Byle do brzegu

Opowiadania LGBT

Między językami

Cześć Kochani!

Wybaczcie całotygodniowe milczenie, ale strasznie dużo rzeczy przed świętami się nagle pojawiło do zrobienia i nie miałam kompletnie czasu usiąść do komputera, o czym wspominałam na FB BDB (czasem warto tam zajrzeć, jeśli tu jest cisza – być może pojawiło się jakieś ogłoszenie). Nowe rozdziały według rozkładu pojawią się w przyszłym tygodniu, a tymczasem, na pocieszenie, łapcie one-shota opartego na pomyśle, który wygrał konkurs. Tak jest, ktoś dostał darmowe podpisane Numero Uno w wersji papierowej.

Pogratulujcie pięknie Zabuchci, której pomysł rozstał rozpisany, choć wciąż mam wrażenie, że napisałam za mało, bo można by tu napisać całą długą historię zamiast one-shota.

Wszystkim Wam życzę też wesołych świąt Wielkiej Nocy! ( ;

Enjoy!

Patrzyłem się na ekran laptopa i wzdychałem ciężko czytając kolejne wiadomości od mamy. Pracowała za granicą, opiekując się starszymi ludźmi. Poprzednio nie było miodu, ale mówiła, że tym razem trafiła dużo lepiej i Gerda jest przemiłą uroczą staruszką, ale jej dzieci zwyczajnie nie mają czasu. Chciałem w to wierzyć. Naprawdę chciałem, bo mimo wszystko byliśmy z matką blisko i martwiłem się o nią. Byliśmy sami, ja i ona. Od pół roku nie widywałem jej inaczej niż na Skype, co oznaczało tyle, że mieszkałem sam w naszej małej kawalerce, a ona wysyłała mi pieniądze. Nawet gdybym chciał dorobić, nie mogłem. Nikt by mnie nie zatrudnił. Nie przed studiami, nie mnie…

W pewnym momencie, gdy przeczytałem kolejną wiadomość oczy wyszły mi z orbit. Mama namawiała mnie, żebym przyjechał. Sam, do Berlina? Przecież ja zginę po drodze! Przez chwilę próbowałem odwieść ją od tego pomysłu, ale w końcu, widząc, że nie da za wygraną, poddałem się. W końcu nie co dzień zdarza się możliwość wyjechania za granicę na wakacje i to dość tanio. Ponoć Gerda sama zaproponowała, żebym przyjechał i będę mógł się u nich zatrzymać razem z mamą. Może uda znaleźć się coś, w czym będę mógł pomóc. Nie mogłem przecież tak po prostu siedzieć im na głowie, ale niestety poza gotowaniem byłem raczej mało przydatny.

Tak więc, niespełna tydzień później siedziałem w busie do Berlina, przerażony jak tylko się dało. Pierwszy raz jechałem gdzieś sam i pierwszy raz wyjeżdżałem poza granice kraju. W wieku dziewiętnastu lat, zaraz po maturze, a jednak wciąż nieobeznany w świecie. Pewnie byłoby mi wstyd, gdyby nie dwie moje przypadłości. Jedną była chorobliwa wręcz nieśmiałość, przez którą nie byłem w stanie wyjść do ludzi, a druga… To już dłuższa historia i zarazem powód wszystkiego. Byłem głuchy. Zwyczajnie nie słyszałem nic. Na co dzień porozumiewałem się językiem migowym lub pisałem przez komunikatory internetowe. Czasem starałem się czytać z ruchu warg, co nieźle mi szło, ale odpowiedzi zazwyczaj pozostawały pisane. Używanie głosu kiepsko mi szło. Wolałem więc nie używać go wcale, ale zazwyczaj ludzie nie mieli pojęcia o języku migowym, więc przy rzadkich okazjach udało mi się coś ponoć wydukać.

Mimo początkowego strachu, musiałem przyznać, że przede wszystkim byłem podekscytowany. Droga mijała bezproblemowo, co pozwoliło mi się odprężyć, więc starałem się cieszyć się, ile się da z mojej pierwszej wielkiej wyprawy. Nie wiem, ile razy upewniałem się, że wszystkie urządzenia mam naładowane, ale wolałem nie natrafić na moment, w którym nie będę się w stanie z nikim porozumieć, zdany na łaskę losu. Wiem, że byłem przewrażliwiony, ale zdarzyło mi się raz wyjść bez niczego i zabłądzić. Spróbuj wytłumaczyć komuś, że nie mówisz, nie słyszysz i nie wiesz, gdzie jesteś, jeśli nie masz przy sobie nic, co umożliwiałoby jakąkolwiek komunikację. Od tamtej pory mam zawsze notes z ołówkiem, tablet oraz telefon z dostępem do Internetu. Inaczej bym zginął.

Po kilku godzinach jazdy, wreszcie dotarłem do Berlina. Wychodząc na dworcu byłem już tak podekscytowany, że myślałem o wypchnięciu tych wszystkich ludzi, którzy stali przede mną, bo za bardzo zwlekali z opuszczeniem pojazdu. Wreszcie byłem za granicą i wreszcie mogłem zobaczyć i uścisnąć własną matkę. Wygląda na to, że nawet zdążyła się nauczyć trochę niemieckiego w międzyczasie, bo stała, rozmawiając z kimś żywiołowo. Gdy tylko mnie zobaczyła, od razu ruszyła w moją stronę porywając mnie w objęcia. Oboje byliśmy stęsknieni. Nieznajomy tymczasem podszedł powoli za nią, uśmiechając się półgębkiem. Dopiero po chwili miałem okazję przyjrzeć mu się bliżej i o matko…

Był nieco wyższy ode mnie, zdecydowanie lepiej zbudowany, a jego niebieskozielone oczy wręcz krzyczały spójrz na mnie, świecąc przekornym blaskiem. Był to ten typ urody, który każdy po cichu mógł podziwiać, a w którym ja zakochiwałem się na zabój od pierwszego wejrzenia. Gdyby tylko patrzył na mnie wystarczająco długo, byłbym sprzedany. Niestety moja wrodzona nieśmiałość nie pozwalała mi nic zrobić. Spojrzałem znów na mamę, która w międzyczasie próbowała mi coś powiedzieć, ale udało mi się wyłapać jedynie dwie ostatnie litery.

„Ny…?” mignąłem niepewnie, patrząc na nią z niezrozumieniem. Przewróciła oczami i powtórzyła:

„Anton, w skrócie Tony. Wnuk Gerdy.”

Dopiero wtedy załapałem, że ów nieznajomy wcale nie jest zwykłym obcym, spotkanym przypadkowo na dworcu i zrobiło mi się głupio, że zagapiłem się na niego przez chwilę. Próbował coś do mnie powiedzieć, ale tylko zmarszczyłem brwi, patrząc pytająco to na niego to na mamę. Normalnie mógłbym odczytać coś z ruchu warg, ale… Nie znałem niemieckiego, a angielski był ograniczał się dla mnie do podstawowej znajomości ASL i kilku słów na krzyż. Nigdy nie przywiązywałem do niego wagi, twierdząc, że nie będzie mi potrzebny. Ile ja bym teraz dał, żeby umieć mówić płynnie po angielsku…

Mama zaczęła migać szybko, próbując mi przetłumaczyć, co autor miał na myśli, w międzyczasie mówiąc coś do niego. Po jego twarzy wiedziałem już, co to było. Wyglądał, jakby nie bardzo rozumiał sytuację, a później mina mu zrzedła. To oznaczało jedno – mama powiedziała mu, że jestem głuchy, a do tego najprawdopodobniej zaczęła tłumaczyć, że nie najlepiej u mnie z językami obcymi. Tony pokiwał głową w zamyśleniu, po czym powiedział krótkie „okej”. Przynajmniej to byłem w stanie zrozumieć, pomyślałem cierpko.

Co mogłem powiedzieć o drodze do domu, w którym miałem spędzić te wakacje? Była cicha. Jak zawsze. Anton prowadził, mama siedziała po stronie pasażera z przodu i wydawało mi się, że razem podśpiewują jakąś piosenkę lecącą w radiu, śmiejąc się z tego. Nie mogłem im nie zazdrościć. Dźwięki muzyki były mi całkiem obce, ale widząc, jak ludzie na nie reagują, wyglądało na to, że zdecydowanie można się było nimi cieszyć.

Byłem umysłem ścisłym i uwielbiałem wszystko związane z matematyką i fizyką, więc kiedyś z ciekawości zacząłem zagłębiać się w teorię muzyki i rozpracowałem, jak to wszystko działa, więc dzięki ćwiczeniom, byłem w stanie całkiem nieźle grać na pianinie, a przynajmniej tak mi mówiono. Było w tym coś odprężającego, choć nigdy nie poznam faktycznych efektów mojej pracy. Ważne było, że ludzie wokół cieszyli się, gdy grałem, a ja uspokajałem się za każdym razem, gdy siadałem do klawiatury pianina. Niecodziennie hobby, jak na osobę głuchą, ale komu to oceniać?

Ucieszył mnie niezmiernie fakt, że Gerda miała w domu piękne, stare pianino i nieprzebrane stosy nut. To było coś uniwersalnego, niezależnego od kraju. Nuty wszędzie były te same. Poza tym, nikt poza mną nie bardzo umiał na tym instrumencie grać. Z tego, co się dowiedziałem, należał do zmarłego męża kobiety i od jego śmierci nikt nie dotknął klawiszy. Na szczęście Gerda uwielbiała słuchać muzyki, więc często siadała w salonie i pokazywała palcem na instrument, patrząc na mnie pytająco. Zazwyczaj kiwałem głową i grałem jej kilka kawałków. Czasem siadała koło mnie, wystukując rytm lub podając mi nuty do ulubionych utworów. Część z nich stanowiła wyzwanie, inne znałem jak własną kieszeń. To były naprawdę przyjemne chwile.

Poza tym uparłem się, że będę pomagał w domu, żeby jakoś zarobić na własne utrzymanie. Nie chciałem siedzieć, jak ten darmozjad, choć mama powtarzała mi niejednokrotnie, że Gerda najbardziej cieszy się z moich umiejętności muzycznych i dopóki gram, nie muszę robić nic innego.

Tony za to krążył wokół mnie, a ja wokół niego, nie bardzo wiedząc, jak do siebie nawzajem podejść. Poza standardową barierą, jaką stanowiła moja głuchota, była między nami jeszcze bariera językowa i miałem wrażenie, że nie podobało się to żadnemu z nas. Z dnia na dzień narastało między nami dziwne napięcie, którego nijak nie mogliśmy zniwelować. W końcu, po niespełna dwóch tygodniach, Anton usiadł naprzeciwko mnie i z determinacją wypisaną na twarzy, zaczął dość koślawo migać coś do mnie. Niestety, ale dla mnie był to zwyczajny bełkot. Urywki słów, które nie zgadzały się kompletnie ze sobą, a do tego żadna intonacja nie była dobrze zrobiona. Zrezygnowany pokręciłem głową i sięgnąłem po tablet, szybko grzebiąc w słowniku. Zdawałem sobie sprawę, że translator Google nie jest najlepszym narzędziem, ale jak się nie ma, co się lubi…

Szybko wpisałem „nie mówię po niemiecku” i klikając „przetłumacz”, podałem mu urządzenie. Przeczytał zdanie kilka razy i spojrzał na mnie bez zrozumienia, po czym napisał coś na klawiaturze i po przetłumaczeniu oddał mi tablet. Na ekranie widniało „język migowy?”. Rzuciłem mu przepraszające spojrzenie i szybko odpisałem, że języki migowe różnią się w każdym kraju. Widocznie to tłumaczenie było dużo gorsze, bo chwilę mu zajęło zanim pokiwał głową ze zrozumieniem. Od razu powiedział coś pod nosem, co sądząc po jego wyrazie twarzy było raczej jakimś przekleństwem i spojrzał na mnie powtórnie, wyraźnie zakłopotany. Wyskrobał krótkie „przepraszam”, ale pokręciłem głową i z uśmiechem odpisałem „dziękuję”, tłumacząc ponownie na niemiecki.

Jakiś czas patrzyliśmy się na siebie bez słowa, aż w końcu Tony westchnął ciężko i podnosząc się wskazał palcem na siebie a zaraz potem na drzwi, a ja tylko skinąłem głową. Co innego mi pozostało? Do końca dnia miałem niesamowicie dobry humor. Może i nie udało nam się dogadać, ale podjął wysiłek i spróbował nauczyć się trochę języka migowego, żeby się ze mną porozumieć. Nawet jeśli był to nie ten język migowy, co trzeba. Do tej pory raczej ludzie unikali takich sytuacji. Miałem dosłownie kilku znajomych spoza szkoły, którzy akceptowali moją odmienność, ale raczej nie uczyli się języka migowego, a praktykowali nagminne spamowanie mnie na Messengerze czy innych komunikatorach. Tak więc Anton stanowił bardzo miły, przyjemny, seksowny wyjątek.

Matko, on nawet nie jest gejem, a ja wyobrażam sobie nie wiadomo, co. Nie mogłem niestety nic poradzić na moją wyobraźnię, która zapuszczała się w dzikie i nieznane rejony. Całowałem się dwa razy w życiu, przy czym żadnego z tych razów nie wspominam dobrze. Nie mówiąc już o próbie tworzenia jakichkolwiek związków czy przechodzeniu do czegoś więcej. Nie ma szans. Nie dla mnie. Zdążyłem się z tym pogodzić. Mama chyba też. Wie o mojej orientacji, chociaż ciężko było mi się przyznać do tego, że nie dość, że jej syn jest kaleką, to jeszcze na dodatek jest gejem. Co prawda od razu powiedziała mi, że to w porządku i wciąż liczy na dobrego zięcia, ale współczułem jej. Jedno szczęście, że była tak otwarta.

Od czasu do czasu nawet tłumaczyła proste rozmowy między mną a Tonym, ale ile mogłem na niej polegać? Całe życie będę siedział i czekał, aż ktoś mi coś przetłumaczy? A gdy dojdzie do bardziej intymnych rozmów? Czułem się w tym wszystkim bezradny, chociaż coraz więcej czasu spędzałem z Antonem, nawet jeśli milczeliśmy obaj. Rzucaliśmy w swoją stronę spojrzenia, czekając na cud. Miałem wrażenie, że w jego oczach widzę coś na kształt tęsknoty, ale istniała ogromna szansa, że coś sobie dośpiewałem.

Starałem się nie zagłębiać w to wszystko, dopóki pewnego popołudnia, gdy siedzieliśmy w salonie grzebiąc we własnych telefonach, poczułem jak klepnął mnie szybko w ramię. Gdy podniosłem na niego wzrok, wciąż dość koślawo, ale wykonał obiema dłońmi gest oznaczający zabawę lub granie, po czym wskazał ruchem głowy na pianino. Aż zagapiłem się na niego, zdziwiony, że dokopał się do ASL i chciało mu się nauczyć jakichś słów. Po chwili zdałem sobie sprawę, że nie odpowiedziałem w żaden sposób i zapewne myśli, że znów nie trafił, więc na wszelki wypadek, pokiwałem głową i podszedłszy do pianina, usiadłem, rozkładając nuty, które ostatnio wydrukowałem.

Ostatnio, gdy miałem okazję częściej ćwiczyć, przerzuciłem się na utwory rockowe i muzykę popularną, żeby oderwać się trochę od monotonii klasyki. Wyraźnie mu się to podobało, bo po chwili przysiadł się do mnie, sadowiąc się na skraju stołeczka i kiwał głową w rytm muzyki. Kilka minut później poczułem, jak szturcha mnie delikatnie. Przerwałem grę i spojrzałem na niego pytająco. Przez chwilę się nad czymś zastanawiał, ale ostatecznie z determinacją na twarzy zaczął migać, znów używając ASL. Zrobiłem wielkie oczy, licząc po cichu, że się nie przewidziałem, ale powtórzył całe zdanie po raz kolejny. Zrobiłem się cały czerwony i szybko odmignąłem „ja ciebie też”, ale ewidentnie nie zrozumiał, więc powtórzyłem w ślad za nim „bardzo cię lubię”. Niby nic takiego, ale było w tym coś, co kazało mi zamienić się w buraka i unikać jego spojrzenia.

Bałem się tego, co mógłbym znaleźć w jego oczach. On przecież najprawdopodobniej nie był nawet gejem! Nie mogłem ot tak chodzić i rozmyślać o każdym przystojniaku, który mnie w jakikolwiek sposób lubi, to byłoby wysoce… Moje rozważania przerwały jego usta, które jakimś cudem nagle znalazły się na moich. On całował mnie… On całował mnie. Do cholery jasnej, jak? Nie, żebym narzekał… Starałem się jakoś dotrzymać mu kroku, choć nie miałem w tym temacie wielkiego doświadczenia. Znów po mojej głowie zaczęły pałętać się różne myśli. Co, jeśli mu się nie spodoba? Może go to odrzuci? Moja pewność siebie praktycznie nie istniała. Przynajmniej do momentu, w którym poczułem jego ręce owijające się wokół mnie i przyciągające mnie bliżej. Nie spodziewałem się tego, ale nie oponowałem. Cieszyłem się chwilą, która wkrótce została brutalnie przerwana przez pojawienie się mojej matki.

Tony zerwał się jak oparzony ze stołka, mamrocząc coś pod nosem i patrząc na wszystko, tylko nie na nią, a ja siedziałem, czerwony jak burak i sztywny, na stołeczku od pianina, nie bardzo wiedząc, co mogę ze sobą zrobić. Anton wreszcie chyba znalazł jakąś wymówkę, bo wymknął się do kuchni, a ja zostałem sam na sam z mamą, która nie umiała ukryć rozbawienia na twarzy.

„Więc ty i Tony?” zapytała, przyglądając mi się badawczo.

„Taką mam nadzieję” odpowiedziałem szybko. „Uczy się ASL. Zaskoczył mnie.”

„Kuj żelazo póki gorące, gdybym była młodsza, sama bym takiego chciała” odmignęła mi ostatecznie mama i puszczając mi oczko, wyszła z pokoju zostawiając mnie sam na sam z moimi myślami.

Od tamtej pory Anton starał się tu i ówdzie korzystać z podstawowych słów czy zwrotów, ucząc się powoli języka migowego, a ja w międzyczasie odświeżałem sobie wszystkie znaczenia starając się przy okazji podłapać trochę angielskiego. Jeśli chcieliśmy się jakoś dogadać, musiałem starać się równie mocno, jak on. Wiedziałem, że było warto. Niecodziennie spotyka się takiego faceta, który w dodatku chce szukać rozmaitych sposobów na komunikację i… Mieszka w innym kraju.

Im lepiej się dogadywaliśmy, tym bliżej było do mojego wyjazdu. Każdy dzień nieuchronnie przybliżał mnie do tego dnia, którego teraz tak bardzo nie chciałem. Znów będę sam. Bez rodziny, bez niego… Być może i będę miał moje upragnione studia, ale co mi po tym, gdy znów będę sam?

Tony jakby zauważył, że przygasłem trochę i starał się mnie rozweselić jak mógł. Organizował różne wypady i wycieczki, oprowadzał mnie po zakątkach miasta, oglądał ze mną pantomimy i nawet próbował nauczyć się grać na pianinie, ale kiepsko mu szło. Zabawnie wyglądał, gdy siedział sfrustrowany przed instrumentem i po raz kolejny nie trafiał w klawisze.

Był nauczycielem niemieckiego dla obcokrajowców. Nie pogardziłbym takim nauczycielem, ale póki co, nie znając angielskiego prawie wcale, wolałem nie zaczynać kolejnego języka, z którym będzie mi bardzo kiepsko szło. Ja za to od października zaczynałem informatykę. Miejsce miałem zagwarantowane niemal od początku liceum, ponieważ wygrałem olimpiadę informatyczną. Na początku jednak nie mogłem pracować ze względu na niepełnoletność, a później powstrzymała mnie moja niepełnosprawność. Dogadanie się z potencjalnym szefem podczas rozmowy o pracę przerażało mnie.

Muszę jednak przyznać, że znajomość z Tonym nauczyła mnie, że dla chcącego nic trudnego, więc myślę, że gdy tylko wrócę do kraju, to od razu spróbuję złapać jakieś zlecenia. Na pewno dużo nam to pomoże, szczególnie, że mama nie zarabiała dużo, a na pensje informatyka programisty nie można było na chwile obecną narzekać. Musiałem w końcu wziąć życie w swoje ręce.

Ani się obejrzałem a nastał wrzesień i musiałem wracać do domu, choć na tamtą chwilę tak bardzo tego nie chciałem. Tony odwiózł mnie z mamą na dworzec, ale po szybkim pożegnaniu wrócił do samochodu. Nie wiedziałem, o co mu chodzi, bo zaledwie dzień wcześniej zasnąłem przytulony do niego, po długich godzinach leżenia i rozmowy przerywanej czułymi pocałunkami. Trochę zawiedziony, posłałem mamie słaby uśmiech i starałem się przyjąć jej wyjaśnienia, że Anton jest kiepski, jeśli chodzi o pożegnania. Zwyczajnie było mi przykro, ale robiłem dobrą minę do złej gry.

Pozostało mi tylko wrócić do swojego samotnego życia, rozmów z mamą przez Skype i siedzenia w domu. Chociaż to ostatnie starałem się zmienić. Wychodziłem częściej i utrzymywałem stały kontakt z nowymi znajomymi ze studiów, czasem spotykając się z nimi gdzieś na mieście. Stanowiło to moją małą odskocznię, gdy nie miałem kontaktu z Tonym. Dopytywałem mamę, co u niego, ale nie była zbyt rozmowna, zbywając mnie z miną pełną poczucia winy.

Po dwóch miesiącach oszukiwania się, ze byłem czymś więcej, niż tylko przelotnym wakacyjnym romansem, dałem sobie spokój. Mniej więcej w tym samym czasie, w którym on stanął w moich drzwiach z walizką oświadczając, że dostał posadę lektora języka niemieckiego w pobliskiej szkole i od teraz muszę zacząć się tego uczyć, bo mi nie odpuści choćby podstaw. Nie powiem, żebym wybitnie się cieszył z nauki kolejnego języka, bo już próbowałem szlifować mój angielski, ale takim facetem pod bokiem na pewno nie pogardzę.

Na moje nieszczęście, te dwie rzeczy szły w pakiecie, więc po niecałym roku ja znałem podstawy niemieckiego wraz z niemieckim językiem migowym, a on płynnie posługiwał się ASL i uczył się podstaw polskiego, chcąc jakoś wynagrodzić mi cierpienia i długie godziny spędzone nad książkami, czego nie znosiłem. Na szczęście, znalazł również inny sposób wynagradzania mi moich mąk na bieżąco, dużo bardziej przyjemny… I dużo częściej stosowany. Na pewno nie znudzi mi się to jeszcze przez długie lata.

Podziel się dobrem

3 Comments

  1. Witam. Piękny tekst. Zaskoczyłaś mnie I to pozytywnie. Cieszę się. Wydaje sie troszkę krótki, chciałoby się o tych bohaterach poczytać więcej i więcej ale jestem bardzo zadowolona z tak super tekstu. I oczywiście dziękuję serdecznie za książkę. Jest naprawdę warta przeczytania.
    Pozdrawiam

    • B.D.B.

      2 kwietnia 2018 at 14 h 17 min

      Dziękuję za komentarz ❤
      Głupio było mi pisać, że nie zna angielskiego i tyle, więc trochę rozbudowałam i liczyłam na to, że nie będziesz zawiedziona. Jakoś tak niby sporo, a jednak krótka wyszła ta historia. Myślę, że jeszcze kiedyś do nich wrócę i pogmeram w ich życiu, co oczywiście będzie tu opublikowane.
      Jeszcze raz dziękuję za udział w konkursie.

      Pozdrawiam,
      Baśka

  2. Naprawdę wyszło super. 😍😍 Jestem zachwycona. ❤ Sama bym nie wymyśliła takiej opcji. Cieszę się, że napisałaś takie opowiadanie i się troszkę do niego przyczyniłam. 😁Oczywiście liczę kiedyś na rozwój tej historii. Myślę, że warta jest dalszej części. Wyszedł bardzo ciekawy i nietypowy temat.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© 2018 Byle do brzegu

Theme by Anders NorenUp ↑