Hey, hi, hello!

Na przeczekanie daję wam opowiadanie pisane bardzo dawno temu. Jeden jedyny one-shot, który napisałam. Myślę, że jest to dobry sposób na przeczekanie do kolejnych newsów i historii. Trochę minęło od ostatniego wpisu, prawda?

Enjoy!


Siedziałem w zadymionym barze. Tym razem byłem sam. Chociaż przez chwilę mogłem odetchnąć wolnością. Zaraz przyjdzie on, spojrzy na mnie, dosiądzie się. Będzie mówił o tym, jak długo mnie szukał i jak bardzo się martwił, a potem jak się cieszy, że mnie znalazł. Gramy w tę grę od dwóch lat. Ja znikam regularnie na szklaneczkę czegoś mocniejszego, a on, gdy już zauważy, że jego zabaweczka zniknęła, rusza na poszukiwania. Zawsze znajduje mnie w tym samym barze, przy tym samym stoliku, a jednak wciąż gra zaskoczonego. Z czasem nawet mnie to bawi. Oparłem głowę na splecionych dłoniach i przymknąłem oczy.

Wziąłem kilka głębszych wdechów. Słyszałem jak odsuwa krzesło i siada obok mnie. Skończyła się moja wolność. Otworzyłem oczy. Ku mojemu zaskoczeniu wpatrywała się we mnie ciemnoniebieska, aż nierealistycznie przesycona kolorem para oczu. Należała do mojego dawnego przyjaciela.
– Nie wiedziałem, że jesteś gejem – wypalił.
– Bo nie jestem – odparłem.
– Nie jestem gejem, tylko pieprzę się z facetem? – zapytał ironicznie.
– Nie, nie pieprzę się z facetem.
– Więc plotki są fałszywe? – Powiedział jakby mu ulżyło.
– Ależ nie, plotki są jak najbardziej prawdziwe – odpowiedziałem.
– Wkurzasz mnie.
– Nie trzeba było się dosiadać – skwitowałem.
– Dosiąść to ja mogę ciebie – odciął się.
– O ho ho, Pan Cięta Riposta wielki powrót – rzuciłem z sarkazmem, po czym oboje się uśmiechnęliśmy.
– To mów jak jest, co Kamil? – dopytywał dalej.
– Ano jest, jak jest. To on pieprzy mnie. Ot cały ambaras. – Mój głos był bezbarwny.
– Na jedno wychodzi…
– Nie! – zaoponowałem natychmiast rozglądając się nerwowo. – Nie zrozumiesz tego Filip. Nie drąż i znikaj już, zaraz znów zacznie się farsa.
Po tych słowach spojrzał się na mnie dziwnie, wstał i usiadł kilka stolików dalej wciąż się we mnie wpatrując. Po dziesięciu minutach, jak z zegarkiem w ręku, wpadł do baru Fabian. Podszedł, usiadł i zaczął wypowiadać swoją stałą kwestię, a ja kiwałem głową i uśmiechałem się słabo. Tym razem było jednak trochę inaczej. Dziś doszła nowa kwestia.
– Czy ty zawsze musisz tak uciekać? – zapytał. Był wyraźnie zniecierpliwiony całą tą sytuacją.
– Chyba nie oczekiwałeś, że gdy przygarniesz psa, który całe życie był bezpański to uda ci się przywiązać go na stałe do łańcucha i postawić jako trofeum? – zapytałem spokojnie, choć nie bez cienia irytacji.
– Źle ci ze mną? Masz przecież wszystko. – Wyraźnie nie rozumiał sytuacji.
– Nie, ale kota też można zagłaskać na śmierć, zrozum. Każdy potrzebuje chwili wytchnienia. Nawet ja. Raz na jakiś czas muszę wyjść i ogarnąć własne myśli. Nie wiem, po co zawsze mnie szukasz i odgrywasz tę farsę. Wiesz gdzie jestem, wiesz, że wrócę. Więc po co to wszystko? – zamilkł na chwilę.
– Jeżeli dziś, teraz, nie obiecasz mi, że już nie będziesz tak wychodził to możesz w ogóle nie wracać – odparł chłodno momentalnie zmieniając temat.
– Nie szantażuj mnie. Dobrze wiesz, że nie wyrzeknę się tych resztek wolności.
– Masz ostatnią szansę. Pamiętaj, że jestem twoją jedyną szansą na normalne życie – podkreślił w nieprzyjemny sposób słowo „jedyną”, co podjudziło mnie jeszcze bardziej.
– Nie możesz mnie trzymać w domu, jak pudla na pokaz! – Niemal krzyknąłem.
– Dobrze więc. Żegnam. Nie chcę cię widzieć nawet w pobliżu mojego domu. Po rzeczy możesz nie wracać. – Wstał i wyszedł nie odwróciwszy się ani razu. Po chwili do mojego stolika znowu dosiadł się Filip.
– Kłopoty w raju – skomentował. Ja za to nie zwróciłem na niego uwagi. – Jeżeli będziesz ze mną spał możesz u mnie mieszkać.
– Wal się – warknąłem.
– Zamknij się i się dobrze zastanów, propozycja jest poważna. – Nie zraził się. Tego wieczora oglądałem tę parę ciemnoniebieskich oczu jeszcze przez długi czas. Sprzedałem się człowiekowi, do którego kiedyś miałem największe zaufanie. Przebrzydła ironio losu. Rano obudziłem się obok niego. Czułem do siebie niesmak, żeby nie powiedzieć wstręt. Obrzydzeniem napawała mnie myśl, że oplatające mnie wciąż ramiona wydawały mi się tak silne i bezpieczne, że aż przez chwilę myślałem, że mogę w tym wszystkim zatonąć. Nie byłem w stanie orzec, czy to ja zostałem skalany, czy to dzisiaj ja zszargałem jego. Kiedyś byłem jego przyjacielem, potem on wyjechał, a ja upadłem bardzo nisko. Teraz upadłem jeszcze niżej. Gdyby tylko to nie był on… Nagle wśród porannej ciszy dało się zza ściany słyszeć niewyraźne:
– Bleu!
Po chwili znow.
– Bleu! Wstawaj, śniadanie będzie.
Filip zamruczał, przeciągnął się i otworzył oczy. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
– Dalej w to nie wierzę. – Wyszczerzył zęby. Zawsze był przystojny, ale w przeciągu ostatnich trzech lat nabrał wyglądu modela. Mimo zaistniałej sytuacji nie mogłem nie zwrócić na to uwagi – Chodź, Damian zrobił śniadanie.
Wyciągnął mnie do kuchni niemal siłą. Czułem, że nie potrzebuję kolejnego upokorzenia. Jednak stół był nakryty na trzy osoby. Jego współlokatora nie zdziwiła moja obecność.
– Słyszałem was wczoraj – rzucił. Zawstydziłem się. Nie dość, że przespałem się z byłym kumplem, żeby mieć gdzie mieszkać to jeszcze ktoś to słyszał. Poranny koszmar trwał dalej w miarę, jak rósł mój kac moralny.
– Ups, wybacz. Następnym razem będziemy ciszej. – Filip machnął ręką zdając się totalnie nie przejmować tym tematem, a mnie na te słowa ścisnęło w żołądku. Myśl, o kolejnym razie była dla mnie wręcz przerażająca. – No, ale popatrz tylko na niego, czyż on nie jest cudny?
– No tak, Bleu, ty masz oko do facetów. – Padły słowa aprobaty.
– Blue? – zapytałem pospiesznie, próbując zmienić niewygodny dla mnie temat..
– Bleu – poprawił mnie szybko Damian. – Subtelny szczegół – dodał.
– Subtelne szczegóły tworzą jedyny i niepowtarzalny, wysublimowany obraz rzeczywistości – wypowiedziałem niemal automatycznie, jednocześnie uśmiechając się do Filipa. To zdanie obaj mieliśmy wyryte w pamięci przez dawnych profesorów. Mimo wszystko musiałem przyznać, że Filip zawsze był jedyny i niepowtarzalny. Przy czym dziś biła od niego jakaś nieznana mi dotąd aura, która dodawała mu uroku i stanowczości. Odwzajemnił uśmiech.
– Tak się przyjęło – od koloru oczu. Trzeba przyznać, że wyróżniają się w tłumie. Dobra, siadajcie – rzucił Damian. Zaczęliśmy powoli jeść śniadanie.
– Dobrze, że wciąż pamiętasz – powiedział znienacka z nostalgią w głosie. – Ile z tego wszystkiego zostało?
– Niewiele. Nie mogłem praktykować, nie skończyłem kierunku…
– Szkoda, byłeś jednym z najbardziej utalentowanych i najlepiej zapowiadających się artystów. Nigdy nie chciałeś wrócić? Przecież to marnotrawstwo talentu! – Bleu wydawał się przejęty.
– Nie miałem czasu o tym myśleć. – Starałem się uciąć rozmowę, co wyraźnie mój rozmówca zauważył, więc przestał drążyć temat.
– Chodź na balkon, chcę pogadać – zagadnął po posiłku. – Palisz? – zapytał, gdy już usiedliśmy na posadzce balkonu oparci o ścianę.
– Palę. Dzięki – odparłem i wziąłem papierosa. Milczeliśmy przez chwilę.
– Zmieniłeś się Camille. I to bardzo. Nie spodziewałem się tego. Nie chciałem też wierzyć we wszystkie plotki. Co się z Tobą stało? – zapytał Filip.
– Chcesz skrót, czy rok po roku? – Wiedziałem, że i tak nie ucieknę od odpowiedzi.
– Może być skrót, na resztę kiedyś przyjdzie czas.
– Po tym jak wyjechałeś na drugim roku, zaczęło się robić gorzej. Nie miałem czasu wykończyć obrazów, bo siedziałem w domu. Ojciec pił coraz więcej. Trzeba było go pilnować, więc i o poprawkach domowych nie było mowy. Pewnego dnia, gdy wrócił, był nieco niedopity. Trafił mnie wtedy nożem. Kilka razy. Potem ja jego. Raz, ale celnie. – Wziąłem głęboki oddech, a przed oczami stanęły mi obrazy minionych dawno dni, i zaciągnąłem się. Czułem, że zaczynają trząść mi się ręce w miarę jak przed oczami stawały dawne sceny. – Fabian natknął się na mnie, połatał mnie, pomógł mi. Wyrwałem się z jednego bagna trafiając w kolejne. Nie mogłem narzekać, bo uratował mi życie, kiedy nie mogłem iść do szpitala bez ubezpieczenia. Jest lekarzem. Ale wszystko ma swoją cenę. Trzymał mnie na krótkiej smyczy. Moje zadanie było proste, miałem go zaspokajać i nie ruszać się z jego domu.
– Nie wyobrażam sobie ciebie w tej roli… – wtrącił, chyba mimowolnie, Filip. Wydawał się być wstrząśnięty tym, co właśnie usłyszał.
– Ja też nie… Ale ty też się zmieniłeś, Philippe.
– Tak, to prawda… Po wyjeździe do Francji nauczyłem się dwóch rzeczy, akceptować moją odmienność i to, że partnera na jedną noc łatwo jest kupić. – Uśmiechnął się ironicznie.
– Moja cena była niska… – rzuciłem z goryczą.
– Mylisz się… – Zamyślił się na chwilę. – Wiesz, kiedy zrozumiałem, że jestem gejem?
– Nie mam pojęcia – odpowiedziałem.
– Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem ciebie nago. – Z naszej dwójki to ja byłem tym speszony. On wydawał się nadzwyczajnie spokojny. Jak gdyby mówił o pogodzie. – Wybacz, może to dla ciebie trochę za dużo, usłyszeć coś takiego znienacka.
– Trochę – przyznałem mu rację.
– W każdym razie, gdy usłyszałem te plotki… Ciężko było mi w to uwierzyć. Ja uciekłem do Francji, bo jestem gejem niejako przez ciebie, a ty tu zabawiasz się z jakimś facetem. Ironia losu. – Można było wyczuć w jego głosie jakąś mimowolną nutkę irytacji, a może nawet pogardy.
– Nie zabawiałem się z żadnym facetem! Nie byłem jego kochankiem, raczej zabawką… Zresztą, nie zrozumiesz… – Wybuchnąłem na chwilę, ale coś we mnie szybko zdusiło ten wybuch. Momentalnie spiąłem się cały w sobie.
– Kamil… Dla mnie nie jesteś zabawką, tylko mężczyzną. Cholernie atrakcyjnym. Masz rację, nie zrozumiem, ale mogę ci pokazać, że nie chcę za ciebie płacić, a cię zdobywać – mówił powoli akcentując wyraźnie kluczowe słowa. Tego było dla mnie już za wiele.
– Ja nie jestem gejem… – Głos mi się załamał. Do mojej świadomości dochodziły urywki minionych zdarzeń. Nie wiedziałem, kim byłem i co mogło być prawdą. – Nie wiem, kim jestem… – wydukałem. Po raz pierwszy od dawna faktycznie miało to znaczenie i mogłem się zastanowić nad celem i sensem mojego istnienia. Nie widziałem żadnego z nich. Filip przygarnął mnie do siebie, gasząc papierosa i wyrzucając go. Zabrał mi też mojego z ręki i odrzucił dalej. Jego ramiona oplotły mnie czule i wtedy mimo, że budziło to mój własny sprzeciw, rozkleiłem się.
– Zostaw mnie… Nie chcę… Zostaw… – Mimo płaczu próbowałem się od niego uwolnić. Nie pozwolił mi na to. Po chwili lekkiego szarpania się i przepychania oparłem głowę na jego ramieniu i łzy popłynęły mi ciurkiem po twarzy. Zrozumiałem, że nic nie znaczę. Świadomość własnej beznadziejności przygniotła mnie doszczętnie. Zachwiana została moja seksualność, tożsamość i cała mentalność. Trudno jest nagle obudzić się i czuć, że gdzieś obok, w ślad za mną powinno podążać moje znaczenie, którego nie miałem szansy wypracować. Damian tymczasem krzątał się po mieszkaniu i dyplomatycznie się nie wtrącał.
– No już, już… Już cicho… – szeptał Bleu całując mnie po włosach i gładząc po ramieniu. Po jakimś czasie zacząłem się powoli uspokajać.
– Czuję się jak idiota… – wykrztusiłem.
– Niepotrzebnie. Każdy ma gorsze momenty. Ja niedawno też miałem ich stosunkowo sporo.. Po tym wszystkim musisz mieć trochę czasu na pozbieranie się i nie ma w tym nic dziwnego. Ja ci dam ten czas, więc i ty sam też musisz go sobie dać. Nic od razu ani nic na siłę. Jesteś młodym, utalentowanym, przystojnym mężczyzną. Masz przed sobą wiele do przejścia. Możesz jeszcze bardzo wiele zrobić, tylko w to uwierz. – Mniej więcej w połowie dość naturalnie przeszedł na francuski. Musiałem skupić się na tym, co mówi, by go zrozumieć, więc niemal całkiem zapomniałem o płaczu.
– Trochę wolniej, mój francuski nieco zaśniedział – wtrąciłem.
– Więc zrozumiałeś? – zapytał już po polsku.
– Tak, rozumiem raczej sporo, choć podejrzewam, że z mówieniem będzie gorzej. – Uśmiechnąłem się słabo, a Filip zaczął ocierać mi twarz z resztek łez.
– Popracujemy nad tym. – Znów przeszedł na francuski. – Posłuchaj, dam ci trochę czasu na powrót do względnej normalności. Będziesz mógł malować, biegać do barów i na koncerty ile tylko będziesz chciał. Tylko obiecaj mi coś. Spróbuj odkurzyć swój francuski, weźmiemy twoje papiery ze szkoły i ASP skończysz we Francji. Nie musisz niczym się przejmować.
– Więc jednak próbujesz mnie kupić… – westchnąłem. Świeża mieszanka różnych uczuć wciąż we mnie buzowała. Nie byłem w stanie określić, które przebijało się w tym momencie najbardziej.
– Nie! Camille, przestań, jak możesz… – Wydawał się faktycznie dotknięty moimi słowami.
– Wybacz, ale tak wygląda to z mojej strony. Jakbyś próbował mnie zaszantażować, przekupić jakimiś obietnicami. Jak gdyby bar był moim jedynym przyjacielem, a ja zwykłą męską dziwką.
– Ja chcę tylko być pewien, że zawalczysz o swoją przyszłość… W imię dawnej przyjaźni… Ja naprawdę nic od ciebie nie chce… Ja przecież… Kamil… – Nie wiedział jak powinien mówić do mnie tak, bym przyjął jego przekaz, ale był szczery. Gdy tracił nad sobą pełną kontrolę zawsze był łatwy do rozszyfrowania.
– Zgoda. Dziękuję. Chociaż się myliłem… Nie zmieniłeś się nawet o jotę. – Nie wiem, co mnie podkusiło, ale pocałowałem go wtedy. Być może poniosła mnie atmosfera tej chwili, ale było całkiem przyjemnie. – Wiesz, nigdy nie całowałem się z facetem.
– Jak to, a Fabian? – Jego zdziwienie mieszało się z wniebowziętą miną.
– To był tylko seks. Z jego strony. Nigdy nie pozwoliłem mu się pocałować, ale muszę przyznać, że jesteś w tym całkiem dobry. – Nachyliłem się ku niemu ponownie go całując. Tym razem był mniej zaskoczony, przez co bardziej przejął inicjatywę. – Zmieniam zdanie. Jesteś zajebisty.
– Wiem. – Uśmiechnął się.
– Skończę ASP we Francji. To może być dobry wybór.
– Wiedziałem, że się skusisz. Malowanie nad Sekwaną ze sztalugą kusi, prawda? – Rozochocił się.
– Mówisz z doświadczenia? – zapytałem.
– Tak, miałem to szczęście. Kiedyś i to zaczyna powszednieć, ale pierwsze wyjście w teren wydaje się być wręcz magiczne. – Przebijał się przez jego słowa dawny entuzjasta.
– Więc, panie malarzu, wyruszymy razem do stolicy miłości? – zabrzmiało to nieco ironicznie.
– Taką mam nadzieję… – Rozmarzył się.
– Widzę, że masz coś ciekawego w planach. Chcesz mi pokazać jakiś plener? – Zaciekawiłem się.
– Tak. Poza tym… W Paryżu najlepiej maluje się akty… – szepnął mi do ucha. Wtedy weszliśmy do mieszkania, a on rzucił mi spojrzenie, które mówiło samo za siebie…

Podziel się dobrem