później leżałem opatulony kołdrą i wtulony w jego ramię. Na początku naszły mnie dobrze znane lęki, które towarzyszyły mi ostatnio co noc. Co będzie, jeżeli następnego ranka się nie obudzę? Co wtedy będzie z Michałem? Jednak pomimo moich stałych natrętnych myśli, dość szybko zasnąłem. Prawdopodobnie dlatego, że po raz pierwszy od dawna Michał porządnie wymęczył mnie przed snem. Obudziłem się dopiero po dziesiątej. Nie pamiętam, kiedy ostatnio spałem tak długo. Przetarłem oczy i spojrzałem na zegarek jeszcze raz, ale faktycznie było parę minut po dziesiątej. I tak nie miałem nic szczególnego do roboty, więc przynajmniej mogłem zaliczyć tę noc do udanych. Kiedy zszedłem na dół okazało się, że Michała nie ma w domu, a na stole w kuchni stoi moje śniadanie. Chyba za bardzo przyzwyczaiłem się do jego kuchni, bo zauważyłem, że powoli zaczyna rosnąć mi mały brzuszek. Zresztą, co w tym dziwnego, jak w tym właśnie momencie zajadałem się naleśnikami?


Dziękuję wszystkim czytelnikom. Tym, którzy zostawiają po sobie ślad oraz tym, którzy nie czują takiej potrzeby. Do końca został tylko jeden marny rozdział. Dziękuję za wytrwałość.
Enjoy!

Podziel się dobrem