Byle do brzegu

Opowiadania LGBT

13. Kiedy przytłacza nas to, kim jesteśmy

Cześć Kochani!

Wreszcie znalazłam moment, żeby dokończyć ten rozdział. Piszę o już od chyba miesiąca, jak nie lepiej, ale wciąż nie mam na nic czasu.

Tak oto przed Wami krótki rozdział o życiu Julka. Podpowiem tylko, że wielkimi krokami zbliżamy się do zapowiedzi i wielkiego wydarzenia w Układzie, ale o tym w następnym poście.

Dziękuję tym, co ze mną wytrwali. Dajcie znać, proszę, jak się Wam rozdział podoba. Wiem, że piszę do Was rzadko, ale naprawdę to brak czasu a nie motywacji.

Kawałek zamieszczony tutaj jest dopasowany tylko tyci do rozdziału, ale polecam serdecznie tego wokalistę.

Enjoy!

– A więc mamo, to jest Remik. Mój przyjaciel – powiedziałem może trochę na wyrost, ale po prawdzie był najbliższym znajomym, którego miałem i spędzaliśmy razem tyle czasu, że powoli podchodziło to pod przyjaźń. Trudną przyjaźń.

– Przyjaciel? – powtórzyła za mną z naciskiem, patrząc się na mnie dobitnie.

– Tak, przyjaciel. To przez niego wylądowałem w teatrze. Mówiłem ci przed chwilą – westchnąłem, mając ochotę udusić naszą gwiazdeczkę na miejscu.

– Julek, dziecko… – zaczęła moja mama, a ja już wiedziałem, co się szykuje.

– Nie, stój. Po pierwsze, dawno przestałem być dzieckiem i jak widać radzę sobie. Po drugie, wiem, co myślisz, ale nie jesteśmy razem. Nie będę umawiał się teraz z każdym facetem i każdą kobietą. Okej? – przerwałem jej stanowczo. Czas wreszcie dać mojej rodzinie do zrozumienia, że wiele się zmieniło i nie dam sobie więcej wejść na głowę.

– Skoro tak mówisz… – odburknęła moja rodzicielka, a we mnie zaczęło się gotować. Przyjmuje nastrój minął. Remigiusz stał za to w drzwiach do pokoju wyglądając na bardzo skrępowanego. Spojrzałem na niego wyczekująco.

– Ach, tak… Dobry wieczór – rzucił niezręcznie w stronę laptopa, skinąwszy głową. – Masz w swojej torbie moje buty, a ja zaraz wychodzę na trening i ich potrzebuję – zwrócił się do mnie. Pokiwałem głową i podałem mu torbę, żeby wygrzebał sobie, co jego, ale nie zdejmowałem z niego badawczego spojrzenia. – No nie patrz tak. Nie tylko ty pracujesz poza teatrem. Zaczął nam się projekt. Z tobą treningi mam rano albo w dni wolne od prób do czternastej lub szesnastej, a wieczorami mam inne treningi. – Wzruszył ramionami.

– Jak ręka? – zapytałem tylko.

– Znośnie. – Posłał mi kwaśny uśmiech.

– Nie przetrenuj się. Do zobaczenia jutro – rzuciłem, na co skinął głową i grzecznie pożegnał się z moją mamą, po czym wyszedł.

– Blisko jesteście – skomentowała.

– Czasem mam wrażenie, że nie mamy innego wyboru Jak bardzo bym nie uciekał, on mnie zawsze goni. Też nie do końca umyślnie. Po prostu lądujemy razem wszędzie od kiedy nas ze sobą poznali. Wciągnął mnie skubany też w kilka rzeczy z premedytacją. Nic nie poradzę.  – westchnąłem i przewróciłem oczami. – Cokolwiek nie robiłem, żeby więcej go nie spotkać, jakimś cudem i tak zawsze kończymy w tym samym pomieszczeniu, więc przestałem w ogóle z tym walczyć, skoro i tak to nie ma sensu. Nawet sympatyczny z niego dzieciak.

– Odezwał się staruszek. – Spojrzała na mnie kpiąco.

– Mamo, on jest jakieś sześć lat młodszy – zaśmiałem się, a widząc jej minę, nie mogłem powstrzymać się od kolejnej salwy śmiechu. – Nie mam zamiaru się z nim wiązać. Na razie nie mam zamiaru w ogóle, ale jeśli kogoś poznam, kto wie.

– No dobrze, już dobrze, synek. Cieszę się, że się odezwałeś i gratuluję roli. Na pewno będziemy. Masz jeszcze chwilę? Niedługo Zbyszek z Kasią powinni być, wzięli Ankę na zakupy. Kasia jest w ciąży, więc biegają obie z Anią po sklepach i kupują ubranka i wszystko – tu na chwilę zawiesiła głos. – Wszyscy myśleli, że ty będziesz pierwszy.

– Ja też tak myślałem, ale nie ma co rozgrzebywać przeszłości. Było, minęło. Cieszę się, że nie muszę się babrać z rozwodem. – Wzruszyłem zwyczajnie ramionami, rozsiadając się wygodniej. – Chyba ich powoli słyszę, co? – spytałem, odnosząc się do odgłosów z tła.

– Tak, wrócili. Będą mieli niespodziankę. Szczególnie po tym, jak nie pojawiłeś się nawet na święta – powiedziała, niby mimochodem, ale było wyraźnie czuć, że ją to ubodło.

– Potrzebowałem tego czasu z dala od wszystkiego i wszystkich, nawet jeśli oznaczało to spędzenie świąt samotnie w Warszawie. Zresztą, nikt z was nie omieszkał się odezwać, a telefon działa w obie strony – fuknąłem cicho ostatnie zdanie.

– Julek, ani mi – zaczęła moja mama, wyraźnie szykując się, żeby mnie zbesztać, za to, co powiedziałem, ale krzyk mojej siostry przerwał jej w pół słowa.

– O kurwa, nie wierzę! Julian, to ty? – Podeszła powoli do komputera, wpatrując się intensywnie w ekran.

– Anastazja! Słownictwo! – zareagowała od razu nasza rodzicielka.

– No co, zasób mam całkiem szeroki – odburknęła niezrażona. W końcu nie była już małym dzieckiem. Miała prawo wyrażać się, jak chciała.

– Tak, tak. To ja, we własnej osobie. Co u ciebie, siostrzyczko? – zagadnąłem z uśmiechem.

– Co u mnie? Kpisz teraz sobie? Wyjechałeś bez słowa, nie powiedziałeś, co ta suka zrobiła i nie dałeś znaku życia nawet w czasie świąt. Jestem na ciebie wściekła – odparowała, zakładając ramiona na piersi.

– Wiem, Anka. Domyślam się. Wpadniesz, poznasz fajnych ludzi to ci przejdzie – zaśmiałem się. Stęskniłem się za nią i jej ciętym językiem.

– Spoko. Gdzie mieszkasz? Obstawiam na Gdańsk – odpowiedziała pewna siebie. Każdy, kto mnie znał w życiu nie obstawił by niczego znajdującego się dalej niż Gdańsk.

– Blisko, ale pudło – zacząłem się z nią droczyć.

– Sopot? – Pokręciłem w odpowiedzi głową. – No nie mów, że Gdynia. Jeśli dalej tu mieszkasz…

– Nie, nie. Nie mieszkam. To nie Gdańsk, ale też duże miasto – wyjaśniłem spokojnie, wiedząc, że zaraz oczy wyjdą jej z orbit.

– Przecież tu w okolicy nie ma innego dużego miasta. – Ściągnęła brwi, wpatrując się w ekran.

– Bingo! Nie mieszkam na Pomorzu. – Wyszczerzyłem się.

– Nie wierzę ci. Ściemniasz – zawyrokowała. – To gdzie niby mieszkasz?

– W Warszawie. Mieszkam, uczę i pracuję w teatrze – powiedziałem jak gdyby nigdy nic, oczekując na jej reakcję.

– Nie pierdol! – wykrzyknęła.

– Anastazjo Rodhe, ostatni raz ci powtarzam, wyrażaj się! – Mama naprawdę się wkurzyła.

– No już, już. Po prostu mój brat był alegorią spokoju, stanowczości i zastania. A teraz co? Dowiaduję się, że ni z tego ni z owego mieszka w pieprzonej stolicy i jeszcze poszedł do teatru. Jak? – Cały czas mierzyła mnie spojrzeniem pełnym zadziwienia, a zarazem dezaprobaty. – Wiem, że kazałam ci kiedyś zacząć w końcu żyć, ale to nie do końca to, co miałam na myśli.

– Anka, jest mi dobrze z moim życiem. Trochę się pozmieniało i wciąż wiele rzeczy dzieje się na wariata, ale przystosowuje się szybciej niż myślałem. Robię, co lubię i jakoś mi to wychodzi. Przyjedź, zobaczysz mnie na scenie, ale ostrzegam, że moja twarz jest porozlepiana po Warszawie na plakatach reklamujących spektakl. – Uśmiechnąłem się do niej i wiedziałem, że powoli do niej trafiam.

– Kiedy? – Aż zastrzygła uszami. Wyjazd do Warszawy był dla niej wyraźnie interesujący.

– Dam ci jeszcze znać, na razie nie ma mnie w domu całymi dniami i wracam wykończony, ale im bliżej premiery, tym bardziej ci się opłaca tu przyjechać. Jesteś dużą dziewczynką, dasz sobie radę bez brata siedzącego ci non stop na karku, kiedy będę siedział wiecznie w pracy.

– Odezwę się. Warszawa brzmi dobrze. W końcu będzie z ciebie jakiś pożytek, poza korkami z angola – odparła już całkiem udobruchana. Mój brat za to stał z tyłu i nie odzywał się w ogóle.

– Zbyszek i tak cię widzę – zagadnąłem.

– No i w związku z tym? – odburknął.

– Nic, może byś się przywitał ze starszym bratem? Swoją drogą gratulacje, słyszałem, że się spodziewacie.

– Dzięki, ale mnie nie przekupisz tak łatwo jak Anki. Zniknąłeś i wypiąłeś się na wszystkich. Myślisz, że teraz co? – odpowiedział rozeźlony.

– Myślę, że nie masz wyjścia. Albo jakoś to przełkniesz albo nie będziesz się do mnie odzywał. Raczej proste – wymieniłem dwie oczywiste opcje.

– Nie poznaję cię, Julek. – Mój brat pokręcił głową z dezaprobatą.

– Ja siebie czasem też nie, ale to dobrze. Wreszcie coś z tym życiem robię. Koniec bycia pizdą i układania wszystkiego pod dyktando innych. Powiem ci tak: widziałeś, że jestem dostępny na Facebooku. Nie raz, nie dwa, nie dziesięć. Na pewno w końcu dowiedzieliście się, co się stało i dlaczego miałem dość. Nie pofatygowałeś się, żeby napisać do mnie jedno głupie gdzie jesteś? Wszystko w porządku? Uważam, że nie możesz mieć do mnie pretensji o próbę ułożenia sobie życia, szczególnie, że nie znając sprawy stanąłeś od razu po stronie Emilii. Naprawdę dziwisz mi się, że nie chciałem dzwonić pierwszy? W końcu i tak musiałem to zrobić, bo żadne z was nie napisałoby do mnie nawet jednej wiadomości – odpowiedziałem może nieco ostrzej niż zamierzałem, ale taka była prawda. Mogli jej nie akceptować, bo była gorzka i niewygodna, ale musieli ją przyjąć do wiadomości.

Końcówka rozmowy poszła nie tak, jak chciałem, ale zdecydowanie tak, jak mogłem się tego spodziewać. Mój brat zaczął produkować denne argumenty, nakręcając się coraz bardziej i w międzyczasie przestając kompletnie uważać na słownictwo, na co nasza matka i jego narzeczona od razu starały się go przekrzyczeć. Przez chwilę siedziałem i patrzyłem jak kłócą się zawzięcie, aż w końcu zdecydowałem, że mam dość i przekrzykując wszystkich powiedziałem, że nie mam zamiaru tego dłużej słuchać i mają odezwać się do mnie, gdy się namyślą, jakie stanowisko zajmują w tej sprawie, po czym rozłączyłem się, nie dając im nawet czasu na odpowiedź.

Jeszcze jakąś chwilę siedziałem wpatrując się w ekran laptopa, nie bardzo wiedząc, co teraz zrobić. Z zasady nie byłem cholerykiem i rzadko kiedy wybuchałem, ale teraz wszystkie nagromadzone we mnie emocje buzowały niebezpiecznie i wiedziałem, że na pewno długo się nie uspokoję i tak łatwo nie zasnę. Jedyne, co mi przyszło do głowy, to telefon do Remika, który prawdopodobnie wciąż był na treningu, ale zawsze warto było spróbować. Na szczęście po kilku sygnałach odebrał połączenie, ale wyraźnie był zdyszany.

– Słuchaj, nie bardzo mogę teraz gadać, więc szybko – rzucił na powitanie.

– O której wracasz? Będziesz miał siłę na trening ze mną? – zapytałem niemal błagalnie.

– Julek – jęknął przeciągle, po czym westchnął głośno. – Okej, jasne. Dam radę. Wpadnij wtedy po mnie, co? O dwudziestej pierwszej, adres wyślę ci SMSem – odparł prędko.

– Dzięki, Remik. Naprawdę tego potrzebuję. Będę czekał, dam znać, gdzie zaparkowałem – odpowiedziałem z wdzięcznością.

– Wow, to brzmi już poważnie. Do zobaczenia potem, bo mnie zaraz trener zabije. Pa. – Rozłączył się od razu, nie pozostawiając mi czasu na odpowiedź. Wziąłem kilka głębokich wdechów i postanowiłem się przebrać w coś wygodniejszego i spakować torbę na zaś. Nie byłem pewien, co wyjdzie z naszego treningu, ale musiałem rozładować nagromadzone we mnie emocje. Nie potrafiłem nawet spokojnie usiąść, a o dopiciu mojej ukochanej, stygnącej już, kawy, nie było nawet mowy. Kofeina w tym wypadku nie była wskazana. Z tego wszystkiego zacząłem nawet sprzątać na około, bo nagle wszystkie papiery, materiały i scenariusze z drobnymi rekwizytami zaczęły mnie przytłaczać. Nie wiedziałem nawet, dlaczego tak bardzo mnie to dotknęło. Może dlatego, że kiedyś byłem bardzo zżyty z rodzeństwem, a może po prostu potrzebowałem teraz ich akceptacji, kiedy w końcu odważyłem się zrobić coś dla siebie samego? Na pewno nie otrzymałem tego, co chciałem otrzymać, a do tego wszystkiego dochodziły zbliżające się testy i wystawianie ocen w szkołach, w których pracowałem, a nade mną wisiała również premiera, która przerażała mnie w tym wszystkim najbardziej. Chciałem tego, ale nie byłem na to gotowy. Nie przypuszczałem, że kiedykolwiek będzie mi dane faktycznie spełnić moje marzenia o pracy w teatrze i to faktycznej pracy scenicznej. Cieszyłem się i jednocześnie byłem przerażony. Ta rola to wielka odpowiedzialność i na przyszłość albo będzie stanowiła przepustkę do świata teatru albo stanie się moim wilczym biletem.

Podjechałem po Remika w wyznaczone miejsce i gasząc silnik, wysiadłem z samochodu. Byłem nieco za wcześnie, więc krążyłem w tę i we w tę przed maską, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Kiedy w końcu przyszedł i spojrzał na mnie, mina mu zrzedła.

– Co się dzieje? – rzucił na wstępie.

– Potem, Remi. Ja naprawdę nie chcę teraz o tym rozmawiać. Muszę jakoś to rozładować. Nie wiem, jak – przyznałem, na skraju wytrzymałości.

– Chodź, trener jeszcze nie wyszedł, to wezmę od niego klucze. Posiedziemy tu chwilę. Będziesz miał więcej miejsca niż u mnie w domu. – Skinął głową w stronę budynku, a ja szybko wydobyłem z samochodu torbę i poszedłem za nim.

Niedługo potem znaleźliśmy się w obszernej sali z lustrami, gdzie mimo wyraźnego zmęczenia, Remigiusz ćwiczył ze mną choreografię do musicalu, a potem zwyczajnie zadawał mi ćwiczenia na rozładowanie energii. Trochę pomogło, ale nie do końca. Zmęczyłem się i ledwo stałem na nogach, ale nie zmieniało to faktu, że wciąż wszystkie te emocje kłębiły się we mnie i uwierały nieprzyjemnie.

Gdy skończyliśmy, podszedłem do niego i przytuliłem go mocno. Potrzebowałem teraz jakiejkolwiek bliskości. Mimo przepoconych dresów, przygarnął mnie do siebie jeszcze bliżej i zaczął głaskać po plecach. Odchyliłem się nieco i zacząłem go całować. Nie protestował, jednak po chwili odsunął się i patrząc mi w oczy, powiedział stanowczo:

– Dzisiaj z tobą nie śpię.

– Dlaczego? Ostatnim razem nie narzekałeś – odparłem zachęcająco.

– Julek, to niezdrowe. Poza tym wiesz, że zaczynam starać się o Julię, to by było nie w porządku – wytłumaczył łagodnie. Pokiwałem głową na znak zrozumienia, wciąż nie wypuszczając go z ramion. Niestety miał rację. – Powiedz wreszcie co się stało.

– Rozmawiałem z rodziną. Mogłem się spodziewać takiego przebiegu, ale mimo wszystko… Nie byłem w domu na święta i wypominają mi to i to, że się nie odezwałem ani razu. Oni przecież też się nie odzywali! – Frustracja powróciła z całą mocą. – Nie chcę dać się znowu wcisnąć w te ich głupie ramki i dać się przyciąć, ale zawsze byliśmy zżyci i to boli. Nikt się do mnie nie odezwał, wcześniej stanęli po stronie mojej eks nie wysłuchawszy mojej wersji, a pretensje mają do mnie.

– Spokojnie, Julek – powiedział cicho i położył mi rękę na policzku, gładząc go delikatnie palcami. – Wiem, że łatwo się mówi. Ja ze swoją rodziną też nie mam teraz najlepszych relacji, ale z czasem człowiek się uczy to akceptować, a potem jakoś samo się wyprostuje. Daj im i sobie czas, okej?

– Nie lubię, gdy masz rację – wyszeptałem z zaciśniętym gardłem i czułem, że zbiera mi się na płacz. Nie płakałem od lat, więc chyba w końcu nadszedł ten moment, w którym musiałem pęknąć. Przymknąłem oczy i uśmiechnąłem się gorzko. – Powaga mi do ciebie nie pasuje, wiesz?

– Wiem – przytaknął i pocałował mnie krótko, po czym przesunął rękę w dół, wzdłuż mojej szyi, by ostatecznie położyć ją na moim przedramieniu. – Chodź, spadamy do domu. Będzie dobrze Jules.

Poczułem, jak ciągnie mnie za rękę i niechętnie otworzyłem lekko już zaszklone oczy i podążyłem za nim. Nawet się nie przebrałem. Narzucając tylko na siebie bluzę, wyszedłem za nim i poszliśmy w stronę samochodu.

– Dasz radę prowadzić? – zapytał, a ja tylko tępo pokiwałem głową, ale chyba nie byłem do tego za bardzo przekonany. Widząc to, zaproponował. – Może ja poprowadzę?

– Ty? – Spojrzałem na niego ze ściągniętymi brwiami. On za kółkiem?

– Tak, ja. Mam prawko. Po prostu nie stać mnie na samochód. – Wzruszył ramionami, a ja bez słowa podałem mu kluczyki. Nie miałem siły zastanawiać się nawet czy to dobry pomysł. No i w ten sposób znalazłem się na siedzeniu pasażera we własnym samochodzie, który prowadził dla odmiany Remi. Skubany dobrze radził sobie za kierownicą. Po raz kolejny pozwoliłem sobie na to, żeby to on przejął stery. Nie lubiłem być w ten sposób od nikogo zależny, ale tym razem byłem zbyt rozbity i przytłoczony, żeby walczyć o swoją autonomię. Spojrzałem ukradkiem w lewą stronę i zauważyłem, że rzuca mi co jakiś czas zmartwione spojrzenia. Jeszcze tego brakowało. Najgorsze chyba jednak było to, że w jakimś stopniu uspokajało mnie to. Pieprzony Remik.

Podziel się dobrem

2 Comments

  1. Dzięki za kolejny rozdział. Podobał mi się chociaż czuję jakiś taki nieokreślony chłód między chłopakami…

    • Dziękuję za komentarz!
      Wszystko wyjaśnia się powoli w kolejnym rozdziale. Nic się nie martw, nie ochłodzi się między nimi do końca. Za to będzie jeden, mam nadzieję, mało oczekiwany epizod. ; >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie wyświetlony.

*

© 2018 Byle do brzegu

Theme by Anders NorenUp ↑