Cześć wszystkim!

Przed Wami kolejny one-shot.  Jeszcze jednego dostaniecie za tydzień, a później wchodzą już inne rzeczy ; >

W międzyczasie pojawi się mała niespodzianka na stronie, więc wypatrujcie uważnie, bo być może niektórym z Was się spodoba.

(Uwaga, tekst dzisiejszy jest niesprawdzony, za literówki, przecinki itd. przepraszam)

Przypominam wszystkim również o ankiecie dotyczącej drukowanej wersji Numero Uno(Wstawię ją również na końcu opowiadania).

Enjoy!

 


 

Wciąż patrzyłem na niego z daleka. Mijał już czwarty tydzień odkąd widywałem go codziennie. Wcześniej nie mogłem wyobrazić go sobie inaczej, jak małego chłopca, który plątał mi się gdzieś między nogami i krzyczał „ Opa, Krzysiu, weź mnie na opa!”. Jednak, gdy prezes przedstawił mi go, jako nowego grafika, z którym mam współpracować, szczęka mi, lekko mówiąc, opadła. Był bardzo wysoki, na pewno ponad metr dziewięćdziesiąt wzrostu, szczupły, ale nie przesadnie i do tego umiał się dobrze ubrać. Wyglądał zjawiskowo. Miał łagodne rysy twarzy i wieczny uśmiech. Jego wielkie, ciemne oczy tryskały energią. Ciemnobrązowe, prawie czarne, proste włosy związywał zazwyczaj w krótki kitek, z którego, z racji długości, uciekały pojedyncze pasma. Był po prostu cholernie przystojny i flirtował z każdą kobietą w zespole. Czasem wydawało mi się, że z mężczyznami też, ale to już było tylko moje pobożne życzenie.

Był synem starszego brata mojego przyjaciela z dawnych lat, u którego spędzałem kiedyś niemal każdy dzień, więc znam go od urodzenia. I to dosłownie. Mam jeszcze zdjęcia, jak trzymam go, jako noworodka, na rękach. Wszyscy mówili, że wyglądam, jakbym był jego ojcem. Teraz natomiast kręci mi się po biurze, zabójczo seksowny i kusi wszystkich wokoło. Niesamowicie utalentowany z niego chłopak. Przypomina mi mnie za młodu. Z pasją i zacięciem, chętny do pracy i tryskający pomysłami. Jest najlepszym dowodem na to, że czasy mojej młodości dawno minęły. Gdy tak o tym myślałem, on podszedł do mojego biurka z kompletem kartek w ręku.

– Tu jest cały projekt, szefie. Wszystkie hasła, dokumenty, na pendrive’ie wizualizacje, a na kartkach odręczne rysunki. Jeżeli będzie coś do poprawy to czekam na instrukcje. – Przejrzałem pobieżnie wszystkie papiery. Rysunki były genialne, więc projekt zapowiadał się dobrze. Jak zwykle zresztą.

– No, no, Michnik. Zapowiada się świetnie, kreska mi się podoba. Zawsze dopracowane i zawsze przed terminem. Reszta ekipy cię znienawidzi. – Uśmiechnąłem się odkładając papiery i wkładając pendrive’a do komputera. On za to oparł się o moje biurko i uśmiechnął się, zdawałoby się, zalotnie.

– Oj, nie znienawidzą, o to niech się szef nie martwi. Mnie się nie da nie kochać. To u nas rodzinne – powiedział śmiejąc się.

– Gdybym cię nie znał uznałbym to za zarozumialstwo – mówiłem, uśmiechając się, ale jednocześnie bacznie przyglądając się wizualizacji nowego spotu. – Tu, tu i tu, do poprawki. Bardziej miękko i na końcu zrezygnuj z tego ognia. Za dużo tego jest, a nie chcemy widzów przytłoczyć, tylko zachęcić, okej?.

– Got it. Na wieczór będzie. – Odebrał ode mnie pamięć przenośną i obracając się na pięcie podszedł do swojego biurka, po czym zatopił się w pracy. Znów mogłem wpatrywać się w niego z bezpiecznej odległości. Pytanie tylko, jak długo? Kiedyś w końcu ktoś zauważy, a wtedy będę musiał mieć przyszykowaną dobrą wymówkę. Póki co, nie mogłem nic wymyślić, ale wciąż liczyłem na to, że nie jestem aż tak oczywisty. Nasz zespół był dobrze dobrany, więc szkoda by było wprowadzać jakiś zamęt i niepotrzebnie komplikować sprawy.

Jako, że wszyscy, mimo różnicy wieku, dogadywaliśmy się świetnie, od czasu do czasu spotykaliśmy się po pracy, tu czy tam. Tym razem padło na jeden z barów, który był stosunkowo blisko naszego biura reklamowego, a co za tym idzie, blisko mojego mieszkania. Było to bardzo wygodne. Do pracy wychodziłem piętnaście, góra dwadzieścia minut przed rozpoczęciem zmiany, a i tak zawsze wiedziałem, że zdążę dojść.

Był to w sumie pierwszy wypad, od kiedy mamy w zespole nowego członka. Ostatni miesiąc byliśmy tak zabiegani, że nikt o tym nie myślał, ale teraz przyszedł czas na to, żeby wreszcie odpocząć, poplotkować i napić się w doborowym towarzystwie. Michnik przez cały dzień był widocznie nie w sosie, chociaż zaprzeczał, gdy ktokolwiek go o to pytał. Wychylał jednak drinka za drinkiem przez całe spotkanie i był bardzo małomówny, jak na niego. Wreszcie zostałem tylko ja i on, gdyż wszyscy po kolei zdążyli zebrać się do domu. Poczułem się w obowiązku przypilnować go, żeby bezpiecznie opuścił lokal, a przy okazji mogłem pobyć z nim chwilę sam na sam i może dowiedzieć się, co się dzisiaj stało.

– Michnik, czas wracać do domu. Wystarczy ci już picia na dzisiaj. – Próbowałem nakłonić mojego podwładnego do opuszczenia baru, stojąc obok, z marynarką w ręku.

– Nie wracam do domu – wymamrotał niewyraźnie zasłaniając usta ręką i odwracając głowę.

– Jak to nie wracasz? – Usiadłem ponownie i spojrzałem się na niego zaniepokojony.

– Normalnie. No i nie jesteśmy już w biurze, a na około nikogo znajomego nie ma, więc skończ z tymi grzecznościami – najeżył się.

– Okej, Amadeusz, no to, o co chodzi? – dopytywałem się.

– Pokłóciłem się z ojcem – mówił coraz ciszej.

– Jak to? To z nim da się pokłócić? – Naprawdę się zdziwiłem. Znałem go tyle lat i nigdy nie widziałem, żeby kłócił się z kimkolwiek. Ten człowiek nie umiał się wściec.

– „Co to, jak to?” Czy to spowiedź? – Stawał się bardziej poirytowany z każdą minutą, a zdecydowanie nie chciałem go teraz wkurzać. Temperament akurat odziedziczył po matce, która była raczej zadziorną kobietą, więc to w połączeniu z alkoholem nie zwiastowało niczego dobrego.

– Nie, jeżeli nie chcesz, to nie musisz nic mówić. – Po tych słowach zapadła cisza. Po chwili mój rozmówca oparł czoło o splecione dłonie i głośno wypuścił powietrze z płuc.

– Wyrzucił mnie z domu – powiedział nie patrząc na mnie, a mi odebrało mowę. Nie mieściło mi się to w głowie. Jak Tomek mógł zrobić coś takiego?!

– Może źle go zrozumiałeś…? – Próbowałem jakoś zebrać myśli.

– Dobrze go zrozumiałem! – krzyknął prostując się gwałtownie. – Ja… Po prostu ten… – Znów zasłonił usta dłonią. Był wściekły, ale jednocześnie wyglądał na rozżalonego i zrozpaczonego. Położyłem rękę na jego dłoni.

– Dobrze, spokojnie. Nie musisz nic mówić. Naprawdę. Gdzie dziś będziesz spał? – Nie wiedziałem, co zrobić, by nie przesadzić, ale jednocześnie każda komórka mojego ciała ciągnęła mnie w jego stronę.

– Nie wiem, coś wymyślę – mruknął zażenowany, choć dłoni nie cofnął. Widocznie uspokoił się trochę.

– Dobra, to chodź, mieszkam dziesięć minut drogi stąd, przenocuję cię.

Poszedł za mną, ale był widocznie skrępowany. Coś byłe ewidentnie nie tak. Znałem go od dziecka, ale jak widać wiele się zmieniło od tamtego czasu i nie był już tak otwarty, jak jeszcze kilka lat temu. Gdy wchodził dopiero w wiek nastoletni, dobrze mi się z nim rozmawiało. Był rezolutny i śmiały, co ubarwiało każdą rozmowę. Chętnie zwierzał się ze swoich problemów i prosił o rady. Był fajnym dzieciakiem. Wiele z tego zostało, ale przecież nie mógł nie zmienić się w ogóle. W ciszy doszliśmy do mojego mieszkania, a ja czekałem tylko, aż jednak pęknie i się nieco otworzy.

Wpuściłem go do środka i zamknąłem za nami drzwi. Zdjąłem płaszcz, a buty rzuciłem niedbale w kąt, mogąc w końcu poluzować krawat czułem się jak w niebie. Jako lider zespołu musiałem wyglądać reprezentacyjnie, chociaż mówiąc szczerze, wolałem zwykłe koszulki i trampki, niż wieczne przesiadywanie pod krawatem i w butach garniturowych. Usiadłem ciężko na kanapie i przymknąłem oczy.

– Siadaj gdziekolwiek, zaraz przygotuję ci jakąś pościel i coś do ubrania. Jesteś głodny? – zapytałem. Odpowiedziała mi jednak cisza, a on wciąż stał w drzwiach wyglądając jak kupka nieszczęścia i nie śmiał nawet oprzeć się o ścianę. Zagadnąłem go więc ponownie łagodnie się uśmiechając. – Amiś?

– Krzysztof, ja… To chyba nie jest doby pomysł – zaczął się wycofywać.

– Chodź, siadaj i nie marudź. – Posunąłem się na kanapie, by nie zajmować całego jej środka. Musiałem trzymać nerwy na wodzy. Gdy patrzałem na niego, takiego bezradnego i uroczo zagubionego, wydawało mi się, że mogę stracić nad sobą stuprocentową kontrolę i coś może mi się wymsknąć. Miałem ochotę go pocałować, przytulić i nie puszczać dopóki się nie uspokoi, jednak nie byłem na tyle pijany, aby móc się tym zasłonić.

– Nie. Nie mogę. Wybacz, Krzysztof. Ojciec ma rację, nie mogę – mamrotał odwracając się w stronę wyjścia. Wstałem i łapiąc go za ramię doprowadziłem spokojnie do kanapy. Gdy usiadł, zrobiłem to samo i patrząc na niego łagodnie, położyłem mu rękę na przedramieniu głaszcząc go uspokajająco. To wystarczyło, aby pękł.

– Jestem gejem – powiedział, a cały mój światopogląd nagle runął.

– Ale, ale… a… – zacząłem się jąkać, a on na to chciał wstać. Przytrzymałem go.

– Widzisz?! Ty też! Też zaczynasz od takiej reakcji. Ojciec w końcu powiedział, że nie życzy sobie syna geja i kazał mi się wynosić. To nie jest dobry pomysł. Pójdę już… – najpierw krzyczał, a potem znów się podłamał. Taka huśtawka nastrojów mogła być dla niego niebezpieczna. Trzeba było jakoś temu zaradzić, więc zrobiłem to, co podpowiadał mi zdrowy rozsądek, a mianowicie przytuliłem go głaszcząc uspokajająco po plecach. Był zszokowany i najpierw siedział sztywno w moich ramionach. Dopiero po dłuższej chwili rozluźnił się nieznacznie, a ja trwałem tak dopóki nie uspokoił się niemal całkowicie.

– Nie brzydzisz się? – zapytał. – Ja sam czasem…

– Nawet nie próbuj tak myśleć. Bycie gejem nie oznacza bycia kimś gorszym. Orientacja seksualna nie definiuje tego, jaką osobą jesteś. Przecież jesteś młodym, przystojnym, utalentowanym mężczyzną. Pełnym energii, pasji i niezwykle zaangażowanym w to, co robisz, a poza tym ciepłym, serdecznym i z niesamowitym podejściem do człowieka. Twojemu ojcu przejdzie. Musisz zrozumieć, że dla niego to był szok, ale to nie oznacza, że przestał cię kochać. Musisz trochę odczekać i wszystko będzie w porządku. Póki co możesz przeczekać u mnie, nie ma żadnego problemu. A jeżeli twój ojciec będzie zbyt hermetyczny, to twój wujek szybko go naprostuje.

– Dziękuję… Tylko, że wujek pewnie okaże się takim samym homofobem. – Spochmurniał wyraźnie, ale szybko pokręciłem głową.

– Nie okaże się. Jego najlepszy przyjaciel był gejem i on nie miał z tym najmniejszych problemów. – Uśmiechnąłem się do własnych wspomnień.

– Tak? Który? Może go znam? – Zaciekawił się. Przez chwilę się wahałem, ale moja samokontrola kruszała z każdą chwilą. Cóż więc mogłem zrobić? Moja odpowiedź była prosta. Pocałowałem go. Tym razem on siedział zszokowany. Dopiero po chwili był wstanie wydukać kilka słów, a ja czekałem niecierpliwie na jakąkolwiek odpowiedź. Szczerze mówiąc, bałem się jego reakcji, chociaż nie żałowałem pocałunku. Przynajmniej miałem okazję to zrobić.

– Ale, ale… Jak to jest możliwe? – Siedział sztywno. Ja tymczasem wstałem i podszedłem do szafy szukając czegoś, co mógłbym dać mu na przebranie, żeby zająć czymś myśli i ręce.

– Normalnie, nie dziw się tak. – Wzruszyłem ramionami. – A co, może mi nie wolno?

– Nie… Znaczy tak… No, ja po prostu… To jest jednak niemały szok. Gapiłem się na ciebie w biurze i wyobrażałem sobie, jakby to było gdybyś był… Zainteresowany. A teraz?

– Ty się na mnie gapiłeś? Nigdy nie zauważyłem. – Odwróciłem się znów do niego i utkwiwszy w nim wzrok, założyłem ręce na piersi. To było niemożliwe. Jak mógłbym tego nie zauważyć wpatrując się w niego cały Boży dzień?

– Bo ty nigdy się na mnie nie patrzysz… – mruknął.

– Ja? To ty się na mnie nie patrzysz i coś mi tu zmyślasz! Zamiast przeglądać projekty patrzę się na ciebie – wypaliłem bezmyślnie, co nieco rozluźniło atmosferę.

W ten sposób szybko doszliśmy do porozumienia i po dłuższej rozmowie zdecydowaliśmy położyć się spać. To było tak dziwne… Był ode mnie osiemnaście lat młodszy. On miał dwadzieścia dwa lata, a ja czterdzieści, a mimo to nie potrafiłem go nie kochać. Nie mógłbym inaczej. Przez chwilę poczułem się jak pedofil. Leżał obok mnie, w moich ciuchach, na moim łóżku, pochrapując lekko. Musiałem przyznać, że był uroczy. Bawiła mnie nieco ta jego nieporadność, choć dobrze wiedziałem, przez co przechodzi. Z tą różnicą, że ja ujawniłem się wcześniej i nie mając złudzeń, co do postawy mojej matki, uniosłem się honorem i zniknąłem raz na zawsze. Od dawna już nie wiem, co się z nią dzieje. Musiałem dopilnować, aby on nie popełnił tego samego błędu. Wiem, że Tomasz prędzej czy później sam się opamięta i spróbuje porozmawiać z synem, tylko oby nie zrobił tego za późno.

Razem minęło nam kilka tygodni. Ami mieszkał u mnie i staraliśmy się obaj jakoś ogarnąć umysłem naszą sytuację, wciąż nie do końca w nią wierząc. W biurze nic się nie zmieniło, ale gdy docieraliśmy do domu automatycznie młody Michnik stawał się bardzo otwarty, strasznie dotykalski i rozgadany. Był niesamowitym pieszczochem. Uwielbiał się przytulać, kraść buziaki tu i ówdzie, rozmawiać i dotykać chociaż na chwilę w przelocie. Było to na swój sposób ujmujące. Nigdy nie myślałem, że z tym wieku trafi mi się taki związek. Myślałem, że jestem na to za stary. Jednak Amadeusz pokazał mi, że nie jest ze mną jeszcze tak źle.

W pracy był jednak ostatnio znów zapierdziel jakich mało i ledwo pamiętałem, jak się nazywam, a Ami pracował często w domu, żeby wyrobić się ze wszystkimi projektami graficznymi na czas. Nawet teraz, gdy wróciliśmy, on siedział przed komputerem, a ja postanowiłem odpocząć chwilę na kanapie zanim zabiorę się do robienia kolacji. Nagle poczułem, jak w kieszeni wibruje mi telefon..

– Halo? – ziewnąłem do słuchawki. Był wieczór, a ja padałem na twarz po całym dniu pracy.

– Cześć, Krzysiek. – To był głos Tomka. – Mam do ciebie pytanie.

– Wal. – Starałem się zabrzmieć obojętnie.

– Czy Amadeusz chodzi do pracy? – mówił powoli, jakby zastanawiając się nad każdym słowem.

– Chodzi, a w czym jest problem? – Wciąż siliłem się na niedbały ton.

– Widzisz… – zawahał się. – Dobra słuchaj. Zrobiłem błąd. Pokłóciliśmy się, wyrzuciłem go z domu. Nie wiem, gdzie jest i co robi. Oboje z Alą się martwimy, bo od kilku dni nie dał znaku życia i nie odbiera telefonu. Chcę z nim porozmawiać osobiście, ale nie umiem go znaleźć. Możesz mi jakoś pomóc?

– Zachowuje się bardzo profesjonalnie. W pracy nie pokazał nic po sobie. Dalej odwala kawał dobrej roboty. A co do kwestii miejsca jego pobytu… – zawiesiłem głos wpatrując się wyczekująco w chłopaka, który od początku rozmowy bacznie się jej przysłuchiwał. Wreszcie skinął głową. – Jest u mnie.

– Mogę wpaść? Adres ten sam? Mogę być za piętnaście minut? – wyrzucał z siebie pytania w błyskawicznym tempie.

– Tak, tak i tak – odpowiedziałem powoli, a gdy już się rozłączył, dorzuciłem do mojego tymczasowego współlokatora – Będzie za piętnaście minut.

– Okej… To nie będzie przyjemne… – Pobladł widocznie na twarzy i zwiesił głowę, odkładając pracę na bok.

– Spokojnie młody. Nigdy nie jest, ale zawsze lepiej raz przez to przejść i mieć to z głowy, niż do końca życia unikać i oskarżać się wzajemnie. Wiem, co mówię. Moja matka nie poznała żadnego mojego chłopaka, a ostatnio widziałem ją, gdy miałem siedemnaście lat. Przez dwadzieścia trzy lata żadne z nas nie odezwało się ani słowem do drugiego. Nie popełniaj tego samego błędu. Bez względu na to, ile przykrych i bolesnych słów usłyszysz, to wciąż jest twoja rodzina i oni cię kochają. Wierz mi, jestem tego pewien.

– Nie wiedziałem… – wymamrotał. Minęła chwila zanim załapałem, o co mu chodzi i od razu odpowiedziałem uspokajająco.

– Ach, tak… Nie szkodzi. Teraz to już nie ma większego znaczenia. Po prostu nie mam rodziny. Po tylu latach to jak nawyk, ale na początku jest to przykre, nie chcę żebyś musiał przechodzić przez to samo. Cholerne poczucie winy, za to, że jesteś, kim jesteś. Lepiej to po prostu załatwić z rodzicami. Twój ojciec jest wyrozumiały, wszystko zrozumie, naprawdę. Tylko trzeba po prostu chcieć porozmawiać i mówić mu wszystko wprost. To nie jest łatwe, ale pomaga. Przynajmniej wiesz, że im na tobie zależy. Szukają cię i pytają o ciebie. Pamiętaj, że to już jest krok z ich strony w twoim kierunku.

– Wiem. Dzięki… Mam tylko jedną prośbę… – Wahał się, wciąż był jeszcze blady i niepewny.

– No mów. – Uśmiechnąłem się, ponaglając go.

– Chcę, żebyś był przy tej rozmowie – wykrztusił w końcu.

– Nie ma sprawy. To może być całkiem dobry pomysł – westchnąłem.

Siedzieliśmy w salonie. Tomasz na kanapie, a my na fotelach po przeciwnej stronie. Patrzyliśmy się na siebie wzajemnie. Panowała ciężka i niezręczna cisza. Żaden z nas nie wiedział do końca, jak zareagować ani jak to rozpocząć. Żadne z nas chyba nie chciało być tym, które rozpocznie ten niewygodny temat. Ktoś jednak musiał to zrobić. W końcu odezwał się Tomek.

– Przepraszam. – Padło to jedno najważniejsze słowo.

– Ja też. – Prawie szeptem odparł Amadeusz i znów zapanowała cisza, jednak już nieco lżejsza.

– Dobra, najważniejszą część mamy już za sobą. Teraz reszta sprawy. – Postanowiłem przejąć inicjatywę, widząc jak opornie im to idzie.

– Okej… Mati, czy ty naprawdę jesteś gejem? – wykrztusił Tomasz.

– Tak – odpowiedział zapytany patrząc w podłogę. Po chwili podniósł głowę i spojrzał ojcu w oczy. – Jestem gejem i tego nie zmienię. Wolę facetów.

– Rozumiem. Wydaje mi się, że rozumiem. – Tomek przełknął głośno ślinę.

– Rozumieć to jedno, ale czy umiesz to zaakceptować? – Amadeusz trafił tym pytaniem w samo sedno.

– Nie wiem. Po prostu nie wiem. Wciąż myślę, gdzie zrobiłem błąd, że mój syn jest pedałem – rzucił bezradnie Tomek, a we mnie się zagotowało.

– Gejem – poprawiłem go szybko.

– A to jakaś różnica? – wkurzył się.

– Zasadnicza – zirytowałem się. Kiedyś już próbowałem wytłumaczyć mu tą subtelną różnicę w określeniach. Wtedy wydawał się rozumieć, ale kiedy sprawa zaczynała dotyczyć jego syna… – Mam ci to teraz znowu tłumaczyć?

– Nie… – Starał się uspokoić. – Ja po prostu… Jestem w stanie pogodzić się z tym, że nie będziemy mieli wnuków i tym podobne. Martwi mnie jednak to, że ludzie z czasem zaczną pytać, że w naszym konserwatywnym społeczeństwie nie będzie miejsca na otwarte przyznanie się „to jest mój chłopak”, że do końca życia będziesz musiał się ukrywać z tym, że kogoś masz. Poza tym, mogą cię spotkać różne rzeczy. Ludzie są zdolni do okrucieństw. Jak mam się z tym pogodzić?

– No to mów, że się o niego martwisz, a nie, że przeszkadza ci fakt, że twój syn jest homoseksualistą – powiedziałem zanim Amadeusz zdążył się odezwać. Trzeba było to powiedzieć na głos, żeby obaj zdawali sobie z tego sprawę.

– Ok. – Uśmiechnął się słabo.

– Tato… Dam sobie radę ze wszystkim. O to się nie martw. Nie jestem jakąś ciotą i niedojdą życiową. Poza tym… Zakochałem się. – Obawiałem się, że teraz to powie. To może być wciąż za wcześnie dla Tomka. Ledwo pogodził się z faktem, ze jego syn woli chłopców, a zaraz dowie się, że sypia z najlepszym przyjacielem swojego wujka, który jest starszy, o losie, o prawie dwadzieścia lat.

– Mogę go poznać? – Tomasz zrezygnował z dalszego marudzenia, ale w tym momencie zapadła krępująca cisza. Niestety odczytał ją poprawnie. – Nie… Nie mówcie, że wy? Nie… No serio? Wy?! Jako para?! No zabiję dziada… – Nie byłem w stanie rozszyfrować czy to był szok czy zdenerwowanie.

– No tak… My – odpowiedział cicho Amadeusz. Ja sam siedziałem, unikając wzroku pozostałych dwóch mężczyzn.

– No to wszystko jasne. To wszystko to wina Marka – odpowiedział spokojnie Tomek.

– Co, jak to Marka? – W końcu zareagowałem, zdziwiony tym komentarzem.

– Normalnie. No mówiłem mu, nie dawaj im się tak przytulać, to nie. Jego wina. – Zaczynałem powoli łapać jego sposób myślenia. Zaczął sobie z nas żartować.

– No tak, to wszystko jego wina. Też mu to mówiłem, ale nie słuchał ani ciebie, ani mnie. Trzeba złożyć zażalenie do biura reklamacji.

– Tak też zrobię. – Obaj zaczęliśmy się śmiać, a Ami patrzył to na mnie to na swojego ojca nie mając pojęcia, o co nam chodzi. W końcu Tomasz się zlitował i wysapał śmiejąc się.
– Macie moje błogosławieństwo. Jeżeli wam różnica wieku nie przeszkadza, to mi też nie. Ale Krzysiek, jak mi skrzywdzisz syna, to nogi z dupy powyrywam i każę iść do Częstochowy na pokutę. – Zagroził, celując we mnie palcem, a ja pokiwałem głową na znak, ze rozumiem i w międzyczasie złapałem za rękę swojego chłopaka, gładząc go po wierchu dłoni kciukiem.

Mimo dobrego kontaktu z rodzicami, Amadeusz został u mnie. Ba, nawet przywiózł wszystkie swoje rzeczy. Tak, jak się spodziewałem, niedługo po tym, jak wieści rozeszły się po ich rodzinie, Marek zapukał do moich drzwi. Przez ostatnich kilka lat niemal nie mieliśmy kontaktu, ale w końcu niecodziennie człowiek dowiaduje się, że jego chrześniak umawia się z najlepszym przyjacielem ze szkolnych lat. Trochę się bałem jego reakcji, ale musiałem jakoś przez to przebrnąć.

– Przez ciebie mój chrześniak jest homo – powiedział, celując we mnie palcem już od progu.

– Tak, zmieniam ludzi w gejów. Też chcesz? – odbiłem piłeczkę, patrząc na niego z uniesioną brwią.

– Nie, jeden w rodzinie na razie wystarczy. Poza tym Marta mogłaby nie być zadowolona. – Skrzywił się nieznacznie. – Stawiasz mi drinka.

– Tak? A z jakiej racji?? – zdziwiłem się, mimo to prowadząc go do salonu i wyjmując whisky z barku.

– Dzięki mnie miałem okazję niemal wychować sobie chłopaka idealnego, a teraz dziękuj – powiedział, rozsiadając się na kanapie.

– Widzę, że dalej masz poczucie humoru. To dobrze. Jak coś, Amiś będzie niedługo, wyskoczył do jakiegoś kumpla – rzuciłem.

– „Amiś”? I on cię jeszcze za ten skrót nie zabił? – zaśmiał się Marek.

– Jeszcze nie. Dalej na to czekam. Wtedy przerzucę się na „Mati”, ale póki on nie narzeka, ja nie protestuję – odpowiedziałem również ze śmiechem.

Długo rozmawialiśmy, nadrabiając niejaką lukę w naszej przyjaźni. Tych ostatnich kilka lat przyniosło wiele zmian. Niektóre na lepsze inne na gorsze, ale w ostatecznym rozrachunku zawsze i tak spotykaliśmy się gdzieś pośrodku. Z tą drobną różnicą, że w końcu mogłem ze spokojem rozsiąść się w fotelu i jak gdyby nigdy nic, spokojnie powiedzieć, że jestem zakochany. Ja, czterdziestoletni facet, nie mający partnera od prawie dziesięciu lat, w końcu dostałem swoją szansę. Pal licho różnicę wieku. W końcu mogłem z uśmiechem na ustach opowiedzieć mojemu przyjacielowi o tym, jak szczęśliwy jestem. Nawet nie krzywił się bardzo, chociaż myśl, że to jego bratanek, doskwierała mu nieznacznie. Nie oponował jednak. Szczególnie, gdy zobaczył, jak patrzę na Amadeusza, który właśnie wszedł do domu.

 


[os-widget path=”/danceornothing/uno-na-papierze” comments=”false”]

Podziel się dobrem