Cześć Kochani!

Pozdrawiam Was wszystkich z mojej ukochanej upalnej Japonii, gdzie powoli zaczynam się ogarniać. Zakładka „Japonia” nie cieszy się na stronie zbyt dużą popularnością, ale cóż, nie każdego musi to interesować, ale dla mnie to naprawdę cudny kraj ( ;

Przed Wami nowy rozdział Układu Antytetycznego, a wszystkim subskrybentom polecam sprawdzić swoje skrzynki, bo pójdzie do Was po tym wpisie mała niespodzianka.

Enjoy!

Po tym wieczorze musiałem odpocząć od wszystkiego i wszystkich, więc przez kilka dni pod rząd nie robiłem nic poza pracą czy przygotowywaniem materiałów. Z tą różnicą, że było mi zdecydowanie lepiej. Czułem się świetnie, a każda lekcja szła jak po maśle. Wreszcie przestałem uciekać od muzyki, więc moi uczniowie byli zachwyceni tym, że wplątywałem raz po raz jakiś znany kawałek i na jego przykładzie uczyłem gramatyki, słownictwa czy robiłem ćwiczenia ze słuchania. W międzyczasie podśpiewywałem pod nosem i wystukiwałem rytm palcami, nogą czy bujałem się w rytmie muzyki. Byłem jak nowo narodzony. Zauważyli to nie tylko uczniowie, ale nawet współpracownicy, którzy od razu zaczęli wypytywać mnie o powód mojego nagłego zadowolenia z życia. Dziewczyny z sekretariatu wymyśliły nawet teorię spiskową, jakobym ukrywał przed światem jakąś nową sympatię i nie ważne, ile razy bym nie zaprzeczał, one wciąż upierają się przy swoim.

Chociaż może faktycznie mają rację. Muzyka była moją wielką życiową miłością i teraz mogłem przeżywać ją w pełni, niczym nie stłamszony. Niestety w pracy nie bardzo to rozumieli. Nie pomógł również fakt, że Remigiusz postanowił zaszczycić mnie w niej swoją obecnością niecały tydzień później. Z miejsca dostałem łatkę geja i mini grono psychofanek. Po prostu cudownie. Miałem pewność, że prędko nie dadzą mi spokoju. Machnąłem jednak na to ręką i postanowiłem, że nie dam się sprowokować. Nawet, gdy Remi postanowił przy wszystkich przytulić mnie z wielkim entuzjazmem i cmoknął mnie w policzek. Przewróciłem na to oczami i spojrzałem na niego z uniesioną brwią. Musiał czegoś ode mnie chcieć. Byłem tego pewien.

– Błagam, podwieź mnie na próbę i poczekaj tam na mnie. Stawiam kolację, ale potrzebuję podwózki. – A nie mówiłem? Musiał czegoś chcieć. Westchnąłem głośno i pokręciłem głową.

– Na twoje szczęście jestem dzisiaj samochodem, a zazwyczaj idę pieszo. Nie chce mi się gotować, więc kolacja dzisiaj brzmi dobrze. Odłożę tylko dziennik, zgarnę torbę i możemy lecieć – odpowiedziałem szybko. W odpowiedzi wyszczerzył się jak głupi do sera, co dosłownie nie byłoby dalekie od prawdy, gdybym tylko został serem… Zostawiłem to bez komentarza i szybko zrobiłem co trzeba, po czym, żegnając się z dziewczynami, zaciągnąłem Remika do samochodu.

– Życie mi ratujesz. Zadzwonił do mnie trener, że mają dla mnie miejsce w spektaklu tylko muszę się tam stawić dziś przed dwudziestą. Poczekasz na mnie na miejscu? – zapytał z nadzieją, a ja niechętnie się zgodziłem. – Będziesz miał okazję popatrzeć jak tańczę.

– No, szczególnie z tą ręką. Jestem ciekaw, jak to ukryjesz – zakpiłem.

– Nie ukryję. Trener wie, ale jestem na lekach i ją oszczędzam, ile się da. Będzie dobrze. Nie masz pojęcia, jak się cieszę. Ten spektakl będzie duży. To mi może bardzo pomóc – zbył mnie natychmiast i zmienił nieco temat.

– No to trzymam kciuki. Chodź, bo się spóźnisz. – Pociągnąłem go w stronę auta i czym prędzej wsiadłem.

Na szczęście nie było korków, więc na miejsce dotarliśmy jeszcze przed czasem. Zostałem posądzony na widowni w pierwszym rzędzie i pilnowałem Remikowi rzeczy, kiedy on rozmawiał z trenerem. Jak widać nie tylko tancerze przyszli na przesłuchanie, ale również aktorzy i wokaliści. Obsadzali ostatnie role, więc było o co powalczyć. Niestety, kiedy słyszałem połowę śpiewających, włos mi się zjeżył na głowie. Nie trafiali w tonację albo lądowali kupę zbędnych ozdobników. Miałem ochotę stamtąd wyjść, co widocznie zauważył Reni i z chytrym uśmieszkiem zaczął rozmawiać z jakimś facetem. Ten wzruszył ramionami i podszedł do kobiety odpowiedzialnej za przesłuchania. O nie. Nie, nie, nie, nie. Zabiję go gołymi rękami. Miałem go tylko podrzucić a nie brać udział w tym wszystkim.

Niestety, moje przewidywania były słuszne. Gdy tylko ostatni nieszczęsny kandydat skończył, zawołali mnie do siebie. Z ciężkim sercem podszedłem do nich, a w myślach planowałem tysiąc jeden sposobów rozszarpania Remigiusza na strzępy.

– Masz ukończone studia kierunkowe? – padło na wstępie pytanie.

– Nie. – Pokręciłem głową. – Dopiero myślę o ich rozpoczęciu.

– Okej, nie ma sprawy. Remi twierdzi, że jesteś dobry, a my i tak mamy chwilę czasu. Jesteś przygotowany? – zapytała kobieta, mierząc mnie wzrokiem.

– On się nie zna. Proszę mu nie wierzyć. Poza tym, jestem tu przypadkiem, miałem go tylko podwieźć i poczekać, więc jestem nieprzygotowany i nie rozśpiewany. Natomiast słyszę, że wszyscy śpiewają piosenki z musicalu Rent, więc jeśli mają państwo podkład albo akompaniamentora to mogę zaśpiewać “One song glory”, ale nie gwarantuję powalających efektów – powiedziałem niemal na jednym wdechu.

– No to stawaj, zaraz zobaczymy czemu nasza mała wschodząca gwiazdka cię poleca. – Mężczyzna ruchem głowy wskazał mi środek sceny.

Posłusznie poszedłem na miejsce i wziąłem kilka głębokich wdechów na uspokojenie. Tymczasem mój znajomy szczerzył się w najlepsze i wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie. Posłałem mu mordercze spojrzenie i odwróciłem głowę, żeby nie rozpraszać się bardziej niż to konieczne. Musiałem wczuć się dobrze w nastrój kawałka i znaleźć na niego swój sposób. Swoją interpretację. Tu akurat miałem pole do popisu. Czułem jakby to było trochę o mnie. Tekst miejscami odzwierciedlał moją pustkę, zagubienie czy dotychczasowe wyrzeczenia, więc musiałem to wszystko wykorzystać. Stanąłem twardo na środku sceny i kiedy tylko zabrzmiały pierwsze dźwięki, wiedziałem, że to będzie mój moment. Odarcie się przed wszystkimi z takich emocji i stanie nagim i bezbronnym na scenie nie należy do łatwych, ale czasem działa niczym autoterapia. Po Ewelinie naprawdę tego potrzebowałem. Znów stanąć na scenie i popłynąć, nuta za nutą coraz bardziej oddając się piosence. Niestety nie  była ona długa, więc dość szybko przyszlo mi się z nią rozstać, co o dziwo przyjąłem z ciężkim sercem. Tych krótkich kilka minut dało mi niesamowitą okazję do potwierdzenia swojej własnej wartości i powiedzenia samemu sobie hej, warto było.

Kiedy wróciłem do realnego świata, zamiast odpływać wciąż myślami , zauważyłem, że dwójka, która wysłała mnie na scenę zawzięcie o czymś dyskutuje, a reszta wgapia się we mnie jak ciele w malowane wrota. Remi był bardzo z siebie zadowolony, połowa śpiewających patrzyła na mnie z jawną niechęcią, co tylko poprawiło mój humor, a tancerze i cała reszta wyglądała na lekko skonfundowanych. W końcu nie codziennie przychodzi obcy facet, wpycha się bez kolejki i chyba daje radę.

– Możesz podejść? – Usłyszałem w końcu kobietę odpowiedzialną za przesłuchanie. Od razu zrobiłem to, o co mnie prosiła i czekałem na rozwój wydarzeń. – Naprawdę jesteś bez studiów?

– Tak. Miałem iść na akademię muzyczną, ale nigdy nie dotarłem. Dalej to rozważam – przyznałem szczerze.

– Czemu nie dotarłeś? – dopytał od razu zaciekawiony mężczyzna.

– Moja eks narzeczona nie popierała tego, więc skończyłem anglistykę i zostałem lektorem, ale muzyka zawsze w jakiś sposób do mnie wraca.

– I dzięki Bogu, że tak jest. Dostajesz rolę, potem wprowadzimy cię we wszystkie szczegóły. Nawet nie próbuj się wymigać. Zmiotłeś konkurencję. Masz talent, tylko trzeba to doszlifować. Póki co, będziemy robić to tu, ale zadam obietnicy, że pójdziesz na akademię – powiedziała twardo moja rozmówczyni i wzrokiem dawała mi znać, że nie mam prawa do sprzeciwu.

– Nie bardzo wiem, co powiedzieć, ale postaram się jakoś to pogodzić – odpowiedziałem niepewnie.

– A u ciebie z tańcem i graniem? – zapytała znów wyraźnie zainteresowana.

– Chciałem iść na kierunek musical, więc jako tako coś potrafię, ale tu już nie gwarantuję – odparłem trochę speszony.

– Nie szkodzi, jeśli grasz tak, jak odegrałeś ten kawałek, to będzie świetnie, a tańcem zajmie się nasza gwiazdeczka. Na bank chętnie cię podszkoli. – Kobieta machnęła ręką.

– Jeśli o Remika chodzi, już zaczął – mruknąłem pod nosem, przypominając sobie wieczór kilka dni wstecz.

– No i cudnie, a teraz wybacz, pogadamy później, bo mamy naszych tancerzy do sprawdzenia. Polecam uważnie się przyglądać. Zobaczysz, na co go stać – wtrącił mężczyzna z dumą w głosie. To zapewne był jego trener, skoro tak cieszyły go osiągnięcia Remiego.

Skinąłem więc głową, wciąż niedowierzając i ruszyłem na swoje miejsce. Kiedy tylko usiadłem, Remik dopadł mnie szybko i przytulił mocno szepcząc gratulacje, po czym ulotnił się na scenę wraz z innymi. Mały dzikus. Przez niego moje ułożone i stonowane życie, które tak starannie utrzymywałem w stanie stagnacji, burzyło się kawałek po kawałku i stawało się chaosem.

Byłem ciekaw jego występu. Najpierw zaczęli wszyscy razem. Mieli do powtórzenia choreografię pokazywaną na bieżąco. Większość radziła sobie dobrze, ale kilka osób ledwo nadążało. Starałem się nie skupiać tylko na znajomym, ale ciężko było oderwać od niego wzrok. W głowie szumiały mi jego słowa, kiedy opowiadał o trudnym wyborze, jakiego dokonał. Patrząc teraz na niego, wiem, że mimo wszystko było warto. Jest świetny. Nie mógłby tego zaprzepaścić. To byłoby zwyczajne marnotrawstwo talentu. Myśl o tym mnie nieco ubodła. Sam porzuciłem na długi czas śpiewanie, które było moją odskocznią, a chciałem oceniać wybory, jakich on dokonywał. Pachnie hipokryzją. Nie mniej jednak, wybrał dobrze. Powoli zaczynałem rozumieć, dlaczego nazywali go gwiazdeczką. Nawet w zwartej grupie przyciągał uwagę widza.

Po około piętnastu minutach na scenie zostało kilkunastu tancerzy. Wśród nich oczywiście dumnie stał Remik i raz po raz posyłał mi nerwowy uśmiech. Czym on się niby miał stresować? Szło mu świetnie. Od razu było widać, że jest do tego stworzony. Niestety jeszcze nie pozwolili im tańczyć solówek. Druga część przesłuchania obejmowała podstawy klasyki i jazzu, ale i przez tę część przeszedł śpiewająco. Wreszcie została wybrana piętnastka, która mogła zaprezentować przygotowane przez siebie choreografie, ale z tego, co było mi wiadomo, Remigiusz nie był przygotowany. Chyba. Nic nie wspominał, a telefon ponoć dostał dziś, więc byłem ciekawy, jak mu pójdzie całość. W pewnym sensie znalazł się w tym samym miejscu, co ja wcześniej. Bez przygotowania miał zatańczyć coś, co przekona do niego choreografa.

Niestety kolejność była z góry ustalona, dlatego pozostało mi czekać i przyglądać się każdemu uczestnikowi z kolei, zanim Remi dostał swoje pięć minut. Wszyscy mieli do zatańczenia dwie zróżnicowane choreografie. Jedną wcześniej przygotowaną, do podanego przez siebie kawałka, a drugą improwizowali na miejscu do tego, co im puścili. Przed Remim moją uwagę przykuła tylko jedna dziewczyna, a poza nią ewentualnie mogłem stwierdzić, że jeden chłopak, na oko w moim wieku jest całkiem niezły, ale to wciąż nie to. Nie wiem, czego oczekiwałem od występu Remika, ale na pewno nie tego, co zobaczyłem.

Z jednej strony w tej choreografii było tyle emocji i tyle… wszystkiego, że ciężko było skupić się na jednej rzeczy, ale z drugiej zdecydowanie układało się to w logiczną całość. Nie było przedobrzone. Wszystkiego wydawało się być w sam raz. Nawet ja byłem w stanie to ocenić. Po prostu on sam był choreografią. Wypływała ona z niego naturalnie, a każdy jego ruch wyglądał jakby przygotowywał go z namaszczeniem i niemal modlił się tym tańcem. Byłem tym absolutnie zauroczony i zdecydowanie zgadzałem się z jego przezwiskiem. Pasowało jak ulał. Na scenie świecił i błyszczał.

Myślałem, że właśnie zobaczyłem maksimum jego możliwości przedstawione w jednej choreografii. Nic bardziej mylnego. Kiedy przed improwizacją usłyszałem głos jego trenera mówiącego a teraz, gwiazdeczko, bez olewania. Pokaż wreszcie na co cię stać, zdębiałem. To miało być olewanie? Tak wyglądał, kiedy się nie starał? Nie zdążyłem jeszcze wyjść z pierwszego szoku, kiedy zobaczyłem jak zaczyna tańczyć do puszczonej właśnie muzyki. Wyglądał niczym zjawisko nadnaturalne. Brakowało mi słów, żeby to opisać. Miał skurczybyk talent. Gdyby jeszcze nie był tak irytujący, to może zastanowiłbym się jeszcze raz nad jego kandydaturą, ale niestety Remik to Remik. Charakteru mu nie zmienię. Chociaż może to i lepiej. Nie widzę tego, tak czy owak. Wiem, że nie mamy ogromnej różnicy wieku, ale mimo wszystko trochę mnie to razi. Jest za młody i zbyt impulsywny, co zdecydowanie dobrze działa przy tańcu, jednak życie to trochę inna bajka.

Nie mniej jednak, z zapartym tchem, doczekałem do końca i razem z innymi zacząłem klaskać.

– Dobra robota, gwiazdeczko. Tylko wiesz, następnym razem na egzaminach i przesłuchaniach nie ma opierdalania. Korzystasz z tego, że znam twoje umiejętności.

– Ale ja… – zaczął Remik obronnym tonem.

– Powiedz, że naprawdę się starałeś, a zmienię o tobie zdanie – przerwał mu trener ostrzegawczym tonem.

– Nie, ale dzisiejszy trening i ta ręka… – mruknął niewyraźnie.

– Dobra, powiedzmy, że ci wierzę. Muszę mieć pewność, że dasz z siebie wszystko, jeśli bym cię wziął. Ta kontuzja nie może wejść ci w paradę – ostrzegł go poważnie choreograf, a Remi tylko pokiwał głową i usiadł znów obok mnie, trochę przygaszony. Na pocieszenie cmoknąłem go w czubek głowy i objąłem ramieniem.

– Byłeś świetny. W życiu czegoś takiego nie widziałem. Jeśli tak wygląda u ciebie robienie na odwal, to ja nie mogę się doczekać aż zobaczę jak się starasz – stwierdziłem.

– Nie musisz mnie pocieszać, odparł kwaśno.

– Teraz już wiem, czemu wołają na ciebie gwiazdeczka – powiedziałem patrząc na niego z uśmiechem. Chyba pierwszy raz odkąd się znamy, komplementowałem go bez cienia uszczypliwości. Zwyczajnie mu się należało. Widząc to wyraźnie się speszył i odwrócił wzrok, a na jego usta również zaczął wypływać nieśmiały uśmiech.

– Dzięki, Jules – wymamrotał tylko, a tymczasem w tle zaczęło się poruszenie.

– Szanowni państwo, czas ogłosić wyniki. Wyczytanych zapraszam na scenę, reszcie dziękuję za ciężką pracę i powodzenia następnym razem. Jest to już druga tura naszych poszukiwań, dlatego też nie czekamy z wynikami dłużej – oznajmił mężczyzna. Musiałem w końcu poznać ich imiona. Myślenie o nich w kategoriach ten tam i ta tam nie było zbyt miłe ani użyteczne.

– Dobrze, zaczniemy od sekcji tańczących. Zapraszam Julię Poznańską. – Kobieta przeszła do rzeczy a zaraz po tym na scenie pojawiła się jedyną wyróżniająca się na tle innych dziewczyna. – Kamila Sowińskiego. Martę Kamińską. Teresę Dobrzyńską. Zofię Raszyńską. No i ostatnia osoba, Alicja Wójcicka – tu zakończyła swoją listę. Mi opadła szczęka, a Remik wyglądał, jakby miał się zaraz rozpłakać. Nie dziwię mu się, jeszcze chwilę i byłbym gotowy sam iść kłócić się o miejsce dla niego, ale na szczęście nie musiałem. – No dobra, żartowałam. Chodź tu, gwiazdeczko. Ostatnia osoba to Remigiusz Zdanowski. Gratuluję wszystkim i widzimy się niedługo. Teraz sekcja śpiewających. Wyczytanych również poproszę na środek – kontynuowała ku naszej uldze rekruterka, ale mimo wszystko w wyczytanych nie było mojego nazwiska. Poczułem lekki nieprzyjemny ucisk, bo chyba już zdążyłem się nastawić na to. Z tego, co mówili wcześniej, wynikało, że miałem się dostać.

– No i szanowni państwo, ostatnie ogłoszenie tego wieczoru, znaleźliśmy naszego Rogera Davisa. Julian Rodhe, zapraszam. Tym samym mamy komplet. – Usłyszałem nowinę i ścięło mnie z nóg. Tymczasem wszyscy zaczęli klaskać, a Remi wyglądał, jakby miał zaraz pęknąć z dumy. Nie wiedziałem, co myśleć i co z tym zrobić, więc tylko machinalnie podszedłem do sceny, bojąc się nagle na nią wejść. To oznaczało wielkie zmiany z moim życiu.

Ostrożnie wspiąłem się po stopniach, nie chcąc z tego wszystkiego przewrócić się o własne nogi. Gdy tylko dwójka rekruterów pogratulowała mi nowej roli życia, Remik rzucił się na mnie, o mało nas obu nie przewracając. Zaśmiałem się krótko, ale odwzajemniłem jego uścisk.

– Wiedziałem, że jesteś dobry, ale nie aż tak. – Wyszczerzył się, a ja zwichrzyłem mu nieco mokre od potu włosy.

– I vice versa. Coś czuję, że zaprzęgną cię do pilnowania moich umiejętności tanecznych i już się boję – westchnąłem.

– I słusznie. Będę cię pilnował na każdym kroku – zapewnił, a ja wybuchłem śmiechem.

– Jesteś pewny, że nie odwrotnie? To w końcu ty – wytknąłem mu.

– To w końcu taniec – odparował natychmiast.

– Racja. Jeśli to taniec, wygląda na to, że jesteś zdolny zrobić wszystko, ale i tak to ciebie trzeba pilnować. Inaczej albo z głodu zdechniesz albo coś sobie zrobisz – zaśmiałem się.

–Zanim cię poznałem dawałem sobie radę, dziękuję. – Odsunął się ode mnie ze skwaszoną miną, ale przyciągnąłem go z powrotem.

– Daj spokój. Wiesz, że nie byłbym sobą, gdybym czegoś nie powiedział. Ale i tak, jeśli ty będziesz uczył mnie tańczyć i pomagał ze wszystkim. Obiady są na mojej głowie. Będę miał pewność, że jadasz normalnie.

– Troskliwy tatuś się znalazł – burknął pod nosem i przewrócił oczami.

Chwilę później zostaliśmy zawołani przez rekrutującą dwójkę. Najpierw usłyszeliśmy kilka bardziej ogólnych informacji oraz cały rozkład zajęć włącznie z podanymi salami i godzinami. Później dostaliśmy parę szczegółów dotyczących podziałów i wspólnych prób oraz zarys wizji przedstawienia i adaptacji reżysera. Potem zostałem przywołany z Remim na osobności, a reszta została wysłana do domu.

– Anita Baczkiewicz. – Kobieya wyciągnęła do mnie rękę. – Ten tutaj, to Michał Malinowski. Oboje jesteśmy pod wrażeniem, ale czeka cię sporo pracy. Nie tylko z nami. Ja zajmę się twoimi niedociągnięciami w wokalu i nadrabianiem techniki, a Michał jest choreografem. To, co ci pokaże, będziesz musiał dobrze wyćwiczyć. Co do gry aktorskiej, zobaczymy jak ci pójdzie i będziemy decydować później. Oboje wierzymy, że warto w ciebie zainwestować. Nie zmarnuj tego. – Usłyszałem i zostało mi tylko pokiwać głową.

– Liczymy też na ciebie gwiazdeczko. Ktoś musi pilnować nowej gwiazdy – dorzucił choreograf.

– Przestań wreszcie z tym durnym przezwiskiem – sapnął Remi rozeźlony.

– W życiu. – Wyszczerzył się do niego Michał wyraźnie z tego zadowolony. – Pasuje ci to.

– I ja mam z waszą dwójką pracować? Obaj mnie wykończycie. – Remigiusz przenosił wzrok ze mnie na trenera i z powrotem, a my jak na komendę wybuchliśmy śmiechem.

– Obiecuję, że nie będzie tak źle – odpowiedziałem, gdy tylko byłem w stanie coś z siebie wykrztusić.

– Nie wierzę ci. Za nic ci nie wierzę. Jestem pewny, że i tak będziesz na mnie siedział. – Obrzucił mnie spojrzeniem.

– Mówisz, jakbyś ty nigdy nie robił tego samego w moją stronę. Nie przyjmujesz sprzeciwu i stawiasz na swoim, nawet jeśli czegoś bardzo nie chcę – wytknąłem mu.

– To ty pierwszy byłeś szybko do tego, żeby mnie oceniać!

– Gorzej, jak z babą. Remi, zapomnij wreszcie o tym, okej? Zresztą, to nie czas na to, co? – Spojrzałem na niego z małym uśmiechem wciąż błąkającym się po moich ustach. Westchnął tylko i niechętnie pokiwał głową.

– Ej, jesteście razem? – zapytała nagle Anita.

– Co? W życiu! Nie ma takiej opcji – zaśmiał się Remi, a ja mu zawtórowałem.

– Ja i Remi to nie byłby dobry pomysł. Zdecydowanie do siebie nie pasujemy – przytaknąłem.

– A kłócicie się jak stare małżeństwo – skomentował nas Michał.

– Nie widzę związku. Poza tym robi się późno, a niektórzy pracują, więc będziemy się zmywać – odparował Remik, ciągnąc mnie w stronę miejsca, gdzie zostawiliśmy nasze rzeczy.

– Dobra, dobra. Widzimy się na próbach. Dbajcie o siebie, gwiazdeczki – rzuciła za nami kobieta i również zaczęła zbierać swoje rzeczy.

Wyszliśmy tak szybko, jak tylko się dało, bo Remigiusz osiągnął poziom wrzenia. Czasem aż zbyt łatwo było go rozdrażnić. Starałem się nie pokazać po sobie, jak bardzo mnie to bawi. Przecież miałem jeszcze obiecaną kolację. Nie chciałem skończyć bez niej, a jeśli skomentowałbym jego zachowanie, na pewno by tak było. Przez całą drogę w samochodzie siedział cicho z założonymi na piersi rękoma. Gdy wreszcie stanąłem pod jego blokiem i wysiedliśmy z auta zdecydowałem, że nie zniosę tego dłużej. Podszedłem do niego i przytuliłem go mocno.

– Uspokój się wreszcie. Nie ma sensu się stresować przez nich. Nic się nie dzieje – zacząłem spokojnie.

– Po prostu mnie drażnią. Michał nie wie, gdzie leży granica – wymamrotał w moje ramię, oddając uścisk. – Chodź, czas zacząć tę kolację. Późno się zrobiło.

– Jasne, chodźmy. Pomogę ci trochę i tak już dzisiaj nadwyrężyłeś tę rękę. – Odsunąłem się i zacząłem iść w stronę bloku.

– Dzięki, Julek – westchnął z nieśmiałym, ale zadowolonym uśmiechem. Pasował mu. Znów się do niego chyba bardziej przywiązałem. Pieprzony Remik.

Podziel się dobrem