Byle do brzegu

Opowiadania LGBT

3. W jego słowach

Cześć Kochani!

Przed Wami starcie Marcel vs. Daniel. Nie no, obejdzie się bez rękoczynów, to nie Tobi i Michaś, żeby się docierać w ten sposób. No, ale będzie poważnie… Przez jakąś chwilę.

No i ja wiem coś, czego Wy jeszcze nie wiecie… Niedługo na bucketbook.pl będzie podana data premiery papierowej wersji Uno! Boziu, jak ja się z tego cieszę. Nakład już jest w drukarni i lada moment trafi do mnie, a bucketbook.pl szybko i sprawnie go przejmuje.

Jeśli ktoś jeszcze nie głosował w ankiecie dotyczącej drukowanej wersji Numero Uno, to na dole posta wkleję ją ponownie. ( ;

Enjoy!

Zanim zdążył się obudzić, drgawki niemalże ustały lub przynajmniej zmalały, a ja przygotowałem mu lekką, zdrową kolację. Kiedy wszedł do salonu, poczułem wbrew sobie lekkie zdenerwowanie. Czekała nas ważna rozmowa, na którą być może żaden z nas nie był gotowy. Nie mniej jednak, obaj mieliśmy świadomość, że nie możemy dalej ciągnąć tego w ten sposób.

– Zrobiłem ci coś lekkiego na kolację. Jak zjesz, to chciałbym z tobą porozmawiać – zacząłem ostrożnie. On tylko zmierzył sałatkę niechętnym spojrzeniem i pokręcił głową.

– Nie mogę tego zjeść. Porozmawiajmy najpierw – powiedział zrezygnowany.

– Jak to „nie możesz”? Zawsze lubiłeś takie sałatki. – Spojrzałem na niego bez zrozumienia.

– Wiem i dziękuję, ale nie mogę. Chyba właśnie dlatego musimy pogadać. Chodź, siadaj, bo chcę mieć to już za sobą.

– Dobra, Daniel, co się dzieje, bo zaczynasz mnie coraz bardziej martwić. – Zmierzyłem go spojrzeniem, poważnie zaniepokojony i usiadłem na kanapie zaraz obok, odwracając się w jego stronę.

– Masz rację, że odsunąłem cię od siebie po śmierci Tobiasza. Nie mogłem sobie z tym wszystkim poradzić. On był jedyną osobą, która mnie zawsze rozumiała i przed którą nie bałem się okazać słabości. W tamtej chwili chciałem być silny dla ciebie, ale nie potrafiłem i czułem się, jak porażka. Jakbym ciebie zawiódł byciem sobą. Więc się zacząłem oddalać.

– Daniel, to niedorzeczne. Wtedy potrzebowałem tylko tego, żebyś był gdzieś obok. Nawet, gdybyśmy mieli płakać obaj przez cały długi tydzień. Po prostu potrzebowałem tego, żebyś był. Ty wtedy akurat postanowiłeś mnie odpychać. Zaczynało mnie to męczyć, frustrować… Ledwo umiałem poradzić sobie z jego śmiercią, a musiałem dorzucić do tego odrzucenie. Cholera, ja sobie dalej z tym nie radzę! – Nie wytrzymałem i koniec wypowiedzi niemal wykrzyczałem, po czym pochyliłem się i ukryłem twarz w dłoniach, starając się uspokoić. Poczułem po chwili jego dłoń na moim karku. Drżała lekko, ale mimo to starał się rozmasować jakoś mój kark i spięte ramiona, mimo wszystko kojąc choć trochę zszargane nerwy.

– Wiem, Marcyś, wiem. Ja też dalej nie bardzo sobie radzę. Jeszcze w trakcie tego wszystkiego dowiedziałem się, że… Cholera, to cięższe niż myślałem… Dowiedziałem się, że choruję na chorobę Wilsona i wtedy postanowiłem zdystansować się bardziej – wykrztusił w końcu. Niemal od razu podniosłem głowę i spojrzałem na niego wielkimi oczami próbując przetrawić tę informację. On tymczasem powoli zabrał rękę i pod naporem mojego spojrzenia, sam odwrócił wzrok. W końcu zreflektowałem się, ale zdołałem wydukać tylko ciche:

– Co?

– Też się zdziwiłem, ale cóż… Nic z tym nie zrobię i… Wiesz… Jesteś przystojnym, młodym mężczyzną. Jesteś lekarzem, jesteś zdolny i jesteś niesamowicie pracowity, a do tego uparty. Masz genialne poczucie humoru, które nadrabia, za twój temperament i niewyparzony jęzor. Jesteś dobrą partią dla każdego. Po co miałby ci niby być partner z defektem, który w dodatku jest raczej kiepski, kiedy dochodzi do ciężkich sytuacji? Pomyśl logicznie. – Daniel zaczął rozwodzić się nad tym i plątać powoli, a ja zastanawiałem się, słysząc to wszystko, czy bardziej mam ochotę go trzepnąć w ten jego głupi łeb, czy rzucić się na niego i porwać go w ramiona. Ta druga opcja szybko zwyciężyła i przyciągając go do siebie, przytuliłem go najmocniej, jak tylko potrafiłem. – Dusisz mnie – wychrypiał po chwili. Rozluźniłem nieco uścisk, ale stanowczo odmawiałem puszczenia go całkowicie.

– Jak mogłeś nic mi nie powiedzieć! Powinienem cię teraz porządnie trzepnąć i opieprzyć. Zawsze miałem ciebie za tego bardziej rozsądnego w tym związku. Bierzesz leki? – Odsunąłem go od siebie na odległość ramion i zapytałem poważnie, ale gdy tylko zauważyłem, że wciąż unika mojego spojrzenia, stało się jasne, że nie podjął leczenia. – Daniel… – jęknąłem.

– Dobrze wiesz, że leki nie są refundowane i ciężko dostępne, i ko… – zaczął cicho, ale szybko mu przerwałem.

– Jutro rano będziesz miał te leki – powiedziałem z całą stanowczością. Gdy w końcu odważył się na mnie spojrzeć, zmierzył mnie ironicznym wzrokiem.

– A co? Ukradniesz je? – zapytał prześmiewczo.

– Jeśli będzie trzeba, to tak – odparowałem natychmiast. – Ale mam zamiar pogadać z kolegą, bo na szczęście ma dzisiaj dyżur i może uda mi się wpisać cię na listę osób leczonych na oddziale. Mają tam najnowsze leki, doprowadzą cię do porządku, a później będzie już z górki. Jeśli się nie uda, to po prostu złożę zamówienie i to wykupię. Musisz mi dać tylko recepty, dokumenty, wszystko, co masz.

– Marcel, nie… – Mój były partner jęknął. – Nie będę cię tym obarczać. Zresztą nie jesteśmy nawet parą, nie powinieneś się aż tak w to wszystko angażować. I… – W tym momencie postanowiłem wypróbować sposób uciszania według Tobiasza. Rzeczywiście okazał się niezawodny. Gdy tylko moje wargi zetknęły się z jego, niemal od razu odpowiedział na pocałunek. Po chwili poczułem, jak nieco się relaksuje i uspokaja. Jedną z dłoni przeniosłem na jego policzek, gładząc go delikatnie kciukiem, a drugą wplotłem w, teraz nieco przydługie, włosy. Zaraz poczułem jego ręce oplatające moją szyję. Westchnąłem kontent ani na chwilę nie odrywając się od jego ust. Gdy pocałunek się skończył, uśmiechnąłem się zadowolony, wciąż będąc milimetry od niego. Potarłem czule nosem o jego nos i ukryłem ostatecznie twarz w jego szyi wdychając jego odurzający zapach. Nie pamiętam już, kiedy byłem tak spokojny.

– Nawet nie wiesz, jak mi tego brakowało – szepnąłem wreszcie.

– Wiem… Ale nie powinniśmy – odpowiedział również szeptem. Oderwałem się od niego i zacząłem wpatrywać się z niedowierzaniem. Mimo swoich słów, wyglądał, jakby był na skraju załamania.

– Kiedy wreszcie zrozumiesz, że nie chcę, żebyś był silny. Chcę, żebyś po prostu był. Dobra, ja wiem, jesteś starszy i w ogóle, ale to nie znaczy, że musisz być cholerną skałą i ostoją. Potrzebuję partnera, a nie świętego czy przewodnika. Kochanie, proszę… – Patrzyłem na niego błagalnie, a on po prostu wybuchł płaczem, a gdy przygarnąłem go do siebie, wtulił się we mnie, jakby jego życie od tego zależało. Pogłaskałem go po głowie, oplatając szczelnie ramionami. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę, ale wiedziałem, że powinienem się powoli zbierać.

– Danny…? – zagadnąłem cicho. W odpowiedzi tylko zamruczał. – Chodź, musimy cię nakarmić, a potem będę musiał się zbierać. – Po tych słowach poczułem, jak ściska mnie mocniej.

– Nie dziś, błagam. Dziś po prostu zostań – wymamrotał. Brzmiał na wykończonego. Nie dziwiłem mu się. Od jakiegoś czasu obaj byliśmy na emocjonalnym rollercosterze.

– Wezmę twoje papiery, załatwię ci leczenie. Nie zrobię tego, nie wychodząc stąd. Wrócę jutro rano, okej? Albo dziś w nocy, jeśli chcesz, ale muszę iść. No i czas zrobić ci porządek w lodówce. Za bardzo będzie cię przy tym kusić.

– Wróć szybko… – wymruczał już znacznie spokojniej.

– Wrócę. Obiecuję. No to teraz chodź, trzeba coś zjeść. Co powiesz na jajka? – powiedziałem już luźno, wstając z kanapy i ciągnąc go za sobą.

– Dzięki. Może być. Tak długo, jak nie będziesz wpychał we mnie tych ohydnych paciek, które Łukasz we mnie wmusza, to wszystko zjem.

– Właściwie to kim on jest? – Starałem się zabrzmieć dość swobodnie, ale nędznie mi to wyszło. Daniel zaśmiał się krótko i pokręcił głową.

– Dobry znajomy. Ma żonę i bliźniaki. Jest hetero, niezainteresowany i nie w moim typie. Okej? – zaczął wymieniać i nieudolnie ukrywać śmiech.

– No okej, okej. Przecież nic nie mówię – mruknąłem zawstydzony, ale usatysfakcjonowany. – Jak ja tęskniłem za twoim śmiechem.

– No fakt, że już dawno nie miałem ku temu okazji – westchnął. – Marcel… Czy to się jeszcze da naprawić? – zapytał z taką nadzieją, że nie byłbym w stanie zaprzeczyć, nawet, gdybym chciał.

– Oczywiście, że się da. Jakoś damy radę. Kto, jak nie my? – Spojrzałem na niego ciepło, po czym powróciłem do robienia mu kolacji.


 

Podziel się dobrem

2 Comments

  1. UWAGA MAŁY SPOILER NA DOLE I W ODPOWIEDZI!

    Z reguły nie komentuję blogów przede wszystkim dlatego, że moje komentarze do niczego się nie nadają, ale tak sobie pomyślałam że to wstyd (ze strony czytelników oczywiście) żeby tak dobre teksty praktycznie nie miały komentarzy! Więc postanowiłam zostawić tu swój ślad (o ile dobrze pamiętam to kiedyś tam coś już na tym blogu komentowałam ale nie jestem pewna) i zostawić taki ogólny komentarz do wszystkich Twoich tworów. A jestem nimi zachwycona, zakupiłam wszystkie e-booki i są po prostu boskie. No i tak sobie dumałam i doszłam do wniosku (szybko, nie?) że sporo twoich bohaterów ma dosyć… niecodzienne imiona, ale dzięki temu jakoś fajniej mi się to czyta. Bo widać że to są takie jedyni w swoim rodzaju bohaterowie.
    A na koniec… jak mogłaś uśmiercić Tobiasza?
    Pozdrawiam

    • B.D.B.

      5 marca 2018 at 17 h 53 min

      Strasznie dziękuję za komentarz ❤ Jest ich mało, więc każdy cieszy niezmiernie, szczególnie tak miły.
      Mam jakiś taki dziwny pociąg do tych nietypowych imion. Szczególnie do Uno, no czyż to nie brzmi cudnie? Ale poza tym, że szukam imion polskich, ale dość oryginalnych, czasem po prostu, gdy na coś natrafię to zostaje i już, nawet jeśli mi się kompletnie nie podoba. Moi bohaterowie nazywają się sami.
      Jak mogłam? Szybko i sprawnie. 😀 O jego śmierci jeszcze trochę będzie po drodze, ale powiem tak – miał ginąć przy pierwszej części, potem w drugiej, aż w końcu doczekał się dopiero po jej zakończeniu swojego prywatnego końca. Po prostu jego czas nadszedł i przeciąganie go w nieskończoność nie miało sensu.
      Ps. Uno II ma już ponad 30 stron i plan na najbliższą setkę 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie wyświetlony.

*

© 2018 Byle do brzegu

Theme by Anders NorenUp ↑