Cześć Kochani!

Przed Wami nowy rozdział Układu. Nasza wielka antyteza w postaci ścierających się wiecznie osobowości głównych bohaterów własnie się pogłębia ; >

PS. Już dziś powinno być u mnie moje cudowne Uno <3 Premiera, co prawda, dopiero 15 marca, ale nakład dziś będzie w moich rękach. Na Instagramie zapewne od razu pojawi się foto, gdy tylko będę je miała.

Enjoy!

Pod moim blokiem byliśmy po mniej więcej minucie. Kiedy Remigiusz zobaczył, że zatrzymuję się i wysiadam z auta, spojrzał na mnie z niedowierzaniem i parsknął śmiechem.

– Serio? – Pokręcił głową z rozbawieniem.

– Serio. Idziesz czy zostajesz w aucie? – rzuciłem zniecierpliwiony.

– No idę, idę. Dzięki. Słyszałem, że mieszkasz blisko, ale nie myślałem, że aż tak – odparł, a ja wzruszyłem ramionami. Co miałem powiedzieć? Też nie miałem pojęcia.

W ciszy weszliśmy na górę i wpuściłem go do środka, odbierając od niego kurtkę. Przez chwilę nie bardzo wiedziałem, co robić. Nie byłem przyzwyczajony do gości, więc nie utrzymywałem nienagannego porządku ani nie bardzo wiedziałem, jak mam się teraz zachować. To w końcu był Remik. Chłopak, za którym nie przepadałem.

– Rozgość się. Muszę jeszcze dokończyć tego kurczaka, więc możesz albo posiedzieć ze mną w kuchni, albo w pokoju. Z góry przepraszam za bałagan – powiedziałem niezgrabnie.

– Bałagan? Widziałeś moje mieszkanie? – zapytał z niedowierzaniem, rozglądając się wokoło.

– Nie powiedziałbym, że masz bałagan. Masz po prostu dużo rzeczy. Ja rozrzucam papiery wszędzie, gdzie popadnie, żeby potem ich nie pomylić. Każde na inne zajęcia. Zaraz jakoś to ogarnę i spróbuję chociaż złożyć na jedną kupkę czy coś. – Obróciłem się kilka razy w miejscu, nie bardzo wiedząc od czego zacząć.

– Nie, nie, w porządku. Damy radę bez tego. Ja nie potrzebuję dużo miejsca, więc jeśli ty się tu odnajdujesz, ja nie mam żadnego problemu. – Uniósł ręce w pokojowym geście, lub raczej próbował je unieść, ale jedna z nich spoczywała na temblaku, więc skrzywił się nieznacznie, a ja zmierzyłem go kpiącym spojrzeniem.

– Okej, to chodź do kuchni. Potem pomyślę, co z tym zrobić. – Skinąłem na niego w końcu i poszedłem wyciągać kurczaka z lodówki. Poczłapał za mną, sadowiąc się przy niewielkim stole.

– Mogę jakoś pomóc? – Spojrzał na mnie pytająco. – Głupio mi, że tak siedzę.

– Siedź. Z tą ręką za wiele nie zrobisz. Chcesz coś przeciwbólowego?

– Nie, dzięki. Daje radę. – Uśmiechnął się wyraźnie wymuszenie.

– Nie bądź uparty. Widzę, że ledwo wytrzymujesz i zastanawiasz się, jak tę rękę ułożyć – odpowiedziałem rzucając mu zwycięskie spojrzenie, ale pokręcił głową.

– Nie mogę jeszcze. W szpitalu dali mi przeciwbólowe i to wciąż za wcześnie – wymamrotał i zrobiło mi się go szkoda. Na szczęście nie na długo, bo chwilę później otworzył ponownie usta i gdy tylko zaczął gadać, miałem ochotę go zabić. – Cicho tu u ciebie. Może jakaś muzyka? Jazz by mi do ciebie pasował, wiesz?

– Nie – zgrzytnąłem zębami. – Lubię ciszę.

– No weź, daj mi coś puścić, będzie przyjemniej – rzucił, wciąż wyraźnie nie zdając sobie sprawy, jak bardzo mnie to wkurza.

– Nie – niemal krzyknąłem, tracąc powoli cierpliwość i zastanawiając się, na jak wiele sposobów mógłbym wykręcić mu tę jego nieszczęsną rękę. – Nie chcę żadnej muzyki, do jasnej cholery. Tak ciężko zrozumieć?

– Matko, coś ty taki kolczasty? Co ci kilka nut i słów zrobiło, że tak bardzo się przed tym duetem bronisz? – fuknął i przewrócił oczami.

– Remik, ja cię ostrzegam… – zacząłem powoli, próbując skupić się na krojeniu mięsa i wyżyć się przy okazji.

– No dobra, Jezu, ktoś chyba dawno nie uprawiał seksu – mruknął pod nosem mój gość, ale gdy zobaczył, jak odwracam się , nożem w ręku przez chwilę na jego twarzy zagościł niepokój, co poprawiło mój humor.

– Stracha to ty masz, a poprawy żadnej – skomentowałem krótko i wróciłem do przerwanej czynności. – Nic ci do tego, kiedy i z kim spałem, sypiam lub sypiał będę.

– Może nie byłbyś taki spięty i sztywny, gdybyś w ogóle miał coś do powiedzenia w tym temacie – odparował z wyraźnym wyzwaniem. Pieprzony Remik. Najgorsze jest to, że miał rację.

– Nie potrzebuję seksu, żeby funkcjonować jak człowiek – odparłem z wyższością.

– Jechanie na ręcznym ci wystarczy? – zaśmiał się ironicznie.

– Ty sobie teraz nawet na ręcznym nie pojeździsz – odbiłem piłeczkę, zadowolony z tego, jak piękne pozwolił zapędzić się w kozi róg.

– Nie będę musiał – odpowiedział pewnie i wzruszył ramionami.

– A co? Jesteś aseksualny? – Uniosłem brew i odwróciłem się w jego stronę.

– Czasem jak ciebie widzę, to sam się nad tym zastanawiam – mruknął pod nosem. Zdecydowanie działał mi na nerwy.

Postanowiłem nie odpowiadać na jego zaczepki, bo jeszcze rozmyśliłbym się ostatecznie i kazał mu spieprzać, a skoro zaprosiłem go już na ten obiad, no to niech mu będzie, że go dostanie. Przeklinałem tylko w myślach Arka, za ten głupi pomysł z zapoznaniem nas. Zdecydowanie nie trafił z tym w dziesiątkę. Prędzej kulą w płot. Co jemu w ogóle przyszło do głowy? Nie mógł przecież w ogóle wiedzieć, że rozstałem się… Zaraz, zaraz… Gdy mówiłem o Emilii nie wyglądał na zaskoczonego. Szlag by go trafił. Skubany zrobił rekonesans zanim się ze mną spotkał. Pewnie gadał z nią przez telefon przed spotkaniem i… Ugh

– Wybacz na chwilę, ale muszę zadzwonić – powiedziałem, odkładając nóż i wychodząc do pokoju, wściekły, jak mało kiedy.

– Jasne – mruknął niewyraźnie, patrząc na mnie ze zdziwieniem. Stanąłem w pokoju pod oknem i wybrałem numer do Arka. Poczekałem aż odbierze i od razu wycedziłem.

– Nie znoszę cię. Czyś ty zgłupiał do końca?

– O co ci teraz chodzi, bo nie bardzo rozumiem – odparł zbity z tropu.

– Nie wkurwiaj mnie. Ustawiłeś mnie i gadałeś z Emilą przed spotkaniem – niemal krzyknąłem.

– No dobra, tu mnie masz, ale przecież nie było tak źle. To miał być lek na złamane serce po tej lafiryndzie. Matko, gdybyś ją słyszał. Myślałem, że przez te dwie minuty osiwieję – odpowiedział obronnym tonem.

– Mieszkałem z nią, wiem, o co ci chodzi. Zapamiętaj raz, na zawsze. Nie potrzebuję swatania, a już w ogóle z kimś tego pokroju. Byłem z Emi kilka lat za dużo, żeby znów ładować się w jakieś gówno, jasne? – rzuciłem wściekły.

– Nie porównuj tej dwójki. Remik może jest trochę nieogarnięty, ale w gruncie rzeczy to świetny chłopak. Po prostu nie miałeś okazji go poznać. Twoja ex to zwykła suka. No przecież nie możesz ot tak wszystkiego skreślać. Gdybym nie sądził, że on jest w stanie do ciebie trafić, to bym w ogóle go na spotkanie nie ściągał. – Usłyszałem zniecierpliwiony głos Arka. – Daj spokój i spójrz na to inaczej. – Mniej więcej w tym samym momencie usłyszałem szamotanie się w przedpokoju. Zobaczyłem, jak Remigiusz ubiera się z wyraźnym zamiarem wyjścia.

– Remi, o… – zacząłem, ale szybko mi przerwał.

– Ktoś mojego pokroju nie będzie więcej zajmował ci czasu – rzucił z kamienną twarzą i już chciał łapać za klamkę, ale go powstrzymałem.

– Po pierwsze, nie podsłuchuj, a po drugie nie słuchaj mnie, to nie chodzi o ciebie tylko o tego dupka, który za moimi plecami wydzwania nie tam, gdzie trzeba – powiedziałem, w pełni świadom tego, że Arek pewnie słyszy teraz naszą rozmowę, chociaż słuchawkę odłożyłem kawałek dalej.

– Nie podsłuchuję, to ty drzesz japę na całe mieszkanie, a ja nie mam zamiaru dłużej się wpraszać. Dasz mi zachować jakieś resztki godności i wyjść, póki mogę? – Mimo, że dalej starał się utrzymywać pokerową twarz, to w jego oczach rozbłysło rozczarowanie i coś, czego nie mogłem jeszcze dobrze określić, ale zdecydowanie mi się to nie podobało.

– Nie, czekaj… – Złapałem go za rękę, ale niestety nie za tą, co powinienem. Syknął z bólu i zmarszczył brwi, wciągając głośno powietrze i napinając się. – Matko, przepraszam. Remik, słuchaj, usiądź z powrotem, dam ci coś przeciwbólowego, bo nie mogę patrzeć, jak się męczysz z tą ręką i pogadamy chwilę, okej?

– Spierdalaj – rzucił tylko przez zaciśnięte zęby, wciąż wyraźnie odczuwając silny ból i przepchnął się przeze mnie, wychodząc na klatkę i zbiegając na dół. Jeszcze chwilę temu chciałem się go pozbyć, ale nie w ten sposób. Bynajmniej nie było mi zbyt przyjemnie, oglądając go takiego. Musiałem wymyślić coś, żeby dał się jakoś przeprosić. To, że nie mam zamiaru się z nim schodzić ani najprawdopodobniej nawet przyjaźnić, to nie znaczy, że chcę, żeby miał mnie za aroganckiego dupka. Pieprzony Remik.

Podziel się dobrem