Byle do brzegu

Opowiadania LGBT

Na końcu języka

Cześć Kochani!

Pamiętacie jeszcze Między językami? Dziś przedstawiam Wam dalszą część losów chłopców. Myślę, że część z Was czekała na nich. Jutro tymczasem dostaniecie podsumowanie minionego roku i liczę na to, że może usłyszę też od Was jakieś małe podsumowanko.

Enjoy!


Była końcówka stycznia i mógłbym przysiąc, że każde wyjście z domu groziło zamarznięciem. Byłem zdecydowanie stworzeniem ciepłolubnym i nie było nawet takiej opcji, żebym wychodził, gdy nie było to niezbędnie konieczne. Pracowałem z domu, co stanowiło duży plus, ale wciąż pozostawały studia i cóż, życie. Zakupy się same nie zrobią, a za bardzo lubię dobre jedzenie, żeby sobie odpuścić. Oczywiście, że mogłem wrobić mojego chłopaka w robienie zakupów, ale ostatnio nie byliśmy w najlepszych stosunkach, co nie wróżyło nic dobrego, szczególnie, gdy mieszkaliśmy razem. Nie wiem, co się stało, ani kiedy to się stało, ale nagle pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że albo się kłócimy, albo panuje między nami cisza. Taka prawdziwa ciężka cisza. Gdy zaczyna coś do mnie mówić, odwracam wzrok i już. Nie widzę go, więc nie wiem, co powiedział. Prawdopodobnie zaczynało go to poważnie irytować. Nie moja wina, że od jakiegoś czasu chciał rozmawiać ze mną tylko o tym, o czym rozmawiać nie chciałem lub nie lubiłem. Miałem nadzieję, że w końcu to uszanuje, ale on najzwyczajniej w świecie musiał być uparty i naciskać na niewygodny temat.

Moja mama dalej pracowała w Niemczech, więc nie miałem jej pod bokiem, kilka moich przyjaźni rozjechało się podczas studiów przez chroniczny brak czasu z obu stron, a nowi znajomi byli w porządku, ale to nie był ten poziom znajomości, w którym zwierzasz się komuś z tego, co się dzieje. Na domiar złego mój pierwszy związek się sypał, a ja nie wiedziałem, co z tym wszystkim zrobić. Czułem się bezradny, więc starałem się od tego wszystkiego uciec, prawdopodobnie tylko pogarszając sprawę. Byliśmy razem nieco ponad dwa lata. Wciąż go kochałem, ale to wszystko stało się nagle trudne. Czułem się z tym wszystkim osamotniony. Anton przeprowadził się tu dla mnie ponad dwa lata temu i nawet jemu udało się znaleźć dobrych znajomych i przyjaciela, z którym wychodził na piwo, jak na mój gust zdecydowanie za często.

To mogło być też jednym z powodów naszych kłótni. Nigdy nie powiedziałem mu tego wprost bojąc się o jego reakcję, ale byłem zazdrosny. Bardzo zazdrosny. Wiem, rzucił wszystko i przeprowadził się do innego kraju, jadąc w nieznane, ale teraz… Umiał się spokojnie porozumieć, był przystojny, zyskiwał przyjaciół, a ja wciąż byłem tylko tym głuchym dzieciakiem. Co by nie było, moje poczucie własnej wartości istniało tylko przez krótki czas, zaraz znów znikając w jakiejś otchłani, z której nie byłem w stanie go wydobyć. Tony za to był wciąż chodzącą perfekcją. Nie mogłem oczekiwać, że zostanie ze mną na zawsze i coraz częściej o tym myślałem, próbując powoli i po cichu przygotować się do rozstania. Nic nie mogłem na to poradzić.

Tego wieczora, jak zwykle kończyłem jakiś projekt i jedyne, o czym marzyłem to jakaś kolacja i łóżko. Zmusiłem się, żeby dopisać kilka kolejnych linijek kodu, po czym zmęczenie wzięło nade mną górę i poczłapałem do kuchni. Siedząc przy stole i jedząc spokojnie kanapkę nie spodziewałem się, że Anton do mnie dołączy. Ostatnio robił to raczej rzadko i nie wiedzieć czemu, miałem wrażenie, że jego obecność nie wróży nic dobrego. “Co tam?” mignąłem do niego, nie chcąc zaczynać żadnej kłótni, ale jednak spinając się trochę. “Everything’s fine” odmigał używając ASLa. Czekałem na jakąś kontynuację, ale nigdy nie nadeszła, więc zamigałem szybko “Padam. Zaraz będę się kładł, a ty?”. Chciałem w sumie, żeby położył się ze mną. Już dawno nie zasypialiśmy razem, ale ku mojemu rozczarowaniu pokręcił przecząco głową. “Praca” odpowiedział krótko. “Na jutro?” zapytałem, wciąż mając nadzieję, że może udałoby mi się go przekonać, żeby przełożył, cokolwiek miał do zrobienia, ale pokiwał smętnie głową. “Need to finish making tests” odparł zrezygnowany “Always leave it for the last moment and regret it afterwards. Guess I will never learn” uśmiechnął się. Chyba pierwszy raz od miesiąca. Szybko odpowiedziałem tym samym, śmiejąc się bezgłośnie, na co nieco przygasł i wciąż z uśmiechem, jednak nieco bardziej smutnym, rzucił “You have no idea how much I would want to hear you laugh”.

Wiedziałem, że tak to się skończy. Każda nasza rozmowa się ostatnio tak kończy. Nastrój prysnął od razu, a ja zacisnąłem oczy, migając szybko “Please, don’t”. Nie chciałem o tym rozmawiać. Jeśli tak bardzo przeszkadzało mu bycie z kaleką, czemu wciąż tu siedział? Poczułem, jak bierze mnie za rękę i ściska delikatnie, chcąc zwrócić moją uwagę, ale wiedziałem lepiej. Nie było mowy, żebym teraz otworzył oczy. Pewnie zaraz znów się wkurzy i wyjdzie. Odczekałem kilka minut, jednak nic się nie działo. Siedział wciąż na przeciwko mnie i trzymał moją rękę w swojej. W końcu zrezygnowany otworzyłem oczy i spojrzałem na niego. Wyglądał na zmartwionego. Wyszeptał, pilnując, żeby każdy ruch jego ust był wyraźnie widoczny “Kocham cię”. Przygryzłem wargę. Dawno nie słyszałem tego od niego. “Ja ciebie też” odpowiedziałem bezgłośnie. “To mnie posłuchaj” postanowił przycisnąć temat, ale pokręciłem głową. “I don’t want to, Tony”. To było wszystko, co miałem do powiedzenia.

– Czemu mnie nigdy nie słuchasz? – powiedział, wyraźnie zły. Gdy tylko odczytałem to z ruchu jego warg, wkurzyłem się. Wiedziałem, że użył polskiego, żeby pokazać jak bardzo mu zależy. Wstałem, wyrywając rękę i odpowiedziałem wściekły, mając nadzieję, że brzmię chociaż względnie zrozumiale, co wcale nie było takie oczywiste.

– Ich höre nicht! – Podkreśliłem ostatnie słowo i wyszedłem z pomieszczenia, idąc prosto do sypialni. Stanąłem na środku pokoju, zasłaniając oczy ręką i próbując się uspokoić. Nie chciałem płakać. Nie chciałem pozwolić sobie na rozklejenie się. Liczyłem też na to, że Anton tak jak zwykle zajmie się robieniem tego, co powinien i zostawi mnie w spokoju, żebyśmy znów mogli, o ironio, przemilczeć całą sytuację.

Tym razem jednak nie miał najwidoczniej takiego zamiaru, bo poczułem oplatające mnie ramiona. Nie mogłem usłyszeć, jak wchodzi do pokoju, więc miał przewagę. Gdy przytulił mnie mocno, cały mój upór uleciał w niepamięć i po moich policzkach popłynęły pierwsze łzy. Szybko mi je otarł wierzchem dłoni i podprowadził nas obu do kanapy, siadając na niej i ciągnąc mnie za sobą. Posłusznie usiadłem, choć nie chciałem teraz stawiać temu czoła. Byłem zmęczony całym dniem pracy i tym wszystkim. Nie nadawałem się teraz na takie rozmowy. Choć w gruncie rzeczy chyba nigdy nie będę się nadawał. Nie ma czegoś takiego, jak dobry moment.

Tony widocznie westchnął i puścił moje ręce, które przez cały czas ściskał. Bałem się, że to zły sygnał, ale zaczął migać. “Marcin, I have no idea how to talk to you anymore”. Widząc to od razu odparowałem “So just don’t!”, ale kiedy zobaczyłem, że te słowa go zabolały i wyraźnie miał zamiar wstać i wyjść, złapałem go za rękę z desperacją wymalowaną na twarzy “I didn’t mean it. I’m sorry” zacząłem. “I just can’t talk or even think about it and you wouldn’t leave this topic. Why are you so persistent?” zapytałem ostatecznie, patrząc się na niego. “Why are you?” odparował. “Ich liebe dich. Ich wolle die beste für dich. And this would give you so many opportunities! Czemu willst du be given so many szanse nicht?!” migał szybko, nie zwracając uwagi na język, co nie wiedzieć czemu, rozbawiło mnie kompletnie i parsknąłem niemym śmiechem. Kompletnie zbiło go to z tropu, ale po chwili zauważył, co zrobił i również posłał w moim kierunku mały uśmiech. “I care about you. This is the only reason why I push on this topic” odpowiedział już nieco spokojniej, choć ręce delikatnie mu się trzęsły.

Przygryzłem na chwilę wargę i westchnąłem, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. “Leave it be” rzuciłem w końcu. “I’m not ready.” zbyłem go, mając nadzieję, że to wystarczy. “When will you be?” Spojrzał na mnie poważnie. “I might never… Tony, kocham cię, ale nie wymagaj ode mnie tego…” Znów do oczu napłynęły mi łzy. Ten temat zawsze wywoływał we mnie silne emocje, a ostatnio zbyt często był poruszany i bałem się, że zaważy na mojej relacji z nim. “Nie wymagam. I just can’t understand you. It’s a great chance and I want what’s best for you. You deserve that. Marcin, stop being difficult and talk to me. You never told me why you don’t want it. You just downright refused the idea and I don’t get it”. Przez chwilę starałem się pozbierać myśli.

Miał trochę racji, ale o to chodziło. Nie chciałem o tym rozmawiać, choć może powinienem. Tylko, że jak miałem wytłumaczyć komuś, kto słyszał całe życie, co to znaczy być głuchym i nagle mieć szansę odzyskać słuch, lub raczej otrzymać go po raz pierwszy w życiu? To było niemożliwe. Spojrzałem mu w oczy i zdecydowanie nie lubiłem tego smutku, który czaił się w ich kącikach. Ścisnąłem go przelotnie za rękę i zaraz potem mignąłem, zmieniając nieco temat: “Naprawdę musisz robić ten test dzisiaj? I am exhausted. Please, lay down with me. I think I need it now. We will talk soon. Das ist ein Versprechen.” Przewrócił oczami, ale skinął głową na znak zgody i podniósł jedną z moich rąk do ust, składając delikatny pocałunek na moich palcach.

Chociaż raz dzień nie zakończył się kłótnią lub ciężką ciszą i omijaniem się nawzajem. To był ogromny postęp i dało mi to nadzieję, że być może ten związek nie skończy się aż tak szybko, ale jednocześnie zdałem sobie sprawę, że obiecałem mu porozmawiać z nim o wszczepieniu implantu. Dałem się podejść albo zwyczajnie miał rację i powinienem wyjaśnić mu swoje stanowisko. Jakoś… Wciąż nie bardzo wiedziałem, jak. Jednak na ten moment postanowiłem odepchnąć wszystkie te myśli na dalszy plan i po raz pierwszy od gwiazdki zasnąć spokojnie w ramionach mojego partnera. Kto wie, kiedy będę znów miał ku temu okazję? Wtulając się w niego przez moment czułem się, jakby nic się między nami nie zmieniło. Jakbyśmy wciąż byli zakochani i szczęśliwi. Być może naprawdę tak było, tylko ciężko jest to wyłapać, gdy kłócimy się częściej niż rozmawiamy w cztery oczy.

Kilka następnych dni nie było łatwe. Tony krążył na około mnie i wyraźnie dawał mi do zrozumienia, że czeka. Miło z jego strony, że nie wspominał o tym, co pięć minut, ale w gruncie rzeczy mam wrażenie, że wychodziło na to samo. Widząc jego spojrzenie, miałem ochotę uciec z krzykiem, ale po pierwsze nie miałem dokąd, a po drugie, nie było sensu, jeśli wciąż chciałem ratować ten związek. W końcu, zaraz po skończeniu pisania aplikacji i wysłaniu jej na testy, usiadłem i czekając na mojego partnera zacząłem układać sobie w głowie to, co mu powiem. Nawet dla mnie to był jeden wielki chaos. Jak miałem jasno i klarownie wyjaśnić to komukolwiek innemu?

Kiedy zobaczyłem go przez okno, jak wchodził do naszej klatki, w pierwszej chwili ogarnęła mnie panika i chciałem położyć się do łóżka i udawać, że śpię, żeby tylko nie musieć rozmawiać. W końcu jednak zebrałem się w sobie i usiadłem w kuchni przy stole, czekając, aż się zjawi. Niedługo faktycznie wszedł, posyłając mi na wstępie promienny uśmiech. Na koniuszkach rzęs wciąż zostało mu kilka jeszcze nie stopionych śnieżynek i był cały czerwony, ale mimo to się uśmiechał. Szalony człowiek. Mi było zimno, gdy tylko na niego spojrzałem. Chciałem odwzajemnić uśmiech, ale widocznie kiepsko mi to wyszło, bo od razu popatrzył na mnie zmartwiony, migając “What happened?”. Wzruszyłem ramionami i odpowiedziałem szybko “Nothing, I’m just ready to talk to you”. Przez chwilę stał tylko w miejscu, aż w końcu usiadł na przeciwko mnie i mierząc mnie spojrzeniem zauważył ostrożnie “You don’t look ready”, ale nie mogłem się z tego wycofać. Nie teraz. “I am. I’m as ready as I’ll ever be. Tylko błagam, nie przerywaj mi. To, co mam w głowie to chaos”. Wciąż nie wydawał się być przekonany, ale skinął głową, jednak od razu zamigał “Wait. I’ll make us some good tea, I’ve got cookies on me and I think we will be much more comfortable on our bed than here, don’t you think so, too?” zapytał, a ja od razu chętnie się zgodziłem. Może to pomoże mi się trochę  uspokoić.

Niestety nie pomogło ani trochę. O mało nie wylałem herbaty na nas obu, tak mi się ręce trzęsły. Zabrał mi ostrożnie kubek z rąk i odstawił na podłogę obok kanapy, po czym złapał mnie za ręce, patrząc mi w oczy i mówiąc powoli i wyraźnie.

–  I can wait longer. I see you’re not comfortable with it, but it’s just a talk. Please, don’t behave like I’m gonna kill you this instant. – Pod koniec uśmiechnął się krótko, chcąc zapewne dodać mi otuchy, więc skinąłem mu głową, ale nie było mnie stać na odwzajemnienie gestu. Jeszcze nie teraz.

“Maybe for you it is just that. It’s much harder for me” zacząłem migać, a on tylko skinął głową i przypatrywał mi się w skupieniu. “I don’t really know where to start. There is no actual beginning, I think” kontynuowałem.

“Wherever you see suitable” dodał zachęcająco, starając się mnie nie naciskać. “God, I don’t want to pressure you that much. Now I feel like an asshole.”

“You could think about it earlier” dodałem, nie bez cienia irytacji, na co westchnął wyraźnie.

– Przepraszam. – Wyglądało na to, że rzeczywiście jest mu głupio, ale to niczego nie zmieniało.

“Okej, słuchaj. Jestem głuchy od urodzenia. I’ve never heard a thing. It’s funny how foreign it may seem. Like the concept itself. Hearing. Chciałem tego, kiedy byłem młodszy. Raz nawet próbowali. I spent more than half a year in a hospital, grasping desperately that one thin chance. It failed, you know? I was devastated. Wiem, że medycyna się posunęła do przodu. It’s probably a great progress, but I freak out whenever I think about it. What if it will be the same? Or worse? And… I can’t imagine myself hearing… it’s a freak abstraction, you know?” Usilnie starałem się na niego patrzeć, bo już i tak dawno ryczałem jak bóbr. Gdybym jeszcze spojrzał w te jego zmartwione oczy, w ogóle stałbym się kłębkiem nerwów niezdolnym do wydukania czegokolwiek.

“Why you never said so?” Zaczął ocierać mi policzki z łez i patrzył na mnie z wyrzutem.

“I don’t like to talk about it. It’s hard. Too hard” zamigałem szybko i rozpłakałem się bardziej. Przytulił mnie do siebie mocno i kołysał na boki, nie przestając głaskać mnie po plecach.

Gdy udało mi się jakoś uspokoić, byłem tak wyczerpany tym wszystkim, że chciałem tylko spać. Herbata i ciastka poszły dawno w zapomnienie, a ja nie miałem siły na nic. Anton położył w pewnym momencie dłoń na moim policzku i delikatnie zwrócił moją twarz w swoją stronę, tak żebym na niego spojrzał.

– Przebierz się i się połóż. I’ll be back in a minute with some hot tea, okey? Let’s watch a movie or something, what do you say? – Uśmiechnął się blado, co próbowałem jakoś odwzajemnić, ale z marnym skutkiem.

“Don’t you have any work to do?” zapytałem, ale pokręcił głową.

“Screw it. My priority is you right now, understood?” Wyszczerzył się, a ja pocałowałem go krótko.

“Thank you. Kocham cię” odparłem szybko, wstając i rozglądając się dookoła. W kącie kanapy, wciąż nie pościelonej, leżały moje dresy, w których ostatnio spałem, więc zgarnąłem je i poszedłem do łazienki się przebrać i nieco ogarnąć.

Kiedy wróciłem do pokoju on już tam siedział, zakopany w pościeli z herbatą w ręku. Uśmiechnął się do mnie i odgarnął włosy do tyłu i oparł się wygodniej. Był tak samo przystojny, jak w dniu, w którym zobaczyłem go po raz pierwszy wysiadając z autobusu. Czasami o tym zapominałem. To był ten sam facet, który tak uroczo starał się złapać ze mną kontakt i nie raz rzucał w moją stronę ukradkowe spojrzenia, myśląc, że nie widzę. Ten sam, który siadał ze mną do pianina i pokazywał mi okolicę. Mój Tony.

Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, jak wiele dla mnie zrobił w zamian dostając tylko moje fochy, złośliwości i zaczepki. Mógł mieć każdego, a wytrzymywał ze mną, bo… No właśnie, dlaczego? Usiadłem obok i przyjrzałem mu się jeszcze raz z tą nową świadomością. Wziąłem głęboki oddech i z pełną świadomością i nagłą odwagą zamigałem “I’ll do it” uśmiechając się do tego. Przez chwilę patrzył się na mnie bez zrozumienia, a potem o mało nie wylał na siebie gorącego napoju. “But a moment ago you said…” zaczął, ale przerwałem mu. “I know, but I want to try. I want to be able to hear you laugh or even shout at me. I want to know how does your voice sound” wytłumaczyłem mu, na co pokiwał głową, ale po chwili przygryzł wargę i zaczął ostrożnie “Don’t do it for my sake. Do it for yourself.” No i tu miałem zagwostkę, na ile robię to dla niego, a na ile dla siebie. W końcu jednak wzruszyłem ramionami. “I think it would be a little bit of both. You might finally have a normal partner, and I can have my hearing” wytłumaczyłem mu spokojnie, ale szybko pokręcił głową z niezadowoloną miną. “You are normal! I always wanted you just the way you are. You make me happy and that’s more than enough for me. Marcin, please…” Wyglądał niemal na zrozpaczonego. “Okey, okey, sorry. I just want you to be happy, that’s all. I know you say you are even now, but at the same time, admit it. It would be nice to really talk and to be able to introduce your partner to your friends without being used as interpretator, wouldn’t it?” Spojrzałem na niego wymownie, ale odwrócił wzrok. Wyraźnie bił się z myślami. Nie byłem głupi, wiem, że tak to wyglądało. “Don’t get me wrong” zaczął wreszcie “I’m not ashamed of you, I love you and I would love to take you everywhere with me, but sometimes when I go to a concert with my friends or music pub or karaoke… It’s just… I don’t want you to feel bad in all this. People discussing music you can’t hear. I don’t know how to handle that kind of situations” przyznał w końcu, a ja wziąłem go za rękę i ścisnąłem w przelocie, zanim odpowiedziałem. “Thank you, but I think you should rather talk to me about it, than hide it. It means a lot to me. Just tell me this kind of things while it’s happening, not way after. It saves us both a lot of nerves and troubles.” Milczał przez dłuższą chwilę, ale w końcu pokiwał głową i wydawało się, że nie ma nic do dodania, więc ja dodałem jeszcze swoje trzy grosze “Chcę spróbować, ale obiecaj mi coś. Nie zostawisz mnie niezależnie od wyniku”. Ciężko było mi to powiedzieć, ale jednak chciałem postawić sprawę jasno i wyrazić wszystkie swoje wątpliwości. Zmierzył mnie na to oburzonym spojrzeniem i powiedział

– Chyba zgłupiałeś! – To zdecydowanie był wpływ jego znajomych. Skąd inaczej miałby takie teksty brać. Nie mogłem się powstrzymać i parsknąłem śmiechem, na co on spojrzał się na mnie jak na idiotę i popukał palcem w czoło.

Tego wieczoru wszystko zakończyło się niemal idealnie. Leżeliśmy przytuleni i oglądaliśmy film. Nie wiem, skąd on wynajdywał te wszystkie wersje, ale zawsze znalazł produkcję z napisami. Anton ani na chwilę nie wypuścił mnie z ramion i raz za razem składał delikatne pocałunki na moim karku. Dzięki temu, po niecałej godzinie film poszedł w zapomnienie. Dopiero wtedy, gdy miałem jego twarz tak blisko, a jego ręce błądziły po moim ciele, zdałem sobie sprawę z tego, że on zawsze podczas zbliżenia coś mamrocze, a ja chciałbym wiedzieć, co. Chciałbym wiedzieć, co mówi, gdy wślizguje się tam, gdzie tylko on ma dostęp, co szepcze, gdy niemal z namaszczeniem sunie dłonią wzdłuż mojej klatki piersiowej… Nie raz widziałem, jak kręci głową i rusza nieznacznie ustami, ale do tego momentu nie zastanawiałem się nad tym. Chciałem to usłyszeć. Naprawdę tego chciałem.

Następnego dnia wybłagałem Tony’ego, żeby nic nie mówił mojej mamie, po czym wieczorem usiedliśmy i wspólnie zaczęliśmy przeglądać lekarzy oraz kliniki zajmujące się przypadkami podobnymi do mojego. Anton zadzwonił do kilku i od razu przekazywał mi informacje, a ja robiłem krótkie notatki dotyczące każdego miejsca. W końcu zdecydowaliśmy się na jedno z nich i umówiłem się na wizytę. Oczywiście prywatnie, ponieważ kolejki były niesamowite, jak można było się tego spodziewać.

Już kilka dni później siedziałem w poczekalni, miażdżąc Tony’emu rękę w żelaznym uścisku i rozglądałem się niepewnie dookoła. Wyglądałem prawdopodobnie jak zwierze w klatce, ale nie mogłem nic poradzić na rosnący we mnie niepokój. Mimo wszelkich starań nie udało mu się mnie uspokoić, więc zwyczajnie znosił moje nerwy i był obok, kiedy go potrzebowałem. Był też ze mną podczas badania. Na szczęście lekarz nie miał nic przeciwko jego obecności. Bałem się, że para gejów może go zniesmaczyć, ale był nastawiony do nas pozytywnie i zagadywał raz jego, raz mnie, chcąc zapewne trochę nas uspokoić. To bardzo miło z jego strony, ale mimo wszystko, byłem zestresowany i nie mogłem powstrzymać się od niepotrzebnego spinania i reagowania bardzo nerwowo.

“Spokojnie, proszę usiąść z powrotem na krześle przy biurku i zaraz to z panami omówię” zamigał doktor i wskazał z uśmiechem miejsce po drugiej stronie gabinetu. Skinąłem głową i usiadłem, łapiąc od razu mojego partnera za rękę i ściskając mocno. “Nie ma się pan czym stresować” kontynuował doktor.

“Po poprzedniej próbie trochę jednak mnie to stresuje. Poza tym… Nigdy nie słyszałem. Nie wiem, co przeraża bardziej – udana czy nieudana próba” odpowiedziałem szczerze i przełknąłem głośno ślinę, a lekarz wyraźnie parsknął śmiechem.

“Proszę się nie obawiać. Wtedy faktycznie mogło to być poza zasięgiem lekarzy, ale dziś pana przypadek nie jest szczególny. To względnie rutynowa procedura z niemal stuprocentową skutecznością” wyjaśnił, a ja pokiwałem głową.

– So, when would it be possible to conduct a surgery? – zapytał Anton, a lekarz popatrzył na niego bez zrozumienia.

“On pyta, kiedy jest możliwość przeprowadzenia operacji. Jest Niemcem, rozmawiamy trochę w PJM, trochę w ASL i czasem dochodzi do tego niemiecki język migowy. Sporo rozumie po polsku, ale angielski jest dla niego wygodniejszy” wytłumaczyłem od razu.

“Oh, I see…” zamigał doktor. “I’m sorry, you took me by surprise. Coming back to the topic, I think that it would be best to do it in a week or so”.

“Co? Tak szybko? Ale…” Byłem w szoku i nie wiedziałem, co mogę powiedzieć. Przenosiłem wzrok z lekarza na Tony’ego i z powrotem. Anton zareagował od razu, biorąc moje ręce w swoje dłonie i całując je delikatnie, a potem wciąż tak pozostając, mówił powoli, pilnując, żeby ruchy jego warg były doskonale widocznie.

– Spokojnie. Jesteś w dobrych rękach. And I’m here with you. You’ll be okay.

– I know – wyszeptałem, mając nadzieję, że choć trochę przypomina to, co chciałem powiedzieć. Poczułem na sobie wzrok doktora, więc spojrzałem na niego pytająco.

“Jak na osobę niesłyszącą od urodzenia, doskonale radzi pan sobie z artykulacją” zakomunikował, a ja uśmiechnąłem się półgębkiem.

“Dziękuję” odparłem szybko, wyciągając ręce z uścisku partnera. “Mam nadzieję, że to potem pomoże.”

“Na pewno. Podczas nauki mówienia będzie pan miał zdecydowanie ułatwione zadanie” dodał pokrzepiająco.

“Dorosły facet uczący się mówić. Żenada…” przyznałem że wstydem, ale oburzenie na twarzy mojego chłopaka i mina doktora mówiły mi, że zaraz nastąpi wykład na ten temat.

Nie myliłem się. Dość długo musiałem znosić mniej lub bardziej poważne argumenty na obalenie mojego stanowiska, aż w końcu poddałem się i oznajmiłem, że nic więcej nie powiem na ten temat. Zadowolony lekarz przeszedł płynnie dalej, więc po niespełna dziesięciu minutach wyszliśmy z gabinetu z terminem operacji, rzeczami potrzebnymi przy zgłoszeniu się do szpitala oraz garścią obaw i nadziei. Spojrzałem ponownie na dokumenty trzymane w ręku i dopiero wtedy uderzyło mnie, że wszystko odbędzie się w przeddzień walentynek. Nie, żeby było to jakaś ważna uroczystość, ale obchodzenie święta zakochanych w szpitalu brzmiało co najmniej średnio. Natomiast, jeśli wszystko się powiedzie, będziemy mieli piękny prezent na walentynki. Będę mógł usłyszeć go i być może powiedzieć mu coś. Uśmiechnąłem się pod nosem. To nie brzmiało wcale tak źle. Podejście lekarza bardzo mnie uspokoiło i pozostało mi tylko mieć nadzieję, że to, co mówił było prawdą.

Obudziłem się czując delikatny uścisk na dłoni. Spojrzałem w tamtą stronę i zobaczyłem Tony’ego siedzącego przy moim łóżku. Ściskał moją rękę i głaskał mnie po głowie. Uśmiechnąłem się do niego słabo. Trochę bolała mnie głowa, ale to nic. Anton pocałował mnie w czubek nosa i mignął szybko, że idzie po lekarza, a niedługo potem zjawili się obaj w sali. Decydująca chwila była coraz bliżej. Stres pojawił się ponownie, ale starałem się uspokoić.

“Spróbujmy” zaczął lekarz. “Ostrzegam, że dźwięki mogą na początku wydawać się za głośne i być dość drażniące. Jest pan gotowy?”

“Jestem. Sprawdźmy to” odpowiedziałem powoli, a doktor włączył aparat. Zmrużyłem oczy i wziąłem głęboki wdech. To doświadczenie było dla mnie zupełnie nowe. Słyszałem, ale lekarz miał rację. Był to głośny i drażniący zlepek nierozpoznawalnego dla mnie szumu. Spojrzałem na doktora z niezrozumieniem wymalowanym na twarzy.

“Prawdziwa praca zaczyna się teraz. Trzeba zmusić mózg do tego, żeby nauczył się rozpoznawać dźwięki, ale coś mi mówi, że może pan tego nie pamiętać, ale jako dziecko musiał pan słyszeć. Dlatego zakwalifikował się pan do zabiegu. Teraz za to spokojnie, wszystko w swoim czasie” wytłumaczył mi od razu. Patrzyłem na niego zdziwiony, a on w międzyczasie nieco przyciszył aparat i ze zdziwieniem odkryłem, że powoli hałas na około przestaje mi przeszkadzać. Zamknąłem na chwilę oczy i skupiłem się na tym, co się dzieje dookoła. Lekarz musiał mieć rację, bo to, udało mi się rozpoznać to, co gdzieś wyłapałem. To było jak nierzeczywisty sen.

“Pada deszcz, prawda?” zapytałem, a lekko skonfundowany Tony potwierdził skinieniem głowy. Uśmiechnąłem się. “Nie wiem, skąd znam ten dźwięk, ale tak brzmi uderzanie deszczu o szyby. Swoją drogą, deszcz w lutym… Tydzień temu było strasznie zimno, a dzisiaj wszystko się topi” rzuciłem niezobowiązująco.

“Coś mi mówi, że słyszał pan dłużej, niż myśli” odpowiedział powoli lekarz, przyglądając mi się badawczo.

“Co ma pan na myśli?” Spojrzałem na niego pytająco.

“Jeśli jest pan w stanie rozpoznać jakikolwiek dźwięk dosłownie od razu po wszczepieniu implantu, to znaczy, że na pewno nie jest pan osobą niedosłyszącą od urodzenia. To by było niemożliwe” wytłumaczył mi spokojnie, a ja po chwili zwróciłem się do Tony’ego.

“Podasz mi telefon? Chcę napisać do mamy.” Potrzebowałem wyjaśnień i to na już. Szybko skleciłem wiadomość z pytaniem czy kiedykolwiek słyszałem i czekałem niecierpliwie na odpowiedź, licząc, że doktor zostanie jeszcze chwilę i uda się rozwikłać tę zagadkę. Na szczęście odpowiedź nadeszła szybko. Chociaż przez kilka kolejnych wiadomości mama wykręcała się od odpowiedzi wprost, w końcu zobaczyłem słowa, które wiele rozwiązywały, ale ścięły mnie nieco z nóg, a mianowicie straciłeś słuch w wypadku, w którym zginął tata. Byłem tym trochę oszołomiony, bo to oznaczało nie tylko, że byłem z ojcem, w chwili jego śmierci, ale też to, że przez pierwsze prawie cztery lata życia słyszałem i mówiłem normalnie. To był za wczesny okres, bym go pamiętał, więc było to jak najbardziej możliwe.

“Tak, jak podejrzewałem, utracił pan słuch w tak zwanej fazie polingwalnej, co oznacza, że teraz musimy tylko dostać się do tych obszarów w mózgu, które są odpowiedzialne za język, ale one istnieją. Po tak długim czasie nie będzie to łatwe, ale jest to możliwe.” Uśmiechnął się zadowolony.

“Mogę spróbować coś powiedzieć? Chcę wiedzieć, jak brzmi mój głos” zapytałem niepewnie.

“Jak najbardziej może pan próbować, ale to wciąż wcześnie. Może nie pójść tak, jakby pan tego chciał, więc proszę się z tym liczyć” ostrzegł mnie zawczasu, a ja słysząc to zastanowiłem się ponownie czy jestem na to psychicznie gotowy. Po chwili jednak postanowiłem, że niezależnie od efektu, kiedyś trzeba zacząć próbować. Odwróciłem się do milczącego do tej pory Antona i uśmiechając się szepnąłem.

– Kocham cię. – Te słowa brzmiały obco i dziwnie, jak niezrozumiały bełkot, choć miałem pewność, że wypowiedziałem je poprawnie, jak zawsze do tej pory.

– I love you, too – odszepnął, wciąż pilnując, żeby układ jego ust był doskonale widoczny. Dzięki temu wiedziałem, co powiedział i po raz pierwszy w życiu miałem okazję usłyszeć jego głos. Ciepły i przyjemny dla ucha. Kojący. Nie mogłem się doczekać, aż będę mógł z nim normalnie porozmawiać, choć zajmie to dużo czasu.

Mimo, że spędziliśmy je w szpitalu, nie były to złe walentynki. W międzyczasie przyznałem się mamie, gdzie jestem i co właśnie zrobiłem. Było sporo łez i trochę nerwów, ale w gruncie rzeczy dobrze to wyszło. Chciałem móc już po prostu zadzwonić do mamy i bez przeszkód porozmawiać z nią przez telefon. Może będzie to możliwe jeszcze w tym roku? Dopiero co się zaczął, więc mieliśmy czasu a czasu. Każdy dzień pracy nad tym będzie zbliżał mnie do osiągnięcia celu, jeśli będę wystarczająco zdeterminowany. Co prawda mam również studia i pracę, ale myślę, że uda mi się to wszystko pogodzić. Tony miał rację. To wcale nie był taki zły pomysł. Nasz związek omal nie rozpadł się przez moje lęki i mój upór. Na szczęście przetrwaliśmy to i jesteśmy silni. Powoli od nowa uczyłem się dźwięków i panowania nad własnym językiem. Krok po kroku pracując nad własną słabością. Nie było wielkich dramatów ani uniesień, ale ogrom ciężkiej pracy.

Zanim udało mi się mniej więcej przeprowadzić prostą rozmowę, przy której rozmówca i tak musiał pilnować, żeby mówić wyraźnie i krótkimi zdaniami, minęły prawie trzy lata. To, co mnie cieszyło, to fakt, że podczas kłótni mogłem już bez przeszkód pokrzyczeć na Tony’ego, a gdy wkurzył mnie wystarczająco, wyłączałem aparat i zamykałem oczy. Na szczęście kłóciliśmy się coraz mniej. Mama z kolei, wciąż pracująca w Niemczech, przez dłuższy czas, gdy odzywała się do mnie, była bardzo ostrożna, bojąc się, że jestem na nią zły za przemilczenie tego, jak straciłem słuch. Przemyślałem to dość szybko i doszedłem do wniosku, że nie ma to większego znaczenia, choć ciężko mi było z myślą, że byłem w tym samochodzie, podczas wypadku, w którym zginął tata. Mimo wszystko, po tylu latach nie miało to już wpływu na nic. Pozostało mi pracować dalej i cieszyć się życiem. Miałem w końcu z czego.

Podziel się dobrem

2 Comments

  1. Wspaniale rozwinęła się ta historia 🙂
    Zapowiadał się dramat, a jednak wszystko dobrze się skończyło 🙂
    Dziękuję za Twoją pracę 🙂
    Dużo weny 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    • B.D.B.

      20 stycznia 2019 at 14 h 50 min

      Dziękuję bardzo za komentarze ( ;
      Mimo wszystko lubię happy endy, choć dramatów zabraknąć u mnie nie może.
      Pozdrawiam,
      Baśka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© 2019 Byle do brzegu

Theme by Anders NorenUp ↑