Święta (nie) dla nas?

Kochani!

Przed Wami świąteczny one-shot. Zapraszam na króciutkie opowiadanie o tym, że nie warto się bać. Szczególnie w święta.

Enjoy!


Siedziałem w kawiarni na przeciwko mojego chłopaka, pijąc już trzecią kawę i próbując patrzeć wszędzie, tylko nie na niego. Byliśmy w miejscu publicznym, więc nie mogłem go nawet potrzymać za rękę, co zaczynało mnie poważnie wpieniać. Ja byłem zły, a on przybity, czego nie chciałem oglądać.

To będą nasze trzecie święta, od kiedy zostaliśmy parą, a nasi rodzice wciąż nie mieli o tym pojęcia. Ani on ani ja nie byliśmy wyautowani. Przynajmniej nie przed naszą rodziną. Znajomi wiedzieli i chowali nas po kątach, żebyśmy w ogóle mieli okazję spędzić trochę czasu razem i bez problemu przytulić się czy pocałować. Dobrze, że mieliśmy ich wsparcie, bo już dawno bym wybuchł. Wieczne uciekanie i chowanie się po hotelach, gdy potrzebowaliśmy chwili intymnego zapomnienia zaczynało się robić naprawdę męczące. Na domiar złego ani razu nie przyprowadziłem go do domu, bo wiedziałem, że wtedy nie uda mi się ukryć tego, jak wiele dla mnie znaczył, ale zbliżałem się do cienkiej granicy.

– Więc przed nami kolejne święta osobno? – rzuciłem, choć właściwie w ogóle nie musiałem o to pytać.

– Dawid, nie utrudniaj, proszę cię. Wiesz, że nie ma opcji, żeby przyszli do mnie jacyś znajomi podczas świąt. Nawet z telefonami bywa ciężko. Zresztą u ciebie jest podobnie – jęknął zrezygnowany.

– Zaczyna mnie to naprawdę wkurzać. Jesteśmy razem ponad trzy lata, a ja wciąż nie mogę nawet cię przytulić w miejscu publicznym, bo ktoś może zauważyć – wściekałem się. Wiedziałem, że nie był niczemu winny, ale nie mogłem powstrzymać tego natłoku emocji.

Obaj mieszkaliśmy jeszcze z rodzicami. Ja miałem dwadzieścia trzy lata, ale ledwo co ukończyłem studia i zwyczajnie nie było mnie jeszcze stać na wyprowadzkę, a on miał zaledwie osiemnaście, więc siłą rzeczy wciąż pozostawał w domu. Poznaliśmy się i zeszliśmy, gdy miał piętnaście lat, a ja dwadzieścia. Czułem się trochę jak pedofil, ale nic nie poradzę na to, że ten jego chłopięcy urok mnie wabił. Był inteligentnym i zdolnym chłopakiem, a do tego bardzo zaradnym i ogarniętym życiowo. Niestety, dopóki obaj byliśmy zależni w jakikolwiek sposób od rodziców, przyznanie się do orientacji nie wchodziło w grę. Ryzykowali byśmy tym zbyt wiele.

Właśnie w takim nastroju się rozstaliśmy tego dnia. Każde z nas na poły przybite na poły złe, poszło do domu szykować się do zbliżających się świąt Bożego Narodzenia. Wiedzieliśmy, że nie zobaczymy się prawdopodobnie aż do sylwestra. To nie tak, że byłem na niego o to zły, ale coraz ciężej było mi przełknąć kolejne samotne dni, kiedy musiałem udawać, że wszystko jest w porządku i przyjmować każde głupie życzenia wielkiej miłości i ładnej dziewczyny. Byłem coraz starszy, a on miał jeszcze czas. Trochę mnie to przerażało, bo bałem się, że znajdzie kogoś bliżej swojego wieku, komu nie będzie się aż tak spieszyło do wyjścia z szafy. Mi Narnia zaczęła już powoli przeszkadzać.

Pomyślałem, żeby korzystając z sielankowej atmosfery podczas czy po wigilijnej kolacji porozmawiać z rodzicami na temat mojej orientacji oraz w miarę możliwości powiedzieć im trochę o moim chłopaku. Być może jakoś to przełkną i będziemy mogli spotykać się u nas, oszczędzając tym samym na hotelach a także nie siedząc wiecznie znajomym na głowie, gdy tylko chcemy porozmawiać albo się poprzytulać. Co prawda ojciec lubił homofobiczne żarty, a matka kręciła głową ze świętym oburzeniem, gdy tylko ten temat pojawiał się w telewizji, ale miałem nadzieję, że gdy nie będzie to jakaś odległa obca sytuacja, a rzecz będzie dotyczyła ich najmłodszego syna, jakoś to przetrawią i nauczą się z tym żyć. Być może nie zaakceptują mnie od razu, ale z czasem była na to szansa.

Nie wiedziałem, że coś tak prostego, jak dwa słowa jestem gejem mogą kosztować tyle nerwów. Przecież to nic takiego, ot zakochałem się. W mężczyźnie. No, raczej w chłopaku. Tak czy owak, po prostu kocham kogoś, kto wygląda nieco bardziej podobnie do mnie niż zakłada to reguła, ale to przecież nie zbrodnia. Ja po prostu chcę być szczęśliwy i nie walczyć sam ze sobą, żeby zbliżyć się do kogoś ani tym bardziej nie walczyć z innymi. Liczyłem na to, że ten argument trafi do mojej rodziny i pozwolą mi być po prostu sobą.

Niestety nie zdążyłem jeszcze zacząć tematu, kiedy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Zdziwieni popatrzeliśmy po sobie. Wszyscy siedzieli już dawno przy stole i nikogo nie brakowało. Obie moje starsze siostry z dziećmi i brat z narzeczoną znajdowali się w pokoju, a dziadkowie mieli pojawić się dopiero następnego dnia, ponieważ zdecydowali się na kolację wigilijną u brata mamy. Od razu wzrok wszystkich jakoś tak odruchowo powędrował w stronę pustego talerza, który tradycyjnie był przygotowany dla zbłąkanego wędrowca, po czym wszystkie spojrzenia utkwione zostały we mnie. No tak, najmłodszy od czarnej roboty. Z ciężkim westchnieniem wstałem i poszedłem otworzyć, szybko dziękując Panu, że jednak ja to zrobiłem.

W drzwiach stał mój chłopak zapłakany, bez kurtki i w kapciach. Był przemarznięty i roztrzęsiony. Serce ścisnęło mi się na ten widok. Szybko wciągnąłem go do środka i przytuliłem mocno, nie zważając na nic. Wczepił się we mnie łkając cicho. Starałem się go jakoś uspokoić, ale z marnym skutkiem. Mogłem się tylko domyślać, co się stało i zdecydowanie mi się to nie podobało. Zanim jednak zdołałem cokolwiek z niego wyciągnąć, z pokoju wychyliła się ciekawska główka mojej najstarszej siostrzenicy, którą odesłałem ruchem głowy i ledwo słyszalnie wyszeptałem sio. Schowała się natychmiast, ale zaraz do przedpokoju weszła moja mama i spojrzała na roztaczającą się przed nią scenę z bezbrzeżnym zdziwieniem.

– Wszystko wytłumaczę, ale daj nam moment. Próbuję go uspokoić – powiedziałem spokojnie. Pokiwała głową, usilnie o czymś myśląc. Przyjrzała nam się jeszcze raz dokładnie, wyłapując kilka istotnych szczegółów. Między innymi strój chłopaka, stan, w jakim się znajduje i prawdopodobnie to, jak obejmuję go opiekuńczym gestem. Przez moment jeszcze wahała się wyraźnie, ale w końcu podeszła do nas zdecydowanym krokiem.

– Dobry wieczór. O mój Boże, przyszedłeś tu bez kurtki? Dawid, nie trzymaj go tak w wejściu. Siadaliśmy właśnie do kolacji. Zjemy trochę później. Zaraz zajmiemy czymś dzieciaki. Trzeba cię ogrzać i koniecznie przebrać w coś suchego i ciepłego – rozporządziła, swoim zwyczajem i matczynym gestem przyłożyła mu rękę do czoła. – No już, już. Zaraz się wszystkim zajmiemy.

– Mamo… – zacząłem, ale szybko mi przerwała.

– Potem. Mamy ważniejsze rzeczy. Weź go do pokoju, znajdź coś ciepłego do ubrania i koc, a ja zrobię herbatę i wygrzebię termofor. Na rozmowę przyjdzie jeszcze czas. – Z jakiegoś powodu rzuciła mi wszystko wiedzące spojrzenie, a ja nie śmiałem dyskutować. Zabrałem mojego chłopaka do pokoju i szybko pomogłem mu się przebrać w dresy i sweter, po czym wydobyłem z szuflady grube, ciepłe skarpety i sadzając go na łóżku, otuliłem go kocem. Po chwili mama przyniosła gorącą herbatę i termofor podając to nam z zatroskaną miną.

– Dziękuję – wydukał cicho.

– Nie ma za co. Dam wam trochę czasu. Dołączcie do nas, jak dacie radę. Poczekamy z kolacją – odpowiedziała z małym uśmiechem i wyszła nie pozostawiając pola do dyskusji.

– Twoja mama jest całkiem w porządku – wyszeptał, a ja pokiwałem głową.

– Nie byłem pewien, jak zareaguje i nie wiem, co będzie dalej. Chciałem im dziś powiedzieć, ale jeszcze nie zdążyłem – odparłem zrezygnowany.

– Ja swoim powiedziałem i… i… – Znów się rozpłakał, a ja ostrożnie odstawiłem kubek z gorącym napojem na bok i przytuliłem go mocno.

– Ćśś, Alan, kochanie. Jestem tu, okej? Obiecuję, że jesteś bezpieczny – powiedziałem cicho, całując go w skroń.

– Ojciec wyrzucił mnie z domu tak, jak stałem. Nie mogłem nawet zabrać kurtki ani nic. Nawet butów nie miałem czasu założyć. Telefon też został na stole w pokoju. Nie wiedziałem, co robić, więc przyszedłem… – wyszlochał.

– Dobrze zrobiłeś, że tu przyszedłeś. Obyś się tylko zapalenia płuc nie nabawił. Trzeba było złapać taksówkę, przecież bym zapłacił – upomniałem go lekko.

– O tej porze w wigilię bez telefonu? Prędzej bym zamarzł niż się doczekał – burknął.

– Racja. Przepraszam. To wszystko przeze mnie. Gdybym ostatnio nie cisnął tak tematu, to nic by się nie wydarzyło. – Spojrzałem mu w oczy z wyraźną skruchą, ale pokręcił głową.

– Nie. Już dawno chciałem im powiedzieć. Nie chcę wiecznie cię ukrywać. Wiedziałem, że będą niezbyt zadowoleni, ale tego się nie spodziewałem – wymruczał niewyraźnie, wtulając się ponownie w moje ramię.

– Ogrzej się i uspokój troszeczkę, a potem idziemy do salonu. Wszyscy czekają z kolacją i pewnie będą żądali wyjaśnień.

– Tego się właśnie boję. Co, jeśli zareagują tak samo? – zapytał, spinając się cały.

– Alan, spokojnie. Widziałeś, jak reagowała moja mama, a widziała, jak cię przytulam. Mam dobre przeczucia, okej? – pogłaskałem go pokrzepiająco po ramieniu. Po kilku kolejnych minutach zaprowadziłem go do łazienki, żeby przemył trochę twarz zimną wodą i ogarnął się nieco, po czym poszliśmy do salonu, gdzie stał zastawiony stół.

Wszystkie twarze od razu zwróciły się w naszą stronę, a mama z ojcem błyskawicznie podnieśli się z kanapy podchodząc do nas. Ola, moja najstarsza siostra została przesadzona na miejsce dodatkowego nakrycia, a krzesło stojące obok mojego zostało puste, zapewne dla Alana. Wziąłem głęboki oddech i starałem się nie zwracać uwagi na wszystkie utkwione w nas spojrzenia. Oplotłem mojego chłopaka ramieniem, chcąc dodać mu trochę otuchy i zacząłem.

– Mamo, tato… Chciałem wam to dziś powiedzieć, ale na pewno nie tak. To jest Alan, mój chłopak. Jestem gejem. – Stało się. Te słowa opuściły moje usta i teraz nie było już odwrotu. Alan patrzył się w podłogę, nie mogąc się zebrać, żeby podnieść wzrok, a ja czekałem na jakąś reakcję. Kątem oka zauważyłem zadowolone uśmiechy sióstr i zdziwioną minę brata.

– No dobrze, ale to nic nie tłumaczy. Mówcie, co się stało? – zagaiła mama, jakby kompletnie głucha na to, co powiedziałem wcześniej.

– Alan powiedział rodzicom i nie przyjęli tego najlepiej – odpowiedziałem ostrożnie.

– I wybiegłeś tak z domu w święta? Oni muszą się teraz bardzo martwić! – Przejęła się mama, ale mój chłopak szybko pokręcił głową i w końcu odważył się na nią spojrzeć.

– Ojciec kazał mi się wynosić. Nie miałem czasu się nawet porządnie ubrać ani zabrać telefonu – przyznał z zażenowaniem.

– A to sukin… – zaczął tata, ale umilkł pod spojrzeniem małżonki.

– Rozumiem. Siadajcie do stołu chłopcy, bo wszyscy są już naprawdę głodni. Wy pewnie też. – Popędziła nas gestem dłoni w stronę krzeseł. Alan usiadł posłusznie, a ja przez chwilę jeszcze zagapiłem się na rodziców.

– Słyszeliście w ogóle, co powiedziałem? Jestem gejem – powtórzyłem dobitnie, na wszelki wypadek. Mój chłopak wyraźnie się spiął, ale mama podeszła bliżej i położyła mi dłoń na policzku, gładząc mnie delikatnie.

– Wiemy, synek. Wiemy. Słyszeliśmy. Chyba nawet podejrzewaliśmy wszyscy coś od jakiegoś czasu – powiedziała, patrząc na mnie z uśmiechem.

– A te wszystkie żarty i komentarze? – spytałem, delikatnie zirytowany.

– Nie muszę tego pochwalać. – Wzruszyła ramionami. – Ale jesteś moim synem i chcę dla ciebie jak najlepiej, a tego, kim jesteś, nie da się zmienić. Nie szukaj dziury w całym, tylko siadaj i bierz ten opłatek, bo zdążymy się wszyscy zestarzeć zanim się ogarniesz.

– Ja… Dziękuję – powiedziałem cicho i siadając, ścisnąłem w przelocie rękę Alanowi. Uśmiechnął się do mnie w odpowiedzi i wyraźnie uspokoił. Mimo ciężkiego początku, zapowiadało się na względnie udaną, rodzinną wigilię i nie mógłbym sobie wyobrazić lepszego zbłąkanego wędrowca. Miałem tylko nadzieję, że moje siostry dadzą żyć biednemu chłopakowi, a mama z tatą nie zagłaszczą go zaraz na śmierć, bo przebąkiwali co chwilę o potencjalnym zapaleniu płuc. Oczywiście sprawa z rodzicami Alana nie będzie prosta, ale myślę, że damy radę to rozwiązać po świętach, a tymczasem mogłem cieszyć się jego towarzystwem we własnym domu i jego zapachem, gdy zasypiał obok mnie w moim własnym łóżku. Nie powinienem być może być nadmiernie zadowolony z tego, jak potoczyły się sprawy, ale myślę, że to też przekonało moich rodziców do tego, żeby ostatecznie przyjęli taką, a nie inną postawę, a mój chłopak na te kilka dni nie ruszał się z zasięgu mojego wzroku.

Podczas, gdy on wciąż jeszcze smacznie spał, zmęczony emocjami poprzedniego wieczora, ja poszedłem do kuchni, żeby od kawy powoli zacząć dzień. Nie chciałem go budzić. Lepiej, żeby pospał chwilę dłużej i odpoczął porządnie. Ja za to mogłem w tym czasie spokojnie porozmawiać z mamą, która wstawała zawsze skoro świt. Przytuliłem ją na przywitanie, co chętnie odwzajemniła. Zrobiłem nam obojgu kawę, a ona wydobyła zakamuflowany talerz pierniczków i z chytrym uśmiechem na ustach postawiła go między nami.

– Tylko ćśś. Jakby się ojciec dowiedział, że schowałam przed nim pierniki to by mnie chyba udusił – zaśmiała się i puściła mi oczko.

– Zabiorę tę tajemnicę do grobu – odpowiedziałem konspiracyjnym szeptem, po czym spoważniałem. – Mamo… Co myślisz o Alanie?

– To fajny chłopak, choć wciąż jest młody – powiedziała ostrożnie.

– Mamo, ja wiem, że ma dopiero osiemnaście lat, ale proszę, uwierz mi, że… – zacząłem niemal błagalnie.

– Nie, stój – przerwała mi. – Ja tylko stwierdziłam fakt. Jest młody, nie mówię, że za młody. Twój ojciec jest przecież starszy ode mnie o siedem lat. Musiałabym być dobrą hipokrytką, co nie? Wiesz, jak długo chowałam Marka przed rodzicami? No i ile ich potem błagałam, żeby dali temu szansę? Jak się zeszliśmy miałam piętnaście lat, on dwadzieścia dwa.

– A ja się czułem jak pedofil, kiedy Al miał piętnaście lat – mruknąłem.

– Od piętnastu to już legalnie. – Mama wzruszyła ramionami, a mi opadła szczęka. Widząc moją minę, zaczęła się śmiać i o mało nie opluła się kawą.

– Mamo! – zganiłem ją krótko.

– No co? Prawdę mówię. – W każdym razie, to naprawdę sympatyczny, rezolutny chłopak. Niech zostanie u nas przez święta, a potem spróbujemy coś wykombinować z jego rodzicami. Dajmy im i jemu czas na ochłonięcie. Poza tym, mówił coś o skrzypcach, więc ma dziadka w kieszeni. – Mrugnęła do mnie, a ja pokiwałem głową.

– No tak, dziadek zawsze je bierze. W sumie to nigdy nie słyszałem Alana grającego. Nie miałem okazji.

– No to będziesz miał, ale liczę na akompaniament na pianinie. – Usłyszałem nad sobą jego głos. Podniosłem głowę i szybko uśmiechnąłem się szeroko. Stał ze zmierzwionymi włosami w moich piżamach. – Dzień dobry.

– Dzień dobry. Siadaj, siadaj. Kawkę? – zapytała mama, niczym nie zrażona.

– Poproszę. Dziękuję bardzo – odparł speszony i już chciał usiąść obok mnie, ale pociągnąłem go za rękę tak, że znalazł się na moich kolanach. Mimo wyraźnych protestów oplotłem go ramionami i wtuliłem się w jego plecy.

– Dawid, bądź poważny – jęknął.

– Nigdy.

– Wariat – westchnął, ale w jego głosie było słychać nutkę rozbawienia.

– To z miłości – wytłumaczyłem się sprawnie, ale on tylko popukał się w czoło i cmoknął mnie w skroń.

Atmosfera była sielankowa, a mama zaczęła od razu faszerować mojego chłopaka wszystkim, co tylko miało zbawienny wpływ przy przeziębieniu tak na wszelki wypadek. Udało nam się we trójkę zjeść wszystkie pierniczki zanim tata wstał, więc nie było żadnych dowodów zbrodni. Wszyscy szykowaliśmy się na wielki obiad u nas w domu. Zawsze w pierwsze święto był u nas niezły harmider. Przyjeżdżali dziadkowie i rodzeństwo taty oraz brat i siostra matki. Oczywiście wszyscy z rodzinami. Było nas więc około trzydziestu osób, także wesoło, tłoczno i gwarno. Biedny Alan miał niesamowity talent do dzieci i wszystkie słuchały się go jak zaczarowane. Niestety z tego tytułu zaprzęgli go do pilnowania tego całego małego przedszkola, więc nie miałem okazji spędzić z nim tyle czasu, ile bym chciał, ale za to zaskarbił sobie łaski całej rodziny. No i rzeczywiście, gdy zasiedliśmy do wspólnego kolędowania, ja grałem na pianinie, a on na skrzypcach, ostatecznie kupując tym moich dziadków. Wpasował się w naszą rodzinę, a ja jeszcze kilka dni temu siedziałem przybity myśląc, że święta są nie dla nas. Trzy długie lata ukrywałem go przed światem, a jeszcze dłużej milczałem na temat orientacji ze strachu, że stracę przez to najbliższych. Myliłem się i bardzo się z tego cieszę.

Podziel się dobrem
error

4 komentarze do wpisu „Święta (nie) dla nas?”

    • Dziękuję bardzo za komentarz! ❤
      Powtórki że świąt niestety nie uda mi się przez najbliższe 12 miesięcy osiągnąć, ale mogę zagwarantować więcej tekstów w najbliższym czasie 😉

  1. Cudowna historia 🙂 Uwielbiam, kiedy sprawdza się przysłowie, że strach ma wielkie oczy 🙂
    Z radością przeczytałabym, coś więcej o losach Alana i Dawida 🙂
    Dużo weny 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    • Dziękuję za komentarz!
      Nie wiem czy coś jeszcze się na ich temat pojawi. Z zasady jakoś nie wracam wybitnie do one-shotów, choć z drugiej strony Marcin i Anton na życzenie czytelników doczekali się kontynuacji swojej historii, więc nie mówię „nie”. Może ta dwójka kiedyś też doczeka się swojej historii, nie koniecznie świątecznej.
      Pozdrawiam,
      Baśka

Dodaj komentarz