3. Jego zaniedbanie

Numero Uno II – rozdział trzeci przed Wami.

Enjoy!



Jak się okazało następnego dnia, nie tylko my cieszyliśmy się tej nocy życiem, chociaż my mieliśmy zdecydowanie lepsze rezultaty. Wczesnym rankiem obudził nas domofon. Na zegarze nie było nawet siódmej, a skoro do domu wróciliśmy przed trzecią, to nietrudno się domyślić, że raczej żaden z nas nie był w wybitnym humorze. Tymon wpuścił nieproszonego gościa i poszedł otworzyć drzwi, a ja poczłapałem do kuchni w poszukiwaniu kawy.

Chwile później siedzieliśmy z Tymkiem na kanapie, przytuleni i wciąż zaspani, z kubkami kawy w rękach, przyglądając się Maćkowi, który przemierzał nasz salon w tę i z powrotem w zastraszającym tempie. Nic nie mówił, tylko chodził w kółko, nie mogąc się uspokoić. Nawet przez chwilę zacząłem się martwić. Dość szybko mi to jednak przeszło, ponieważ byłem niewyspany, głodny, a on zaczynał irytować mnie tym nadmiarem energii. Tymon w końcu też widocznie zaczął mieć dość, bo ziewnął szeroko, po czym zagadnął.

– Mów, Maćko, co się dzieje, bo nie wiem, co mam myśleć. Spałem jakieś cztery godziny i nie uśmiecha mi się granie w zgadywanki.

– Ja… – zaczął, ale urwał zaraz. Usiadł na fotelu naprzeciwko nas, ale dalej przebierał nogami i wykręcał palce. W końcu westchnął głęboko i spojrzał gdzieś w bok, kontynuując. – Wczoraj była u mnie impreza. Kilkoro współpracowników, moich znajomych i ich znajomych. Przez większość czasu było całkiem wesoło, ale każdy coś przyniósł, więc niedługo byliśmy trzeźwi. Wypiłem dużo za dużo… Nie wiem, jak to się stało, ale przeleciałem kogoś. Pracujemy w tym samym miejscu, nie wiem, co mam z tym zrobić.

– Daj spokój, Maciek. Jesteście dorosłymi ludźmi. Pewnie będzie trochę niezręcznie, ale przecież wszystko można spokojnie przegadać – odezwał się Tymon.

– Ty nic nie rozumiesz, to nie jest takie proste. – Maciej niemal krzyknął w odpowiedzi.

– Hej, uspokój się – wtrąciłem. – Przespałeś się z kimś z szefostwa?

– To też, ale to mój najmniejszy problem – burknął pod nosem.

– No to, o co chodzi? – dopytywał dalej mój partner.

– Spanikowałem i wyszedłem, ale ona dalej u mnie śpi – powiedział cierpko i zapadła długa cisza. Obaj musieliśmy przetrawić tę informację. W końcu nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem. Jakiś czas nie mogłem się uspokoić, aż musiałem odstawić trzymany w ręku kubek, żeby przypadkiem się nie oblać. Maciek tymczasem patrzył się na mnie morderczym wzrokiem, a Tymek miał wymalowaną dezaprobatę na twarzy.

– No wybacz, ale musisz przyznać, że to jest komiczne – wydyszałem w końcu. – Gdybym ja się przespał z jakąś laską, oczywiście, jeśli byłbym wolny, no to rozumiem, bo jestem pan, ale ty? Jesteś gejem, do cholery, jak bardzo pijany musiałeś być?

– Bardzo – przyznał z zażenowaniem. – Pamiętam tylko urywki. Nie susz lepiej zębów, bo je zgubisz, a zamiast tego rusz głową i pomóż.

– Mam jechać do ciebie i jej wyjaśnić? Przepraszam, Maciek tak naprawdę nie chciał z tobą spać, bo widzisz, jest gejem, ale bardzo miło wspomina tę noc. Dziękuję i do widzenia. Drzwi są z tamtej strony – nabijałem się dalej, ale poczułem, jak Tymon ściska mnie za rękę.

– Uno, przystopuj – powiedział cicho, ale z wyraźną naganą w głosie. Nic nie poradzę na to, że tylko ja widziałem komizm tej sytuacji.

– No już, ale przyznaj, że gdybyś usłyszał to od kogoś jako historię, to śmiałbyś się ze mną – wytknąłem mu.

– Pewnie tak, ale nie czas na to – odparł szybko, po czym zwrócił się do gościa. – W jednym Uno ma rację. On ani ja nic tu nie pomożemy. Musisz z nią szczerze pogadać i tyle. To nie jest łatwe, ale sam naważyłeś piwa.

– Co mam jej powiedzieć? Sorry, Monia, było spoko, ale byłem w chuj pijany, a na co dzień jestem gejem? No chyba nie – zaperzył się Maciej.

– Maćko, a co innego zrobisz? Lepiej trochę delikatniej, ale coś w tym guście ogółem. Przeanalizuj to na spokojnie. Widzisz inne wyjście?

– Nie widzę. Tym razem spieprzyłem po całości. Tym bardziej, że dzisiaj miał przyjechać Łukasz. Nie wiem, jak to bezpiecznie rozegrać – odpowiedział zrezygnowany.

– Łukasz? – zapytałem zaciekawiony.

– Mój były zatęsknił. Może coś jeszcze z tego będzie.

– Ten, o którym rozmawialiśmy? – Tymek spojrzał się z zaciekawieniem.

– Tak, ten. Długo ze mną wytrzymał i ostatecznie nawet ostatnio przeprosił, więc nie kalkuluje mi się trzymanie go na dystans. Znosi moje dziwactwa i jest w porządku, więc myślę, że jest jeszcze dla nas nadzieja. Statystycznie rzecz biorąc, mamy na to szansę – wyjaśnił od razu, a ja przyjrzałem mu się uważnie.

– Jesteś w stanie wszystko przeanalizować. To brzmi nieco strasznie. Spróbuj tak podejść do tej sprawy. Okej, uchlałeś się i straciłeś nad sobą kontrolę, ewidentnie to twoja wina, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby jej powiedzieć, że to było jednorazowe. Ona pewnie też była pijana i teraz zastanawia się, co się stało, o ile się obudziła do tej pory. Możesz nawet pominąć resztę głębokim milczeniem. Nie jesteś pierwszym, który po pijaku coś takiego odwalił. Wracaj tam albo do niej zadzwoń.

– Miałem przygodnych facetów, ale nie spałem nigdy z kobietą. Nie wiem, jak mam z nią w ogóle rozmawiać – zaczął jęczeć, a ja tylko przewróciłem oczami.

– A to jakaś różnica? Człowiek to człowiek. Robisz tak, jak z każdym kochankiem. Mówisz, że było fajnie i świetna z niej babka, ale to było jednorazowe. Jak chcesz, to powiedz, że jesteś bi i twój niedoszły przyszły jest w drodze. Tyle. – Wzruszyłem ramionami.

– Jakby to było takie proste – mruknął.

– Jest. Tylko ty robisz z tego jakiś dramat. Posadź ją, zrób jej herbaty i powiedz, żeby nie żałowała, ale nie liczyła na nic więcej.

– Doświadczony się odezwał – prychnął Maciej.

– Jakieś doświadczenie mam – odparłem lekko i od razu poczułem na sobie zaciekawione spojrzenie mojego partnera, więc posłałem mu ironiczny uśmiech. – Potem ci powiem.

– Nie chcę mieć kwasu w pracy, więc boję się, że moim zwyczajem powiem coś, co ją wkurzy. Nie mam filtru usta – mózg. Po drodze pewnie ją obrażę – autentycznie zaczął panikować.

– Maćko, uspokój się, chłopie. Nie będzie źle. Jakieś tam umiejętności społeczne posiadasz – zaśmiał się Tymek.

– Jakieś, ale… – zaczął Maciek, jednak przerwał mu dźwięk telefonu. Spojrzał się na ekran i nie musiał mówić, kto dzwoni. Pobladł widocznie, a ja stłumiłem atak śmiechu. Tymek za to zaczął mu gestami pokazywać, żeby odebrał telefon. W końcu skinął głową i przyłożył słuchawkę do ucha.

– Cześć – zaczął niepewnie. To było strasznie do niego niepodobne. – Jestem u znajomego, wybacz, ale musiałem… Potrzebujesz czegoś? Jakieś tabletki przeciwbólowe albo coś? Nie mam nic w domu, to mogę zaraz kupić i przywieźć. – Po tym przez chwilę nastała cisza. – Tak wiem, wiem. Okej, to zgarnę coś i zaraz będę. Jasne. Tak, tak. – Pokiwał głową i wydawał się usilnie o czymś myśleć, kończąc połączenie. W końcu spojrzał na nas.

– No gadaj – ponaglił go Tymon.

– Muszę z nią o tym pogadać. Chyba wie, że to jednorazowe. Macie coś przeciwbólowego? A najlepiej coś na kaca, bo nie chce mi się szukać teraz otwartej apteki – zapytał z nadzieją, a ja wstałem, wzdychając głośno.

– Mamy, zaraz ci dam – powiedziałem, po czym zwróciłem się w stronę partnera. – Idź się kładź. Możesz jeszcze pospać. Trening masz po południu, a ja dzisiaj jestem w domu, więc zaraz do ciebie dołączę.

– Uwielbiam cię – odmruknął zadowolony Tymon i przytulając szybko Maćka na pożegnanie, przy czym perfidnie pokazał mi język, wiedząc, że się we mnie gotuje, pożegnał się krótko z gościem i poczłapał do sypialni.

– Chodź do kuchni, tam na bank coś mamy. – Skinąłem głową w stronę drzwi, a Maciej poszedł za mną posłusznie. Przez chwilę stałem i przegrzebywałem zawartość pudełka w jednej z szafek, aż w końcu znalazłem odpowiednie leki. Podałem mu dwa opakowania tabletek i westchnąłem.

– Daj znać jak poszło. Tylko błagam, chociaż za godzinę, najlepiej za dwie. Wczoraj nie mieliśmy łatwego dnia i położyliśmy się spać o trzeciej. Obaj ledwo żyjemy – mówiłem cicho, nie chcąc, żeby Tymek usłyszał. Nie chciał pewnie jeszcze się tym dzielić, ale uważam, że Maciek powinien mniej więcej orientować się w sytuacji. Ostatnie, czego mi brakuje, to jakieś niefortunne powiedzenie chlapnięte przez niego bezmyślnie.

– Co to znaczy, że nie mieliście łatwego dnia? – podchwycił i ściągnął brwi w oczekiwaniu.

– Tymek miał… Pojawiły się pierwsze symptomy. Słuchaj, omijaj na razie ten temat. Żadnych nawiązań do choroby, do postępów na treningach, nic, dopóki on sam tego nie zacznie. Próbuję namówić go na psychologa, bo się sypie, ale nie chce się przyznać. Na razie opornie mi to idzie. Także… Błagam, jak z nim rozmawiasz to bądź ostrożny. – Spojrzałem na niego prosząco, ale wyglądał na oburzonego.

– Okej, rozumiem, że to ciężkie, ale nie przesadzaj, to nie jest jajko tylko dorosły facet – żachnął się, ale pokręciłem głową.

– Nie widziałeś go wczoraj. Miotał się po domu, płakał, krzyczał, wcześniej biegał godzinami… Ostatecznie chciał kończyć związek dla mojego dobra, a potem nie mógł się ogarnąć. Maciek, to nie są żarty, on naprawdę nie jest teraz do końca stabilny emocjonalnie – wytłumaczyłem mu, czując jak powraca mi gula w gardle na myśl o poprzednim dniu. – Więc nie chlapnij czegoś, jak będziesz kłapał ozorem, jak to zwykle robisz.

– Serio tak źle? – dopytał z powątpiewaniem.

– Gorzej. Inaczej w ogóle bym cię olał i nic nie mówił.

– Racja, z tobą mogłoby tak być. No dobra, będę się pilnował. Dzięki za tabsy, zadzwonię do niego potem i powiem, co z tego wyszło. Leć do swojego kochasia, bo ci pewnie już łóżko stygnie. – Na koniec postanowił rzucić kąśliwą uwagę, ale nie przejąłem się tym. Wychodząc z kuchni rzuciłem tylko przez ramię.

– Może twoje jeszcze nie wystygło. Idź i to sprawdź.

Słyszałem jego poirytowane sapnięcie, ale mało mnie to obeszło. Nie przejąłem się tym czy wyjdzie i kiedy to zrobi. Nie omieszkałem nawet zamknąć za nim drzwi. Ważne było, że w końcu sobie pójdzie, a ja mogłem spokojnie wrócić do łóżka. Wślizgnąłem się obok mojego partnera, jeszcze przez chwilę patrząc na niego. Nie będzie łatwo. Kocham go, ale wiem, że nie będzie łatwo i mimo wielu zapewnień, mam nadzieję, że nie stchórzę. Nie mógłbym spojrzeć sobie w oczy, gdybym go zostawił. Nie był cudem świata, nie był najmilszym gościem, jakiego znałem, ale był za to najlepszym partnerem, jakiego mogłem sobie wymarzyć. Liczyłem po cichu, że nie prędko będę musiał się z nim żegnać.

Poczułem, jak oplata mnie ramionami i sprawnie ciągnie w swoją stronę, jednocześnie podnosząc się nieznacznie. Ani się obejrzałem, a leżałem pod nim, a on na oślep składał delikatne pocałunki po całej mojej twarzy, trafiając w końcu na usta i zostając przy nich na chwilę. Uwielbiałem takie momenty, choć wbrew pozorom zdarzały się one dość rzadko. Zazwyczaj zwyczajnie nie było na nie czasu.

– Mógłbyś mnie nie rozpraszać? – sapnąłem w końcu, na co zaśmiał się perliście.

– Nie, to całkiem przyjemne zajęcie – odparł, a ja tylko się uśmiechnąłem. Splotłem ręce na jego szyi, przyglądając mu się przez chwilę. Jego dłonie, złożone tuż za moją głową zaczęły niespiesznie bawić się moimi lokami. W życiu mu się nie przyznam, jakie to jest przyjemne, ale cieszę się, że lubi to robić.

– Miałeś się jeszcze kimnąć. Przyda ci się trochę snu – powiedziałem cicho.

– Nie trzeba. – Pokręcił głową. – Już się rozbudziłem. Tak też odpoczywam.

– Wiem, ale i tak powinieneś się odprężyć i poleżeć trochę. – Pogłaskałem go po ramionach i delikatnie rozmasowałem mu kark.

– Wiem, wiem… – zaczął i widocznie chciał zaprotestować, ale zrezygnował z ciężkim westchnieniem i ostatecznie położył się obok mnie, nie przerywając zabawy moimi włosami. Przymknął oczy i uśmiechnął się pod nosem.

Przez dłuższy moment leżeliśmy w kompletnej ciszy, napawając się tą chwilą. Byliśmy teraz nierozerwalni, jak ogniwa łańcucha. On stał się, nie wiadomo, kiedy, jakąś cząstką mnie. Niemożliwym do odseparowania fragmentem, który wrósł w podstawę mojego istnienia. To było przerażające. Jakim cudem mogłem pozwolić sobie i komukolwiek na coś takiego? Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Co było jeszcze straszniejsze, nie bałem się tak naprawdę. Tak naprawdę wiedziałem, że nie mam czego się bać i przyjmowałem to bezwarunkowo, jak nic innego.

Po niespełna piętnastu minutach błogiego odpoczynku rozdzwonił się telefon. Zdążyłem odlecieć i drzemałem lekko, więc na dźwięk dzwonka zerwałem się jak oparzony, rozglądając nerwowo w około. Ostatecznie z głośnym jękiem opadłem na poduszki.

– Jeśli to Maciek, to go wykastruję. Możesz mu przekazać – stęknąłem. Tymek wychylił się z łóżka i spojrzał na wyświetlacz, biorąc telefon do ręki.

– Trener. Też mam mu przekazać? – zaśmiał się.

– Możesz – mruknąłem pod nosem, przecierając dłońmi twarz. Usłyszałem jego cichy śmiech, ale zaraz potem odebrał połączenie i zaczął rozmawiać. Nie przysłuchiwałem się szczególnie, ale widziałem po minie Tymka, że coś mu się nie podoba. W końcu odłożył słuchawkę, ale nic nie powiedział.

– No, co jest? – dopytałem.

– Nie idę dzisiaj na trening. Trener dzwonił, żeby zapytać, jak się dzisiaj czuję i kategorycznie kazał mi spierniczać. Mam się umówić do lekarza i nie pojawiać na treningu przed wizytą. Tak, jakby to miało coś pomóc – sapnął rozeźlony. Przytuliłem się do niego ponownie, chociaż raczej nie był w nastroju na przytulanie.

– Wiem, że to wkurza, ale może ma rację? Daj sobie kilka dni, aż zejdzie z ciebie stres. Przecież i tak jesteś przed urlopem. Zadbaj o siebie najpierw. Jesteś w świetnej formie. Poza tym zostaje jeszcze rehabilitacja i na pewno nie odpuścisz siłowni. Pozwól sobie na to, okej? – Spojrzałem mu w oczy, unosząc się trochę, a kiedy z ciężkim westchnieniem pokiwał głową i posłał mi półuśmiech, położyłem się znów na jego ramieniu.

– Za bardzo się martwisz. Nic mi nie będzie – odparł marudzącym tonem.

– Tymek… Obaj wiemy, jak to wygląda. Martwię się, bo nie chcę powtórki z wczoraj. Nie chcę cię znów takiego widzieć – mówiłem cicho, nie odrywając się od jego ramienia.

– Co mam zrobić, żebyś się uspokoił? – rzucił ciężko po długiej chwili milczenia.

– Wiesz, co… – przypomniałem mu delikatnie.

– Okej. Jeśli będziesz spokojniejszy, to okej – powiedział wreszcie. Uśmiechnąłem się szeroko.

– Będę, dziękuję. Chcę mieć pewność, że jest w porządku. To jeden ze sposobów upewnienia się, że tak będzie. Uważam, że całkiem skuteczny.

– Dobrze, już dobrze. Do psychologa też się umówię. Możesz podać sobie rękę z moimi rodzicami. Też cały czas na to napierają. Straszni jesteście – zamarudził, po czym zapadła cisza, a on przytulił się do mnie ciasno. Po kilku minutach poczułem, jak składa na mojej skroni delikatny pocałunek i usłyszałem wyszeptane przez niego dziękuję. Uśmiechnąłem się pod nosem po raz kolejny i znów przymknąłem oczy. Dzisiaj śpię. Olewam wszystko, potrzebuję snu.

Niestety po niecałej godzinie słodkiej drzemki po raz kolejny obudził nas telefon Tymka. Tym razem był to Maciek. Nie mogłem mieć mu tego za złe, bo sam kazałem mu dzwonić po godzinie lub dwóch, więc po prostu jakoś musiałem to przełknąć. Patrzyłem jak Tymek kiwa nieobecnie głową i pomrukuje potwierdzająco przez chwilę, po czym rozłącza się i przytula znowu. Nie spodziewałem się tak krótkiej rozmowy, więc czekałem na wyjaśnienia, ale mój partner był tak rozespany, że prawdopodobnie nie doczekam się ich prędko. W końcu jednak wymruczał cicho, wciąż na wpół śpiąc.

– Zrozumiała i nawet nie miała wielkich problemów. Przynajmniej, dopóki nie zjawił się Maćka były i nie postawił go między młotem, a kowadłem. Teraz rozpętało się piekło. Monia płacze, Łukasz jest wściekły, a Maciek nie wie, co robić. Będą musieli jakoś to załatwić. Na pewno będzie jeszcze dzwonił, może wpadnie. Sam lub z Łukaszem w zależności od tego, jak pójdzie.

– Współczuję mu. Może i za nim nie przepadam, ale jakby sobie kogoś znalazł, to może bym nie musiał go tak często oglądać – skwitowałem.

– Milusi jak zwykle – odgryzł się Tymek ze śmiechem. – Myślałem, że dasz spokój, jak w końcu go poznasz i zobaczysz, że nic nas nie łączy.

– Nie. Działa mi na nerwy, a kto cię tam wie, czy jeszcze ci się nagle coś nie odmieni – burknąłem pod nosem.

– Naprawdę? Uno, chyba zdążyliśmy coś ustalić w międzyczasie – poirytował się.

– Tak, tak… Wiem, ale i tak nie podoba mi się, jak blisko z nim jesteś.

– Tak samo, jak z Krystianem albo nawet mniej, a o niego nie robisz mi żadnych wyrzutów. Ani o Krzyśka i Bartka – wypomniał mi, a ja tylko sapnąłem.

– Oni są hetero. Maciej zdecydowanie nie. Może nie być w twoim typie, ale umie czarować. Ma dobrą gadkę. Jeśli by chciał, to może…!

– Nie – przerwał mi. – Nie może. Jestem z tobą, kocham ciebie, koniec tematu. Mógłby stanąć na rzęsach i zaklaskać uszami, a nic by nie wskórał. Do jasnej cholery, weź w końcu przestań.

– Oho, a jak ty chciałeś zrywać dla mojego dobra, to wszystko było w porządku – zaśmiałem się szyderczo i w tym samym momencie zorientowałem się, że znów przesadziłem. Tymon wstał i spojrzał na mnie niechętnie.

– No i piękny poranek chuj strzelił – mówiąc to, ubrał się, a zaraz potem usłyszałem trzask drzwi frontowych. Kiedy ja wreszcie nauczę się trzymać język za zębami?

Szkoda, że wychodząc Tymek nie wziął telefonu, więcnie mogłem się z nim nijak skontaktować. Pozostało mi grzecznie czekać w domu inajlepiej zrobić mu jakieś dobre śniadanie w ramach przeprosin. Najlepiej obiadteż. No, może jeszcze masaż. Miałem nadzieję, że to wystarczy. Był w gorącejwodzie kąpany, ale nie tak uparty jak ja, więc była szansa, że dość szybkoulegnie.    

Podziel się dobrem
error

Dodaj komentarz