… nie pomagają utrzymać równowagi.

– Michał! Mógłbyś chociaż swoje skarpetki sprzątać! – wściekałem się.
– Ojj, co Ty ode mnie chcesz? Jestem w trakcie rekonwalescencji, nie mogę się przemęczać. – odpowiedział z uśmiechem na twarzy, leżąc na kanapie. Rzuciłem w niego jego skarpetkami podniesionymi chwilę wcześniej z podłogi, na co na co sapnął, zirytowany. – A to, co ma być?
– Jak to, co? Twoje skarpetki. Już nie musisz się przemęczać i podnosić ich z ziemi. Ciesz się. – powiedziałem obojętnym tonem, a zdziwienie na jego twarzy było bezbłędne.


– No weź, co dzisiaj z Tobą? – jęknął z przesadnym umęczeniem w głosie.
– Co ze mną? To ja ostatnio znowu wiecznie chodzę i wszystko sprzątam, gotuję, piorę, prasuję, a Ty nie jesteś w stanie nawet dupy ruszyć! Wcześniej jakoś twierdziłeś, że to świetne ćwiczenia rehabilitacyjne. Widzę, że nagle poczułeś się gorzej. – nie byłem w stanie ukryć swojej irytacji.
– No wiesz… Tak jakoś… Ostatnio nie najlepiej się czuję. – powiedział od niechcenia i tutaj musiałem wziąć głęboki oddech. Zawsze w takich momentach robił słodkie oczy i uśmiechał się kusząco. Wtedy wszystko uchodziło mu na sucho, ale tym razem nie dam mu się w to wrobić.
– Skoro tak, to nie pozwolę Ci się przemęczać. Przez najbliższy tydzień seksu nie będzie. Może wtedy dojdziesz do siebie. – powiedziałem tak chłodno, jak tylko umiałem i wyszedłem z pokoju, śmiejąc się w duchu.
– Co?! Ale jak to? – zerwał się na równe nogi, przez co o mało się nie przewrócił.
– O, widzę, że ozdrowiałeś w cudowny sposób. Uważaj na siebie. – wsadziłem głowę do pokoju i uśmiechnąłem się perfidnie.
– Tobiasz, Ty sobie teraz kpisz? – tym razem, to On się wściekał, a ja byłem całą sytuacją niesamowicie rozbawiony.
– Nie. Jakbym mógł? Michaś, uspokój się, musisz odpocząć i nabrać sił. Siadaj wygodnie, przyniosę Ci herbatkę. – bawiłem się coraz lepiej.
– Tobiasz, co to ma znaczyć? Nie rób sobie ze mnie jaj! – był bliski uderzenia mnie. Gdyby jego wzrok mógł zabijać, padłbym trupem na miejscu. Podszedłem więc i pocałowałem go. Po czym szepnąłem mu do ucha:
– Jeden – zero, skarbie. – gdy odsunąłem się trochę od niego i spojrzałem mu w oczy, nie byłem pewien czy mnie zaraz faktycznie nie uderzy, jednak, na szczęście, nic się nie stało. Staliśmy tak chwilę, po czym on westchnął przeciągle.
– Dobra, no to co jest do zrobienia? – zapytał nie patrząc mi w oczy. Przegrał tę bitwę.
– No, no, no. Grzeczny chłopiec. – uśmiechnąłem się. – Byłbym wdzięczny, gdybyś mógł poodkurzać. Ja tymczasem zrobię nam jakąś kolację, okej?
– Okej, niech Ci będzie. – poddał się, po czym spojrzał się na mnie i przymrużywszy oczy, wycelował we mnie palec. – Ale kolację poproszę do łóżka.
– Do łóżka? Hm… Zgoda. – zamruczałem mu do ucha i nie czekając na rozwój sytuacji, poszedłem do kuchni, zostawiając Michała na środku salonu. Po chwili słyszałem, jak zaczyna krzątać się w około i, po niedługim czasie, zaczął odkurzanie. Uśmiechnąłem się pod nosem. Nauczyliśmy się mieszkać razem. Nigdy bym się tego nie spodziewał. Zmiękliśmy nieco obaj. Czasem wciąż kłócimy się, czasem dochodzi nawet do rękoczynów… Mimo to, wciąż jesteśmy razem. Ciężko określić naturę naszego związku. Może poza drobnym faktem, że przede wszystkim długi i częsty seks jest podstawą do wyładowywania napięć. Jednak wciąż dręczy mnie jego przeszłość. Nie jestem w stanie przestać się zastanawiać nad tym, co kiedyś robił, kim był, czemu żył tak jak żył… Wiem, że to lubił, ale kiedyś to wszystko musiało mieć swój początek, a więc i swoją przyczynę. Czemu teraz z tym wszystkim zerwał? Czy nigdy do tego nie wróci? Zastanawiała mnie jego rodzina. Kim byli, jacy byli…? Niewiele odpowiedzi na wszystkie te pytania mogłem znaleźć w codziennym życiu. Nigdy też nie miałem odwagi o to zapytać. Dręczyło mnie nie to, że ja jestem ciekawy, ale to, że byłem jedyną osobą w tym związku, która przejawiała jakieś objawy tej ciekawości. Faktycznie, sam o sobie wiele nie opowiadałem, ale on też nigdy nie zadał sobie trudu, by spróbować o cokolwiek zapytać. Rozmyślałem nad tym już dłuższy czas i wtedy dotarło do mnie, że z mojej strony może to wyglądać identycznie. Ja też nigdy nie próbowałem o nic pytać. Nie wydaje mi się jednak by jemu to przeszkadzało. Znałem tylko jego imię i nazwisko. Żadnego wcześniejszego adresu ani nic. Nie wiedziałem nawet, ile lat liczy sobie mój partner. Na oko był mniej więcej w moim wieku, może nieco starszy, ale jaki był jego dokładny wiek? Nie miałem pojęcia.
Leżeliśmy już oboje w łóżku. Było zapewne coś koło północy. Kolacja i cała jej otoczka minęły dość szybko i przyjemnie. Martwił mnie tylko fakt, że po raz pierwszy, od kiedy go poznałem, nie szło nam w łóżku. To było dla mnie lekkim szokiem. Przez chwilę ogarnął mnie strach, że jeżeli tak dalej pójdzie, to mnie zostawi. Leżeliśmy obok siebie milcząc. Oparłem się o jego ramię, próbując odgonić wszystkie natrętne myśli. Zaczął gładzić mnie po plecach. Przymknąłem oczy. Niestety myśli stawały się coraz bardziej natarczywe. Nasza relacja opierała się na długich, namiętnych nocach. Co się stanie, gdy ich zabraknie? Ten związek nie będzie miał prawa bytu. Prawdopodobnie nie byłem dla niego niczym więcej, niż tylko zabawką seksualną. Wygodnym wyjściem z sytuacji. Seks, opieka, sprzątaczka, dom i jedzenie – oto, czym byłem.
– Tobiasz, co dzisiaj się z Tobą dzieje? – słowa Michała przerwały ciszę. Co ja teraz miałem odpowiedzieć? Bałem się otworzyć usta.
– Nie wiem… – mruknąłem w końcu, próbując jakoś go zbyć.
– Tobi, ja się pytam na poważnie. Jesteś jakiś nieswój. – jednak ku mojej udręce postanowił drążyć temat. Co mnie zdziwiło, to to, że nie był w tym wszystkim nachalny, a w jego głosie nie usłyszałem nawet cienia pretensji. Mimo to, moje obawy rosły.
– Przejdzie mi. Jeżeli chodzi Ci o seks, to spokojnie, to się nie powtórzy. – zapewniłem prędko, nie patrząc na niego i próbowałem wstać, ale przytrzymał mnie na miejscu.
– To nie o to chodzi. Nie zbywaj mnie i nie ograniczaj wszystkiego tylko do łóżka. A może tak Ci właśnie wygodnie? – autentycznie wyprowadziłem go z równowagi. Patrzał na mnie ze ściągniętymi brwiami i zaciskał usta w wąską kreskę. Dawno nie widziałem go takiego. Nie byłem w stanie powiedzieć czy faktycznie się o mnie martwi, czy ta uwaga po prostu go uraziła. W każdym razie poczułem się w pewien sposób mile połechtany. Chciałem, by był to sygnał tego, że mu jakkolwiek zależy.
– Nie. To nie tak… Ostatnio za dużo myślę. Przejdzie mi. – starałem się, mimo wszystko, nie zagłębiać się w temat. Byłem pewien, że to może prowadzić tylko do kłótni. Usiedliśmy oboje i przez chwilę patrzeliśmy się na siebie w milczeniu. Po czym on westchnął przeciągle, przeczesał włosy palcami i znów spojrzał w moją stronę. Tym razem patrzał mi głęboko w oczy.
– Tobiasz, o czym Ty tak myślisz? – zapytał. Zaczęliśmy wchodzić na grząski grunt. Przeciągałem milczenie tak długo, jak mogłem, by go za bardzo nie zdenerwować. Nie mogłem z tego wybrnąć w żaden inny sposób jak powiedzieć prawdę.
– Ile Ty właściwie masz lat? – rzuciłem znienacka. Było to mimo wszystko najbezpieczniejsze pytanie z całej gamy pytań kołaczących mi się w głowie. Choć może nie zabrzmiało to zbyt fortunnie w tym momencie.
– Hmm… A co to właściwie ma za znaczenie? Jeżeli mój wiek nie będzie Ci odpowiadał, to mnie rzucisz? – w jego głosie pobrzmiewała ironia i przewrócił ostentacyjnie oczami.
– Dobrze wiesz, że nie. To jest po prostu ciekawość. – powiedziałem cicho i zrezygnowany, odwróciłem wzrok.
– Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. – powiedział, zaskakująco poważnie.
– No tak… Po co się aż tak cofać… – próbowałem zażartować. Michał jednak wstał i skierował się w stronę drzwi.
– Ta wiedza chyba nie jest Ci niezbędna do życia. Dobranoc. – rzucił przez ramię.Tej nocy zostałem w sypialni sam. Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu, wiedziałem, że to się tak skończy.


Jak zwykle, dość krótko. Generalnie, jest to skończone opowiadanie, które publikuję małymi fragmentami. Są i będą skoki w czasie, mniejsze lub większe, między różnymi wydarzeniami. No i duża dawka lukru.

Well, enjoy!

Podziel się dobrem