… my się nie zmienimy.

Znów przypadał mi wolny weekend. Obaj mieliśmy dość duszenia się w domu, więc postanowiliśmy wyskoczyć na obiad do restauracji znajdującej się niedaleko. Było wczesne popołudnie, prawdopodobnie coś koło godziny trzynastej. Siedzieliśmy przy jednym ze stolików śmiejąc się z anegdot opowiadanych wzajemnie. Atmosfera była raczej luźna. Ostatnio układało się nam wręcz cudownie. Michał znalazł pracę w barze usytuowanym nieopodal, więc spędzaliśmy razem mniej czasu, jednak wyszło to nam zdecydowanie na dobre.


– Rozpuściłbyś w końcu te włosy, ostatnio za często je związujesz. – rzuciłem mimochodem a propos’ opowiadanej właśnie historii.
– A co, nie podoba Ci się? – zapytał z udawaną urazą.

– No podoba, podoba… – przewróciłem oczami. – Ale i tak wolę widzieć Cię w rozpuszczonych. – postanowiłem trochę pomarudzić.
– Oj, nie przesadzaj. Wieczorem rozpuszczę specjalnie dla Ciebie. – mówiąc to puścił mi oczko, a na jego usta wypłynął chytry uśmieszek.
– A nie masz dziś dyżuru? – zapytałem, ale On pokręcił głową.
– Nie, jutro moja kolej. Dzisiaj mamy dzień i noc dla siebie. – uśmiechnął się zawadiacko. Uwielbiałem, gdy tak robił. Zdecydowanie dodawało mu to uroku.

– Lubię, gdy tak się uśmiechasz. – odwzajemniłem jego gest, po czym oboje zaczęliśmy się śmiać. Niedługo potem przyszedł kelner z naszym obiadem. Jedliśmy i rozmawialiśmy dosłownie o niczym. W pewnym momencie Michał zamarł z widelcem w połowie drogi do ust. Koło nas przechodziła para wytwornie ubranych ludzi w średnim wieku.
– Moglibyście chociaż zauważyć istnienie własnego syna. – powiedział mój partner, na głos, odkładając widelec i odwracając się w stronę przechodzącej pary. Usiedli przy stoliku za nami, całkowicie ignorując wypowiedzianą uwagę. – Więc tak chcecie się bawić?

– My nie mamy syna. – odpowiedziała chłodno kobieta i zatopiła się w czytaniu karty dań. Patrzyłem to na nich, to na mojego towarzysza i powoli zaczynałem odczuwać narastające napięcie.
– Nie macie? To bardzo ciekawa historia. Proszę więc mi powiedzieć, co się z nim stało? – Michał się coraz bardziej nakręcał i miałem wrażenie, że wkrótce straci nad sobą panowanie. Jego ton był bardzo wyzywający i zewsząd sączył się sarkazm. Postawa, jaką nagle przyjął, nie wróżyła nic dobrego.
– Nasz syn nie żyje. – odpowiedział mężczyzna bezbarwnym głosem patrząc się mojemu partnerowi prosto w oczy. Tego było już za wiele. Widziałem, jak twarz mojego kochanka zmienia kolory, od niemalże sinego, przez purpurę po wręcz trupio blady. Nawet we mnie zaczynało się gotować, ale gdy zobaczyłem, że Michał ma zamiar wstać, opamiętałem się. Wszczęcie w tym momencie bójki nic by nie dało. Chociaż jego ojciec nie miał prawa tak powiedzieć, to nie mogłem dopuścić do tego, by Michał stracił nad sobą całkowicie kontrolę. Złapałem go za rękę próbując przyciągnąć jego uwagę. Gdy się na mnie spojrzał powiedziałem:
– Michał, siadaj. Nie warto. Naprawdę nie warto, uwierz mi. – mówiłem szybko, niemal błagalnie. Widząc to, trochę się uspokoił. Odwrócił się na krześle twarzą do mnie i ścisnął mocniej moją rękę, po czym skinął głową. W milczeniu wróciliśmy do jedzenia. Posiłek szedł jednak opornie. Po chwili Michał odłożył sztućce i westchnął ciężko.
– Tobiasz, przepraszam Cię, ale nie mogę. Dokończ spokojnie, poczekam na zewnątrz. – powiedział zrezygnowany i odwrócił głowę w drugą stronę. Widząc jego wyraz twarzy, nie mogłem mu odmówić teraz niczego. Ścisnęło mnie to poważnie za serce.
– Nie trzeba, pójdę z Tobą od razu. – odpowiedziałem szybko i zacząłem wstawać.
– Nie. Daj mi chwilę. Chociaż piętnaście minut. – poprosił. Był zdenerwowany. Nie dało się tego ukryć.
– Dobrze. – zgodziłem się, mimo, iż miałem ochotę pójść za nim, przytulić i nie wypuszczać go z moich ramion. Patrzałem jednak na to, jak zakłada marynarkę i wychodzi, a jego rodzice siedzą przy stoliku, niewzruszeni. Próbowałem dokończyć obiad, ale nie mogłem wmusić w siebie chociażby kawałka. Poprosiłem więc tylko o rachunek chcąc jak najszybciej znaleźć się ze swoim partnerem. Zapłaciwszy, siedziałem jednak jeszcze chwilę bez ruchu. Mój partner tym czasem dreptał nerwowo przed restauracją. Walczyłem sam ze sobą, by nie zrobić nic głupiego. Gdy uspokoiłem się choć trochę, wstałem, zabrałem rzeczy i podszedłem do stolika, przy którym siedzieli rodzice Michała.
– Być może źle zrobiłem powstrzymując Michała, ale doszłoby zapewne do rękoczynów, a nie chcę by miał problemy przez takich ludzi. Sam też nic nie zrobię, pomimo, zapewniam państwa, ogromnej ochoty. Nie będę zniżać się do pańskiego poziomu. – spojrzałem w oczy ojcu mojego partnera, z trudem utrzymując spokój.

– Zniżać do naszego poziomu? Chyba pan sobie kpi! – nie mogłem mimo wszystko uniknąć porównania jego stylu wypowiedzi do tego, jak mówi Michał. Niewątpliwie mój kochanek coś jednak z domu wyniósł. – Czy pan w ogóle wie, kim on jest? Co on robi?! – oburzył się.
– Tak, wiem. Znam jego przeszłość. Bycie gejem nie jest ani chorobą zakaźną, ani skaraniem boskim. Wydaje mi się, że z naszej dwójki to Pan ma problem z prawidłowym odczytaniem przeszłości pańskiego syna. Poza tym, myli Pan jego ówczesny obraz z obecną sylwetką.
– Ja?! Ja?! Jeszcze jako gówniarz puszczał się gdzie i z kim się dało, nawet w naszym własnym domu, a miał wszystko, czego tylko chłopak w jego wieku mógłby zapragnąć. Jak mam to zinterpretować?! – podniósł głos niemal do krzyku.
– Marcin! Nie krzycz. Nie wszyscy muszą wiedzieć. Co sobie ludzie pomyślą… – fuknęła od razu jego żona, rozglądając się dyskretnie na boki.

– Myli się pan. Żadne rzeczy nie są w stanie zastąpić chłopakowi rodziców. Odrobiny uwagi i miłości. Jeżeli kiedykolwiek można było mówić o jakimś spaczeniu z jego strony, była to wina rodziców. Nie jego, a tego, że państwo zaniedbali tą część jego rozwoju. Jak zdążyłem zauważyć, bardziej zależy państwu na opinii publicznej niż na własnym dziecku. – mówiąc to zmierzyłem kpiącym wzrokiem matkę Michała. – Jeżeli by to państwa interesowało, to wyrósł na porządnego człowieka, chociaż nie uporał się jeszcze ze swoją przeszłością i związanymi z nią emocjami. To nie jest jego wina, ale państwa. Żegnam. – z trudem przychodziło mi krycie wzgardy w moim głosie.
– Co?! Pan chyba oszalał! Rzucać bezpodstawne oskarżenia na porządnych ludzi! – burzył się jego ojciec.
– Ja tylko stwierdzam fakt. To państwo zawyrokowali przedwcześnie, co do istnienia własnego syna. Nic nie naprawi tego, jaką krzywdę mu państwo wyrządzili. To tak, jak gdyby pański ojciec rozpowiadał w gronie znajomych, że jest pan trupem, tylko dlatego, że choć raz chciał pan doprosić się dostatecznej uwagi, miał swoje zdanie i ośmielił się mieć własne potrzeby. Chociaż można próbować zbudować coś na nowo… Ale do tego trzeba umieć przyznać się do błędu. – Powiedziałem, po czym odwróciłem się na pięcie i ruszyłem w stroną wyjścia. W moje plecy trafiły tylko jeszcze dwie uwagi.
– Niedorzeczność. – były to słowa wypowiedziane przez ojca mojego kochanka, po których jego matka dodała:

– Gbur.

Nie miałem złudzeń, co do jego rodziców. Teraz najbardziej martwiła mnie kondycja psychiczna Michała. Przez bardzo długi czas nie dopuszczał do siebie uczuć ani myśli o przeszłości. Wypierał to z własnej świadomości, żeby poczuć się choć odrobinę lepiej. Przeze mnie lub może dzięki mnie, zaczął przeżywać, również na zewnątrz, wszystkie emocje. Te pozytywne i te negatywne. Było to może bardziej zdrowe podejście, ale czasem cholernie bolesne dla mnie. Oglądanie go zranionego, przychodziło mi z trudem. Siedział nieopodal na barierce, patrząc się tępo w chodnik. Gdy do niego podszedłem jakby wybudził się z letargu.
– To co, idziemy gdzieś jeszcze? – zapytał imitując słaby uśmiech. Nie mogłem patrzeć na niego w takim stanie. Przeczesałem mu włosy palcami i pogładziłem dłonią po policzku. – Przestań, jest środek dnia i stoimy w ruchliwym miejscu. – odsunął się. To było dziwne jak na niego. To on zawsze manifestował fakt, że należę do niego i przez całą naszą znajomość ani razu nie wstydził się swojej orientacji. Wręcz obnosił się z nią. Nie policzę nawet, ile razy, ni z tego ni z owego, poczułem jego ciepłe miękkie usta na swoich własnych, gdy od tak postanowił pocałować mnie czy to w sklepie, czy na ulicy, czy u niego w pracy.

– Od kiedy Ci to przeszkadza? Zawsze raczej afiszowałeś wszystkim wokół nasz związek. – zacząłem ostrożnie, po czym przerwałem na chwilę. – Michał. Spójrz na mnie. Nie przejmuj się nimi. Wiem, że to trudne z racji tego, kim dla Ciebie są, ale ci ludzie są chorzy psychicznie. Nie rozumiem nawet jak można tak postępować. Nie możesz się przez nich załamywać. – przytuliłem go. Pierwszy raz w życiu to on wtulił się we mnie. Chociaż raz mogłem poczuć, że jestem dla niego oparciem. – Wracajmy do domu, co? Odpoczniemy trochę…
– Nie. Nie chcę jeszcze wracać. – wymruczał mi w ramię. Przestało mu chyba przeszkadzać, że stoimy na ulicy. Dwaj przytulający się faceci. Mogłem uznać to za niewątpliwy progres. – To może chociaż spacer, co?
– Zgoda. Przewietrzenie głowy dobrze nam zrobi. To może lody?
– Nie za ciepło Ci? – podniósł głowę i spojrzał na mnie z uniesioną brwią.
– Nie, chyba nie. – uśmiechnąłem się i ku mojej uldze, on odwzajemnił ten uśmiech. Tym razem szczerze.
– Okej, mogą być lody, ale Ty stawiasz. – ach, ten jego chytry uśmieszek.
– No stawiam, stawiam. Tylko mnie nie puść z torbami. Już ja znam Twoje zachcianki. – szturchnąłem go łokciem w bok. Powoli wracał nam humor i schodziły z nas wszystkie emocje. Odchodząc spod restauracji, widziałem kątem oka jak obserwują nas jego rodzice, którzy wyszli na zewnątrz.

Szliśmy przed siebie, po drodze zahaczywszy o budkę z lodami. Mówiliśmy stosunkowo niewiele, ale nigdzie się nam nie spieszyło ani nie musieliśmy się wzajemnie przekrzykiwać. Z racji naprawdę ładnej pogody na około było sporo ludzi. Spacer po bulwarze był nie tylko atrakcją turystyczną, ale także sposobem na odstresowanie się uprawianym często przez tubylców.
– Tobiasz? – zagadnął mój partner znienacka.

– Mmmm? – wymamrotałem liżąc lody.
– Czy oni naprawdę nie mają racji? Miałem sporo znajomych w podobnej sytuacji. Nie ja jeden mam takich rodziców, a nie każdy kończy jako… – urwał zdanie.
– Jako gej? – zapytałem z powątpiewaniem, a on skinął głową. – Chodź, musimy usiąść i porozmawiać. – westchnąłem, rozejrzawszy się i zobaczyłem ławeczkę kawałek dalej. Usiedliśmy na niej i na chwilę zapadła cisza. Musiałem dać sobie moment na przemyślenie tego, żeby wszystko, co powiem miało sens. W końcu jednak, zacząłem.
– Michał, nie możesz tak myśleć. Bycie gejem nie jest karą. Nie ma to też nic wspólnego z tym jak traktowali Cię rodzice. Orientacja seksualna nie jest kwestią wyboru, jakiego sami dokonujemy. Tę sprawę musisz traktować niejako osobno. Gdybyś nie był gejem może po prostu kochałbyś się z kobietami i w niczym nie zmieniłoby to Twojego stylu życia? Nawet to, że wtedy uciekałeś w tego typu przyjemności… Może nie każdy tak robił, ale, czy chcesz się przyznać do tego czy nie, to molestowanie miało na to duży wpływ. Nie masz co szukać w tym swojej winy. Poza tym… Naprawdę tak bardzo nie lubisz tego, kim jesteś i tego, gdzie się znalazłeś ostatecznie? Czy bycie ze mną traktujesz jako pokutę za to, co kiedykolwiek zrobiłeś? – ta uwaga go widocznie zszokowała.

– N-Nie… – zająknął się nieco. – To nie o to chodzi. Ja po prostu po tym wszystkim nie umiem ich nawet nienawidzić. Po prostu nie mogę. – Bezradność w jego głosie mieszała się z wściekłością.
– Rozumiem. Mimo wszystko, to twoi rodzice. Chociaż uwierz mi, że wiele samozaparcia zabrało mi to, żeby nie uderzyć Twojego ojca. – nie mogłem powstrzymać ironicznego uśmieszku, który sam znalazł swoją drogę na moje usta. Wyłapał to natychmiast i podchwycił.

– Wiem, mi też. Dziękuję, że mnie powstrzymałeś. To nie byłoby najlepsze wyjście. Wiesz, do tej pory spychałem to w kąt podświadomości i nie myślałem ani o przyczynach, ani o konsekwencjach żadnych moich działań. To jest wygodne. Po prostu nie przejmować się całym światem i nie mieć wyrzutów sumienia. Niestety tutaj wkraczasz Ty, a ja zaczynam myśleć.
– Jeżeli tylko chcesz, tym razem to ja mogę zniknąć. – uśmiechnąłem się blado, a w moim głosie przebrzmiała nutka goryczy. Jego uwaga była trafna, ale, mimo wszystko, nieco zabolało mnie słowo „niestety”.
– Nie. Cholera, nie tak to miało zabrzmieć. Po prostu teraz zaczynam żyć jak człowiek, a nie wiem jak to wszystko pozbierać do kupy. – zaczął się dość nieporadnie tłumaczyć.

– Mogę być szczery?
– Możesz.
– Pieprzysz głupoty. Przecież nie zmieniłeś się nagle o sto osiemdziesiąt stopni, prawda? Dalej jesteś tym samym chamskim, nieznośnym i wkurzającym facetem. Dalej jesteś tak samo dobry w łóżku i dalej masz niewyparzoną gębę i narowisty temperament. Dalej też masz genialne dłonie, które potrafią delikatnie obejmować, dalej masz niesamowite serducho, które potrafi mocno zabić, ale które skrzętnie ukrywasz. Nic się nie zmieniło. Po prostu teraz nie musisz się martwić tym, gdzie jutro będziesz spał i nie jesteś ze wszystkim sam.
– Za początek tej wypowiedzi dostałbyś w pysk gdybyśmy byli w domu. – na te słowa wybuchnąłem śmiechem.

– No widzisz? Tak to właśnie wygląda. Nic a nic się nie zmieniło. Wszystko jest tak, jak było. Każdy z nas jest unikalny. Gdyby nie ty, ja też nie byłbym tym, kim jestem teraz, a uwierz, że dobrze mi ze sobą.
– Dobrze Ci z byciem marudnym dupkiem? – zaczął się droczyć ubierając twarz w ironiczny uśmieszek.

– Bardzo dobrze. Tylko nie wiem czy wiesz, ale sam robisz sobie kolację, bo ten marudny dupek nie będzie sobie babrał rąk, żeby dla Ciebie gotować. – udawałem obrażonego.
– O! Widzisz! Masz potwierdzenie moich słów!. – zachichotał.
– Dobra, tu mnie masz. – przerwałem na chwilkę, po czym spojrzałem na niego ciepło i zapytałem. – Już w porządku?

– Tak, dzięki. Tym razem na pewno. Niech robią, co chcą. Ich wybór. – powiedział stanowczo.
– Lubię to podejście! – szurnąłem go pod żebro i zaczęliśmy się przepychać jak dzieci, śmiejąc się do rozpuku.

Po chwili wstaliśmy z ławeczki i ruszyliśmy powoli w stronę domu. Pod drzwiami czekała na nas jednak średnio przyjemna niespodzianka, a mianowicie jego rodzice.
– Czego tu chcecie? – zapytał Michał zduszonym głosem.
– Przyszliśmy porozmawiać. – na tą odpowiedź Michał spojrzał na mnie pytająco. Tak, jakby pytał o pozwolenie. Nie był pewny, na ile może samodzielnie udzielić tej odpowiedzi. Wydaje mi się także, że po części też szukał wsparcia.
– To Twoi rodzice i Twój wybór. – odparłem łagodnie. – Swoją drogą skąd mają państwo adres?
– Mamy różne źródła. – odparła chłodno matka mojego partnera. On natomiast westchnął.
– Wejdźcie. – powiedział i przepuścił ich w drzwiach, po czym odebrał lekki wiosenny płaszczyk od matki i wskazał im drogę do salonu. Przez cały czas rzucając mi przez ramię spojrzenia, które na przemian oznaczały złość, a następne znów wręcz strach. Zajęli wskazane miejsca na kanapie, Michał usiadł naprzeciwko nich na fotelu, a ja, stojąc jeszcze, zapytałem:

– Kawy, herbaty, soku?
– Nie, nie, my tylko na chwilę. – odmówił od razu przybyły mężczyzna, kręcąc nieznacznie głową i w międzyczasie, niezbyt dyskretnie, mierząc spojrzeniem zarówno mnie, jak i te kawałek domu, który dane im było zobaczyć.
– Oczywiście. Mam zostać, czy woleliby państwo, żebym zostawił was samych? – zadałem uprzejme pytanie, chociaż, mówiąc szczerze, w ogóle nie miałem ochoty opuszczać tego pomieszczenia i zostawiał Michała na pastwę jego rodziców.
– Proszę nas zostawić samych. – odparł ojciec szybko i stanowczo.
– Nie! Nie zgadzam się! Albo on zostaje albo nie będziemy prowadzili żadnej rozmowy! – Michał był wyraźnie aż nazbyt zdenerwowany, co dodatkowo nie wpływało korzystnie na nastrój panujący w pomieszczeniu.
– Michał! – podniosłem głos. – Uspokój się. – dodałem już łagodniej, patrząc mu w oczy. Musiałem trzymać na wodzy własne nerwy, co samo w sobie nie było proste, a do tego musiałem jeszcze pilnować, by on nie wybuchnął. Mój partner spojrzał na mnie złym wzrokiem, ale nic więcej nie powiedział. Po tym jak jego rodzice zauważyli, jaki wpływ mam na ich syna, zrezygnowali z jakiegokolwiek oponowania.

– Więc… Co robisz w życiu? – zagadnął niezręcznie jego ojciec, a ja tymczasem, starając się nie robić zamieszania, usiadłem cicho obok partnera.
– Pracuję w barze. Póki co typowe „przynieś, wynieś, pozamiataj”, ale szykuję się do podjęcia kursu barmańskiego. Praca barmana jest przyjemna, pensja jest raczej dobra… Nic dodać nic ująć.

– Nie jest to szczególnie przyszłościowa praca. – skomentował ojciec z nutą dezaprobaty.
– Nie do końca się z tym zgodzę. Są zawsze dodatkowe kursy, szkolenia… Później sam będę mógł takich udzielać. Branża barmańska rozwija się coraz bardziej. Różne kluby zabiegają o wykwalifikowanych barmanów wysokiej rangi, także jest się o co starać. Gaża za niektóre imprezy, na których urządzane są pokazy sztuki barmańskiej jest naprawdę wysoka. – Michał starał się tłumaczyć wszystko na tyle spokojnie, na ile tylko był w stanie.
– I przyjęli cię tak bez żadnej szkoły… – wymamrotała pod nosem jego matka. Widocznie go to ukuło. Przez chwilę siedział cicho przygryzając wargę, ale po tym tylko westchnął i podniósł wzrok na rodziców.
– Widzicie… Szkoła jest ważna, nie mówię, że nie, ale i bez niej można sobie w życiu poradzić.
– A jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość? Jesteś jeszcze młody… – mówiąc to zmierzyła wzrokiem najpierw swojego syna, a zaraz później mnie.
– Jeżeli masz na myśli „wyleczenie się” z gejostwa, to jest to niemożliwe. Nawet gdyby było, teraz nie zmieniłbym w moim życiu nic. Przynajmniej w tym obecnym. – mój partner przyjął od razu defensywną postawę, ale pod koniec ścisnął delikatnie moją dłoń i czułem jak trochę uspokaja.
– Dobrze, zostawmy ten wątek, ale co poza tym? – dyplomatycznie wtrącił się jego ojciec.

– Tak jak mówiłem, kurs barmański, może skończę wieczorowo szkołę. Jeżeli tylko będę miał na to czas. Mieszkam tutaj i mam aż za dobrze z tym skurczybykiem. – tu uśmiechnął się do mnie. Starał się hamować i to bardzo. Widziałem to, jak bardzo próbował unikać pewnych słów i zachowań. W tym momencie zdałem sobie sprawę, jak dobrze znam tego człowieka. Byłem w stanie odtworzyć w głowie niemal wszystkie celowo pominięte przez niego kwestie i szczegóły.
– Przepraszam za wtrącenie. – pospieszyłem mu na ratunek. – Nie robimy nic złego. Kocham państwa syna. Wiem, że dla państwa jest to nie do pojęcia, ale taka jest prawda. Mieliśmy różne… przygody. Mniej lub bardziej przyjemne, ale wiem, że chcę z nim spędzić tyle czasu, ile będzie mi dane. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale wykluczanie z powodu seksualności jest niesprawiedliwe. Może momentami Michał nie był człowiekiem, który powinien służyć innym za przykład, ale teraz jest wspaniałym mężczyzną. Nie mówię tego tylko, jako jego partner. Widzę, jaki jest, jak działa na ludzi.
– Tobiasz, cicho siedź. Już ci raz coś powiedziałem. – był nieco zażenowany. No tak, mogłem się spodziewać takiej reakcji. „Kocham”, słowo będące dla niego tabu, zawsze działało na niego w ten sposób. Wiedziałem, że przy rodzicach nie powie tego. Na pewno nie w stosunku do mnie.
– Tobiasz, tak? – podchwycił jego ojciec.
– Tak jest, przepraszam, że się wcześniej nie przedstawiłem, jednak cała sytuacja trochę mnie skołowała. – próbowałem się jakoś wytłumaczyć, po uświadomieniu sobie mojej gafy.
– Nie szkodzi… Więc… Jakie pan ma plany na przyszłość? – dopytywał dalej ojciec Michała.

– Tak jak już wspomniałem, chciałbym to życie spędzić z państwa synem. Póki co studiuję, jestem na czwartym roku psychologii. Poza tym dorabiam na pół etatu w kawiarni, ale od przyszłego roku mam zapewnioną posadę w dość dobrze prosperującej firmie. Mam plan na życie, jednak nawet gdyby coś się nie powiodło to żadnej pracy się nie boję, bo żadna praca nie hańbi. – podkreśliłem ostatnie zdanie dość wyraźnie.
– Dobrze… Wydaje się pan raczej… Poukładanym człowiekiem… – mówił powoli, co chwila robiąc przerwy i najprawdopodobniej zastanawiając się nad doborem słów. Tylko widzi pan, teraz jest dobrze, między wami się układa jak widzę… Ale co będzie jak przyjdą gorsze momenty? Albo jak wkroczycie w wiek, w którym wszyscy znajomi zaczną dopytywać się kiedy ślub albo co z dziećmi. Kiedy sami będziecie żałować, że nie macie rodziny? Taki moment może przyjść i co wtedy?
– Do tej pory nie przejmowaliście się tym, co się ze mną dzieję, więc skąd ta nagła troska? – głos Michała wręcz parzył jadem. Wiedziałem, że w końcu nie wytrzyma i wypali z czymś nieco nie na miejscu. To należało rozegrać bardziej dyplomatycznie. Ścisnąłem mocno jego rękę.
– Michał, hamuj się. – musiałem reagować szybko, bo dobrze wiedziałem jak wyglądać będzie ta scena, gdy już zdąży się rozjuszyć na dobre. Zaraz potem odwróciłem się do jego ojca, wciąż nie puszczając jego ręki.

– Nie musi się pan o to martwić. Ma pan racje w dwóch kwestiach: teraz układa nam się dobrze i przede wszystkim na pewno przyjdzie moment, w którym będziemy tęsknić za rodziną, której będzie nam brakowało. No to może teraz trochę wyjaśnień. To, że układa nam się teraz dobrze to są godziny i dni ciężkiej pracy. Znamy się od około pięciu lat. Nie raz się kłóciliśmy, nawet włącznie z rękoczynami. Docieranie się bywa trudne, szczególnie, że mamy raczej podobne osobowości. Wciąż się kłócimy, ale na szczęście nie na długo. Dlatego też myślę, że ten okres, kiedy będzie nam brakować dzieci i tej całej rodzinnej krzątaniny, będziemy w stanie razem jakoś przetrwać. No i co do gorszych momentów… Nie jest wiecznie różowo. Właściwie rzadko kiedy jest. Przez dłuższy czas wszystkie obowiązki domowe były na mojej głowie, ponieważ Michał miał wypadek, o czym państwo oczywiście nie wiedzą. Dość poważny. Kilka złamań, szwów… Na szczęście wszystko potoczyło się pomyślnie. Teraz jest w porządku, ale kosztowało to nas obu sporo wysiłku. Rekonwalescencja nie była łatwa, szczególnie, że wciąż dopiero zaczynaliśmy się tak naprawdę docierać. Niczego z naszej znajomości nie żałuję, chociaż bywało naprawdę różnie. Teraz wiem, że to, co mamy już za sobą, może stanowić podwaliny czegoś bardzo trwałego. Ilekroć Michaś będzie potrzebował pomocy, zrobię wszystko, żeby ją otrzymał. Mam wrażenie, że mogę liczyć na to samo. – uśmiechnąłem się do mojego partnera i dostrzegłem w jego oczach, po raz pierwszy w życiu, coś na kształt łez. – Hej, nie wzruszaj się tam, tylko coś powiedz. – na to Michał oparł głowę na ręku i odwrócił wzrok, udając, że nie słyszy.
– Kiedyś Cię uduszę, Tobi. Obedrę ze skóry i powieszę na maszcie. – wymamrotał, wyraźnie zawstydzony. Jego reakcja rozbawiła mnie kompletnie. Jego rodzice natomiast obserwowali nas osłupieni, ukradkiem tylko wymieniając się spojrzeniami.
– Chyba rozumiem waszą relację. – odparł wreszcie ojciec mojego partnera. – Mimo wszystko, nie jestem jednak w stanie zgodzić się z tym. Kłóci się to ze wszystkimi moimi zasadami, ale przede wszystkim cieszę się widząc, że mój… Że mój syn, wyszedł na porządnego człowieka. Jeżeli będziecie potrzebowali jakiejś pomocy to Michał, znasz nasz adres. Jednak wolałbym nie kontaktować się… nazbyt często. Mam nadzieję, że zrozumiecie moją sytuację.
Ojciec Michała miał rację. Jemu też było ciężko. Dopiero teraz dostrzegłem, że on sam też się bardzo hamował. Jego homofobiczne zapędy musiał odsunąć na bok, żeby porozmawiać z własnym synem, którego niemal nie wydziedziczył. Każdy z nas miał swoje racje. Wielkim postępem było już nazwanie Michała jego synem. Sam to wypowiedział, bez żadnego przymusu. Pozostało tylko czekać, bo to zapowiadało dalszy progres, chociaż zapewne będzie on rozłożony w czasie.
– Proszę się nie niepokoić. Nie będziemy państwa nachodzić ani kontaktować się więcej, niż będzie to konieczne. Muszę panu podziękować. Pana słowa były bardzo ważne. Dla nas obu.

– Nie masz za co. To my będziemy się zbierać. Dziękujemy. – uderzyło mnie to, że jego żona przez cały ten czas odezwała się tylko może ze dwa razy. Nie byłem w stanie wyobrazić jej sobie w roli matki.
– Również dziękujemy. Do widzenia. – przejąłem tą część konwersacji i wszystko zakończyło się w miarę pomyślnie. Michał podał swojej mamie płaszcz i odprowadził rodziców do drzwi. Patrzałem na jego twarz, gdy się z nimi żegnał. Po chwili wrócił do pokoju i bez słowa oparł czoło o moje ramię.
– Padam na twarz. To było ciężkie.
– Musisz być wyczerpany. – pogłaskałem go po głowie. – Usiądź, obejrzyj coś, a ja zrobię nam coś do jedzenia, okej?

– Mhm… – mruknął i odkleił się od mojego ramienia. Padł ciężko na kanapę i przez chwilę patrzał się w jeden punkt, po czym zaczął szukać pilota. Ja tym czasem poszedłem przeszukiwać lodówkę, żeby znaleźć coś, czym możemy się najeść po męczącym dniu. Po jakimś czasie usiadłem koło partnera na kanapie i podałem mu talerz z jajecznicą z boczkiem. Nie było mnie dziś stać na nic bardziej ambitnego.
– Tobiasz. Dziękuję Ci. Gdyby Cię tutaj nie było, wyglądałoby to zupełnie inaczej. Znów pokłóciłbym się z nimi i pewnie znów byśmy zaczęli się bić. – powiedział patrząc w ekran telewizora.
– Nie ma problemu. Wiesz, uwielbiam, kiedy mówisz coś do mnie patrząc się w bok i nie zwracając na mnie kompletnie uwagi. – rzuciłem z ironią.
– Chcesz, żebym się teraz rozkleił? – zapytał. Prawdopodobnie miał to być sarkazm.
– Tak. Właściwie, to tak. Przydałoby Ci się, raz na jakiś czas. – stwierdziłem poważnie.
– Spieprzaj. – mimo jego słów widziałem, że był bliski temu, by jego oczy znów zwilgotniały. Zjedliśmy w milczeniu. Między nami była cisza, talerze opróżnione stały na stoliczku, a telewizor ryczał w tle. W pewnym momencie Michał chwycił pilota i wyłączył telewizor. Położył mi rękę na klatce piersiowej i patrząc mi głęboko w oczy zaczął mnie namiętnie całować. Gdy zbliżył się do mnie słyszałem jego mocno bijące serce. Poczułem jak przenosi ręce na moje biodra przysuwając mnie możliwie najbliżej do siebie. Ja tymczasem wsunąłem palce w jego włosy, które tak uwielbiałem. Pocałunek starał się coraz bardziej natarczywy. Dziś mogliśmy zapomnieć o łagodności i spokoju. Musieliśmy wyzbyć się wszystkich zalegających w nas emocji. Pierwszy raz, podczas tego seksu widziałem łzy w jego oczach. Dzięki temu mógł mieć dla nich perfekcyjne wyjaśnienie. Jednak jego twarz mówiła mi, że go nie potrzebował. Otworzył się w końcu tak, bym mógł się nim zaopiekować. Nie odwrotnie. Ni mniej ni więcej, po prostu mogliśmy zacząć budować relacje opartą na zaufaniu. Przebyliśmy daleką drogę od znikania na pół roku, przez upijanie się do nieprzytomności aż po obecną relację. Nigdy bym nie podejrzewał, że ten człowiek, który wyśmiał mnie za pierwszym razem, będzie kiedykolwiek tak ważną postacią w moim życiu. On prawdopodobnie też tego nie podejrzewał. Żadne z nas nie planowało stałego związku ani takiej miłości.


Takie wesołe twórczości się tu dzieją… No to jak? Jakaś chętna, mniej lub bardziej, beta by się znalazła?
W sumie, to co… Lukier, lukier, więcej luuukru…. ; >

Podziel się dobrem