Kochani!

Przed Wami może trochę krótki, ale jednak, kolejny rozdział Układu. Niniejszym przedstawiam Wam uroczego i niezawodnego pana, który mam nadzieję kradnie Wasze serca tak szybko, jak skradł moje. Właśnie z nim będzie związany drugi Układ, więc liczę, że przypadnie Wam do gustu.

Enjoy!

Gdy dotarliśmy do niego do domu, nie miałem siły na nic. Usiadłem na kanapie, nie wiedząc, co dalej. Po krótkiej chwili dostałem do ręki herbatę i talerz kanapek. Bez zastanowienia zacząłem jeść, nie myśląc nawet zbytnio nad tym, co na tych kanapkach jest. Czułem na sobie cały czar wzrok Remiego. Nie odezwał się ani słowem, ale nie spuszczał mnie z oka. Pierwszy raz od dawna miałem tak podły humor. Czułem, że wszystko zwaliło się na mnie na raz, choć sam do końca nie wiedziałem, czemu. To tylko kilka kilka komentarzy, ale wydaje mi się, że cała presja związana z pracą, teatrem, pierwszą w życiu rolą w końcu odcisnęła swoje piętno i tych kilka słów pod moim adresem wywołało lawinę.

W pewnym momencie Remigiusz włączył muzykę kompletnie niezwiązaną z musicalem i siadając obok mnie, szturchnął mnie delikatnie w bok i z małym uśmiechem błądzącym mu na ustach rzucił cicho.

– Może coś zaśpiewaj? Dobrze ci to zrobi. Pozbędziesz się trochę tych nagromadzonych uczuć. Mi dobrze robi taniec, ale myślę, że ty powinieneś to wyśpiewać, co? – zaproponował. Przemyślałem to szybko i pokiwałem głową, podchodząc do laptopa i zmieniając piosenkę. Tępo gapiąc się w tekst wyświetlany na ekranie, zacząłem pod nosem śpiewać linijkę za linijką. Wers za wersem coraz bardziej pękając. Przy trzeciej piosence bezwstydnie płakałem, próbując raz za razem chwytać się melodii i mimo wszystko śpiewać dalej, ale krztusząc się własnymi łzami, było to raczej niemożliwe. Remik tymczasem podszedł do mnie i przytulił mnie mocno. Pozwoliłem mu w końcu podprowadzić się do kanapy, dałem się na niej posadzić i przytuliłem się również do niego, starając się jakoś uspokoić.

Gdy w końcu mi się to udało, Remi zarządził czas na spanie, ponieważ rano musieliśmy wstać do teatru, gdyż zaczynały się wreszcie próby na dużej scenie. Nie protestowałem – to był bardzo dobry pomysł. Szybko umyłem się i przebrałem w czystą koszulkę, kładąc się obok niego. Nie wiem nawet, kiedy zasnąłem, zmęczony tym wszystkim. Cały ten dzień dał mi porządnie w kość. Nie mówiąc już o tym, że kolejny zapowiadał się bardzo intensywnie. Tym bardziej, że zaraz po obudzeniu się byłem średnio przytomny, a pieprzona Gwiazdeczka nie miała w domu kawy. Ledwo żywy dotarłem do teatru, rzucając raz za razem zirytowane spojrzenia jadącemu ze mną przyjacielowi. Przez chwilę miałem ochotę w ogóle nie wpuszczać go do samochodu. No kto normalny nie ma w domu żadnej kawy?

Niestety nie zapowiadało się, żebym był w stanie wypić normalną kawę przed dwunastą, kiedy będzie przerwa na obiad, więc zostało mi tylko przeżyć jakoś te kilka godzin, ale nie powiem, żebym był z tego powodu zadowolony. Już stojąc na scenie i czekając aż wszyscy się zejdą, myślałem, że padnę na twarz. Przynajmniej dopóki Remi nie wskazał postaci siedzącej na widowni z kubkiem w ręku i nie kazał mi iść spadać na górę prosić o łyka. Przez chwilę patrzyłem na niego, jakby upadł na głowę, ale ostatecznie stwierdziłem, że to nie może być taki zły pomysł i wbiegłem tych kilka stopni, kierując się do mężczyzny siedzącego na środku rzędu. Uderzyło mnie to, że był naprawdę przystojny. W moim typie. Jego oczy wpatrujące się we mnie ze zdziwieniem niemal kazały mi paść na kolana i go wielbić. Dawno nie zdarzyło mi się poznać kogoś, kto mnie w ten sposób zainteresował nie mówiąc jeszcze ani słowa. Spojrzałem na niego błagalnie.

– Cześć. Słuchaj, wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale błagam cię, daj łyka. Nie miałem czasu na poranną kawę i umieram – wyrzuciłem na jednym wdechu. Zaśmiał się patrząc na mnie ze zdziwieniem i ostatecznie na jego ustach zagościł wszystkowiedzący uśmieszek.

– Jasne, trzymaj. Możesz całą wypić, to moja druga. Potem zrobię sobie kolejną. – Podał mi kubek z gorącym płynem i obserwował każdy mój ruch, a ja z należnym namaszczeniem podniosłem go do ust i upiłem sporego łyka, co momentalnie wywołało u mnie uśmiech. Kawa. W końcu.

– Jesteś wielki, dzięki. No i robisz dobrą kawę. Jestem normalnie uzależniony, a pieprzona gwiazdeczka nie miała w domu ani grama. Nie rozumiem takich ludzi. – Pokręciłem głową ze świętym oburzeniem, co ponownie przyprawiło go o atak śmiechu.

– Ja też nie. Smacznego. Następnym razem musisz pilnować swojego chłopaka, żeby kupił, co trzeba – rzucił luźno, a ja myślałem, że zaraz opluję się pitym właśnie napojem.

– W życiu! Boże, nie, tylko nie to. Nie jesteśmy razem. Remik chyba w końcu przestał mnie swatać i sam wziął się za Julę z sekcji tanecznej. Pozabijalibyśmy się. Nie rozumiem, czemu ludzie próbują łączyć nas w parę – sapnąłem na koniec, a on uśmiechnął się na to nieznacznie.

– Wyglądacie jak para, zawsze razem. Może dlatego? – zasugerował, ale tylko w geście odmowy pokręciłem z niedowierzaniem głową i usiadłem obok niego.

– Nie, serio. Nie ma takiej opcji. Remi nie jest złym chłopakiem, ale jest… Nie wiem, młody, roztrzepany, uparty… To nie dla mnie, ale muszę przyznać, że polubiłem gówniarza. – Uśmiechnąłem się, uspokoiwszy się znacznie.

– Gówniarza? – dopytał, ściągając brwi.

– Ma dopiero dwudziestkę na karku. Ja dwadzieścia siedem. Niby to nie jest wielka różnica, ale ja bym nie mógł. To już po prostu nie ten czas. Nie wiem, jak to wytłumaczyć. – Wzruszyłem ramionami. Taka była prawda. Nie wyobrażałem sobie tego.

– Co? Masz dwadzieścia siedem? – Wybałuszył na mnie oczy. – Myślałem, że jesteście w tym samym wieku.

– Uznam to za komplement. – Puściłem mu oczko i zaśmiałem się w głos.

– Bo jeszcze ja uznam, że ze mną flirtujesz – powiedział niby mimochodem, ale jego wzrok mówił mi, że faktycznie czeka na odpowiedź.

– Żartujesz? Podzieliłeś się ze mną kawą, oczywiście, że z tobą flirtuję. – Posłałem w jego stronę promienny uśmiech, który szybko odwzajemnił.

– Łatwo cię przekupić – zaśmiał się.

– Nah, trzeba wiedzieć jak i mieć w sobie “to coś” – powiedziałem zdecydowanie kontent.

– Ja bym się na twoim miejscu najpierw przedstawił – odpowiedział wyglądając na delikatnie zawstydzony.

– O mamuniu, właśnie. – Pacnąłem się wolą ręką w czoło, po czym przełożyłem kubek do lewej ręki i wyciągnąłem prawą w jego stronę, odwracając się nieznacznie. – Julian Rodhe. Jakimś cudem dostałem się przypadkiem do tego przedstawienia.

– Vitali. – Uścisnął mi pewnie dłoń. – Vitali Jansson. Scenograf. Robię tu całą scenografię i większość rekwizytów. Przez najbliższe dwa tygodnie będę za wami biegał i robił wszystkie poprawki i ostatnie projekty.

– Ciekawe imię. – Uśmiechnąłem się licząc na jakąś historię z tym związaną.

– Wystarczy Vitek. Brzmi bardziej swojsko. Nie lubię się wyróżniać – odparł tylko cicho, pomijając całkowicie komplement.

– Okej. Chociaż szkoda. Vitali brzmi świetnie. Jakbyś zmienił zdanie, daj znać. A teraz wybacz, że wypiłem ci całą kawę, ale muszę zmykać na dół, bo mnie zaraz prześwięcą. Odwdzięczę się, obiecuję! – powiedziałem i odstawiwszy kubek, zbiegłem na dół, szybko przepraszając Anitę, czekającą na mnie niecierpliwie. Podziękowałem Remikowi za podpowiedź, bo uratował mi tym samym poranek, a ten, jak gdyby nigdy nic, rzucił mi się na szyję, każąc dziękować sobie na kolanach.

– Chciałbyś, Gwiadeczko – zaśmiałem się. – Próbuj dalej, ale to chyba nie mnie chcesz mieć na kolanach przed sobą, co? Może porozmawiam z nią i ci to ułatwię, skoro od rana masz takie ciągoty? – Spojrzałem na niego chytrze, a święte oburzenie, jakie odmalowało się na jego twarzy było przezabawne.

– Spróbuj tylko, a nie ręczę za siebie – powiedział twardo, ale tylko puściłem mu oczko, wyplątując się w końcu z jego objęć. Przez cały czas czułem na sobie wzrok nowo poznanego scenografa i nie powiem, żeby mi to przeszkadzało. Podczas próby raz po raz uśmiechałem się do niego, gdy mogłem, na co prędko odpowiadał tym samym, a Gwiazdeczka zauważywszy to, rzucała mi co chwilę uwagi na ten temat. Zasugerował nawet, że niespodziewanie trafiła mnie chyba strzała kupidyna. Tak absurdalnie, jak to brzmiało, miało w sobie jednak ziarenko prawdy. Nie mogłem się doczekać, kiedy znów będę miał okazję porozmawiać z Vitkiem. Zacząłem, ku uciesze Remigiusza, snuć plany, jakby tu stworzyć taką właśnie okazję. Mój przyjaciel nawet czynnie zaangażował się w podsuwanie mi pomysłów, podjudzając mnie coraz bardziej. Pieprzony Remik.

Podziel się dobrem