Cześć Kochani!

Tak, jak pisałam na Facebooku, dziś mały one-shot z okazji przewspaniałej audycji w UJOT FM. Mam nadzieję, że słuchacie, jeśli nie, wciąż trwa, aż do samej północy. Polecam! ( ;

Enjoy!

Znów zaczynał się mój piękny koszmar. Leżałem pod nim, a jego dłonie błądziły po moim ciele wędrując tam, gdzie tylko one jedne mogły. Nie wiedziałem, ile jeszcze wytrzymam. Jeszcze kilka krótkich chwil, a znów poczuję go w sobie i po raz kolejny będę jęczał bezwstydnie wijąc się i prosząc o więcej. Jeszcze dosłownie moment, a będę widział, słyszał i czuł tylko jego. Czułem się jak na haju. Był moim narkotykiem.

Mieliśmy prosty układ – spotykaliśmy się na seks. Tylko na seks. Żadnego dodatkowego bagażu. Niestety przy trzecim czy czwartym spotkaniu zauważyłem, że ma ciekawe poczucie humoru, przy dwunastym, że potrafi być czuły, gdy mam zły dzień, a od dziewiętnastego wszystko poszło jak lawina i skoczyłem na główkę do tego płytkiego jeziora nazywanego zakochaniem. Tak, liczyłem wszystkie spotkania i każde z nich nabierało większego znaczenia. Nie powinienem był tego robić, ale nie miałem na to wpływu. Po prostu wiedziałem, że byłby partnerem idealnym, poza tym, że nie chciał związków. Czasem myślałem nawet, że może już w jakimś jest, a ja jestem tym z doskoku i tak bardzo, jak chciałem odmówić mu czasem, tak bardzo nie mogłem. Nie byłem w stanie powiedzieć mu nie.

Tak więc znowu leżałem na moim łóżku i poddawałem się każdej jego zachciance. Jęczałem niczym dziwka gotowa zrobić wszystko, żeby tylko dostać odrobinę przyjemności, jaką jedynie ten człowiek mógł mi dać. Nie protestowałem, gdy rozchylił mi nogi ani gdy bezceremonialnie wbił się we mnie i zaczął penetrować. Nie powstrzymałem jęków ani dyszenia i nastawiałem się bezwstydnie, pozwalając mu wejść głębiej. Tak bardzo chciałem odebrać z jego rąk wszystko, co tylko był mi w stanie zaoferować. Nawet, jeśli oznaczało to moją własną zgubę.

Niestety z natury byłem nieśmiałym człowiekiem. Poza momentami, gdy wyzwalał we mnie coś dzikiego, co drzemało głęboko we mnie, gdy lądowałem w jego ramionach, nie byłem w stanie wykrzesać z siebie nic konstruktywnego, a asertywność na pewno nie była moją najznakomitszą cechą. Nie zliczę, ile razy chciałem zaprosić go na kawę, ale bałem się zwyczajnie tego, co powie. Mieliśmy układ, a to byłoby przekroczenie wszystkich granic.

Tego wieczora jednak coś we mnie pękło. Może wciąż nie mogłem przekonać się do tego, żeby go gdzieś zaprosić, ale postanowiłem po wszystkim przestać udawać hiper szczęśliwego człowieka i nie przejmując się niczym, położyłem się na boku, zwinąłem w kulkę i nakryłem kołdrą, nie mając siły odprowadzić go do drzwi.

On za to, jak zwykle wziął prysznic i zaczął się ubierać, ale po chwili poczułem, jak łóżko ugina się pod jego ciężarem, a jego ręka spoczęła na mojej głowie. Przeczesał moje wciąż mokre od potu włosy i pogłaskał po policzku.

– Dobrze się czujesz? – zagadnął.

– Jestem zmęczony – odparłem zdawkowo, nie chcąc się wdawać w zbędne dyskusje.

– Widzę, że cię dziś dobrze wymęczyłem. – Uśmiechnął się. – Trzymaj się, Janek. – Zaraz po tym wyszedł zostawiając mnie samego. Tego właśnie się spodziewałem. Tak zawsze to wyglądało. Po prostu nie byliśmy razem, więc nie było sensu za bardzo mieszać się wzajemnie w swoje sprawy.

Odezwał się do mnie dopiero po trzech tygodniach, mówiąc, że nie było go wcześniej w kraju. Jak zawsze nie pytałem, dlaczego ani gdzie był tylko potwierdziłem mruknięciem, że rozumiem, ale na pytanie o seks, odmówiłem. Nie czułem się najlepiej. Cały dzień kursowałem między sypialnią, a toaletą. Nie przetrzymałem nawet całej rozmowy z nim i musiałem rozłączyć się, biegnąc do łazienki. To, czego w życiu bym się nie spodziewał, to jego sylwetka opierająca się o futrynę moich drzwi wejściowych niecałą godzinę później. Nie zdążyłem nawet zapytać, co robi w moim mieszkaniu, gdy wyraźnie powiedziałem mu nie. Pobiegłem do toalety i zwinąłem się nad muszlą. Poczułem jego dłonie na moich plecach, gdy kucnął przy mnie. Zaczął głaskać mnie delikatnie i czekał, aż skończę.

Byłem zaskoczony, chociaż nie mogłem skupić się na tym. Na niczym nie mogłem się skupić.

– Masz jakieś krople albo węgiel aktywny? – Usłyszałem wreszcie, ale zostało mi tylko pokręcić w odpowiedzi głową. – Wracaj do łóżka i nie zamykaj drzwi. Zaraz do ciebie wrócę – powiedział miękko i zniknął za drzwiami.

Zrobiłem, jak kazał, zwijając się w łóżku z bólu. Brzuch ściskał mnie strasznie i miałem wrażenie, że nigdy nie przestanie. Niedługo potem słyszałem, że ktoś kręci się po moim mieszkaniu, ale nie miałem siły na to reagować. Podniosłem się dopiero, gdy wszedł do mojego pokoju z paczką biszkoptów, czymś co wyglądało jak herbata miętowa i jakimiś tabletkami.

– Musisz pić, bo się odwodnisz. Spróbuj z węglem, powinno pomóc – rzucił, podając mi herbatę i tabletki, a biszkopty kładąc na szafce.

To było nie fair. Nagle stał się opiekuńczy i bez słowa skargi zajmował się mną prawie do rana. Nigdy nie myślałem, że kiedykolwiek przyjdzie mi się obok niego obudzić. A jednak, leżał obok i drzemał. Nie miałem pojęcia, która godzina, ale czułem się lepiej. No i on tu był. Chociaż na tę chwilę. Nie powinienem robić sobie nadziei.

– Jak się czujesz? – mruknął rozespany, patrząc na mnie spod półprzymkniętych powiek.

– Lepiej, dziękuję. Co tu właściwie robisz? – zapytałem, patrząc w bok.

– Jak to, co? Brzmiałeś tragicznie, więc ktoś musiał ci pomóc, no nie? – Spojrzał na mnie jak na wariata.

– Dzięki, naprawdę jestem wdzięczny, ale mieliśmy umowę. Nie powinniśmy tego przekraczać – przypomniałem mu.

– Oj, daj spokój. Czemu tak ci to przeszkadza? – Tym pytaniem trafił w dziesiątkę.

– Bo potem zacznę wyobrażać sobie Bóg wie, co i będę miał problem. Miał być seks bez zobowiązań, a nie związek ani jakieś przyjaźnie – wypaliłem.

– Jaśku – westchnął i spojrzał na mnie z półuśmiechem. – Dobrze wiesz, że beze mnie będzie ci lepiej niż ze mną.

– Właśnie nie wiem. Czasem, gdy uprawiamy seks, zwyczajnie chcę zasnąć obok i tak się obudzić. Zauważyłeś, że zdecydowanie częściej teraz się kochamy zaraz pieprzyć bez pamięci? Nie mów, że odciąłeś się kompletnie i nie robi ci to różnicy! – krzyknąłem wreszcie w jego stronę.

– Jasiek… – Przytulił mnie mocno. – Może i tak, ale zdania nie zmienię. Będzie ci lepiej beze mnie i tyle. Wybacz, Jasieńku, ale tak to już bywa. Cieszę się, że ci lepiej, to znaczy, że mogę już iść. Dbaj o siebie, cześć. – Wyplątał się z moich objęć i zwyczajnie po chamsku wyszedł zostawiając mnie osłupiałego.

Po tym incydencie nie widzieliśmy się długo, a ja zaczynałem wariować śniąc o nim noc w noc, jak po raz kolejny bada moje nagie ciało, a jego zgrabne palce odnajdują swoją drogę wszędzie tam, gdzie była strefa zakazana. Zakazana dla wszystkich innych poza nim. Nie raz moje dłonie wędrowały ścieżkami, które on niegdyś wytyczył, ale to wciąż nie było to samo. Przynajmniej dopóki pewnego dnia nie poczułem w jednym z klubów na parkiecie dobrze znanych mi ramion oplatających mnie dookoła. Wtuliłem się w niego, a na moje usta wypłynął uśmiech. Poszerzył się jeszcze, gdy jego zęby zahaczyły o moje ucho.

– Jasiek, idziemy do mnie – powiedział zmysłowo. Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem u niego w mieszkaniu, to dobrze wróżyło. – Będę cię pieprzył. Długo. Bardzo długo. a jak nie będziesz miał już na nic siły, wtedy dopiero zacznę się z tobą kochać, żebyś wiedział, jak to wszystko smakuje. Weź wolne w pracy. Najlepiej dwa dni, bo wystarczająco długo trzymałeś mnie na dystans, jasne? – W odpowiedzi pokiwałem tylko głową, bo nie byłem w stanie wykrztusić choćby najprostszej odpowiedzi. Mój najgorszy koszmar chyba znów zaczął powracać, a ja nie miałem nic przeciwko tak długo, jak jego usta odnajdą właściwe miejsce na moim ciele.

Podziel się dobrem