5. Ich Ulga

Numero Uno II – rozdział piąty przed Wami!

Na Facebooku powstała grupa dla czytelników Numero Uno, gdzie można się wymieniać spostrzeżeniami, dzielić uwagami i opieprzać mnie za fabułę. Wszelkie spojlery nie stanowią żadnego problemu.

Zainteresowanych odsyłam tu:

https://www.facebook.com/groups/261331004516683/

Enjoy!


https://www.youtube.com/watch?v=-wCRK_OUDCE

Jeszcze jakąś chwilę patrzyłem się za oddalającymi się postaciami. Trochę ukłuło mnie to, że szły trzymając się za ręce i rozmawiały śmiejąc się z czegoś. Ja chyba nigdy nie doświadczyłem z matką tego typu więzi. Nie wiem, co ja jej niby zrobiłem, ale nie chciałem się nad tym zastanawiać. Zapłaciłem za naleśniki i wyszedłem. Miałem teraz dwie możliwe opcje, ale po chwili namysłu poszedłem do domu zamiast na dworzec, z zamiarem ochłonięcia i powrotu do Warszawy dopiero następnego ranka.

Gdy wszedłem, było coś po dwudziestej, ale zastałem tylko Natkę siedzącą na kanapie w salonie. Uśmiechnąłem się do niej, rzucając krótkie cześć.

– Co ty tu robisz? – Spojrzała na mnie zdziwiona.

– Wpadłem, nie wolno? – odparłem z przekąsem, na co tylko przewróciła oczami.

– No jasne, że wolno, ale czemu nie dałeś znać? Przygotowałabym ci coś dobrego – wytknęła mi łagodnie.

– To było dość spontaniczne. Moja matka rano zadzwoniła, że chce się spotkać dzisiaj. Moja siostra dowiedziała się o moim istnieniu i chciała mnie poznać. To naprawdę fajne dziecko, wiesz? – powiedziałem spokojnie, chociaż schodziły ze mnie emocje, o które się nawet nie podejrzewałem.

– O rany – rzuciła na wydechu, odkładając książkę i otwierając ramiona. Zachichotałem cicho, ale poszedłem i usiadłszy obok, przytuliłem się do niej. – Jak się czujesz?

– Dobrze. Naprawdę dobrze. To było tak dawno temu, że nie ma już na mnie większego wpływu – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

– Jeszcze rok temu siedziałeś zamknięty w tym swoim małym świecie i nie dawałeś nikomu podejść do siebie. Czas nie ma znaczenia, dlatego się martwię – powiedziała powoli, mierząc mnie z bliska spojrzeniem, ale uśmiechnąłem się ciepło, trochę ją uspokajając.

– Gdyby nie Tymek, pewnie dalej by tak było, ale skubany uświadomił mi po drodze kilka rzeczy i to naprawdę było już straszne, że po tak długim czasie wciąż kurczowo trzymałem się tej przeszłości.

– Po tym, co Tymek nam powiedział, nie dziwię ci się. Wcześniej mogłam się tylko domyślać, ale na to nie wpadłam – przyznała cicho.

– Co on właściwie wam dokładnie powiedział? – zaciekawiłem się.

– Tylko tyle, że matka powtarzała ci, że lepiej by było, gdybyś się nie urodził i że cię nie chce. Jak ona w ogóle mogła. – Natalia była już na granicy łez. Ścisnąłem ją nieco mocniej.

– Wiesz… – zacząłem, wciąż wahając się czy dobrze robię. – Ona ogółem traktowała mnie jak śmiecia. Nie wiem, czemu. Często nie odzywała się do mnie albo darła się na mnie. Ile razy powtarzała, że mnie odda do domu dziecka, to nawet nie policzę. Raz jej odpyskowałem, to dostałem w twarz. Wtedy zacząłem się ciąć. Nie zauważyła. Bardzo długo nic nie wiedziała, a później nie bardzo ją to obeszło. Chciałem uciekać do ojca, ale nawet nie wiedziałem, gdzie on jest, więc się poddałem i z dnia na dzień było coraz gorzej – zacząłem opowiadać. – Wtedy, kiedy przeholowałem… To było umyślnie. Matka powiedziała mi o ciąży, rzuciła kilka uwag na mój temat i wyszła zostawiając mnie w domu. Wiedziałem, że wszystko zmieni się tylko na gorsze. Już wtedy praktycznie nie jadłem, więc kiedy przeciągnąłem żyletką głębiej i zrobiłem dodatkowe cięcie wzdłuż ręki na wszelki wypadek, wiedziałem, że albo znajdą mnie sztywnego, albo w szpitalu nie dadzą mi tak łatwo wrócić. Kurewsko bolało, ale i tak byłem z siebie zadowolony. To było najlepsze wyjście. – Po tych słowach Natka ścisnęła mnie mocno, płacząc już jak bóbr. Przytuliłem ją z jednakową siłą, starając ją jakoś uspokoić.

– Przepraszam – wydukała.

– Za co? – zaśmiałem się zdziwiony. Ona przepraszała mnie? Teraz?

– Za to, że musiałeś przez to przechodzić. Gdybyśmy wzięli cię wcześniej… – zaczęła, ale szybko przerwałem.

– Nie ma co gdybać. Cieszę się, że w ogóle mnie wzięliście. Wszystko ma jakiś cel. Nie zmienimy przeszłości. Ja i tak jestem wam niesamowicie wdzięczny za przygarnięcie mnie i wszystko, co dla mnie zrobiliście z tatą. Tym bardziej, że ty nie miałaś takiego obowiązku.

– Jak to nie miałam takiego obowiązku?! – oburzyła się. – Jesteś dla mnie tak samo moim synem, jak i Karol, zrozumiano?

– Dziękuję. Natka, wiem, że dawno powinienem mówić do ciebie mamo, ale nie mogłem się nigdy przełamać…

– Przecież nie musisz – weszła mi w słowo.

– Nie, nie. Nie zrozum mnie źle. Zawsze byłaś dla mnie matką bardziej niż ta biologiczna, ale to słowo zwyczajnie tak źle mi się kojarzy, że nie chciałem ciebie do niego też przypisywać. Czułem zawsze jakbym ujmował ci czegoś, myśląc o tobie w ten sposób. To, co dla mnie zrobiłaś było cudowne i nie wiem, czy ja umiałbym zdobyć się na podobny gest. – Uśmiechnąłem się, rozluźniając trochę uścisk.

– Słuchaj… Bałam się, jak cholera. Nie powiem, że nie. Nie byłam pewna, czy po drodze nie powiem czegoś nie tak albo czy nie zrobię czegoś nieumyślnie… – Spojrzała na mnie z troską wymalowaną na twarzy, odsuwając się nieco.

– To właśnie było najlepsze. Do tamtej pory nikt, poza moimi dziadkami, którzy już dawno nie żyli, nie interesował się takimi rzeczami. Samo to, że martwiłaś się o mnie było już dla mnie niepojęte. Z otwartymi ramionami przyjęłaś pod swój dach nastolatka z poważnymi problemami i ani na chwilę nie dałaś mi odczuć, że jestem gorszy czy inny. To wymaga odwagi.

– No i zrobiłeś mi tym krzywdę, wiesz? – Wycelowała we mnie palcem, a ja poczułem, jak coś mnie ściska w dołku. Zdecydowanie nie chciałem usłyszeć tych słów. Chyba coś zauważyła, bo zrobiła wielkie oczy i od razu dodała. – Nie, nie! Posłuchaj do końca! Z problemami czy nie, zawsze byłeś spokojnym nastolatkiem. Nie chodziłeś za dużo na imprezy, nie paliłeś, nie ćpałeś i zachowywałeś się niemalże wzorowo za każdym razem. Przez ciebie kompletnie nie byłam przygotowana na wybryki Karola. Myślałam, że to, co ludzie mówią o nastolatkach to przesada, bo jeden praktycznie wychował mi się sam, a tu niespodzianka – zaśmiała się, a ja szybko do niej dołączyłem.

– Pamiętaj, że jesteś najlepsza i jestem pewien, że mimo wszystkich wybryków i niezgodności, Karol szanuje cię i kocha tak, jak ja. Taka matka nie zdarza się każdemu. – Sam się rozczuliłem mówiąc to, a ona ponownie wybuchła płaczem, przytulając mnie mocno. Tym razem jednak było w tym wszystkim mniej dramatu, a zdecydowanie więcej ciepłego wzajemnego zrozumienia.

– Ja wciąż nie wierzę, że to już dziesięć lat. Wciąż pamiętam cię, jako tego zalęknionego wychudzonego chłopca, który wyglądał jakby szedł na skazanie, gdy wchodził tu po raz pierwszy i patrzył się później na mnie z bezbrzeżnym zdziwieniem, kiedy tylko próbowałam go zagadywać lub rozmawiać o książkach – powiedziała rozrzewniona.

– Nie przypominaj mi tego, błagam – parsknąłem śmiechem. – Byłem dziwnym stworzeniem i nie dowierzałem wtedy jeszcze w to wszystko. Zobacz, gdzie teraz jestem. Gdyby nie wy, ty i tata, w życiu nie miałbym szansy na choćby połowę tego, co się stało. Gdybyś nie wysłała mnie na hiszpański i nie zachęcała do dalszej nauki, nie odkryłbym w ogóle lingwistyki ani tego pociągu do języków obcych. Nie poszedłbym na studia. Najprawdopodobniej wcale, nie mówiąc już o tym konkretnym kierunku, a o doktoracie nawet nie marząc. Ja naprawdę nie miałem w tym życiu źle, bo miałem świetną rodzinę. Tylko trochę później.

– Och, Uno. – Cmoknęła mnie w czoła i pogładziła po policzku. – Wyrosłeś na świetnego faceta i ten twój Tymek to szczęściarz, że trafił właśnie na ciebie, ale gdyby coś się stało… Wiesz, że zawsze możesz liczyć na mnie i na Arka, nie?

– Wiem. Dziękuję. Właściwie to chciałbym pogadać… – zacząłem niepewnie.

– Coś nie tak? Pokłóciliście się? Co się stało? – Od razu zaczęła sypać pytaniami.

– Spokojnie. My się zawsze trochę żremy, ale bez przesady. Wiesz, że on jest cholerykiem, a ja jestem wredny. To inaczej nie będzie funkcjonowało – uściśliłem nieco. – No, ale chodzi faktycznie o Tymona. Udało mi się go namówić na psychologa, ale nie będzie łatwo. Chcę, żeby wiedział, że jestem przy nim, ale nie jest teraz stabilny i nie będzie lekko, więc boję, że to spieprzę w najgorszym momencie – wyrzuciłem z siebie na jednym wydechu.

– Zaraz, czekaj. Psycholog dobrze wróży. Tylko czemu nie jest stabilny? – Spojrzała na mnie z niezrozumieniem.

– Ach, przecież wy nic nie wiecie. Wczoraj pojawiły się pierwsze objawy. Przeżył to gorzej, niż się spodziewałem. O mało się nie rozstaliśmy. Zaczął się niełatwy okres. Nie chcę go zawieść, bo wiem, że teraz bardzo mnie potrzebuje, ale jednocześnie boję się. Nie jestem w stanie przewidzieć, jaką reakcję wywoła u niego każdy kolejny postęp. Jeśli taką, jak wczoraj, to zaczyna mnie to przerażać – powiedziałem szczerze.

– Wiesz… To normalne. Ja na początku bałam się w ogóle do ciebie odezwać, a wszystkich tematów zapalnych unikałam, jak ognia ze strachu, że wywołam u ciebie jakiś atak, depresję, cokolwiek… To z czasem mija. Uczysz się z tym żyć i przestaje ci to przeszkadzać. On też się ogarnie. Mimo że teraz pewnie się na to nie zapowiada, każda kolejna zmiana będzie może i cięższa do zniesienia, ale łatwiejsza do przełknięcia. Mam na myśli, że fizycznie będzie gorzej i to będzie na pewno bardzo obciążające, ale będzie już przyzwyczajony, że te zmiany następują. Pierwszy raz jest zawsze najgorszy – wytłumaczyła mi spokojnie, uśmiechając się smutno. – Uważam, że i tak jesteście dzielni. Obaj. To nie będzie łatwy związek.

– Wiem. Na razie nie próbuję nawet myśleć o tym, co będzie potem. Wiem, że powinienem, ale nie mogę się do tego zmusić. Boję się, że wtedy stchórzę, a go kocham i zdecydowanie nie chcę tak tego zostawić.

– Myślałeś o rozstaniu? – zapytała wprost, a ja chwilę rozważałem, na ile szczery powinienem być. W końcu westchnąłem ciężko.

– Tak. Myślałem – przyznałem.

– I co?

– Nie wchodzi w grę. Kocham go, a choroba to nie jest wystarczający powód do rozstania – powiedziałem twardo, a ona pokiwała głową.

– Masz rację, nie jest, ale pamiętaj, że może być ciężko. W razie czego, macie nas. I my, i rodzice Tymka, na pewno pomożemy. Nie jesteście z tym sami. Musisz tylko pamiętać o jednym. Tymon to nie tylko choroba – podkreśliła ostatnie zdanie.

– Wiem przecież – zaperzyłem się, ale pokręciła głową.

– Wydaje ci się, że wiesz. Dopiero niedługo będziesz miał okazję to w praktyce zobaczyć. Będziesz na niego chuchał i dmuchał, skakał na około niego i sprawdzał czy dobrze się czuje. Ja robiłam z tobą to samo, mimo iż obiektywnie wiedziałam, że na chorobie nie kończy się twoje życie. Ciężko jest przez to przebrnąć. Trochę czasu minie, zanim nauczysz się z tym żyć. – Słysząc to, pokiwałem powoli głową. Miała rację, chociaż nie podobało mi się to do końca. – Jesteście młodzi, macie czas, a choroba rozwija się powoli. Korzystajcie z życia, póki nie jest to trudne – kontynuowała.

– Taki mamy zamiar. Niedługo Tymek zaczyna urlop i mamy zamiar posiedzieć trochę w Hiszpanii, potem będzie wesele znajomego, który biega z nim w kadrze, także szykuje się całkiem przyjemnie spędzony czas. Po cichu liczę na to, że dzięki temu oderwiemy się od problemów i znowu się trochę uspokoimy. Inaczej będzie kiepsko – westchnąłem zrezygnowany. – No, ale jestem dobrej myśli. Hiszpania powinna nas pozytywnie nastroić.

– Zdecydowanie. Tylko pamiętaj – będzie chciał popływać? Niech pływa. Będzie chciał się napić? Niech pije. To mają być miłe wakacje, a nie sanatorium dla osób po sześćdziesiątce. Twój ojciec tak ma, jak jeździmy gdziekolwiek, więc błagam, nie rób tego samego.

– On akurat nie powinien pić – przypomniałem jej delikatnie, ale zmierzyła mnie kpiącym spojrzeniem.

– Nikt nie powinien. Przecież nie upije się od razu, a nawet jeśli… Jesteście młodzi. Od tego, że czasem pozwolicie sobie nagiąć zasady żadne z was nie umrze. Pozwól sobie na trochę luzu. Im bardziej ty się spinasz, tym bardziej on to odczuwa – wytknęła mi, a ja pokiwałem głową.

– Dobra, masz rację. Przyznaję. Po prostu chcę jak najlepiej i chyba popadam w paranoję teraz. Hamuj mnie, jak możesz. – Uśmiechnąłem się do niej półgębkiem, a ona pokiwała głową na znak, że się zgadza. Zaraz potem klasnęła dłońmi o kolana i podniosła się z kanapy.

– Chodź, muszę kolację zrobić chłopakom. Pomożesz mi, co? Dawno nie miałam pomocy w kuchni, przydałaby się – zagadnęła, ale uśmiechnąłem się chytrze.

– Pomogę za przepis na żeberka – rzuciłem, obserwując jej reakcję.

– Skoro tak, to poradzę sobie sama. Tymek niech ci zrobi żeberka. Masz dobry powód, żeby się go trzymać. – Wzruszyła ramionami i poszła do kuchni. Z braku lepszego zajęcia poszedłem za nią. Kiedyś jeszcze wydębię ten przepis.

Jak się okazało, nie tylko Natalia była zaaferowana moim spotkaniem z matką. Ojciec bynajmniej nie przebierał w słowach, gdy pytał o przebieg i powód rozmowy. Był wściekły, że w ogóle ośmieliła się do mnie zadzwonić, ale starałem się wytłumaczyć mu spokojnie, że to nie chodziło o nią ani o mnie, a Iza miała prawo mnie znać, tak samo, jak Karol. Trochę go to udobruchało, ale nadal był wściekły. Dopiero, kiedy udało nam się usiąść przy drinku i porozmawiać na spokojnie, trochę zszedł z tonu.

Rzadko właściwie miałem okazję posiedzieć tak z moim ojcem. Nie wiem, czemu, ale mam wrażenie, że do tej pory obaj tego unikaliśmy. Chyba żadne z nas nie chciało wiedzieć, co z takiej rozmowy może wyniknąć, ale coś się zmieniło. Być może tata pogodził się z tym, co się stało, a może moja zmiana podejścia była wyczuwalna? Nie wiem, ale wreszcie mogliśmy otwarcie porozmawiać. Miałem nadzieję, że to raz na zawsze zamknie niewygodne tematy.

– Uno, jak było na spotkaniu? Tak naprawdę. – Spojrzał na mnie zatroskany.

– Mówiłem, że w porządku. Iza to fajne, rezolutne dziecko. Może i obecność matki była trochę… przytłaczająca, ale tak w sumie to nic się nie działo. Zdążyłem chyba to po prostu przepracować i zwyczajnie jej spojrzenia czy komentarze nie przeszkadzają mi w ogóle – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

– Do tej pory nie miałem okazji albo raczej odwagi porozmawiać z tobą otwarcie, ale chyba czas najwyższy, co? – Jego wzrok zdradzał, jak bardzo jest przerażony, co nie wprawiało mnie bynajmniej w dobry nastrój. Chyba nikt nie chce oglądać własnego ojca przerażonego rozmową z dzieckiem.

– Tato, spokojnie. Jasne, możemy pogadać, ale nie stresuj się tak, to przecież – zacząłem, ale szybko mi przerwał.

– To nie takie łatwe. Nie wiem, co dokładnie się działo i mogę tylko żyć z poczuciem winy, że na kilka długich lat zostawiłem własne dziecko. Próbowałeś się zabić, do cholery, a ja nie byłem w tym bez winy. – Ostatnie zdanie niemal wykrzyczał i wychylił jednym haustem całego drinka, po czym przygotował sobie nowego. Ja tymczasem westchnąłem ciężko i przetarłem twarz dłońmi, patrząc się na niego zmęczonym wzrokiem.

– Zdajesz sobie sprawę, że to było dziesięć lat temu? – zapytałem w końcu.

– To nie ma znaczenia. Fakt pozostaje faktem – odpowiedział z uporem.

– Dobrze, załóżmy, że masz rację. Chcesz wiedzieć, co się działo i co ja o tym myślę?

– Chcę. – Nie brzmiał na przekonanego, ale był zdeterminowany. Prawdopodobnie przygotowywał się na coś dużo gorszego, niż miałem zamiar mu powiedzieć.

– Z perspektywy czasu to wszystko nie wygląda tak źle, ale byłem dzieckiem i wydawało mi się to rozsądne. W sumie nie żałuję. To był najlepszy wybór, jaki miałem. Matka zazwyczaj darła się na mnie albo nie interesowała się mną wcale. Często komentowała mój wygląd czy zachowanie. Miałem nauczanie domowe, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Nie jadłem, nie wychodziłem z domu. Byłem chudy, włosy ściąłem na krótko i przefarbowałem na czarno, nosiłem luźne ubrania i wielkie okulary. – Nakreśliłem ogólny obraz sytuacji. – Matka powtarzała, że mnie odda do domu dziecka, że zniszczyłem jej życie, że lepiej by było dla wszystkich, gdybym się nie urodził… Mariusz za to nie był zły. Czasem gadał ze mną albo grał w coś, ale wychodził z założenia, że nie jego dziecko, nie jego problem i pozwalał matce robić, co chciała.

– Mógł coś zrobić, chyba widział, że… – wciął się tata, ale pokręciłem głową.

– Był z nią, prawdopodobnie zakochany. Widział, co chciał widzieć. Nie winię go za to. Nikogo za nic nie winię, tak właściwie. Sprawy po prostu wyszły spod kontroli, to się zdarza w życiu. To, co się liczy, to zakończenie. Tato, słuchaj… Może i było późno, ale wziąłeś mnie i zaopiekowaliście się mną z Natką. Jestem wam za to wdzięczny.

– Nie powinieneś. Mogłem wziąć cię od razu. Natalia nie miałaby nic przeciwko, ale zachowałem się jak tchórz i uciekłem od odpowiedzialności – wciął się ponownie, a ja zaczynałem się niecierpliwić.

– Dobra, okej, skoro tak twierdzisz, ale wziąłeś mnie, zaopiekowałeś się mną, dałeś mi normalny dom i rodzinę. To i tak bardzo wiele – powiedziałem spokojnie.

– Nie powinieneś w ogóle tego odczuć. To powinno być dla ciebie oczywiste, że masz dom i rodzinę. Jeśli kiedykolwiek tak nie było, to zawiodłem cię jako ojciec – odparł, a w jego oczach gościło poczucie winy i rozdzierający smutek. Kiedyś unikałem tego, bo obwiniałem się o tego typu reakcje, ale dziś zwyczajnie miałem już dość.

– Do jasnej cholery, to było lata temu, skończ wreszcie z tym samobiczowaniem. – Nie wytrzymałem i fuknąłem ostro, nie chcąc krzyczeć. Zdziwiona mina mojego ojca trochę mnie przystopowała i już spokojniej kontynuowałem. – Stało się. Było, minęło. Od kiedy zacząłem mieszkać z wami wszystko się zmieniło. Zyskałem rodzinę z prawdziwego zdarzenia. Pozwoliliście mi odkrywać i rozwijać pasje, dbaliście o moje samopoczucie i wiedziałem, że zawsze mogę na was liczyć. Spójrz na mnie teraz. Widzisz tego zalęknionego małolata bez poczucia własnej wartości? Bo ja już dawno przestałem widzieć go w lustrze. Może w końcu nadszedł czas, żebyś ty też przestał szukać go we mnie. – Zakończyłem niemal błagalnie.

– Masz rację – powiedział po dłuższej chwili. – Chyba za bardzo zapętliłem się w tym wszystkim i nie chcąc przeoczyć żadnych niepokojących sygnałów, przeoczyłem te dobre. Uno, żeby nie było wątpliwości, jestem z ciebie dumny. Osiągnąłeś tak wiele i dalej pniesz się w górę. Wiem, że jeszcze studenci na lingwistyce będą wkuwać twoje nazwisko, jak tylko skończysz te swoje badania. – Jego głos był ciepły i faktycznie słychać było w nim dumę.

– Dzięki, tato. Ja z ciebie też, wiesz? Związek z matką nie przeszedł przecież bez echa. Nie byłem jedynym poszkodowanym. Mimo to, ułożyłeś sobie życie na nowo, z czego się cieszę. No i jesteś świetnym architektem.

– Wiesz, jakiś czas miałem nadzieję, że pójdziesz w moje ślady. Świetnie rysujesz i miałeś dobre pomysły – rzucił, niby niezobowiązująco, ale czekał na moją odpowiedź. Wziąłem głęboki oddech, ciesząc się, że zeszliśmy na lżejszy temat.

– Dalej rysuję w wolnych chwilach albo jak się stresuję, ale zdecydowanie bardziej wolę języki obce. Tymon nawet nie wie, że rysuję. Ma nawet kilka portretów. Kiedyś może mu powiem lub dostanie jakiś przy którejś okazji – zaśmiałem się i w końcu zrelaksowałem kompletnie.

– Czyli mogę mieć nadzieję na małą pomoc kiedyś? Jakiś wspólny projekt? – zapytał z nadzieją.

– Niech ci będzie. Nie obiecuję, kiedy, ale brzmi dobrze – zgodziłem się od razu. – Jak już doszliśmy do Tymka… Nie przeszkadzało ci to nigdy?

– Ale co? – Spojrzał na mnie z niezrozumieniem wymalowanym na twarzy. – To, że jesteś gejem?

– Jestem pan – sprostowałem szybko.

– Czyli? – Wyglądał na zdezorientowanego.

– Pamiętasz Nikki? – dopytałem.

– Nikodema? No. Całkiem sympatyczny, ale nie mój typ człowieka. Nie umiałem jakoś się z nim dogadać – odparł luźno.

– Teraz to Nicola – powiedziałem i czekałem, aż przyswoi sobie tę informację.

– Och… No… Okej. Czyli lecisz na kogo dokładnie? – zapytał wprost, a ja parsknąłem śmiechem.

– Lecę na wszystkich – sparafrazowałem go, wciąż się śmiejąc. – Znaczy, nie przeszkadza mi płeć ani nic. Nie ważne czy to facet, kobieta, osoba transseksualna… Po prostu kocham ludzi za to, kim są.

– Brzmi całkiem logicznie – pokiwał głową w zamyśleniu. – Tak dla pewności, za zwierzętami się nie oglądasz? – Tu nie wytrzymałem i zacząłem zwijać się ze śmiechu. Bardzo długo nie mogłem się uspokoić.

– Spokojnie. Możesz kupić sobie kota, obiecuję, że go nie przelecę – starałem się zabrzmieć poważnie, ale mina, jaką miał mój ojciec, nie pozwoliła mi na utrzymanie pokerowej twarzy i znów zacząłem śmiać się i niemalże turlać po kanapie. W międzyczasie usłyszałem głośne westchnienie, ale tata również się uśmiechnął. Kiedy wreszcie uspokoiłem się na tyle, żeby móc coś spokojnie powiedzieć, spojrzałem na niego poważniej.

– To jak? Nie przeszkadza ci to?

– Nie. Nigdy nie przeszkadzało. Cieszę się, że jesteś szczęśliwy – odpowiedział z uśmiechem, po czym zmierzył mnie spojrzeniem i dorzucił. – Bo jesteś, prawda?

– Jestem. Przeważnie jestem – pokiwałem głową ze słabym uśmiechem.

– Przeważnie? Co się dzieje? – Spojrzał na mnie zaalarmowany i pochylił się do przodu, rezygnując ze zrelaksowanej pozycji.

– On umiera. Na pewno dużo szybciej niż bym chciał. Wczoraj pojawiły się pierwsze symptomy, przeżył to dużo bardziej, niż się spodziewałem. O mało się nie rozstaliśmy. Dziś też pożarliśmy się na trochę. Zdecydowanie nie jest teraz stabilny, a ja nie wiem, czy umiem mu pomóc. Po prostu… Cholernie się boję – przyznałem w końcu.

– Synek… To nie jest takie proste. Nie wiem, co ci doradzić. Jeśli chcesz z nim zostać, to po prostu bądź przy nim, nieważne, jak bardzo będzie ci to utrudniał. Jesteś na to gotowy? On może nie dożyć czterdziestki. – Ostatnie zdanie powiedział cicho, przez zaciśnięte gardło. – Lubię go, wiesz? To naprawdę fajny chłopak. Poza tym, przy nim w końcu jesteś sobą. Długo na to czekałem. Chciałem w końcu zobaczyć cię śmiejącego się beztrosko i nie przejmującego się wyglądem. Nie myślałem, że w ogóle tego doczekam. Zdziałał cuda. Szkoda mi go. W pewnym sensie zyskałem kolejnego syna, bo jak rozumiem, nie planujecie faktycznego rozstania.

– Nie, nie planujemy. Dzięki, tato. – Uśmiechnąłem się w jego stronę, a on tylko skinął głową. Na moment zapadła komfortowa cisza. Przez jakąś chwilę piliśmy, patrząc na siebie nawzajem.

– Wiesz, że możesz dzwonić o każdej porze dnia i nocy, jeśli będziesz czegoś potrzebował? Nieważne, gdzie jesteś – zagadnął w końcu mój ojciec.

– Wiem, dziękuję. Mogę powiedzieć to samo. W razie czego, pomogę, jak tylko będę umiał.

– Wciąż zapominam, że nie jesteś już dzieckiem i nie wymagasz stałej opieki – zaśmiał się smutno. – Za szybko dorosłeś. Dzięki, synek, będę pamiętał, a teraz wybacz, ale muszę się powoli kłaść. Jutro mam jeden projekt do omówienia i ten dupek wybrał sobie godzinę ósmą na spotkanie.

– Dobranoc, tato – powiedziałem z uśmiechem, po czym przytuliłem go mocno. Rzadko mieliśmy ku temu okazję, więc obaj cieszyliśmy się z tego.

Gdy tylko oderwałem się od niego, poczochrał mi włosy, jak wtedy, gdy byłem dużo młodszy i szturchnął mnie w ramię. Zaśmiałem się i pokręciwszy głową, posłałem mu ironiczny uśmieszek. Zdążyłem jeszcze zgarnąć szklanki ze stołu, zanim usłyszałem dobranoc, synek i zobaczyłem, jak idzie w stronę sypialni. Pozmywałem szybko po nas obu i również poszedłem na górę, rozkładając się na łóżku w moim starym pokoju. Było dość późno, a ja uświadomiłem sobie, że nie zadzwoniłem jeszcze do Tymka. Postanowiłem szybko naprawić ten błąd, oczekując, że będzie na mnie wściekły, ale przeliczyłem się na szczęście.

– Matko, Uno, wreszcie! – Usłyszałem na powitanie. – Co się dzieje? To przez naszą kłótnię?

– Nie, nie, Mi Querrido. Przepraszam, że dzwonię dopiero teraz – powiedziałem z wyraźną skruchą w głosie. – Nie miałem, jak ci powiedzieć wcześniej. Zadzwoniła moja matka i chciała się spotkać, więc wsiadłem w pociąg i tak jakoś wyszło.

– O shit. Wszystko w porządku? – zapytał zaniepokojony, a mi od razu zrobiło się cieplej na sercu.

– Tak, spokojnie. Moja siostra chciała mnie poznać. Fajna dziewczynka, strasznie rozgadana, mówię ci. Inteligentna jak diabli, jak na jej wiek – zaśmiałem się, przypominając sobie niektóre pytania.

– A twoja matka? Nie miała zakazu zbliżania? – dopytał ostrożnie.

– Ma, ale ze względu na siostrę obiecałem, że nigdzie tego nie zgłoszę. Nie mogła puścić dziesięciolatki samej – wyjaśniłem. Przez chwilę panowała cisza.

– Jak się trzymasz? – powiedział w końcu.

– Dobrze, mówiłem, że jest w porządku – odparłem lekko.

– Uno… – rzucił cicho z delikatnym wyrzutem. Westchnąłem, ale mimo to odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

– Jest dużo lepiej niż myślałem. Nie ma już na mnie takiego wpływu, chociaż samo spotkanie było męczące. To zawsze trochę nadszarpuje nerwy, ale nic, czego bym nie mógł znieść.

– Jeśli mnie potrzebujesz, to jedno twoje słowo, a wsiadam w pociąg i niedługo jestem – odparł szybko, bez chwili wahania.

– Dziękuję, ale powinieneś się wyspać, a nie latać po dworcach po nocy – odpowiedziałem, choć naprawdę chciałem go teraz zobaczyć.

– Uno – jęknął cicho, a ja po chwili zastanowienia rzuciłem.

– Przyjedź.

– Dobrze. Idź spać, ale trzymaj telefon gdzieś blisko. Dam znać, jak będę pod drzwiami. Nie wiem, ile mi to zajmie, więc nie ma sensu, żebyś czekał – powiedział ciepło po czym dorzucił. – Kocham cię. Do zobaczenia i póki co, słodkich snów. – Po tych słowach się rozłączył.

Uśmiechnąłem się sam do siebie. Nigdy nie myślałem, że znajdę partnera, który na jedno moje słowo będzie jechał przez pół Polski w środku nocy, żeby mnie zobaczyć. Tym bardziej, że i tak wróciłbym do domu jutro. W ogóle samo to, że znalazłem stały związek, w którym się odnajduję, było dla mnie nie do pojęcia. Relacja z Tymonem, może i nie była łatwa, ale koniec końców mogliśmy na siebie liczyć, nieważne, co się nie działo lub jak bardzo było nam nie po drodze. Zadowolony, ułożyłem się wygodniej. Nie wiem nawet, kiedy zasnąłem. Obudził mnie dopiero mój telefon. Na zegarze było chwilę po trzeciej rano, a Tymek dawał znać, że jest pod drzwiami. Pokręciłem głową z niedowierzaniem. Naprawdę tu był.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*