… coś, czego się nie spodziewaliśmy.

Leżałem, wpatrując się w niego już jakiś czas. Prawdopodobnie około godziny, a może nawet dłużej. Obudziłem się około czwartej nad ranem i od tamtej pory nie mogłem zasnąć.

Patrzałem na mojego prywatnego Adonisa nie mając pojęcia, którą właściwie mamy godzinę. Dziś czas się dla mnie nie liczył. Wystarczył mi widok jego półnagiego ciała, przykrytego do połowy cienkim kocem. Leżał na brzuchu z rękami splecionymi ponad głową i przykrytymi poduszką. Miał łagodny wyraz twarzy i wydawał się lekko uśmiechać, tak jakby śniło mu się coś przyjemnego. Za to burza jego ciemnoblond włosów była dosłownie wszędzie. Kontrastowało to ze spokojem odmalowanym na jego twarzy, pasowało natomiast do jego charakteru. Był taką właśnie wybuchową mieszanką. Łagodny i kochający partner z osobowością, która kojarzyła się tylko z wszechogarniającym chaosem. Był moim prywatnym szczęściem, moją dawką endorfin, która każdego poranka pozwalała mi wstawać z uśmiechem.
– Która godzina? – wymamrotał nagle zaspany Michał, nie otwierając jeszcze oczu. Zmusiło mnie to spojrzenia na zegarek stojący na szafce przy łóżku.
– Chwilkę po szóstej. – odparłem szeptem, zaskoczony cyferką widniejącą na tarczy zegara.
– Myślałem, że chociaż dzisiaj dasz mi pospać, ale nie, Ty musisz wpatrywać się we mnie usilnie Bóg wie ile… – marudził wciąż nie otwierając oczu.
– Skąd to wiesz? – zdziwiłem się, ale poczułem, jak na twarz wypływa mi rumieniec. Nie myślałem, że mnie na tym przyłapie.
– Takim świdrującym wzrokiem obudziłbyś i nieboszczyka.
– Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać. – szeptałem, wciąż na niego patrząc. W końcu jęknął, przeciągnął się i otworzył oczy.
– Co ja się z Tobą mam? Nic, tylko zabić i zakopać w ogródku… – spojrzał na mnie lekko poirytowany, ale mimo to z uśmiechem. – Dzień dobry.
– Dzień dobry. Wszystkiego najlepszego, kochanie. – nie mogłem się dłużej powstrzymywać. Pocałowałem go.
– Dziękuję. Wiedziałem, że już tylko na to czekasz. – westchnął ciężko, ale mimo to uśmiechnął się ponownie. – Już? Teraz możemy wracać do spania?
– Nie, czekaj. – mówiąc to, wygramoliłem się z łóżka i podszedłem do torby. Wyjąłem z niej małe opakowanie i przez chwilę zatrzymałem się, myśląc, że teraz nie ma już odwrotu. Być może popełniam największy błąd w moim życiu. Nie wiedziałem, jak on na to zareaguje. Naprawdę jego reakcje mogą być przeróżne. Moje wahania i wątpliwości sięgnęły zenitu.
– Będziesz tam tak stał? – Michał przerwał w końcu ciszę swoim pytaniem. Pokręciłem przecząco głową i usiadłem na łóżku obok niego.
– Ja po prostu wciąż nie wiem czy ten prezent jest dobrym pomysłem. – zacząłem niepewnie.
– Przecież nie musiałeś mi nic kupować. – westchnął. Wiedziałem, że niczego nie oczekiwał, ale chciałem sprawić mu jakąś niespodziankę. To były jego pierwsze urodziny, które faktycznie obchodziliśmy wspólnie. Gdy patrzałem na to w sklepie, poniesiony impulsem, kupiłem prawdopodobnie najgorszy prezent, na jaki mogłem kiedykolwiek wpaść. Nie mogłem przewidzieć jego reakcji, a teraz nie mogłem już zrobić nic innego jak tylko wręczyć mu małą czarną torebkę, co też zrobiłem. Spojrzał na nią z zaciekawieniem i podnosząc się do siadu zaczął ostrożnie rozpakowywać znajdujące się w środku zawiniątko. Nie mogłem nie ulec wrażeniu, że wygląda jak mały chłopiec wyczekujący upragnionej zabawki i mający nadzieję, że to właśnie ją zastanie pod papierem. Zauważył, że przyglądam mu się bacznie. Uśmiechnął się nieco zawstydzony i przerwał na chwilę rozpakowywanie. Odgarnął włosy za ucho i rzucił mi półuśmiech. Rzadko miałem okazję widzieć go speszonego.
– Nie wiem, co to jest, ale dawno nie dostałem żadnego prezentu urodzinowego. Po prostu się cieszę. – zaczął tłumaczyć się nieporadnie, delikatnie pąsowiejąc. Ja na to tylko skinąłem głową i wzruszyłem ramionami, a on tymczasem powrócił do rozpakowywania swojego prezentu. W końcu dotarł do pudełka. Zwykłe, czarne kwadratowe pudełko. Obrócił je kilka razy w dłoni, prawdopodobnie domyślając się, co może się znajdować w środku. W końcu je otworzył. Na poduszeczce, na samym środku pudełka, leżała srebrna grawerowana obrączka. Spodobała mi się od razu, gdy tylko ją zobaczyłem i pomyślałem, że te wzory będą pasować do jego stylu i powinny mu się spodobać. Był jeszcze drugi powód. Pracując w barze Michał zyskiwał na popularności i z dnia na dzień miał więcej znajomych oraz adoratorek i adoratorów. Martwiła mnie ta ostatnia grupa. Zaczynałem być o niego cholernie zazdrosny. Zdarzyło mi się nawet zrobić mu przy wszystkich scenę zazdrości, o co zdążyliśmy się pokłócić. Jeden z jego klientów zaczął od delikatnych podtekstów, aż w końcu przeszedł do nachalnego flirtu. Siedząc obok i obserwując wszystko, miałem nieodparte wrażenie, że mój partner aż nazbyt ochoczo odpowiada na zaczepki nieznajomego i za mocno angażuje się w konwersację. Zacząłem więc się wtrącać coraz bardziej i wyraźnie zaznaczać swoją obecność, co wyraźnie było tamtemu mężczyźnie nie w smak. W pewnym momencie uznałem, że dość tych gierek i postanowiłem wprost powiedzieć, że przystojny pan barman jest zajęty. Byłem wtedy już tak wściekły, że nie zważałem na dobór słów i bardzo szybko Michał również się rozzłościł i uznał, że przekraczam granice i nie wie, o co w ogóle mi chodzi. To rozwścieczyło mnie kompletnie, więc najpierw przyciągnąłem go z całej siły i zacząłem go zaborczo całować, a gdy chciał się oswobodzić z uścisku i odsunąć ode mnie, nie byłem już w stanie nad sobą zapanować i dałem mu w twarz. Raczej nie muszę wspominać, że od razu mi oddał, kazał mi, cytuję „wypierdalać”, a także ostatecznie zagonił jednego z ochroniarzy do tego, żeby pilnowali, abym na pewno wyszedł i przez najbliższy miesiąc nie wrócił. W domu również przez jakiś czas panowała wtedy ciężka atmosfera. Uznałem więc, że ten prezent będzie idealny. Przez jakąś chwilę wpatrywał się w pudełko, po czym wyciągnął je bez słowa w moją stronę. Wziąłem więc je do ręki i mimo, że przygotowywałem się na to, że jednak może ten pomysł wyśmiać albo po prostu odrzucić, poczułem gdzieś w środku bolesne ukłucie. Patrzał na mnie przez dłuższą chwilę, wciąż nie zaszczycając mnie chociaż jednym słowem. Musiałem wyglądać jak kupka nieszczęścia, bo zasłoniwszy ręką usta zrobił coś w rodzaju sugestywnego kaszlnięcia. Nie wiedziałem czy ze śmiechu czy z jakiegoś innego powodu, jednak mi w tamtym momencie do śmiechu na pewno nie było. Pozostało mi tylko, unikając jego wzroku, opuścić pokój i delikatnie usuwać mu się z drogi w najbliższym czasie. Przynajmniej dopóki nie zniknie między nami ta niezręczna atmosfera. W międzyczasie może uda mi się znaleźć jakiś bardziej odpowiedni prezent.
– Tobiasz, no dobra, koniec wygłupów. – powiedział wreszcie. To zdanie uderzyło we mnie jak kula. Dla niego to był wygłup?! – Zrobisz coś wreszcie? – spytał unosząc brwi i patrząc na mnie wyczekująco. Ja na to zacząłem się podnosić z łóżka, ale szybko złapał mnie za ramię i przytrzymał.
– Spójrz na mnie. – poprosił spokojnie. Kiedy w końcu odważyłem się to zrobić, zobaczyłem inny widok niż się spodziewałem. Jego oczy błyszczały nieco, mimo resztek oznak zaspania. Uśmiechał się z rozrzewnieniem i wpatrywał się we mnie z ciepłem, kryjącym się głęboko w oczach. – No chyba nie myślałeś, że sam włożę sobie obrączkę na palec. Do dzieła. – ponaglił mnie, jednocześnie kiwając głową w stronę trzymanego przeze mnie przedmiotu.
Jego słowa zaskoczyły mnie kompletnie. Byłem wciąż trochę zbity z tropu, jednak wziąłem ostrożnie obrączkę z poduszeczki i, odkładając pudełko, założyłem mu ją na palec. Nigdy wcześniej nie trzęsły mi się ręce tak bardzo, jak wtedy. Przez chwilę jeszcze trzymałem jego dłoń nie mogąc w to uwierzyć. Wtedy on pochylił się i pocałował mnie długo. Kiedy tylko poczułem jego miękkie wargi na swoich, napięcie ze mnie zeszło. Przez jakąś chwilę niespiesznie bawił się moimi ustami, raz po raz chwytając zębami moją dolną wargę lub przejeżdżając po niej zachęcająco językiem, by zaraz znów się wycofać. Uwielbiał się w tym temacie ze mną droczyć.
– Za każdym razem obiecuję, że nigdy więcej tego nie zrobię, a jednak znowu to mówię. Kocham Cię, Tobiasz. No i dziękuję. – jego uśmiech był najwspanialszą rzeczą, jaką mogłem w tym momencie od niego otrzymać. Zaraz po jego słodkim „kocham”. Mimo, że były to jego urodziny, w tym momencie poczułem się, jakbym to ja został obdarowany najlepszym prezentem, na który czekałem całe życie. Moje obawy okazały się bezpodstawne. Michał był cudowny i nie powinienem nawet przez chwilę w to wątpić.
– Proszę bardzo. Mam tylko nadzieję, że Ci się podoba. – nie mogłem wypowiedzieć czegokolwiek pełnym głosem przez wciąż jeszcze ściśnięte gardło, więc nadal szeptałem.
– Bardzo. W moim stylu. – przyjrzał się krytycznie swojej ręce. – Masz oko. Tylko teraz błagam, chodź tu i się połóż, i daj mi jeszcze pokimać trochę, bo nie mam zamiaru zwlekać się z łóżka o szóstej, kiedy oboje mamy ciężko wybłagane wolne, a ja mam do tego urodziny. Obchodzę je pierwszy raz od dawna, daj mi się nacieszyć. – nie mogłem się kłócić z taką argumentacją. Zrobiłem więc, jak kazał. Położyłem się obok niego i przymykając oczy oparłem się o jego ramię. Momentalnie przygarnął mnie do siebie bliżej, tak, że po chwili leżeliśmy przytuleni, niemal spleceni razem ze sobą. Czułem ciepło jego ciała i zapach jego perfum. Nie mogłem wyobrazić sobie lepszego poranka. Myślałem, że Michał zdążył już zasnąć, jednak po chwili usłyszałem jak cicho chichocze.
– Hmmm? – mruknąłem tylko wtulony w jego bok.
– Nic, nic. Tylko pomyślałem, że to raczej nie były zbyt konwencjonalne oświadczyny. – mówiąc to zachichotał ponownie, a ja podniosłem momentalnie na niego wzrok i kiedy nasze oczy się spotkały poczułem, jak robię się cały czerwony na twarzy.
– Ale ja… Nie, to nie… Ja… Shit… To nie tak… – zacząłem się plątać, na co on wybuchnął głośnym śmiechem i ścisnął mnie mocniej. Ja za to uparcie wpatrywałem się w jego klatkę piersiową, odmawiając ponownego podniesienia wzroku i czekałem, aż mój partner przestanie się ze mnie natrząsać.
– Słuchaj, mów, co chcesz, ja swoje wiem. To chcesz znać moją odpowiedź czy nie? – powiedział, wciąż wyraźnie rozbawiony, gdy tylko udało mu się doprowadzić do porządku.
– No dajesz. Nie, żebyśmy mogli w ogóle brać ślub czy coś… Ale, jak tak bardzo chcesz. – burknąłem naburmuszony.
– Oj, Tobi, daj spokój, nie bocz się. Nie ważne czy możemy, czy nie. Ja i tak się zgadzam. Wyobraź sobie minę ludzi, kiedy będziesz mnie przedstawiał, jako narzeczonego. – słyszałem po jego głosie, że wciąż się uśmiecha, ale wydźwięk jego wypowiedzi się zmienił. Już się nie śmiał z tego wszystkiego tylko raczej cieszył. Mimo woli, uśmiechnąłem się, wciąż wtulając się w jego bok.
– Nie wiem, od kiedy się zrobiłeś taki prorodzinny i prozwiązkowy, ale nie przestawaj. – mruknąłem cicho w odpowiedzi. Poczułem tylko, jak pochyla się i całuje mnie w czubek głowy po czym bierze głęboki oddech.
– Dobra, wystarczy tych romantycznych bzdetów. Daj lepiej swojemu narzeczonemu trochę pospać. – rzucił z ironicznym uśmieszkiem, chcąc się jeszcze podroczyć.
– Póki co, to mój narzeczony przeciąga tę rozmowę w nieskończoność, także zamknij się i śpij. Czeka nas długi dzień, więc lepiej, się wyspać.
– Długi dzień powiadasz? – mruknął w odpowiedzi, a potem tylko już wymruczał coś niezrozumiale, ziewnął i niedługo potem poczułem, jak jego uścisk się rozluźnia. Podążyłem więc w ślad za nim i również postanowiłem się jeszcze na chwilę kimnąć.


Z góry przepraszam wszystkich, którzy dobrnęli do tego miejsca. Już jest źle, a będzie jeszcze gorzej.
Well… Enjoy?

Podziel się dobrem