… odnajduje się w całości.

Obudziłem się jakoś nad ranem i rozejrzałem po pokoju. Michała dalej nie było. Wydało mi się to trochę dziwne z uwagi na to, że dzisiaj zmianę kończył o północy, ale kto ich tam wie?

Czasem zmiany grafików następują w trakcie pracy albo coś nagłego wyskoczy i wtedy mój partner zjawia się dopiero rano. Nie przejąłem się więc zbytnio jego nieobecnością i po chwili znów zapadłem w głęboki sen, będąc przeświadczonym o tym, że Michał wróci lada moment, bądź już nawet jest w domu, tylko jeszcze nie dotarł do sypialni. Niestety, gdy się obudziłem około dziesiątej, jego wciąż nie było. Wstałem niemalże natychmiast, jak tylko dotarło do mnie, że Michał już dawno powinien być w domu. Miałem bardzo złe przeczucia, ale mimo to, biegałem po wszystkich pomieszczeniach z resztkami nadziei, że znajdę go w którymś z nich. Tak jednak niestety nie było. Byłem w domu sam. Daremnie próbowałem się do niego dodzwonić. Jego telefon nie odpowiadał. Z trudem starałem się uspokoić i jakoś ogarnąć myśli. Gdy tylko udało mi się zepchnąć panikę gdzieś w głąb podświadomości, zacząłem zastanawiać się nad tym, gdzie mógłbym znaleźć teraz mojego partnera. Przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić w barze, gdzie pracuje albo popytać któregoś z jego znajomych z pracy. Ubrałem się naprędce i wybiegłem z domu, zapominając przy okazji o jedzeniu, sprzątaniu czy czymkolwiek innym. Niestety bar był zamknięty o tej porze i jedynie pocałowałem klamkę. Na możliwość porozmawiania z ich szefem lub kimkolwiek z jego zmiany musiałbym czekać do około piętnastej, więc nie wchodziło to teraz w grę.  Przypomniało mi się jednak, że w telefonie powinienem mieć numer do Kuby – jego współpracownika i dobrego kumpla. Nie zważając na to, że o tej porze na pewno jeszcze śpi, zadzwoniłem do niego. Nie był szczególnie zadowolony z pobudki o tak wczesnej porze, gdy pracę skończył zaledwie kilka godzin wcześniej, ale słysząc, że mój partner nie dotarł do domu, rozbudził się szybko i starając się mnie przy okazji jakoś uspokoić, powiedział mi, że Michał wyszedł kilka minut po północy tak, jak przewidywał grafik.  Szybko mu podziękowałem i rozłączyłem się natychmiast, rozglądając nerwowo do koła. Nie bardzo wiedziałem, co ze sobą zrobić. Zaczynałem się naprawdę martwić. Przez głowę przemknęła mi myśl „Policja! Powinienem to zgłosić!” Ale szybko uświadomiłem sobie, że nie ma go zaledwie kilka godzin, a do tego jest dorosłym człowiekiem i ma prawo wracać, o której zechce. W jego przypadku, zaginięcie przyjęliby pewnie dopiero po kilku dniach, o ile w ogóle by to zrobili. Z tą ponurą świadomością poczłapałem do domu i znów sprawdziłem każde pomieszczenie, ale niestety, Michał wciąż się nie pojawił. Rozglądając się tak po kątach, zawędrowałem po kuchni i nagle poczułem przemożny głód. Zdałem sobie sprawę, że jeszcze nic dziś nie jadłem, a dochodziła powoli dwunasta. Szybko porzuciłem myśl o tym, że Michałowi mogło coś się stać, dochodząc do wniosku, że wróci niedługo i zacznie marudzić, czemu nie ma nic do jedzenia i czemu wciąż jest nieposprzątane, bo to przecież mój tydzień. Zabrałem się za przygotowanie czegoś na szybko i ogarnąłem cały dom, włącznie ze zrobieniem prania. Zajęło mi to sporo czasu, ale gdy skończyłem i usiadłem w kuchni, przy stoliku wciąż noszącym ślady Igora, ogarnęła mnie niemoc. Wszystkie rzeczy mojego partnera były w domu, nie pokłóciliśmy się, nie stało się nic szczególnego, więc gdzie on jest? Bałem się, że, mimo wszystkich swoich zapewnień, znów zniknął. Był jak kot, wiecznie bezpański i chadzający własnymi ścieżkami. Co, jeśli faktycznie postanowił, ot tak sobie, wyjść na dłużej? Oszaleję przez tego człowieka, prędzej czy później…

         Minął niespełna tydzień, a jego wciąż nie było. Próbowałem się z nim skontaktować niezliczoną ilość razy, ale nic z tego. Nie pojawił się też w pracy, ani nie odpowiadał na telefony i wiadomości szefa. Po prostu rozpłynął się w powietrzu. Przez cały ten czas siedziałem jak na szpilkach. Mało jadłem, kiepsko spałem i zrywałem się na każdy sygnał telefonu, mając nadzieję, że w końcu usłyszę w słuchawce jego głos lub chociaż zobaczę, że przysłał SMS-a. Liczyłem na chociażby „wal się” albo „wszystko ok”. Nie ważne, co, byleby się odezwał. Myśl o nim całkowicie zdominowała moje życie. Czułem się miejscami, jak paranoik, podskakując na dźwięk dzwonka czy słysząc jakikolwiek szmer dochodzący z ulicy. Jak bardzo bym nie próbował, nie jestem w stanie zapomnieć jego słów, gestów, oczu, dłoni… Pytanie „Czemu Cię nie ma?!” wyrwało się z moich ust i odbiło się echem od ścian, wciąż pozostając bez odpowiedzi. Moja wyobraźnia powoli stawała się moim najgorszym wrogiem, podsuwając coraz to nowe możliwe scenariusze, a każdy kolejny był od poprzedniego bardziej przerażający. Po mojej głowie kołatały się różne pomysły. Mógł mnie zostawić, ale też leżeć gdzieś martwy w jakimś rowie, czekając na kogoś, kto odkryje jego ciało. Najgorsze było jednak to, że cokolwiek by się nie działo, ja nie mogłem zrobić nic. Moja bezsilność była miażdżąca.
         Po raz kolejny obudziłem się z nie wiadomo jakiego powodu. Było jeszcze ciemno, więc musiała ciągle być noc lub ewentualnie wczesny poranek. Wciąż byłem zrezygnowany i tęskniłem za nim coraz bardziej. Odwróciłem się powoli i spojrzałem na jego stronę łóżka. Momentalnie ocknąłem się z resztek snu i usiadłem. Leżał obok mnie. Wciąż w ciuchach, cały podrapany i blady, ze skołtunionymi włosami. Wyglądał tragicznie, ale był. Spał oddychając głęboko i miarowo. Wyglądał na wykończonego, więc postanowiłem go nie budzić. Mimo to musiałem chociaż go dotknąć, by przekonać się, że to nie jest sen. Odgarnąłem kilka kosmyków z jego twarzy. Patrząc na wszystkie jego zadrapania, ścisnęło mi się serce. Pogłaskałem go delikatnie po policzku i pocałowałem w czoło, po czym wyślizgnąłem się z sypialni tak, aby go nie obudzić. Siedziałem znów w kuchni, tępo gapiąc się w ścianę i uśmiechając się sam do siebie. Nie ważne było to, w jakim stanie wrócił, ale ważne było to, że w ogóle był – cały, w jednym kawałku. Czas na wszelkie pytania przyjdzie później. Nie zwracając uwagi na godzinę, zacząłem krzątać się po domu i kończyć sprzątanie tak, by wszystko było idealnie. W rezultacie znów zawędrowałem do kuchni i, z braku konstruktywnego zajęcia, zacząłem gotować coś, co Michaś będzie w stanie zjeść nawet, jeżeli nie będzie się zbyt dobrze czuł. W końcu zobaczyłem go w drzwiach. Stał niepewnie i był jeszcze trochę zaspany. Ja za to odczuwałem przemożną ochotę rzucenia mu się na szyję i zarazem skopania tyłka za straszenie mnie. Wygrała jednak pierwsza opcja, więc podszedłem i przytuliłem go po prostu.
– Nareszcie jesteś. – wyszeptałem mu do ucha, na co on odskoczył jak oparzony i nie odpowiadając, wyminął mnie siadając przy stole. Zamurowało mnie. Po chwili ciszy ocknąłem się i usiadłem na drugim krześle zaraz naprzeciw niego.
– Michał, co się dzieje? – zapytałem łagodnie, ale znów odpowiedziało mi milczenie. – Jesteś głodny? – wpatrywałem się w niego, dopóki nie potwierdził słabym skinieniem głowy. Postawiłem przed nim jajecznicę, kanapki, jogurt, parówki i płatki. Przez chwilę trwał w bezruchu, ale w końcu westchnął ciężko i obdarzył mnie kpiącym półuśmieszkiem. Otrzymałem swoją namiastkę Michała, na którą czekałem. Zaczął od parówek z jajecznicą. Siedziałem i patrzyłem jak je. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z faktycznego komizmu sytuacji i znów uśmiechając się szeroko sam do siebie, podszedłem do szafek, przegrzebując je w poszukiwaniu fajek. Po chwili odpaliłem jedną i wyciągnąłem opakowanie w jego stronę w geście zapytania, ale on tylko pokręcił głową. Koniec świata! Mój partner odmawia papierosa.
– Jak zjesz to zostaw to na stole, ja posprzątam. Rzeczy masz wyprane, wszystko jest w szafie, idź wykąp się, odpocznij, rozluźnij… Wiesz, Twój szef do mnie wydzwaniał i znajomi też się dopytywali gdzie jesteś… – zacząłem mówić cokolwiek, by jakoś podtrzymać kontakt, ale w pewnym momencie nie wiedziałem już, co mogę powiedzieć dalej. Spojrzałem na niego z nadzieją, że w końcu na cokolwiek odpowie.
– Tobiasz… – to było jego pierwsze słowo od powrotu. Miał dziwnie zmieniony i cichy głos. – Powinieneś mi przez ten tydzień dawno wystawić walizki za drzwi. – rzucił trudnym do rozszyfrowania głosem, więc nie miałem nawet pojęcia czy żartuje, czy mówi poważnie. Ton jego głosu naprawdę nie zdradzał kompletnie nic. Nie wiedzieć czemu, zirytowało mnie to bardziej, niż same słowa.
– Michał, przestań chrzanić tylko idź do tej łazienki, bo wyglądasz jakby Cię piorun strzelił. Nie wystawiłem i nie wystawię, czemu bym miał to robić? – rzuciłem, czekając na jakąś sensowną odpowiedź.
– Nie przeszło Ci przez myśl, że mogłem odejść, tak jak kiedyś? – intencje jego wypowiedzi dalej były dla mnie mało jasne, ale coraz bardziej działały mi na nerwy. On tymczasem wpatrywał się nieobecnym wzrokiem w ścianę za mną.
– Przeszło. Uwierz, że przeszło, ale znacznie bardziej bałem się o to czy nie leżysz martwy gdzieś w rowie po drodze do domu albo, czy nie leżysz gdzieś w szpitalu w śpiączce bez dokumentów. – nerwy zaczynały mi puszczać.
– Jesteś tak samo naiwny jak byłeś kiedyś… – mówił coraz ciszej, ale z wyraźną starą kpiną w głosie. Po tych słowach wstał i ruszył w stronę schodów. Wtedy nie wytrzymałem. Przestało mnie obchodzić jak wygląda ani to, że jego zachowanie było co najmniej dziwne. Niemalże podbiegłem do niego i chwyciłem go za rękę, obracając jednym mocnym szarpnięciem ku sobie.
– Naiwny?! Bo co?! Bo Cię kocham, idioto?! – krzyknąłem i widząc jego zszokowaną i jakby przestraszoną minę, starałem się opanować chociaż ton głosu, ale efekt był raczej marny. – Tak, kocham Cię. Mogę Ci to powtarzać do usranej śmierci. Przez ostatni tydzień mało spałem, prawie nie jadłem, zawaliłem pracę i chodziłem sprawdzać każdy zakątek miasta, co chwila próbując dodzwonić się do Ciebie i dzwoniąc po Twoich znajomych z pytaniem czy mieli z Tobą kontakt. Uważasz to za śmieszne? A może żałosne? Proszę! Śmiej się! Nie jestem w stanie normalnie funkcjonować, kiedy nie wiem, co się z Tobą dzieje, czy to do Ciebie nie dociera…? – starałem się przez cały czas złapać wzrokiem jego spojrzenie, ale niestety unikał tego, jak ognie. Muszę jednak przyznać, że jego reakcja mnie bardzo zaskoczyła. Pocałował mnie krótko, po czym oparł się czołem o moje ramię.
– Ja… już nie wyrabiam… – wydukał łamanym głosem. Nie bardzo wiedząc, co z nim teraz zrobić zacząłem głaskać go po głowie i, widząc, jak garnie się do mojego dotyku, totalnie zmiękłem.
– Co się z Tobą działo? – ściszyłem głos do szeptu i pocałowałem go w skroń.
– Jak wracałem do domu ze zmiany to znalazł mnie jeden facet, z którym kiedyś spałem. Był dość… Zaborczy. Dowiedział się, że mam kogoś na stałe. Krótko mówiąc, nie był tą informacją zachwycony. To nie było przyjemne spotkanie, ale w końcu mnie wypuścił. – zesztywniałem momentalnie, a fakty dochodziły do mnie bardzo powoli w niewielkich fragmentach. Jak to się mogło stać?!
– Michaś… – zacząłem ostrożnie, ale szybko mi przerwał.
– Tobiasz, pozwól mi zapomnieć. Po prostu chcę zapomnieć o tej przerwie w życiu. Nie chcę tego pamiętać… Nie chcę o tym myśleć, przypominać sobie tego i w kółko analizować…
– Dobrze. Uspokój się, kochanie. Idź się kąpać, a ja posprzątam. Jak będziesz czegoś potrzebował, to wołaj. Nie musimy teraz o tym rozmawiać. – skinął tylko głową i poszedł. Był bardzo rozchwiany. Z jednej strony garnął się do przytulania i łaknął opieki, a z drugiej, przebrzmiewała przez niego stara kpina, która stanowiła jego mechanizm obronny przed światem. Mogłem tylko mieć nadzieję, że nie wróciliśmy do punktu wyjścia po tym, co przeszliśmy by wypracować wzajemne zaufanie i otwartość. Wiedziałem jedno, jeżeli Michał chciał o tym tak bardzo zapomnieć, to znaczy, że nie było to miłe spotkanie. Kto normalny przetrzymuje człowieka przez tydzień? Michał nie należy przecież do ludzi słabych. Mógłbym nawet powiedzieć, że był raczej wysportowany i względnie silny, ale nie był w stanie uciec ani uniknąć tego porwania… Nie byłem do końca pewny, co z tym wszystkim teraz należy zrobić. Zdrowy rozsądek podpowiadał mi zgłoszenie sprawy na policję, ale mogłem mieć pewność, że Michał za nic się na to nie zgodzi. Tym bardziej w obecnym stanie. Byłem pewien tylko tego, że mój partner cierpiał, a ja nie wiedziałem, co mogę z tym zrobić i jak mogę mu pomóc.

Tragedii część pierwsza. Mówiłam, że będzie gorzej… A to jeszcze pikuś. 😛
Będzie wesoło. W każdym razie, polecam się na przyszłość.
A! I dalej szukam bety… Kto? Coś?
Enjoy!
Podziel się dobrem