Ot, Gwiazdka

Święta Bożego Narodzenia. Święta, które co roku zwiastują dwie rzeczy – obżarstwo i kłótnię. Niestety ten rok zapowiadał się identycznie. Z jedną małą, maluteńką wręcz różnicą. W tym roku moja rodzina nie będzie się kłócić o to, kto będzie dla mnie najbardziej odpowiednią partnerką życiową. W tym roku będzie faza szoku, niedowierzania, a na końcu kłótnia o to, jak mogłem im to zrobić. Otóż mam dość i w wieku trzydziestu trzech lat przyprowadzam po raz pierwszy mojego wieloletniego partnera na wigilię. Z Leszkiem jesteśmy związani już ponad pięć lat, jednak nigdy nie miałem odwagi powiedzieć o tym rodzinie.

Od kiedy się wyprowadziłem z domu poczułem wielką ulgę. Nie musiałem już nikomu się z niczego tłumaczyć. Mogłem być sobą i spotykać się z kim chciałem, tyle, ile chciałem. Tak więc, podczas jednej z eskapad do klubu ze znajomymi, poznałem Leszka. To była nienawiść od pierwszego wejrzenia. Darliśmy koty, gdy tylko byliśmy w tym samym pomieszczeniu.

Drażnił mnie wszystkim. Jego szyderczy uśmieszek, długie włosy związane w nienaganny koczek, dopasowane, modne ubrania, ale też inteligentne i przemyślane pyskówki i odpowiedzi, a przede wszystkim spojrzenie, które wbijało ludzi w podłogę, działały na mnie jak płachta na byka. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak uroczo potrafi wyglądać z rozpuszczonymi włosami będącymi dosłownie wszędzie, leżąc leniwie z kolejną książką na kanapie. Uwielbia książki biograficzne i historyczne. Nie ważne, jaka grubość, ważne, że ciekawe. Przynajmniej dla niego. Nie wiedziałem też, jak sprawnie potrafi mnie pocieszyć, gdy tego potrzebuję i odwrócić moją uwagę, gdy jest to potrzebne. Umknęło też mojej uwadze, że to spojrzenie miało na celu zdystansowanie się od ludzi, żeby nie dać się zranić, a nie oznaczało wyższości, którą jemu przypisywałem. Jednak w końcu powoli, powoli, doszedłem do tych wszystkich szczegółów i już nigdy nie chciałem zmieniać mojego nowego punktu widzenia.

Leszek odnalazł się w moim życiu idealnie. Tak, jakby zawsze należał do mnie. Od kiedy przesiedział ze mną ponad osiem godzin w szpitalu czekając na lekarza, a później na wszystkie wyniki, wiedziałem, że nie mogę go już tak otwarcie nieznosić. Poza tym, mieliśmy wtedy okazję porozmawiać na tyle długo, że okazało się, iż mamy niemal identyczny pogląd na życie, choć charaktery w gruncie rzeczy różne.

On był spokojny i wyważony. Zawsze. Doprowadzało mnie to nie raz do szewskiej pasji, ale był przy tym bardzo stanowczy, więc przy odpowiednich argumentach, umiał mnie uspokoić, choć byłem nieposkromionym cholerykiem. Myślę, że przyda się to w te święta, bo boję się, że bez potrzeby zacznę się unosić i podniosę głos lub rzucę uwagą, której później będę żałował. W takich momentach Leszek miał mnie w garści i trzymał mocno w ryzach. Oby i tym razem podziałało. Miałem jednak uzasadnione obawy, że Leszek, widząc podejście mojej rodziny, uzna, że nie warto mnie hamować i pozwoli mi mówić, co mi się żywnie będzie podobać. Co ma być, to będzie.

Zapomniałem chyba wspomnieć, że moja rodzina była wyraźnie homofobiczna. Tata lubił żarciki o pedałach opowiadane do spółki z moimi młodszymi braćmi, a mama kręciła głową ze świętym oburzeniem, gdy tylko temat wypływał gdzieś przy stole czy choćby w telewizji. Nie mogli zrozumieć, jak mężczyzna może kochać mężczyznę, a ja po takim czasie spędzonym z Leszkiem nie mogłem powoli zrozumieć jak mężczyzna może nie kochać mężczyzny. Byliśmy do siebie idealnie dopasowani, nawet jeśli nasze charaktery mówiły inaczej.

Leszek uprzedził swoich rodziców, że w tym roku jedzie do mnie na wigilię, więc co najwyżej zadzwoni z życzeniami… lub przyjedziemy obaj późno w nocy jeśli coś pójdzie nie tak. Jego rodzice mnie znali i lubili, jednak mieszkali oni w Krakowie, a my obecnie siedzieliśmy w Gdańsku, skąd pochodziłem.

Moi rodzice natomiast zostali uprzedzeni, że po raz pierwszy nie przyjdę sam, choć nie chciałem im zdradzać więcej, mimo, iż naciskali. Leszek nie skomentował tego w żaden sposób, ale wydaje mi się, że tylko dlatego, iż wiedział, jak bardzo zestresowany jestem. On nie stresował się w ogóle. Nie miał tego w zwyczaju. Uważał, że związał się ze mną, a nie moją rodziną, więc ich zdanie nie jest aż tak ważne. Chciałbym nosić w sobie choć połowę tego spokoju, jaki miał on. Ja stresowałem się wszystkim i niemal całą drogę siedziałem jak na szpilkach, podczas, gdy mój partner był niesamowicie spokojny. Nie próbował mnie jednak uspokajać. Wiedział, że na nic się to zda, a on nie lubił strzępić niepotrzebnie języka.

W końcu, po niemiłosiernie długich piętnastu minutach, tuż przed siedemnastą, dotarliśmy do mojego domu. Bałem się nawet wysiąść z auta, nie mówiąc już o wejściu do domu, ale Leszek nie zwracając na mnie uwagi, zwyczajnie opuścił samochód i czekał, aż ja również to zrobię. Była to dobra motywacja. Nie chciałem, żeby moja rodzina przez okno najpierw zobaczyła jego samego. Wziąłem głęboki wdech i wysiadłem, po czym podszedłem do mojego partnera i wziąłem go za rękę. Każdy z nas trzymał po kilka torebek z prezentami, ale wolałem ściskać je w jednej ręce, aniżeli puścić jego dłoń. Do domu wchodziłem jak na autopilocie. Nie miałem bladego pojęcia, co mam powiedzieć i jak przedstawić Leszka rodzinie. Nie wiedziałem, co robić i czułem się zagubiony.

Na szczęście mój trzeźwo myślący partner od pierwszych kroków postawionych w moim domu zaczął oczarowywanie mojej mamy i branie ojca pod włos. Nikt nic nie mówił na temat jego płci, jednak nieme pytanie wciąż wisiało w powietrzu. Nie spodziewali się, że przyjdę z mężczyzną, jednak nikt chyba nie spodziewał się również tego, co za moment miałem powiedzieć. Długo zbierałem się na odwagę, jednak po wszystkich przywitaniach i krótkich rozmowach w końcu odważyłem się ponownie wziąć mojego chłopaka za rękę, przysunąć się bardzo blisko niego, jakby w obawie, że coś może się stać któremuś z nas, jeśli tylko się oddalę i ponownie oddychając głęboko zacząłem.

– Mamo, tato… Obiecałem, że nie przyjdę sam. Leszek… On… Uh… – Prawda jednak nie mogła mi przejść przez gardło. Bałem się, co będzie, jeśli to powiem, ale na szczęście mój partner był bardziej odważny. Przytulił mnie od boku i cmoknął w skroń, po czym patrząc wprost na moich rodziców powiedział z uśmiechem.

– Jesteśmy razem. Od pięciu lat. Radek bardzo bał się państwu powiedzieć, ale nie chcemy tego dłużej ukrywać.

Po tych słowach zapadła głęboka cisza. Moja rodzina, zarówno rodzice, jak i bracia, wpatrywali się w nas jak ciele w malowane wrota i zdawali się nie do końca rozumieć sens wypowiedzianych przez Leszka słów. Gdyby nie to, że miałem go obok pewnie dawno bym wyszedł albo popłakał się ze stresu. To, czego się nie spodziewałem, to pisk Luizy – żony mojego najmłodszego brata i jej szeroki uśmiech. Odwróciła się do swojego męża i z czystą satysfakcją powiedziała.

– Wisisz mi trzy stówy. Mówiłam, że jest gejem. – Słysząc to ja osłupiałem, Leszek zachichotał, a moi rodzice jakby wyrwani z letargu popatrzyli na nią już zdecydowanie bardziej rozumnym wzrokiem.

– Nie zgadzam się – wyrwało się ojcu. – Mój syn nie będzie pedałem. – Dokładnie takiej  reakcji się obawiałem. Już wiedziałem, że czeka nas długa droga do Krakowa, jednak wtrąciła się moja matka.

– A mój owszem. No proszę cię, Marcin. Nie mów, że nic nie podejrzewałeś. Chyba wszyscy wiedzieli. – Jej ton był delikatnie prześmiewczy, aczkolwiek patrzyła twardo na ojca, jakby tylko czekała, aż spróbuje się jej sprzeciwić. Ten szybko przekalkulował swoje szanse w tej kłótni i westchnął cierpiętniczo.

– Ja nie będę z nimi rozmawiał – odparł naburmuszony, co trochę mnie zabolało, ale pocieszała mnie reakcja reszty rodziny.

– Nikt ci nie każe. – Mama przewróciła oczami, po czym spojrzała na nas i na moich braci. – Siadajcie do stołu dzieciaki. Już nakładam.

– Pomogę pani – zaoferował szybko Leszek, na co mama uśmiechnęła się z wdzięcznością i skinęła głową. Poszło zdecydowanie lepiej niż, mogłem się spodziewać.

Przez resztę wieczoru, moi bracia mi dogryzali, choć z Leszkiem dogadywali się świetnie, mama nie mogła się go nachwalić, gdy tylko zaczął mówić o swoich zainteresowaniach i pracy, a tata unikał nas tak, jak zapowiadał. Trochę bolało, ale postanowiłem nie psuć sobie świąt. Aż do momentu, kiedy nie wyszedłem z braćmi na fajkę, odprowadzany złym wzrokiem przez mojego partnera, a ojciec nie postanowił do nas dołączyć. Przez moment na balkonie, gdzie wstaliśmy we czwórkę panowała ciężka cisza. W końcu tata odezwał się do mnie.

– Mówisz, że jesteście razem pięć lat? – zapytał, choć brzmiało to bardziej jak stwierdzenie. Nie wiedząc, co odpowiedzieć, skinąłem głową. – Czyli nie ma szans na jakąś miłą dziewczynę typu Luizy czy Agaty? – westchnął zrezygnowany.

– Nie ma – odpowiedziałem wreszcie. – Kocham go. Jesteśmy razem szczęśliwi. Nie mam zamiaru tego zmieniać. Wiem, że jestem gejem od dwunastego roku życia. Ukrywałem to przed wami ponad dwadzieścia lat. Dłużej nie chcę i nie mogę.

– Żadnego bzykania się pod moim dachem – rzucił tata znienacka, a ja niemal nie udławiłem się dymem.

– Mieszkamy razem od czterech lat. Nie jesteśmy napalonymi nastolatkami uprawiającymi seks co noc, gdzie tylko się da – odpowiedziałem lekko zażenowany.

– No i dobrze – podsumował ojciec wyraźnie zadowolony. – Ale coś czuję, że dzisiaj chyba się nawet nie przytulisz do tego swojego kochasia, sądząc po minie, z jaką patrzył się na ciebie wychodzącego z papierosem w ręku.

– Nie przypominaj mi. – Skrzywiłem się. – Nie lubi, kiedy palę. Dlatego rzuciłem.

– Pantoflarz – zaśmiał się Igor, średni z braci.

– Przypomnę ci, że to ty nie wychodzisz na piwo, bo Agata ci nie pozwala – odgryzłem się, po czym wszyscy zaczęliśmy się śmiać, oczywiście poza samym zainteresowanym.

Widząc w jak dobrych humorach wróciliśmy wszyscy z balkonu mój partner zmarszczył najpierw nos, ale później przewrócił oczami i pocałował mnie i tak, co zaowocowało zbiorowym zadowolonym piskiem ze strony pań. Słysząc to obaj zaśmialiśmy się jak na komendę.

W gruncie rzeczy były to udane święta. Nawet, jeśli początek nie był wymarzony, wiedziałem, że będę mógł jeszcze nie raz przyprowadzić Leszka do domu. To, czego się nie spodziewałem to tego, że gdy święta już minęły, moi bracia i mama ostatecznie częściej dzwonili do niego niż do mnie twierdząc, że to on jest bardziej ogarniętą częścią naszego związku i z nim da się załatwić zdecydowanie więcej w krótszym czasie. Nie muszę chyba dodawać, że dla odmiany to ja nie odzywałem się do nich przez prawie dwa tygodnie, ale niestety nie przejęli się tym wybitnie, więc musiałem odpuścić. Ważne, że mogłem na spokojnie siedzieć z moimi braćmi przy piwie i przytulać się do Leszka jednocześnie, kradnąc mu tu i ówdzie buziaki. Znów czułem się, jak zakochany nastolatek, co wyraźnie bawiło jego, jak i wszystkich dookoła, ale machnąłem na to ręką. Święta, mimo tak trudnego roku, jak był za nami wszystkimi, były przełomowe, a co najważniejsze, nie były to nasze ostatnie wspólne święta. Musieliśmy tylko ustalić grafik, kiedy jedziemy do których rodziców.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry