Cześć Kochani!

Tak, jak mówiłam. Wiele się u mnie działo i nie mogłam za bardzo usiąść do pisania. Na szczęście, już jestem. Wciąż może być dość nieregularnie, co potwierdza to, że rozdział wrzucam w środę, ale jednak jestem.

Mam nadzieję, że na ten rozdział warto było czekać. Dlaczego? Zobaczycie sami!

Ostrzegam przed nietypowym jak na mnie kontentem. Czujcie się w pełni ostrzeżeni i świadomi.

Enjoy!

Chyba obaj potrzebowaliśmy takiej właśnie bliskości, bo jeszcze długo nie mogliśmy się tym nacieszyć, siedząc na mojej kanapie i niespiesznie wymieniając leniwe pocałunki. Całe nerwy i nawet jego boląca ręka poszły w zapomnienie. Remi przeniósł trochę swój ciężar ciała tak, że opierał się na mnie bardziej, więc przytuliłem go do siebie, przyjmując stabilną pozycję. Przez dłuższą chwilę nawet nie dotarło do mnie, co tak faktycznie robimy. Było po prostu dobrze. Przynajmniej na ten moment. Nawet, gdy skończyliśmy naszą małą sesję, wciąż pozostawało w powietrzu nieme pytanie który z nas odsunie się jako pierwszy? Żaden z nas nie kwapił się do tego, ale z jakiegoś powodu zaczęło to budować ciężką atmosferę. Wziąłem głęboki wdech i głośno wypuściłem powietrze, uwalniając się przy okazji od gromadzących się we mnie nerwów i tym samym rozluźniłem ramiona, co ostatecznie zaowocowało naturalnym odsunięciem się od niego bez zbędnych komplikacji.

Spojrzeliśmy na siebie nawzajem i przez chwilę nie byłem w stanie odczytać wyrazu jego twarzy. W końcu on również westchnął ciężko i uśmiechnął się do mnie gorzko.

– Wybacz, nie zamierzałem… Posmarujesz mi tę rękę? – zapytał zrezygnowany.

– Jasne. Jak będzie bolało to krzycz. Byle nie za głośno, bo nie chcę tłumaczyć się sąsiadom – starałem się wtrącić jakiś żart, czekając jak na niego zareaguje. Uniósł lekko kąciki w górę, choć wciąż był raczej zdystansowany. Dopiero, kiedy skończyłem z jego ręką i powiedziałem, że zaraz znajdę odznakę dzielnego pacjenta, wreszcie zachichotał, jak to miał w zwyczaju. Na dziś miałem dosyć poważnego Remika. Zdecydowanie za dużo, jak na jeden raz.

– Dzięki. Mam nadzieję, że przestanie chociaż trochę boleć, bo czasem to kurestwo jest nie do zniesienia – zamarudził i ostrożnie wykonał barkiem pełne okrążenie, starając się prawdopodobnie wyczuć, na ile mu pozwala jego obecny stan.

– Do zabicia – rzuciłem lekko, kręcąc głową z dezaprobatą. – Zadbaj o to porządnie, bo nie będzie nigdy drugiej szansy na zdrowie. Masz jedno, a naprawianie kontuzji trwa trzy razy tyle, ile samo gojenie.

– Skąd ty się nagle taki wyedukowany zrobiłeś? – Uniósł jedną brew i spojrzał na mnie kpiąco.

– Chciałem iść na muzyczną, pamiętasz? Musical obejmuje również egzaminy z tańca – wytknąłem mu, zdając sobie sprawę, że jeśli w tym siedział to chociaż tyle musiał wiedział.

– Faktycznie. O matko, wiem, daj laptopa. – Poderwał się od razu, widocznie ucieszony. – No daj – ponaglił. Zrobiłem szybko, o co mnie prosił, ale nie bardzo rozumiałem, o co mu chodziło. On tymczasem znalazł na YouTubie jakąś piosenkę i włączając ją dość głośno, zerwał się z łóżka i pociągnął mnie za sobą, od razu obracając jak do tańca. Nie pytając mnie o zdanie, zaczął  łatwością tańczyć rock’n’rolla, a ja próbowałem jakoś za nim nadążyć, obserwując, co robi. Na szczęście po chwili chyba zorientował się, że ledwo ogarniam, co się dzieję, więc w mgnieniu oka zmienił muzykę na wolniejszą i złapał za ręce, prowadząc krok po kroku. Bardzo powoli przyzwyczajałem się do tego, że znów muszę myśleć nad postawą i krokami, a moje ciało próbowało przełamać się i pozwolić mi zmusić się do wysiłku.

– Powoli. Wieki nie tańczyłem – wysapałem.

– Spokojnie, świetnie ci idzie. Po prostu pozwól sobie nie myśleć i posłuchaj muzyki. Naprawdę dobrze się ruszasz. Mogłem się tego spodziewać – po raz kolejny usłyszałem od niego komplement. W takich chwilach był niemożliwy. Roztrzepany, uradowany i z tym chłopięcym uśmiechem dosłownie rozpromieniającym jego twarz. No i kto by pomyślał, że zaledwie pół godziny temu siedział tu i na mnie krzyczał.

Mimo wszystko, ten jego uśmiech był niesamowicie zaraźliwy, więc nawet nie zauważyłem, kiedy sam się śmiałem, tańcząc z nim do muzyki zdecydowanie za głośnej, jak na późną godzinę. Na tę chwilę jednak, nie przeszkadzało mi to w najmniejszym stopniu. Być może trochę nieprzewidywalności wprowadzonej do mojej monotonii dobrze mi zrobi? Pijany tym wszystkim, zwolniłem trochę tempo, żeby złapać oddech i przyciągnąłem go bliżej siebie, bujając się w rytm muzyki. Niewiele myśląc, po chwili pochyliłem się i ponownie złapałem jego wargi w krótkim pocałunku. Chciałem tego. Naprawdę tego chciałem. Co za ironia.

Nawet, gdy poczułem, jak jego ręce niebezpiecznie zbliżają się do moich pośladków, a on nagle znalazł się dużo bliżej, niż był, wciąż tego chciałem. Moje dłonie bezwiednie zawędrowały pod jego koszulkę, ostrożnie badając teren. Dawno nie byłem z mężczyzną i nie byłem na to przygotowany, ale czując pod palcami jego napinające się mięśnie i słysząc, jak raptownie wciąga powietrze, gdy moje zimne dłonie zetknęły się z jego brzuchem, delikatnie i subtelnie wypracowując sobie drogę w dół, odchylając nieznacznie chropowaty materiał noszonych przez niego jeansów, których teraz tak bardzo chciałem się pozbyć.

– Julek czy ty… – zaczął szeptem, odrywając się od moich ust.

– Ćśśś… – odszepnąłem, łapiąc jego dolną wargę zębami i ocierając się o niego. Gdy jęknął przeciągle popchnąłem go w stronę kanapy i gdy znaleźliśmy się na niej, zacząłem powoli ściągać z niego koszulkę, wciąż dając mu chwilę na zastanowienie, ale zaczął mnie popędzać, niecierpliwie ciągnąc za rąbek mojej bluzy. Myślałem, że oszaleję, gdy ściągając mi ją, przybliżył się, a jego wargi odnalazły mój czuły punkt na szyi i nie zapowiadało się na to, żeby szybko miały go opuścić. Byłem w niebie, gdy jego język zakreślił niesprecyzowany wzór, idąc niespiesznie w górę, dopóki nie wgryzł się przelotem w płatek mojego ucha i nie zachichotał cicho, owiewając ciepłym powietrzem wciąż jeszcze pobudzone nerwy. Po plecach przebiegł mi przyjemny dreszcz.

– Nie tylko ty masz sprawne usta – wymruczał cicho. Nie sposób było się z nim nie zgodzić. Ponownie przejechałem palcami po jego bokach, tym razem kierując się w górę, aż w końcu przeniosłem jedną z rąk na jego szyję i spojrzałem mu w oczy.

– Nie tylko usta mam sprawne. Za moment będziesz miał okazję się przekonać – zacząłem, ale przewrócił oczami i jęknął.

– Mniej gadania. – Po czym wpił się w moje wargi nie pozostawiając mi pola do dyskusji. Był bardzo wymagający i wiedział, czego chciał. Podobało mi się to. Lubiłem zdecydowanych partnerów. Wreszcie mogłem robić z nim, co tylko chciałem.

Moment, w którym wreszcie pozbyłem się tych jego niewygodnych, zawadzających wiecznie spodni i zobaczyłem w pełni jego wyrzeźbione mięśnie, idące piękną linią w dół, układające się w seksowne, pociągające v był dla mnie ostatnią kroplą, która przepełniła kielich. Moja samokontrola zaczęła topnieć w zastraszającym tempie, a ja z każdą uciekajacą sekundą składałem kolejne pocałunki na jego brzuchu, schodząc raz za razem w dół, drażniąc się z nim i patrząc mu w oczy. Jego przymrużone oczy i lekko rozchylone wargi tylko dolały oliwy do ognia. Bez pytania ściągnąłem z niego bokserki, niby przypadkiem trącając nosem jego penisa, który już prężył się w pełnej gotowości i dopraszał się uwagi. Uśmiechnąłem się sam do siebie, po czym jeszcze chwilę składałem delikatne pocałunki na jego podbrzuszu, udach, brzuchu, specjalnie omijając jedno ważne strategiczne miejsce.

Gdy wreszcie był na skraju wytrzymałości, jednym sprawnym ruchem, wziąłem go całego do ust, a do moich uszu dobiegł zduszony jęk przyjemności. Wiedziałem, że mogę bawić się, ile chce, pieszcząc go językiem, zmieniając kąt czy głębokość, a obserwowanie jego reakcji sprawiało mi dużą przyjemność. Sam byłem już mocno podniecony, szczególnie na myśl o tym, jak wyglądał będzie, gdy już wślizgnę się w niego głęboko. Chciałem to zobaczyć i powoli zaczynałem zmierzać palcami w dół, w okolice, gdzie za tak naprawdę kilka chwil wchodzić będzie coś zupełnie innego, dającego mu dużo więcej przyjemności. Jak bardzo brakowało mi takiej właśnie możliwości… A teraz Remik, ten sam wkurzający, sarkastyczny i roztrzepany chłopak, który działał mi na nerwy, leżał pode mną wyglądając nieziemsko i doprowadzając mnie tym do szaleństwa.

Myślałem, że gdy zacznę wsuwać w niego delikatnie pierwszy palec, to zepnie się lub odsunie, co było zwyczajową reakcją, z jaką się do tej pory spodziewałem, ale on tylko jęknął głośniej i rozsunął szerzej nogi, dając mi lepszy dostęp. Oj tak, zdecydowanie był to partner, którego chciałem mieć. Niewiele to trwało, a wyjmowałem z niego wszystkie trzy palce, naprędce zdejmując z siebie spodnie wraz z bokserkami i patrząc z pożądaniem na chłopaka przede mną.

– Masz gumki? – wyszeptał, na granicy słyszalności, patrząc się na mnie głodnym wzrokiem, ale pokręciłem głową przecząco. Nie pomyślałem o tym. Nie miałem nawet lubrykantu, a co dopiero gumek. Westchnął ciężko i spojrzał na mnie zniecierpliwiony. – No właź – ponaglił.

Nie musiał mi tego dwa razy powtarzać. Szybko i sprawnie ustawiłem się przy jego wejściu, zakładając sobie jego nogi na ramiona i gładząc w międzyczasie po łydce, bo dobrze wiedziałem, jak onieśmielająca i żenująca może być ta pozycja z jego strony. Wsunąłem się w niego bez większych problemów, choć był niesamowicie ciasny i ciepły. Dawno nie miałem okazji czuć czegoś takiego. Ledwo powstrzymałem się przed dojściem od razu. Remigiusz przez chwilę jeszcze marszczył brwi niezadowolony i syczał nie przyjemnie z każdym moim poruszeniem, ale wreszcie przyzwyczaił się do mnie i mogliśmy zacząć naszą małą zabawę na dobre. Ja w nim, on wczepiający się we mnie paznokciami i ruszający niecierpliwie biodrami, poganiając mnie, gdy drażniłem się z nim, zwalniając tempo.

Raz po raz wymienialiśmy się spojrzeniami, a nasze wargi łączyły się w niemym namiętnym tańcu, w którym języki wiodły prym na przekór płucom, które złośliwie kazały zaczerpnąć powietrza raz za razem. Nasze oddechy mieszały się w jedno i nie byliśmy w stanie w żaden sposób odseparować własnych myśli i uczuć od siebie. Co na w ogóle podkusiło do tego? Nie wiem. Wiem, że nie żałuję, a obraz wijącego się z przyjemności Remika będzie jeszcze na długo wyryty w mojej pamięci.

– Remi, jestem blisko – wydusiłem wreszcie, a on tylko odmruczał coś niewyraźnie w odpowiedzi. Mogłem się spodziewać, że jest jeszcze bliżej niż ja i rzeczywiście, gdy przyspieszyłem tempo, miałem okazję oglądać jego najpiękniejszy wydanie. Wyprężonego, z zaciśniętymi powiekami, ustami rozwartymi w niemym krzyku rozkoszy i z odchyloną głową. To podziałało na mnie jeszcze bardziej i doszedłem niemal od razu. Przytuliłem go do siebie mocno, jak to miałem w zwyczaju po seksie, nie zwracając uwagi na to, że obaj jesteśmy spoceni, zmęczeni, a z wiadomego miejsca wycieka nadmiar białej, gęstej cieczy. Chciałem chociaż przez kilka najbliższych sekund mieć go blisko przy sobie, nie przejmując się niczym. Na szczęście nie protestował, tylko wtulił się we mnie. Mogłem mieć pewność, co do jednej rzeczy. Cokolwiek nastąpi potem, byliśmy trzeźwi, więc nie można było nazwać tego pijackim błędem. Przespałem się z Remikiem i było mi z tym cholernie dobrze. Nie wiem tylko, czy to dobry znak, a muzyka dalej grała w tle. Pieprzony Remik.

Podziel się dobrem